Czytelnia

Las na pustyni nie wyrośnie

| 9 minut czytania | 131 odsłon

Opada kurz kampanii wyborczej, wiele zdań wypowiadanych jesienią przez polityków przemija bezpowrotnie. Jest jednak jedno zdanie – ważne, które szczególnie pamiętam, mimo, że media nie poświęciły tej wypowiedzi większej uwagi, jakby same nie wierzyły, że to może być zdanie fundamentalne, że to zdanie ma moc, a temat wart jest jednak poświęcenia cennego rynkowego czasu. 

„Po wygranych wyborach kultura stanie w centrum prac demokratycznego rządu” to słowa Donalda Tuska, wypowiedziane podczas konwencji w Tarnowie, mają jeszcze szansę stać się politycznym ciałem. Podczas wspomnianej konwencji Tusk podniósł także kwestię zniesienia cenzury i uchwalenia ustawy o statusie i zawodzie artysty. Brak głębszego wyborczego zainteresowania mediów tematem kultury, jest echem często wygłaszanego poglądu, że „kulturą wyborów się nie wygrywa”. Słowa te dowodzą, że kulturę i sztukę zredukowano do niewiele znaczącego aspektu politycznego czy też wizerunkowego dodatku. Takie przekonanie stawało się podwaliną pod słabą, nieugruntowaną, w istocie iluzoryczną demokrację obarczoną niskim kapitałem społecznym. Brak wyobraźni i zrozumienia dla formatującej roli kultury, edukacji i nauki po 1989 okazał się jedną z najważniejszych przyczyn wyjałowienia intelektualnego części polskiego społeczeństwa, osłabienia jego krytycznych narzędzi w odróżnianiu dobra od zła, kłamstwa i manipulacji od prawdy, niedostrzegania zagrożeń nacjonalizmem, populizmem, rasizmem oraz ksenofobią. Wykluczaniem mniejszości i niemal całkowitym zredukowaniem praw kobiet. Wreszcie zobojętnieniem etycznym i brakiem reakcji na katastrofę humanitarną na granicy polsko-białoruskiej. Więc może „kulturą wyborów się nie wygrywa”, ale bez kultury i edukacji trudno sobie wyobrazić długofalowe, rozwijające się otwarte społeczeństwo demokratyczne wolne od resentymentu, urazu i rewanżu.

Andrzej Łapicki, wybitny i popularny aktor, po zwycięstwie opozycji w 1989 roku, nomen omen KO (Komitet Obywatelski), już jako poseł, ogłosił, że artyści niczego od państwa nie potrzebują. Słowa Łapickiego musiał wziąć sobie głęboko do serca Leszek Balcerowicz i wzmocnił to pragnienie, mówiąc na Kongresie Kultury w Krakowie w 2009, że ludzie kultury mają „mentalność sowieckiego działacza”. Na widowni Audytorium Maximum Uniwersytetu Jagiellońskiego wypełnionego po brzegi artystkami, twórcami i pracowniczkami kultury z całej Polski, słowom ministra przysłuchiwali się: Andrzej Wajda, Elżbieta i Krzysztof Pendereccy, Agnieszka Holland, Kazimierz Kutz. Jak można domyślać się entuzjazmu po wystąpieniu Balcerowicza nie było.  

Unieważnienie oraz niezrozumienie roli kultury w rozwoju społecznym można uznać za największą katastrofę III RP. Konsekwencje tego procesu ponosimy do dzisiaj, zwłaszcza przyglądając się uczestnictwu w kulturze w małych miejscowościach, wsiach, czyli w Polsce powiatowej, gdzie zamiast nowoczesnych bibliotek, dobrze wyposażonych sal widowiskowych i aktywnie działających w nich animatorów kultury, władzę nad rządem dusz sprawuje konserwatywny, prowincjonalny kościół, wmawiając polskiemu społeczeństwu, że prawdziwe życie duchowe odbywa się wyłącznie poprzez praktykę religijną, marginalizując tym samym kulturę i sztukę, prowadząc z artystami regularne spory. Niejednokrotnie słyszeliśmy wypowiadane z ambony słowa potępienia oraz pouczania twórców za ich nieprawomyślne dzieła. Zdarzały się też skrajne incydenty, jak ten w jednej z gdańskich parafii, gdzie ksiądz wraz z ministrantami spalił książki, między innymi „Harrego Pottera”. 

Kultura dla rządu PiS była ważna, nie jako element rozwoju społecznego, umacniania więzi społecznych, wspierania otwartego społeczeństwa czy instrument niwelowania podziałów społecznych i politycznych, ale jako narzędzie partyjnej propagandy, znanej choćby z czasów PRL-u. W opozycji do europejskiego społeczeństwa obywatelskiego PiS budował społeczeństwo wyznaniowe oparte na agresji, nietolerancji oraz nienawiści. Dlatego tak istotne w tej strategii były pamięć historyczna i polityka historyczna, kreowanie lęku przed napływem uchodźców, ale przede wszystkim uwłaszczenie się na smoleńskiej tragedii. Na tych fundamentach skonstruowano przestrzeń konfliktu i wykluczenia. Wojna kulturowa i brunatnienie polskiego krajobrazu politycznego nie były więc przypadkowe, ale stały się konsekwencją przemyślanego procesu politycznego zmierzającego do wewnętrznego chaosu i zamętu oraz stworzenia zaściankowego społeczeństwa konserwatywnego. Wektory i linie podziału biegły w różnych kierunkach. Ulokowały się na wielu poziomach, przeniknęły do  wewnętrznych struktur społecznych. Ofiarami tej dialektyki rozpadu stały się rodziny, małżeństwa, grupy zawodowe. Wojna polsko-polska nie była więc żadnym imaginarium, abstrakcją społeczną tylko faktem. Nie było też żadnych plemion tylko rozbity, przemocowy, skłócony wewnętrznie, jak pisał Gombrowicz /polski/ kościół międzyludzki.

Piotr Gliński, wicepremier z teką ministra kultury w rządzie PiS swoje urzędowanie w 2015 roku rozpoczął od próby zdjęcia z afisza tuż przed premierą przedstawienia „Śmierć i dziewczyna” w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Jak się miało wkrótce okazać była to zapowiedź ograniczania prawa do wolności twórczej i konfrontacji ze środowiskami artystycznymi i kulturalnymi. W gruncie rzeczy stała się programem dla polskiej kultury na długie osiem lat rządów PiSu. Minister konsekwentnie wykorzystywał sztukę dla doraźnych celów politycznych, a co więcej do konsekwentnego wdrażania ideologii nacjonalistyczno-religijnej. Artystów traktował przedmiotowo i instrumentalnie. Przejmował instytucje kultury jak na przykład Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku czy Muzeum Sztuki w Łodzi.Tworzył pisowskie imperium prawdy wspierane przez TVP, orlenowskie media, rządowe Polskie Radio i Kościół. „Wesele•” Wojciecha Smarzowskiego było dla ministra sztuką zdegenerowaną. „Twarz” Małgorzaty Szumowskiej okazała się dziełem dla berlińskich elit, natomiast studenci szkół artystycznych to bezwolni naśladowcy wartości Zachodu. Minister nie był w tej krucjacie osamotniony. Równie skutecznie i spektakularnie towarzyszył mu Jacek Kurski, prezes TVP. Ze zdumieniem obserwowaliśmy jak tak zwana telewizja publiczna nie zamierza transmitować Gali Noblowskiej, podczas której Olga Tokarczuk miała odebrać najważniejszą nagrodę literacką. O transmisję i brak należytego zainteresowania noblistką upomniał się redaktor TVP Kultura Wojciech Majcherek, za co został dyscyplinarnie zwolniony. Pisowskiej kuratorce oświaty nie podobały się „Dziady” Mickiewicza w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie, która spektaklu oczywiście nie widziała. Postanowiono więc zwolnić dyrektora Krzysztofa Głuchowskiego. Kwintesencją pisowskiego cenzorskiego szaleństwa była nagonka na Agnieszkę Holland za film „Zielona granica”, którą manifestacyjnie, najpodlej jak można, autoryzował prezydent RP Andrzej Duda. Wygrane wybory przerwały ten skandal.

Odmawianie polskim artystom/kom prawa do wolności twórczej było świadomym niszczeniem kultury narodowej, działaniem na szkodę społeczeństwa i państwa polskiego. Było z gruntu antydemokratyczne i destrukcyjne. Podważało autorytet i powagę państwa. Oznaczało rządy ludzi słabych, opętanych prymitywnym cynizmem i odwetem. Niepotrafiących oswoić się z niewygodną dla wielu urzędników myślą, że granice wolności w sztuce wyznaczają nie politycy tylko twórcy. Żadne mury ani żyletkowe płoty nie 

mają tu zastosowania. Artyści zawsze przekraczali granice i zakazy, ryzykując zdrowiem, często narażając i poświęcając życie jak Garcia Lorka, Osip Mandelsztam, Paul Celan, Bruno Schulz czy Łeś Kurbas. Dla nieudolnej i strachliwej władzy kurczowo trzymającej się ideologicznych poręczy artysta stanowi zagrożenie największe. Dlatego też twórcom funduje się rozmaite formy cenzury: prewencyjną, wyznaniową, ekonomiczną, wykluczenie społeczne czy finansową banicję. W przypadkach ekstremalnych przejawia się w formie palenia książek, zakazu prezentowania dzieł sztuki, zamykania galerii i rozbijania zespołów teatralnych. Cenzura jest formą przemocy jakby niedotykalna, czasem niewidzialna, ale jest niezwykle skuteczna w osłabianiu podmiotowości społecznej. Caroline Levin, amerykańska filozofka kultury pisała, że dla demokracji i kultury nie ma nic groźniejszego jak wymuszony konformizm. Z podziwem towarzyszyłem twórcom i ludziom kultury, którzy mimo dotykającej ich cenzury, mimo niesprawiedliwych dotacji i rozstrzygnięć pozostali wierni swoim ideałom i nie padli ofiarą wspomnianego konformizmu. Z ich strony był to prawdziwy akt obrony fundamentalnych wartości wolności, odwagi, uczciwości. Z wielkim podziwem obserwowałem działania fundacji i organizacji pożytku publicznego, które siłą aktywistek i aktywistów przy społecznym i samorządowym wsparciu stawiały opór napierającej fali propagandy. Dzięki nim mamy do czego wracać. Mamy dostęp do nieskażonych choć osłabionych ekonomiczną cenzurą źródeł wolnej sztuki i kultury. 

Olafur Eliasson, duńsko/islandzki artysta wizualny podkreślał, że „kultura ma moc łączenia zupełnie odmiennych ludzi, a przy tym nie polaryzuje stanowisk, ani nie ignoruje jednostkowych różnic”. Leszek Kołakowski pisał, że „nienawiść niszczy wewnętrznie tych, co nienawidzą, że czyni ich bezbronnymi wobec państwa”. Dla rządów autorytarnych jest więc podstawowym narzędziem politycznym, bez którego populizm nie ma przyszłości. Dlatego nie można odkładać „na później”, obok twardego rozliczenia polityki kulturalnej Glińskiego oraz radykalnych zmian w TVP, reform uwzględniających status kultury i sztuki w polityce państwa. Bez spójnego systemu finansowania kultury i instytucji artystycznych, fundacji pożytku publicznego nie sposób sobie wyobrazić bezpieczeństwa i rozwoju polskich twórczyń i artystów, a także szerokiego uczestnictwa w kulturze. Podobnie jak w wielu krajach europejskich instytucje powinny być finansowane z trzech źródeł: państwa, regionu i miasta, wyłączając te instytucje, których jedynym organizatorem jest ministerstwo. Istotnym uzupełnieniem byłoby przygotowanie dyrektywy wspólnie z Komisją Kultury Parlamentu Europejskiego znoszącej drastyczne różnice w finansowaniu instytucji kultury w poszczególnych krajach europejskich. Kultura powinna być wydatkiem obligatoryjnym. Kultura zawsze przynosi zyski, nie tylko ekonomiczne, choć i te są rezultatem inwestowania w sztukę, ale najważniejszym nieodwracalnym zyskiem jest wzrost kapitału społecznego. Uchwalenie ustawy o statusie i zawodzie artysty jest oczywistością. Wspólnie z Ministerstwem Edukacji i Nauki konieczne jest wypracowanie strategii edukacji do kultury. Komitet Nauki o Kulturze PAN przygotował raport o kształceniu dla kultury i w chwili obecnej ma on charakter instrumentalny. Zapisano w nim również, że „bez rozwoju kompetencji kulturowych zmiana społeczna jest niemożliwa”.Uczestnictwo w kulturze nie może być przywilejem tylko normą. Odbiór sztuki wymaga elementarnej wiedzy, trzeba więc jej uczyć jak obsługi nowych technologii, matematyki czy języka polskiego. W porozumieniu z wydawcami i księgarzami warto pochylić się nad ustawą o książce. W Polsce czytelnictwo wciąż jest jednym z najniższych w Europie. Ustawa o sponsoringu miałaby szansę przyciągnąć biznes. Dwa i pół miliarda złotych na nikomu niepotrzebny Pałac Saski w Warszawie trzeba przeznaczyć na inwestycje na rzecz kultury w Polsce powiatowej. Zadaniem nowego rządu powinno być wspieranie kultury lokalności, regionów, uznając jednocześnie ich uniwersalność. Piszę tylko o kilku podstawowych propozycjach, którymi powinno zająć się Ministerstwo Kultury wraz z zaproszonymi środowiskami i przygotować ustawę, która będzie nowym ustrojem dla polskiej rzeczywistości kulturalnej. 

Ośmioletnie rządy populistów uświadomiły nam jakie znaczenie może mieć dla wspólnoty demokratycznej wolna kultura. Zobaczyliśmy również, że nie można pozbywać się przestrzeni symbolicznej, bez której trudno mówić o wspólnych wartościach i sensach, bez których trudno budować nowoczesne państwo. Otwarta przestrzeń symboliczna będąca synonimem społeczeństwa demokratycznego wrażliwego na odmienność i Innego nie stworzy się sama, bez naszego aktywnego udziału. Jej fundamentem są kultura, edukacja i nauka. Las na pustyni nie wyrośnie.

Krzysztof Mieszkowski