Felietony

Powiewanie i trzepot

| 5 minut czytania | 318 odsłon

Na budynku teatru można zobaczyć portret prezydenta i jego złotą myśl: „Teatr to miejsce święte i serce edukacji. Ci, którzy w nim pracują, poświęcają się”.

Wisi nad głównym wyjściem z lotniska. Wielka – jakieś dwanaście metrów długości i cztery szerokości. W drodze do miasta widać bloki mieszkalne, w których rozwieszona jest symetrycznie na każdym balkonie. Powiewa na masztach przy budynkach. Trzepocze nad placami zabaw dla dzieci. Wypełnia świetlną tablicę reklamową. Najbardziej spektakularnie pojawia się wieczorem w formie świetlnego pokazu na trzech ogromnych budynkach Baku. Ogniste Wieże, The Flame Towers, usytuowane są na wzgórzu, mają kształt pochodni i dosłownie płoną ogniem i flagą. Intensywne animacje świetlne widać z każdego zakątka miasta. Wieże stają się gigantycznym wielowymiarowym ekranem, wyświetlającym na przemian obrazy płonącej pochodni i falującej flagi.

Świetlne płomienie wkomponowują się w symbolikę Baku, którego rozwój zaczął się od szybów naftowych. Niewielkie miasto na peryferiach imperium rosyjskiego szybko przeistoczyło się w centrum przemysłowe. Dziewiętnastowieczne Baku swoim nagłym rozwojem przypomina Łódź z czasów „ziemi obiecanej”, pałace budowane przez ówczesnych bogaczy są całkiem podobne. Odległość między tymi miastami to ponad trzy tysiące kilometrów. Nafta palona w lampach, które tak wątło oświetlały izby bohaterów literackich Konopnickiej, Sienkiewicza i Reymonta, pochodziła właśnie z Baku.

Dzisiejsze pochodnie na trzech wieżowcach przyciągają uwagę. Na ten rodzaj energetycznej ostentacji perto-metropolia może sobie pozwolić. Jednak nad tymi płonącymi ogniami nie da się medytować jak przy kominku, bo szybko znikają, a w zamian pojawia się biała postać z trójkolorową flagą. Po rozpadzie ZSRR i uzyskaniu niepodległości Azerbejdżan wrócił do symboliki narodowej ustalonej w krótkim czasie 1918–1920, gdy na chwilę stał się wolnym państwem. Kolory flagi odpowiadają trzem tradycjom. Niebieski wskazuje na powiązania z Turcją (południe Kaukazu było przez stulecia także częścią imperium osmańskiego), czerwony – ma oznaczać nowoczesność, europejskość i demokratyzację, a zielony symbolizuje cywilizacyjną przynależność do świata islamskiego. Na czerwonym polu jest też półksiężyc i ośmioramienna gwiazda, która nawiązuje do ośmiu liter w słowie „Azerbejdżan” w języku azerskim w alfabecie arabskim.

W różnych krajach różnie eksponuje się flagi narodowe. W niektórych spontanicznie – w niektórych państwowo (Polska ostatnich siedmiu lat to niestety zmiksowany przypadek). Osobiście najbardziej lubię te państwa, gdzie nie widać na każdym rogu symboli narodowych. Szwajcarzy nie eksponują flagi. Nie muszą. Azerowie muszą. Państwo prowadzi od trzydziestu lat wojnę z Armenią o Górski Karabach. W czasach ZSRR obszar ten był osobną republiką, a wraz z upadkiem komunizmu większość mieszkańców Karabachu uważała się za Ormian. Wojna rozpoczęła się w 1992 roku i trwa do dziś. Po dwóch stronach są ofiary, wysiedlenia i uchodźcy. Dyplomacja Azerbejdżanu twierdzi, że sporny obszar jest rdzeniem ich państwa i z pozycji siły próbuje wymusić na Armenii traktat pokojowy, który oznaczałoby, że nad społecznością ormiańską zawiśnie flaga niebiesko-czerwono-zielona. Zielony kolor, wskazujący przynależność muzułmańską, byłby szczególnie trudny do zaakceptowania dla Ormian, należących do tradycji chrześcijańskiej. Armeńską propozycję, aby Karabach był oddzielnym państwem, Azerowie odrzucają.

Na butelkach wody mineralnej sprzedawanej w Baku też widać flagę, a pod nią zdanie: „Karabakh is Azerbaijan” (Karabach to Azerbejdżan). Woda nazywa się Aquavita. W wojnie zginęło po obu stronach ponad dwadzieścia tysięcy żołnierzy. Na tej samej etykiecie jeszcze hasło „Taste of victory” (smak zwycięstwa).

Wojnę ze zdwojoną siłą prowadził Hajdar Alijew, komunistyczny gensek, przywódca niepodległego Azerbejdżanu, który z sekretarza KPR i wysokiego funkcjonariusza KGB, zmienił się w prezydenta kraju. Władzę przekazał synowi Ilhamanowi. Zrobił to przy pomocy politycznego triku. Najpierw powołał syna na premiera, a potem pomógł mu w wygraniu wyborów prezydenckich. Dwa miesiące później Hajdar umarł.     

Portrety Alijewów, Syna i Ojca, widać na każdym kroku, podobnie jak flagę Azerbejżanu. Na budynku teatru można zobaczyć portret prezydenta i jego złotą myśl: „Teatr to miejsce święte i serce edukacji. Ci, którzy w nim pracują, poświęcają się”. W Muzeum Historycznym w Baku eksponowane są wizerunki Ilhama Alijewa, wygrażającego palcem w gablotach, poświęconych ofiarom wojny o Karabach. Zdjęcia przywódcy umieszczone są nad rozerwanymi moździerzami, okularami i osobistymi przedmiotami ofiar. Groza.

Ilham Alijew rządzi już trzecią kadencję i wygrywa wybory z poparciem sięgającym osiemdziesięciu ośmiu procent. Obserwatorzy międzynarodowi nie mają wątpliwości, że trzy kolejne elekcje podlegały manipulacjom i fałszowaniu.

Zachodnie firmy inwestują w przemysł naftowy i biznesmeni kłaniają kolejnym Alijewom. Inwestują tu również firmy z Bliskiego Wschodu. Płonące wieżowce i inne imponujące budowle w Baku swoim architektonicznym geniuszem przypominają Dubaj – nie bez przyczyny.

Ostentacja flagi i ostentacja wizerunków przywódcy Alijewa – jest w sprzeczności z wielokulturowym, wielojęzycznym, wieloetnicznym Baku, gdzie muzułmanki wciąż nie zakrywają włosów. Jest w jakimś niemym konflikcie z rozświetlonym, pogodnym miastem, w którym dba się o stare drzewa – niektóre z nich prawie zrastają się ze szklanymi wieżowcami (szklane domy Żeromskiego miały swój początek w Baku). Jednocześnie miasto otaczają dzielnice, które zatrzymały się w epoce Związku Sowieckiego. Społeczeństwo rozwarstwiło się, ani śladu po „urawniłowce”. Teraz w jednym mieście jakby łączyły się miasta radzieckie i zachodnioeuropejskie.

Łatwo spotkać dostatnio ubranych młodych ludzi, którzy z całym przekonaniem popierają wojnę o Górski Karabach. Podnoszą głos mówiąc, że to kolebka ich kraju. Porównują sytuację Azerbejdżanu do dramatu Ukrainy. Jeśli są młodymi mężczyznami, deklarują, że chcą walczyć. Trójkolorowa flaga powiewa.

Baku – wspaniała metropolia z żądłem.

Urszula Glensk

Urszula Glensk

Komentarze

Komentujesz tekst: Powiewanie i trzepot