Felietony

Karty na stół

| 5 minut czytania | 821 odsłon

„Wiesz, ja tutaj nie potrzebuję mówić tego fragmentu tekstu. Ja tego nie powiem”  twarz aktorki uśmiecha się uroczo. „Ale dlaczego?” pytam pustej kartki siedząc w kawiarni i widząc jak ludzie patrzą na mnie zaniepokojonym wzrokiem.


Od czego można zacząć cykl felietonów poświęcony różnym wymiarom porażki lepiej, niż od lęku przed pustą kartką? Znacie to? Widzicie ją już zapisaną, ja przerażająco bladą, bez żadnego znaku. Znaku życia? Nie, życie się na niej akurat toczy w najlepsze. Wyświetla się na niej wiele słów, obrazów, sytuacji ustawiających moją relację z pisaniem. A nie jest to relacja prosta. Opiera się głównie na tęsknocie za beztroskim stawianiem liter na papierze. A przecież napisałem już kilka rzeczy. Nawet podobno nienajgorszych. 

Ta myśl szybko znika pod naporem kolejnej: „Czy może pan przestać mi wysyłać te gimnazjalne brednie?” zapytał kiedyś jeden z dyrektorów, dla których pracowałem. I na każdej pustej kartce te słowa pojawiają się w pierwszej kolejności. Czuję się jak w gimnazjum. To taka dobrze znana, oswojona relacja mistrz uczeń. Na szczęście od razu odsyła też do innego, lepszego czasu i na chwilę odpływam w tę stronę: przyjaciele z tamtego czasu, pasja kolejnych lektur, pierwsze próby pisania z kolegami. To chyba nie były takie brednie, panie dyrektorze. Poprowadziły mnie gdzieś dalej. Obecnie prosto w pana instytucję. A wtedy ostatecznie premiera się odbyła tylko sporny fragment został przez pana przerobiony bez mojej wiedzy i zgody. No tak, relacja mistrz – uczeń zakłada władzę i ciche milczenie. 

Na pustej kartce kolejne obrazy. Reżyser rzuca moim tekstem o podłogę: „To jest źle. To jest beznadziejny tekst, nie wiem, jak ja to pokażę aktorom”. Auć. Czyli jednak nie odpowiadam za swoje słowa. Na pewno za te pisane, a już na pewno za te które mogę wypowiedzieć, żeby obronić moją propozycję. A może to jednak jest obiektywny feedback? W końcu to jest spektakl reżysera, powinienem pracować na jego karierę i zapewnić mu dobre relacje z aktorami. Z drugiej strony, przecież to niemożliwe, żeby chodziło tylko o partykularne interesy, przecież chodzi o dobro spektaklu. To pierwszy i najważniejszy cel mojej pracy. Zaraz po interesie teatru. Dlatego usunę ten tekst z komputera na zawsze, zapomnę, że go napisałem i wykonam zadanie. No tak, relacja reżyser – dramatopisarz zakłada rację po jednej stronie i wykonywanie zadań po drugiej.

„Wiesz, ja tutaj nie potrzebuję mówić tego fragmentu tekstu. Ja tego nie powiem”  twarz aktorki uśmiecha się uroczo. „Ale dlaczego?” pytam pustej kartki siedząc w kawiarni i widząc jak ludzie patrzą na mnie zaniepokojonym wzrokiem. „To jest jakiś banał, tępota, moja postać nie jest taka”. No cóż. Widocznie to ja taki jestem. Co zakłada relacja aktor – pisarz? Postać, która tylko na początku jest moja.

Opieram się przypadkowo na klawiaturze i pojawia się fragment, który może wyglądać jak początek: Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa. Zapełniam całą kartkę. Teraz już nie jest pusta. Można zacząć zastępować tę pełnię moim tekstem. Od razu zmieniają się obrazy. Na przykład na spotkanie na festiwalu Raport w Gdyni (czy on wróci jeszcze do nas?), jakieś osiem lat temu na oko, a może dekadę. Spotkaliśmy się w gronie ponad dziesiątki dramaturgów i dramatopisarzy, popatrzyliśmy sobie w oczy, wymieniliśmy parę słów i szybko pojawiły się pytania: „To ty też tak masz? Ja myślałem że to tylko ja robię średnio dwie kanapki na scenę. Ja biegam. Ja tylko chodzę. Wokół stołu? Nie, ja tak przód – tył”. Lęk pustej kartki okazał się ogólnie znaną postacią. Wtedy zaczęło się coś ruszać. Energia wymagań z pozycji niezaspokojonego ego reżysera, dyrektora, aktorki ustępuje obecności podobnych mi ludzi, którzy mierzą się z tym samym wyzwaniem. 

Coś doskonałego jest w tym wyłożeniu doświadczeń na stół. Niezależnie od profesji. Jeden z aktorów, z którymi pracowałem powiedział na próbie: „Ale nie oceniaj się tak źle. Ty nie masz pojęcia co my przeżywamy z innymi!” No właśnie a może to pojęcie pozwoliłoby nam wejść w realną, ciekawą relację z pracą w teatrze? I nieważne czy będzie to pisanie czy cokolwiek innego.

A dyrektorów, reżyserów i aktorki z pustych stron, pustych scen, braków pomysłu, koncepcji, siły, można zawsze zastąpić grupą ludzi, którzy rozumieją co jest naprawdę potrzebne. Wykładajmy karty na stół. Nawet jeśli są nimi lęki.

Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa.

Michał Buszewicz

Michał Buszewicz