Tekst pochodzi z numeru 100–101/2025 „Notatnika Teatralnego”.
Łukasz Twarkowski po rozpadzie zespołu artystycznego Teatru Polskiego we Wrocławiu w roku 2016 dostał propozycję realizacji spektaklu w Litewskim Narodowym Teatrze Dramatycznym w Wilnie (Lietuvos nacionalinis dramos teatras). Do realizacji przedstawienia w tym teatrze zostali zaproszeni aktorzy wybrani spośród nadesłanych zgłoszeń, wśród nich byli członkowie i członkinie wileńskiego zespołu, ale też freelancerzy oraz aktorzy innych teatrów. W kolejnym projekcie Respublika, wyprodukowanym we współpracy Münchner Kammerspiele z Litewskim Narodowym Teatrem Dramatycznym, podtrzymany został system tworzenia przez reżysera międzynarodowego zespołu aktorskiego. Obsada, z którą pracuje Twarkowski, jest zawsze specjalnie zbierana do kolejnych realizowanych projektów, podczas gdy zespół produkcyjny zostaje prawie niezmienny. Do poniższej rozmowy zostali zaproszeni aktorzy, którzy są wśród twórców najnowszego spektaklu Oracle: Katarzyna Osipuk (do niedawna aktorka Teatru im. J. Kochanowskiego w Opolu), Rytis Saladžius (aktor Lietuvos nacionalinis dramos teatras oraz Oskaro Koršunovo teatras) oraz Nelė Savičenko (aktorka Lietuvos nacionalinis dramos teatras oraz Oskaro Koršunovo teatras).
Maria Sławińska: Która produkcja Twarkowskiego, w jakiej braliście udział, jest dla was najciekawszym, a może najtrudniejszym wspomnieniem?
Rytis Saladžius: Wszystkie są dla mnie cenne i zapadające w pamięć. Lokis, ponieważ był pierwszy. Wtedy poznałem Łukasza i jego zasady pracy oraz styl – wszystko było nowe i niezwykłe. Najbardziej interesującym, a zarazem najtrudniejszym doświadczeniem była jednak Respublika. Mieszkaliśmy w lesie, z dala od rodzin, bardzo dużo pracując – instalując różne laboratoria, przestrzenie rave’u, intensywnie filmując, tańcząc, DJ-ując, imprezując. Odpoczynku było niewiele – to było pełne oddanie, opowiadanie historii, kreacja i nieustanna niepewność, dokąd to wszystko zmierza i w co się przekształci. Pomimo trudności, niepewności i niespodziewanych przygód, z którymi się zmagaliśmy, praca z Łukaszem i jego wspaniałym stałym zespołem – Fabienem Lédé, Svenją Gassen, Pawłem Sakowiczem, Jakubem Lechem, Bogumiłem Misalą, Anką Herbut, Joanną Bednarczyk i innymi… to było jedno z największych doświadczeń twórczych, jakie miałem.
Nelė Savičenko: Takim doświadczeniem był udział w projekcie teatralnym Respublika. Nic dziwnego, ponieważ wymagała ona dłuższego procesu twórczego. Musieliśmy „zadomowić się” w prawdziwej wiosce jak jedna rodzina, spędzać razem czas niemal przez całą dobę, wykonywać różne zadania i uczyć się zawodu DJ-a. Powierzaliśmy kamerze wszystkie nasze emocje, nowe doświadczenia, nasze samopoczucie. Później śmialiśmy się z naszych zwierzeń albo je podziwialiśmy. Kamera stała się w Respublice kolejną ważną osobą. Nadal uczymy się powierzać jej nasze myśli i emocje, niezależnie od tego, nad jaką produkcją pracujemy.
Katarzyna Osipuk: Współpracowaliśmy z Łukaszem, Anką i całym teamem produkcyjnym przy spektaklu ROHTKO, którego premiera była w marcu 2022 roku. Zagraliśmy siedemdziesiąt przedstawień, kolejne przed nami – właśnie rozpoczynamy sezon. Każdy spektakl ROHTKO jest tworzeniem tego obrazu na nowo. Półtora roku po premierze Łukasz zadzwonił, czy nie mam ochoty spotkać się z nim w pracy po raz drugi. Miałam ochotę.
M.S.: Czy proponowany przez Twarkowskiego proces pracy nad rolą czymś zaskakuje? Czy techniki, które sugeruje reżyser podczas prób, są czymś nowym w porównaniu z innymi reżyserami?
R.S.: Praca Łukasza z aktorami jest wolna od presji, pośrednia i daje przestrzeń dla twórczego, organicznego rozwoju. Dużo tu analizy i wyobraźni – rysowania konturów przyszłej roli podczas prób. Nie sądzę, by był inny reżyser teatralny, który tak subtelnie pracuje, wykorzystując zasady filmowe. Wiedza Łukasza, kim być przed kamerą i za kamerą, jest naprawdę bezcenna. Performatywna obecność po obu stronach kamery znosi granice między rzeczywistością a grą. Wszystko może dziać się jednocześnie, obok siebie. Jedno nie zakłóca drugiego. Takie rozumienie jest wyzwalające.
N.S.: Łukasz pracuje według zasad kina. To znaczy – jesteś maksymalnie naturalny, co ma uruchamiać performatywność. Dla mnie to nowa zasada pracy, której reżyserzy, z jakimi wcześniej współpracowałam, nie stosowali.
K.O.: Nie przepadam za stwierdzeniami „technika” czy też „metoda”. Myślę, że w przypadku pracy z reżyserami i reżyserkami te stwierdzenia są bardzo ograniczające i nie odzwierciedlają arsenału możliwości tych artystów. Praca z każdym reżyserem i reżyserką to proces. W przypadku Łukasza ten proces jest bardzo bogaty i ma dość skomplikowaną strukturę. Całe szczęście jesteśmy za rękę przeprowadzani przez każdy etap. Łukasz używa wszelkich dostępnych środków, by udostępnić nam kody do swojego języka. A robi to z tak wielką pasją i czułością do materii i człowieka, że zaraża wszystkich wokół. Łukasz ma „supermoc” i polega ona na stwarzaniu zespołu artystycznego. Zespołu, któremu się chce i w którym każdy jest ważny i widziany. Brzmi trochę jak utopia, prawda?
M.S.: A jak oceniacie pracę w kontekście własnego rozwoju aktorskiego lub w ramach rozwoju waszej macierzystej instytucji?
R.S.: Szczerze mówiąc, mógłbym podzielić moją karierę aktorską na dwie części – przed Twarkowskim i po nim. Myślę, że na nowo odkryłem samego siebie, a inni dostrzegli we mnie inny potencjał, inną stronę mnie. A może to właśnie Łukasz otworzył? Poznanie jego teatru znacząco poszerzyło moje horyzonty i podniosło moją wartość jako aktora. Dzięki spektaklowi Lokis w 2017 roku po raz pierwszy zostałem nominowany do Złotych Krzyży Sceny, a w zeszłym roku ponownie – za rolę w Quancie.
N.S.: W każdym procesie szukam tego, co mogę przyswoić, a co przynosi zupełnie nowe doświadczenia. Ważne są dla mnie precyzja, zwięzłość w roli, poszukiwanie dokładnego wyrazu – i poczucie, że mogę to ogólnie wykorzystać w mojej pracy.
K.O.: Czuję się przez Łukasza rozumiana i widziana. Czuję się bezpieczna. A to dla mnie fundamenty, które umożliwiają rozwój osoby pracującej na scenie. Czasem Łukasz widzi trochę „za dużo” przez zbliżenia kamery. I nawet jeśli spróbuję się zakamuflować – on (i niewykluczone, że tylko on) to zobaczy – te milisekundę, gdy głowa wypadnie z trajektorii „tu i teraz”.
M.S.: Ciekawa jestem, czy z perspektywy aktora trudno funkcjonować w świecie scenicznym, który wykorzystuje nowe technologie. Jakim doświadczeniem jest dla aktora praca z kamerami w ten szczególny sposób, gra bezpośrednio do kamery, rejestracja wideo na żywo na scenie?
R.S.: Podczas pierwszych prób do Lokisa powiedziałem, że przeszkadza mi rytmiczne migotanie światła i ciemności. Łukasz odparł, że nie będę musiał uczestniczyć w scenach, które je wykorzystują. Zgadnij – były jakieś sceny bez tego? Bardzo lubię ten styl „teatru filmowego”. On żyje. Iluzja kina tworzona jest tu i teraz, na oczach publiczności w sali teatralnej. Operatorzy poruszający się z kamerami niczym ninjowie są niemal niewidoczni. Nie czuje się żadnego napięcia, które nie byłoby bezpośrednio związane z twoją rolą. W teatrze Twarkowskiego wszystkie najnowsze technologie stapiają się w jeden cel – by służyć wartości ideowej spektaklu, wpływać na świadomość widza, a może nawet poruszać podświadomość.
N.S.: Wyobraźnia i fantazja aktora nie mogą konkurować z nowymi technologiami, z obrazami, które one tworzą. Aktorstwo jest raczej dobrym narzędziem do budowania imponującej mozaiki. Innym elementem jest granie nie „dla partnera”, ale „dla kamery”. Myślę, że grając duety, rozwijając relację, komunikujemy się ze sobą za pośrednictwem kamery, tak jak komunikujemy się przez widza w tych scenach, w których kamery nie ma. Nigdy nie zamykamy się całkowicie – ani w jednym, ani w drugim przypadku.
K.O.: Trudno? A w życiu! Praca z kamerami na scenie jest wspaniała. Choć może się wydawać, że jesteśmy na celowniku – nic bardziej mylnego. Świadek w postaci kamery jest świadkiem przychylnym. To narzędzie, które daje dostęp do każdej naszej myśli, należy tylko wyrazić wewnętrzną zgodę na te wiwisekcję i można już zacząć fruwać.
M.S.: Twarkowski często czerpie inspiracje z obszarów, w których nauka spotyka się z duchowością, na przykład z fizyki kwantowej. Czy jako artyści dostrzegacie w tym szczególne konsekwencje dla jego twórczości albo sposobu postrzegania świata przedstawionego?
R.S.: Łukasz jest muzykalny i bardzo wrażliwy na język werbalny, ale w swojej twórczości o wiele bogaciej wypowiada się obrazem i metaforą wizualną. Teksty werbalne w jego spektaklach są zazwyczaj minimalne, powtarzalne, znaczące i prowadzące do wnętrza. Dla mnie twórczość Łukasza przypomina rekonstrukcję wieży Babel, która kształtuje się na płaszczyźnie komunikacji i rozumienia. Reżyser w pracy nad tą kreacją nie szczędzi energii i pracuje „pełną parą”.
N.S.: Wybiera tematy złożone, interesuje się wieloma dziedzinami – różnymi zawodami i antropologią. Jest reżyserem, który ceni naukę, prawdziwe, niekreowane, nieurojone doświadczenia. Nigdy nie musiałam robić tylu notatek z wykładów z fizyki, co podczas prób do Quanty! Chyba najważniejsze, co bym wskazała, to poczucie czasu teraźniejszego, które ujawniło się przy tworzeniu sytuacji z odległej przeszłości – jego zdolność łączenia przeszłości i teraźniejszości w tak przekonujący sposób.
K.O.: Mogę stwierdzić, że podczas pracy nad spektaklem ROHTKO Łukasz zaburzył nasze, czyli współtwórców, pojmowanie czasu i utknęliśmy w światach jego autorstwa. Co najwspanialsze: żadne z nas tego nie żałuje!
Rozmawiała Maria Sławińska
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.
