Z jednej strony egzaltowane wyznania miłosne, a z drugiej konfesyjny monolog o pożądaniu homoseksualnym, o „skrywanym pragnieniu”.
W rękopisie są palące emocje. Zredukowanie świata do obiektu pożądania:
„Pomieściłem w Tobie cały świat i mamiąc się ciągłą nadzieją, nie byłem w stanie oddać się z duszą czemukolwiek pozytywnemu, bo maja dusza, moje ciało i cały ja (…) stałem się dobrowolnie, od Ciebie tylko zależną własnością”…
Strach przed Ukochanym:
„Boję się Ciebie! Rozumiesz Kochany, jesteś jedynym człowiekiem na ziemi, którego się boję, bo Twoja prawdziwa (…) przyjaźń jest mi tak droga i ukochana, jak chyba – życie”…
A także – miłość aż po śmierć:
„Gdybyś Ty nagle żyć przestał, gdybym zobaczył Twojego trupa, gdybym ujrzał zastygły, martwy wyraz w Twojej twarzy, gdybym zobaczył na zawsze zamknięte Twoje oczy, te ukochane oczy zasnute bielmem śmierci, poszedłbym za Tobą”.
Co przypominają te płonące strzały Kupidyna? „Cierpienia młodego Wertera” Goethego? A może „Albo-albo” Sørena Kierkegaarda, a może „Lolię” Vladimira Nabokowa lub Fragmenty dyskursu miłosnego Rolanda Barthesa? Nie, to żaden z tych słynnych dzienników uwodzicieli. To fragmenty „Pamiętnika homoseksualisty z lat 1913–1914”, dotąd nieznanego rękopisu odnalezionego w archiwach Ossolineum. Teczka z brulionem leżała w przepastnych archiwach bibliotecznych, do czasu gdy doktor Dawid Szkoła jej nie odkrył i nie dokonał transkrypcji ręcznych zapisków na format cyfrowy (https://nienazwana.uwr.edu.pl/wp-content/uploads/sites/808/2026/02/Autor-nieznany-Pamietnik-homoseksualisty-5.pdf).
W „Pamiętniku” obiektem miłości i pożądania jest mężczyzna. Nazywa się Stach, mieszka we Lwowie przed pierwszą wojną światową, przygotowuje się do matury. Anonimowy autor zapisków podpisuje się: „Twój N” lub „Twój Niewolnik”. Wiemy dużo o jego emocjach, marzeniach seksualnych i (nie)spełnieniach, ale niczego nie wiemy o nim samym. Nie mamy nawet pewności, czy nieszczęśliwy kochanek to postać wyimaginowana czy autentyczna, czy to bohater literacki, reprodukujący stare kody prozy epistolarnej, czy ktoś, kto pisze o osobistym doświadczeniu. Rękopis jest tekstem nieoszlifowanym, zarówno formalnie jak znaczeniowo, w swoim czasie daleko wykraczającym poza przyzwolenie obyczajowe.
Nieczęsty przypadek tekstu-tajemnicy. Jedyne co wiemy, to fakt, że zapiski wysłała przed wojną do Biblioteki Ossolineum we Lwowie anonimowa osoba. Dołączyła list z podpisem „dysponent zmarłego NN”. Może to być prawdziwy list lub chwyt literacki w postaci formuły „rękopisu znalezionego” (manuscriptum repertum).
Z jednej strony egzaltowane wyznania miłosne, a z drugiej konfesyjny monolog o pożądaniu homoseksualnym, o „skrywanym pragnieniu”. Jest drżenie duszy, perwersja, żonglowanie wszystkimi werteriańskimi toposami. Nie mamy pewności, czy tekst jest ego-dokumentem czy próbą powieści. Jednak ten wyjątkowy dokument jest bez wątpienia pierwszym jednoznacznym i relatywnie obszernym (rękopis ma 47 stron) wyznaniem homoseksualnym, napisanym w języku polskim. Dodam, że w polskiej literaturze pierwsza miłosna scena homoseksualna kobiet została opisana przez Wandę Melcer w słabej powieści „Józefina”, wydanej w roku 1926. U Melcer mamy jednak epizod łóżkowy (a raczej podłogowy), tymczasem w pamiętniku anonimowego autora afekt erotyczny starszego mężczyzny do młodzieńca został rozpisany na wiele scen. Lament miłosny ma swoje klasyczne fazy: idealizację, pragnienie, pożądanie, afirmację, oczekiwanie, lęk, fetyszyzm, rozkosz, (nie)spełnienie, otchłań (werterowską). Stan świadomości Pamiętnikarza waha się między rozpaczą łagodną a rozpaczą gwałtowną, przykładając kategorie Rolanda Barthes’a.
Kiedy sięgam po stare teksty, staję się nachalną podglądaczką. Interesują mnie stany emocjonalne, obyczaje, sposób życia. Ponieważ nieheteronormatywność sprzed wieku została zakryta przybrudzoną i zatęchłą kurtyną, „Pamiętnik” ze swoim autentyzmem i szczerością wydaje się szczególnie ciekawy. W moim podglądactwie zawiesiłam się na dwóch elementach beznadziejnego wyznania: na tabu i higienie.
„N” relacjonuje, że szukał pomocy u lwowskich psychiatrów. Pisze: „na moje pytanie: »uleczę się czy nie?« dawali mi niejasne odpowiedzi”. Jeden z medyków zalecił bohaterowi kąpiele, ówczesne panaceum na wszystkie dolegliwości. W liście „dysponenta testamentu” czytamy, że „nic nie kazało przypuszczać, aby to był człowiek pod względem patologicznym tak niezwykle zboczony”, i że historia ma „wartość naukową dla lekarzy-patologów” – dopisuje dysponent w ramach usprawiedliwienia, że nie zdobył się na zniszczenie zapisków. W samym tekście „Pamiętnika” określenie „zboczony” jest pokornie powtarzane. W ówczesnych słownikach słowo to definiowane było jako „cecha właściwa potworom”, choroba umysłowa, grzech („Ilustrowany Słownik Języka Polskiego” Michała Arcta, 1926). W „Kodeksie karnym” w 1932 roku homoseksualizm nie był inkryminowany, ale prostytucja homoseksualna już tak „Kto z chęci zysku oferuje się osobie tej samej płci do czynu nierządnego podlega karze więzienia do lat 3” (rozdz. XXXII, art. 207). Do płomiennych wyznań miłosnych przyklejona jest kategoria „zboczenie” i nikt nie śmie jej wówczas podważać, nawet konspiracyjny uwodziciel. Tabu.
A higiena? Z narracji dowiadujemy się, że Pamiętnikarz wynajmuje pokój sublokatorski w mieszkaniu matki efeba. Wyznaje, że podkrada brudną bieliznę, która jest składana w kuchni do prania… co dwa tygodnie. Domy lwowskich mieszczan pachniały mydłem do prania co dwa tygodnie. Miasto Rudolfa Weigla było pod tym względem i tak lepsze niż reszta ówczesnej Rzeczpospolitej.
Stare teksty, szczególnie te pisane z bezceremonialną szczerością, skłaniają mnie do pochwały współczesności. Nie musimy chodzić do psychiatry z powodu orientacji seksualnej, a prysznic nie jest zalecaną przez lekarzy terapią. „Pamiętnik homoseksualisty z lat 1913–1914” przekonuje, że ludzkie doznania są niezmienne, przechodzą przez kolejne pokolenia, ale sposób życia i obyczajowość podlegają szybkiej zmianie. Jednak na lepsze. Pożądanie, cierpienie, lęk trwają od Homera, przechodząc przez ludzkie DNA i wcale nie mutują, ale formy egzystencji zmieniają się. Ewoluują na naszą korzyść.
Pamiętnikarzu ze Lwowa! Gdybyś urodził się sto lat później, nie musiałbyś pokornie przyjmować etykiety „zboczony”. Łatwiej byłoby ci żyć.
Urszula Glensk