Wciąż milcząco oglądałam bombardowanie domów i szpitali, jeden po drugim. Wciąż uważałam, że jako Polka powinnam milczeć i nie gadać, co Żydzi powinni robić.
Obraz ustępuje miejsca obrazowi – „stos potworności rośnie”. 63 tysiące cywilów zabitych, 160 tysięcy ludzi rannych (co znaczy stracić rękę lub dwie?), 130 zmarłych na skutek choroby głodowej (statystyki za „The Guardian” z końca sierpnia 2025 roku).
W lipcu dwie liczące się izraelskie organizacje humanitarne – B-Tselem oraz Physicians for Human Rights-Israel – nazwały wprost ludobójstwem taktykę wojenną rządu Netanjahu. Argumenty: odcięcie cywilów od pomocy humanitarnej; przymusowe ewakuacje; metodyczne burzenie domów mieszkalnych i infrastruktury medycznej, a w sferze ideologii: głoszenie, że za ataki Hamasu powinni odpowiedzieć wszyscy mieszkańcy Gazy.
W tym samym czasie ponad pół tysiąca pracowników ONZ sformułowało petycję do Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych, odpowiedzialnego za Prawa Człowieka, aby działania Izraela uznać za ludobójstwo. To nie jest spór tylko o kwalifikację czynu, ale o konsekwencje karne w przyszłości i dzisiejsze możliwości zatrzymania lawiny przemocy.
Bez względu na to, czy prawna ocena wojny w Strefie Gazy będzie mówiła o ludobójstwie, czy o zbrodniach wojennych, to Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze wydał już nakaz aresztowania Netanjahu i jego współpracowników, zarzucając im zbrodnie przeciwko ludzkości.
Mam poczucie, że nie mogę dłużej podpierać się argumentami, które przyjęłam, kiedy katastrofa humanitarna w Strefie Gazy rozpędzała się. Uchwyciłam się wtedy wskazówki Hannah Arendt, żeby „nie wydawać ocen, jeśli byliśmy (jesteśmy) nieobecni”. Uznałam również, że żyję w tym miejscu na mapie świata, gdzie dokonał się Holocaust – cierpienie bez granic i śmierć totalna europejskich Żydów. I to jest powód, aby nie komentować strategii militarnej Izraela, „traumalandu”. Tym bardziej, że w Polsce wciąż chętnie i bez skrępowania głos zabierają antysemici, a siła polityczna polskiej prawicy wspiera się także głosami tych, którzy ukrywają i zaprzeczają rodzinnym winom wobec sąsiadów sprzed osiemdziesięciu lat, zgodnie z odkryciem Platona, że najbardziej nienawidzimy tych, którym zrobiliśmy krzywdę.
Nie chciałam wypowiadać się przeciwko państwu Izrael, bo znam zbyt dużo relacji, dokumentujących los europejskich Żydów i wiele opowieści o tym, jak uciekali do Palestyny, jak organizowali kibuce, tworzyli plantacje, jak wnosili kosze z ziemią na dzikie wzgórza, a w dół znosili kamienie.
Wielki projekt państwa żydowskiego, z takim wysiłkiem budowanego przez haluców (emigrantów) również z Polski, kończy się na naszych oczach pod wodzą zbrodniarza wojennego Benjamina Netanjahu (faceta, który za malwersacje finansowe powinien siedzieć w więzieniu jeszcze przed wyborami).
Gdy po wybuchu wojny odwetowej w Strefie Gazy, moja żydowska przyjaciółka, Ocalona z Holokaustu, skarżyła się, że jest zrozpaczona i chętnie by się nawet modliła, ale nie ma się do kogo, podpowiadałam jej: „Jak to nie masz do kogo się modlić? Módl się do Icchaka Rabina!”. Do premiera Izraela z epoki „końca historii”, który negocjował z sąsiadami i podpisał w Oslo porozumienia pokojowe między Izraelem a Autonomią Palestyńską. W demonstracjach przeciwko pokojowej polityce Rabina brał udział także młody Netanjahu. Wkrótce po sukcesie w Oslo Rabin został – w roku 1995 – zastrzelony przez nacjonalistę żydowskiego. Koniec historii.
Dziennikarz Ed Vulliamy (odkrywca serbskich obozów koncentracyjnych na Bałkanach) pół roku temu zarzucił mi: „Co robisz w sprawie Gazy, ty, która ciągle mówisz o prawach człowieka! Przecież to jest ludobójstwo, które dokonuje się na naszych oczach! Nie było nic gorszego w naszym pokoleniu!”, krzyczał. I przesyłał mi zdjęcia z tłumnych manifestacji w Londynie przeciwko działaniom Izraela w Gazie. Utkwił mi w pamięci jeden transparent, dlatego że z jednej strony trzymany był przez ubranego ortodoksyjnie Żyda, a z drugiej przez Palestyńczyka: „World Leaders: why are you not stopping Israel blocking aid to Gaza to starve Millions?” (Przywódcy świata: dlaczego nie powstrzymacie Izraela przed blokowaniem pomocy dla Gazy, głodząc miliony?).
Inny napis mówił: „Holocaust survivor descendants against Gaza genocide!” (Potomkowie ocalałych z Holokaustu przeciwko ludobójstwu w Strefie Gazy). Przekonywałam Vulliamy’ego, że lepiej, żeby już w Polsce nie było więcej demonstracji antyżydowskich.
Wciąż milcząco oglądałam bombardowanie domów i szpitali, jeden po drugim. Wciąż uważałam, że jako Polka powinnam milczeć i nie gadać, co Żydzi powinni robić. Potem przyszły kolejne obrazy: wychudzeni ludzie z pustymi garnkami (kilogram mąki w Gazie kosztuje dziś 20 euro). Potem chore z głodu dzieci, leżące na metalowych łóżkach, a obok bezradnie kobiety. Znam tego rodzaju fotografie. W przeszłości ludzkość już je sobie zafundowała. Takie zdjęcia i precyzyjnie opisy chorowania zostały pokazane w książce „Choroba głodowa: badania kliniczne wykonane w getcie warszawskim z roku 1942”. Nóżki – piszczele otoczone pergaminową skórą. Wyraz twarzy trupów z otwartymi oczami. Dzieciom z getta warszawskiego nikt już nie może pomóc. Dzieciom z Gazy można jeszcze pomóc.
Można wyrazić swoją wściekłość i gniew na światowych, i polskich przywódców. Na bezczynność premierów demokratycznych państw europejskich. I na cynizm Trumpa, wspomagającego krwawą politykę Netanjahu. Parę dni temu USA odmówiło wizy wjazdowej prezydentowi Autonomii Palestyńskiej Mahmudowi Abbas, który miał przyjechać do Nowego Jorku na doroczne zgromadzenie ONZ. Nie ma wejść na mównicę w Narodach Zjednoczonych – decyduje Trump. Poza tym przywódca USA uśmiechy, dywany, podawanie rąk, media, blichtr i kasa.
A nieadekwatne działania Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka? Jest nim aktualnie Austriak Volker Türk. Jest tak cichy, że mało kto zna jego nazwisko. Volkerze Türk, co do diabła, robisz na swoim stanowisku oprócz patrzenia na krystaliczne wody Jeziora Genewskiego, widoczne z twojej siedziby? Czy patrzysz jak głodują dwa miliony ludzi z powodu przemocy politycznej Hamasu i Izraela? Czy wierzysz izraelskiej propagandzie i filmom na YouTubie, że Palestyńczycy mają pełne stoły? Analogiczne filmiki propagandowe były niegdyś kręcone w getcie warszawskim. Scenki jak w kawiarni „Sztuka” – mężczyźni siedzą przy pełnych talerzach.
A „moja chatka z kraja!”? Nie! Nie w zglobalizowanym świecie. Na początku września rozpoczynają się w Kielcach targi militarne o efektownej nazwie: „Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego (MSPO)”. Wśród zaproszonych na targi wystawców jest dziesięć firm zbrojeniowych z Izraela, które teraz dostarczają broń używaną w Strefie Gazy! 63 tysiące zabitych… Reklama skuteczności?
Na internetowej stronie „Salonu” jest dwadzieścia fotografii uśmiechniętych organizatorów. Każdy za coś odpowiada, a to za stoiska, a to za media i tak dalej. A kto odpowiada za goszczenie firm, które dorabiają się aktualnie na wojnie w Gazie? Może to pytanie należy skierować do pani „Dyrektor projektu” Agnieszki Białek? Czy naprawdę nie było czasu, aby zorientować się, jakie zbrodnie dokonywane są przy użyciu broni, która będzie wystawiana w Kielcach przez jej izraelskich producentów?
„Sprzedaż broni, transfery i związane z tym wsparcie logistyczne lub finansowe dla władz Izraela stanowią jawne naruszenie prawa międzynarodowego przez wszystkie strony zaangażowane” – to jest już wiedza powszechna, ale „nasza chatka z kraja”, do Kielc jeszcze nie dotarła.
Politycy palestyńscy nie mogą pojechać na sesję ONZ do Nowego Jorku, ale izraelscy producenci broni są mile widziani na „Salonach” militarnych w Polsce.
Ogarnia mnie wściekłość.
Patrzę na słoiczek z solą z Morza Martwego w łazience… Dlaczego bezmyślnie ją kupiłam.
Słucham tego, co raportują Guy Shalev i Yulia Novak („Julia Nowak” – ta dzielna kobieta mogłaby być kiedyś naszą sąsiadką), żydowscy szefowie organizacji humanitarnych (z Physicians for Human Rights Israel i B-Tselem). Nie będę dłużej milczała na temat tego, co od dwudziestu dwóch miesięcy obserwuję.
Jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za to, co zrobiliśmy, ale także za to czego nie zrobiliśmy.
Urszula Glensk