Felietony

Ryzyko

| 6 minut czytania | 311 odsłon

Choćby na głowie stawał ten wytresowany pies i ział ogniem, nie ma ryzyka. Pies jest sztuczny.

Nie, nie chodzi o wstyd. Bez problemu przyznałbym się, gdyby chodziło o wstyd. Wydobywanie na wierzch wstydliwego może być niezłym paliwem. Daje napęd. Chodzi o to, że kiedy wiem, że to zrobiło AI, od razu jest nudno. Choćby na głowie stawał ten wytresowany pies i ział ogniem, nie ma ryzyka. Pies jest sztuczny. Zrobiłem sobie trzy tysiące piosenek i ani jednej nie chce mi się słuchać.

A jednak to się wdziera nieuchronnie. Szybko. Jak wylewająca rzeka. Ciekawi, fascynuje, zabiera całe godziny życia, całe noce. Ale jedyne, co w tym ciekawe, to robienie. Że zrobiło, o! I że nawet spoko.

Napisz mi scenę. Wymyśl dramat. Zrób dialog. Popraw. Wygładź. No kiepsko pisze jeszcze. Jeszcze kiepsko. Za chwilę może będzie nie do odróżnienia. Napisz mi tekst do „Notatnika”, felieton w stylu Pałygi, tylko lepszy. I ciach! Trzy sekundy. W piętnaście sekund siedem wersji.

Jaka sztuka Szekspira będzie chodzić na scenach polskich w przyszłym sezonie po „Hamlecie”?

„Król Lear” – odpowiada.

Dlaczego „Król Lear”?

Bo społeczeństwo się starzeje. Bo kryzys demograficzny, bo problem opieki nad starcami, bo demencja, pamięć, utrata języka. Bo jeśli Hamlet to człowiek w systemie, który nie działa dobrze, to Lear jest człowiekiem w systemie, który nie działa w ogóle. Najbardziej prawdopodobny sezon po „Hamlecie” to „Król Lear” jako dramat rozpadu człowieka i ludzkiego świata. Lear jako człowiek, który przekazuje zarządzanie sobą swoim „córkom”.

No ciekawe, ciekawe niby, ale nie chce mi się doczytać do końca, jakkolwiek na pierwszy rzut oka wydaje się trafne. Sukinsyn dobrze wie, czego oczekuję.

Kłócę się z sukinsynem, a jednocześnie ciągle jestem z nim w dialogu. Fascynuje mnie, jak się to robi, jak sukinsyn zgaduje, jak mnie zadowala, jak podsuwa haczyki: a zapytaj jeszcze o to, a teraz najciekawsze będzie, jak o to zapytasz. Może chcesz wiedzieć kto, który reżyser, która reżyserka, w którym teatrze zrobi jakiego „Króla Leara”, powiedzieć ci? Chcesz wiedzieć? No! Kliknij, że chcesz! Jeszcze pięć minut. Jeszcze pięć. Jeszcze pięć. Jeszcze pięć. Kim będzie reżyser teatralny, kim będzie dramaturg w roku 2036? Kuratorem. Będzie wybierał, zestawiał, projektował sensy z gotowych całostek.

Kto jeszcze nie korzystał z pomocy AI podczas swojej pracy?

Opowiadamy sobie zakulisowo, że podpowiedział rozwiązania reżyserskie, że zaproponował oś dramaturgiczną. Najgorsze, najbardziej wstydliwe, kiedy napisał całe wystąpienie do wygłoszenia i ono zostało wygłoszone. Z drugiej strony tych wystąpień i tak nikt naprawdę nie słucha, więc może szkoda czasu i pracy, skoro można je mieć w trzy sekundy. Sprawy czysto formalne załatwmy czysto formalnie. A warsztaty przygotować? Napisać scenariusz warsztatów? Wstyd, jeśli AI? Przecież i tak ja prowadzę. On tylko plan zrobił. A jednak wstyd. A jednak w trakcie odchodzę od tych punktów, boksuję się z nimi, wyśmiewam je. A może nie chodzi o wstyd. Nie. Nie chodzi o wstyd. Bez problemu mógłbym się do tego przyznać, gdyby chodziło o wstyd. Chodzi o to, że unieważnia się stawka. Zeruje się całkowicie. I to jest ciekawe. To jest dziwne.

Jeżeli dowiedziałbym się, że tekst został napisany przez AI, że scenariusz spektaklu, jego sensy, jego rozwiązania inscenizacyjne zostały zaprojektowane przez AI, gówno by mnie to wszystko obchodziło, choćby było nie wiem jak zrobione. Tak mi się wydaje.

Dlaczego? pytam sukinsyna. Dlaczego gówno by mnie to obchodziło, odpowiedz mi, bo nie wiem. Dlaczego cały twój sezon na „Leara” z wszystkimi uderzająco trafnymi diagnozami totalnie nic by mi nie robił, tak jak te trzy tysiące wygenerowanych piosenek? Przecież rozumiem słowo „kurator” i to jest ok. Albo dramaturg. Dramaturg treści AI. Przecież dopóki nie wiem, że to treści AI, to chyba by mnie mogło poruszać, a w momencie jak się dowiem, to koniec. Nuda. Nic.

Bo twój mózg dowiaduje się, że nie ma stawki – odpowiada sukinsyn. – Nie ma kogoś, kto ryzykuje. Nie ma biografii, która za tym stoi. Nie ma temperamentu autora, jego obsesji, jego błędów, jego ryzyka osobistej porażki.

Która to porażka też by nas przecież ucieszyła, może nawet bardziej – dopowiadam sobie i już się tym z sukinsynem nie dzielę.

To jakby iść do cyrku i patrzeć na akrobatę, który skacze pięknie i fajne robi te figury, ale jak spadnie, to nic mu nie będzie, bo jest wygenerowany. Kogo obchodzi taki akrobata?

Dlatego, dopóki się da, nie będziemy się przyznawać. Przynajmniej publicznie nie. Coraz lepsze narzędzia będą to wszystko wymyślać, robić, projektować, pisać coraz lepiej, sprawniej i dopóki się da, będziemy udawać, że to my. Będziemy mówić, że tylko się trochę wspomogliśmy, o coś tam spytaliśmy sukinsyna, a reszta jest nasza, nasze ryzyko, nasz upadek. A ponieważ to wszystko idzie diabelnie szybko, ponieważ w momencie pisania tego felietonu, nieustannie zasysające ludzką myśl ogólnoświatowe AI robi kolejny epokowy skok, więc długo już nie damy rady udawać, że to dalej my. Co wtedy? To w sumie ciekawe. Akrobatyka bez ryzyka? Analogowe podziemie? Skoki bez zabezpieczenia? Areny o zapachu krwi? Gladiatorzy? Powrócą gladiatorzy? Po nudnej wygenerowanej sztuce bez ryzyka będziemy się ustawiać w kolejkach do real-przemocy? Wahadło znów może odchylić się w przeciwnym kierunku. 

Kto napisał ten tekst?

Artur Pałyga

Artur Pałyga