Felietony

Bez dialogu. Adam Tarn i Antoni Winch – portrety odwrócone

| 7 minut czytania | 1698 odsłon

Na początku deklaracja: nie znajduję przyjemności w przedstawianiu ponurych analogii historycznych. Niestety sytuacja w miesięczniku „Dialog” przymusza mnie do fatalistycznych skojarzeń i przypomnień.

Rok 1968. Adam Tarn przyjechał do Genewy złamany. Miał ze sobą jedną walizkę i sześćdziesiąt sześć lat. Nie miał się gdzie podziać. Polityczna demagogia po raz kolejny wytrąciła Tarna z ustabilizowanego życia. Akurat w momencie, kiedy wydawało mu się, że będzie mógł już zawsze czytać, tłumaczyć, pisać dramaty i nie odrywać się od biurka w redakcji „Dialogu”. Pismo to sam stworzył.  

– „»My luxury Siberia, moja luksusowa Syberia!« Tak określał dom moich rodziców, który na kilka tygodni stał się dla niego przystanią na wygnaniu”wspomina profesor Dominique Belin, świetnie pamięta czas, kiedy Tarn zamieszkał w ich małym mieszkaniu w Genewie. Był przyjacielem jego ojca. Opowiadając o redaktorze „Dialogu”, Belin wielokrotnie powtarza: „brilliant! genialny, extremely brilliant!”. Wykształcony, dowcipny, bystry. Szukał wtedy pracy. Wyjechał z Genewy, kiedy dostał obietnicę zatrudnienia w Kanadzie.

Wróćmy do początku biografii. Adam Tarn urodził się na początku XX wieku w dobrze sytuowanej, zasymilowanej, adwokackiej rodzinie w Łodzi. W latach 30. studiował we Francji i w Szwajcarii, a potem wrócił do międzywojennej Polski i pisał, i tłumaczył (na przykład Freuda). Zdążył uciec przed Hitlerem. Udało mu się wyjechać z Europy do Stanów Zjednoczonych. Pracował w ONZ, najpierw jako tłumacz kabinowy na posiedzeniach organizacji. Mimo to, zaraz po wojnie, w 1949 roku, zostawił dobrze płatną pracę i ponownie wrócił do Polski.  „»Był polskim patriotą« – mówi Belin – »Wierzył w odbudowę, wierzył w Polskę. Odwiedziliśmy go w Warszawie, chyba w roku 1964. Miał elegancki gabinet, mieszkał jak ludzie na dobrych stanowiskach w ówczesnej Szwajcarii. Należał do uprzywilejowanych«”, komentuje Belin. Niekoniecznie korzystał z partyjnych przywilejów, wystarczy, że przywiózł z USA trochę dolarów. Archiwa pokazują, że UB deptała mu po piętach. Jego pozycja wynikała ze znajomości ze światem literackim i teatralnym, przyjaźnił się z Beckettem. W roku 1956 wydał pierwszy numer „Dialogu”, publikując w nim fragmenty „Czekając na Godota”, udostępnione po przyjacielsku, bezpłatnie. Zamysł pisma korespondował z jego osobistymi zainteresowaniami i kwalifikacjami. Chciał publikować światową i rodzimą dramaturgię, również teksty, które sam tłumaczył i pisał.

„Dla Witkacego zawsze »Dialog« jest otwarty”  – usłyszał od Tarna na początku lat 60. prof. Janusz Degler – „Elegancki, przedwojenny styl, dżentelmen” – zamyśla się badacz Witkiewicza. Łatwo nawiązywał kontakt z ludźmi, wspomina prof. Marta Piwińska. Tarnowi pozwolono tworzyć „Dialog” przez dwanaście lat, do roku 1968. Przed Gomułką, przed antysemityzmem uciekł z paszportem bezpaństwowca, z jedną walizką. „Mój ojciec był zaszokowany i wściekły, że wyrzucili Tarna z jego redakcji… w geście solidarności ze starym przyjacielem z czasów łódzkich i paryskich, zdecydował, że nigdy więcej do Polski nie pojedzie” – mówi prof. Belin.

Ostatecznie Tarn znalazł pracę na uniwersytecie w Calgary, gdzie przez parę lat wykładał teatrologię. Było to dla niego zesłanie. Nie odbudował życia. Żona została w Warszawie. Nie miał dzieci. Być może pocieszeniem dla niego były korespondencje z przyjaciółmi. Sławomir Mrożek pisał do Tarna „Jestem w jakiś sposób Twoim dziełem i mój sukces jest w jakiś sposób Twoim, więc chcę, żebyś o tym wiedział”. Dopisywał też słowa troski o samopoczucie i zdrowie swojego mentora.

Schorowany Tarn wrócił do Europy, do Lozzany, bliżej rodziny. Zmarł w 1975 roku.

W „Dialogu” z namaszczenia Gomułki pojawił się partyjny nominat – Stanisław Stampf’l. Pomarcowy redaktor nie zagrzał miejsca, kierował pismem niespełna trzy lata i wycofał się. Wrócił do pisania „Matysiaków”. Redakcja przetrwała, prowadzona przez Konstantego Puzynę, który od początku pełnił rolę zastępcy Tarna. 

Rok 1989. Wydawało mi się, że pisma literacko-artystyczne nie wrócą pod ideologiczny dyktat władzy. Myliłam się.   

Rok 2023. Nowy redaktor naczelny „Dialogu” to Antoni Winch, 37-latek robiący błyskawiczną karierę na dwóch stanowiskach, w instytucjach spacyfikowanych przez rząd, ideologicznie zależnych: w miesięczniku „Twórczość” (jest redaktorem) oraz w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi (jest kierownikiem literackim). Został zatrudniony niedawno przez innych partyjnych nominatów.

Redakcja „Dialogu” zbuntowała się, jak wszyscy wiedzą. Nie akceptuje redaktora-spadochroniarza. Tymczasem dyrektor Instytutu Książki, Dariusz Jaworski, który ma już doświadczenie w upolitycznieniu redakcji podległych mu czasopism (wcześniej zrobił to z „Nowymi Książkami”, „Twórczością” i „Akcentem”) wydał oświadczenie, broniące decyzji o powołaniu Wincha. W tle jest sprawa wcześniejszego zatrudnienia i wyartykułowanego dementi „Nieprawdą jest – pisze Jaworski – że Pan Antoni Winch został zwolniony z pracy w Polskiej Akademii Nauk z powodu rzekomego braku osiągnięć naukowych”. Faktycznie „rozwiązanie stosunku pracy w PAN nastąpiło w wyniku porozumienia stron”. Dostał mniej absorbujące i lepiej wynagradzane trzy prace. Jednak ostatni akapit oświadczenia dyrektora Jaworskiego brzmi jak groźba: „Okazywanie nowemu przełożonemu wrogości i braku elementarnej woli współpracy, alienacja przez podległych pracowników, mające na celu sprawienie, by sam dobrowolnie zechciał odejść ze swojego stanowiska, są w ocenie Pracodawcy działaniami wysoce nieprawidłowymi, nagannymi i sprzecznymi z zasadami współżycia społecznego, a co za tym idzie niezgodnymi z prawem obowiązującym w Polsce”.

W nieodległej historii, kiedy zaczynał się bunt, partyjnych dyrektorów „przynoszonych w teczkach” wywożono na taczkach (co za banalna, teatralna scena). Jestem jednak spokojna, bo patrząc na historię nominata z roku 1968, nie wróżę długiej kariery nowemu redaktorowi naczelnemu „Dialogu”.

     Urszula Glensk

 

Adam Tarn, zdjęcie z archiwum Dominique`a Belina z wszelkimi prawami zastrzeżonymi
Adam Tarn, zdjęcie z archiwum Dominique`a Belina z wszelkimi prawami zastrzeżonymi
od lewej: Adam Tarn z pierwszą żoną oraz Marie-Magdalene Belin, zdjęcie z archiwum Dominique`a Belina z wszelkimi prawami zastrzeżonymi
od lewej: Adam Tarn z pierwszą żoną oraz Marie-Magdalene Belin, zdjęcie z archiwum Dominique`a Belina z wszelkimi prawami zastrzeżonymi
Urszula Glensk