Felietony

Moralność konwencjonalna jest uznaniowa

| 5 minut czytania | 364 odsłon

Ta sama wiedza naukowa, która podpowiada zootechnikom jak zintensyfikować produkcję mięsa, ustala też jasno, że ssaki i ptaki są istotami „doznaniowymi”. Innymi słowy mają swoje doznania psychofizyczne: odczuwają ból, strach, głód, pragnienie, znają instynkt macierzyński i doświadczają poczucia samotności.

Pieski chodzą wystrojone. Szmatki na grzbietach mają gustowne, dobrze skrojone, dopasowane kolorystycznie do sierści i smyczy. Jesienią w Padwie (to tam, gdzie kiedyś studiowali Kopernik i Kochanowski) trudno zobaczyć psa bez ubranka, pomimo że wciąż jest całkiem ciepło.

Idzie więc popielaty charcik włoski – rasa psów z grupy chartów – i ma na sobie karminowe wdzianko. Wygląda oryginalnie, szczególnie że jedną z chudych łapek ma całkiem białą. Idą z panem powoli po marmurowych płytach pod sklepieniem szesnastowiecznych arkad. Odchodzą, ale ja jeszcze długo patrzę na oddalający się psi kubraczek i białą nóżkę jakby nie „do pary”, albo raczej nie „do karo”. 

W innym miejscu para młodych ludzi w pizzerii. Zabawiają się z puszystym psem z sierścią w trzech kolorach. Stworzenie, przypominające pluszaka, wskakuje na stolik, macha radośnie ogonem. Wszyscy zadowoleni. W tej samej restauracji, w której pies hasa po stoliku, wiszą wielkie suszone udźce z kością. Tnie się z nich cienko prosciutto, szynkę parmeńską.      

W innej restauracji, tym razem koreańskiej – Seul BBQ – ze stolikami do grilla i wszelkimi rodzajami mięs do wyboru, siedzi dwóch mężczyzn. Kręci się wokół nich ciemnoczekoladowy jamnik. Kawałki beefów, plasterki jagnięciny i udka kaczki smażone są na bieżąco na grillu, wbudowanym w środek okrągłego stolika. Mężczyźni kupili zapewne wersję all you can eat, czyli zamawiają do woli: co chcą i ile chcą. Płacą trzydzieści trzy euro za osobę. Ale za jamnika (osobę-psią) chyba nie zapłacili. A powinni, bo on jest jednym ze stołowników. Opiekunowie podają mu plasterki wołowiny, pies robi wrażenie, że zna ten rytuał i to miejsce.  

Psy miejskie są upodmiotowione. Nie tylko w Italii. W akademickiej Padwie rzuca się to w oczy, także z powodu efektownych psich ubiorów.  

Ponowoczesny świat się rozwarstwia. Ma tendencję do skrajności. Skrajna jest fortuna Elona Muska: pięćset miliardów dolarów – to suma dwa razy większa niż roczny budżet Polski. Do krajów biednego Południa zasobów Muska nawet nie porównuję. Pewnie jakaś połowa państw afrykańskich łącznie ma taki dochód. 

Ta sama ekstrema dotyczy traktowania zwierząt. Jedne taktuje się jak członków rodziny, a drugie hoduje w straszliwych warunkach, aby je zabić na mięso? Może nawet to zabicie nie jest w tym wszystkim najgorsze – najgorsze jest zmienianie życia tych zwierząt w fabrykę mięsa. Byk jest stojącą wołowiną. W niektórych oborach to wielkie zwierzę nie ma nawet możliwości poruszania się dalej niż kilka metrów. Po to, aby produkcja mięsa była najwydajniejsza i najbardziej dochodowa. W nowoczesnych hodowlach bydło jest pozbawione widoku słońca i trawy. Jest zamknięte w oborach, karmione taką samą kiszonką dzień po dniu. Byki, krowy, świnie są maszynami do przetwarzania materii. 

Ta sama wiedza naukowa, która podpowiada zootechnikom jak zintensyfikować produkcję mięsa, ustala też jasno, że ssaki i ptaki są istotami „doznaniowymi”. Innymi słowy mają swoje doznania psychofizyczne: odczuwają ból, strach, głód, pragnienie, znają instynkt macierzyński i doświadczają poczucia samotności. Słonie mają rozwiniętą empatię. Podmiotowość kognitywna zwierząt jest potwierdzana w badaniach zoopsychologów i neurobiologów. Ale w gruncie rzeczy, żeby to wiedzieć, nie potrzeba znać ustaleń naukowych, wystarczy mieć w domu psa lub kota i podglądać reakcje. Doznaniowe reakcje. Podglądamy udomowione psy, ale nie podglądamy „u-oborowionych” krów.  

Elizabeth Costello – tytułowa bohaterka spektaklu Krzysztofa Warlikowskiego – w swoich intensywnych monologach konfrontuje nas z samymi sobą i naszą konwencjonalną moralnością. W finałowej scenie Costello desperacko – między snem a jawą, między celebrycką sprawczością a bezradną starością – proponuje budowę pokazowych rzeźni. Łudzi się, marzy, śni, że gdy ludzie zobaczą na własne oczy, co dzieje się cielętom, to wtedy natychmiast przestaną jeść mięso. W końcowych scenach spektaklu postać Elizabeth przejmuje Maja Komorowska – jak zawsze sugestywna. Niegdyś głos solidarności.  

Oglądając kłujący spektakl Warlikowskiego, stawiamy sobie pytania o zwierzęta, które zjadamy. Wychodzimy z teatru po czterech godzinach głodni i… podjeżdżamy pod McDonalda.

Rzeźnia lustrzana nie powstanie, przyzwyczajenia i obyczaje zostaną. 

A piękne psy w Padwie i ich gustowne ubranka? Zwierzęta je noszące, trafiły na dobry los. Wykluwasz się kurą w Wielkopolsce, siedzisz w klatce – rodzisz się psem w Padwie, idziesz do restauracji i dostajesz pod stołem kawałki steka. Pieski los, ludzki los. Ten drugi jest tak samo kapryśny jak pierwszy. Możesz urodzić się w USA albo w Ugandzie. 

Nie wnikam, czy zjadanie wołka lepiej smakuje jamnikowi w restauracji BBQ, czy w innych miejscach. Tak czy siak, los decyduje o wszystkim. Przecież psy też mogą trafić do swojej Ugandy. Rodzą się nie tylko w okolicach Padwy. Czasem trafiają do właściciela, który zapnie im na szyi łańcuch. Ostatnio takiego łańcuchowego biedaka widziałam w Polsce, w Jarosławiu na ulicy Zwierzynieckiej (nomen omen). 

PS
Jeśli felieton zabrzmiał moralizatorsko, to dodam, że niestety po „Elizabeth Costello” poszłam do McDonalda.  

Urszula Glensk 

Urszula Glensk