Felietony

Tarczyński, wnuk Albińskiego

| 6 minut czytania | 1994 odsłon

Warto szczycić się przodkami, natomiast – jeżeli zrobili w życiu coś ohydnego – nie ponosi się za to moralnej odpowiedzialności

Czy można być dumnym ze swoich przodków? Tak! Czy za winy dziadków ponosi się odpowiedzialność? Nie!

Sprzeczność, aporia, niespójność myślowa? I tak, i nie. Bo jednak myślę, że warto szczycić się przodkami, natomiast – jeżeli zrobili w życiu coś ohydnego – nie ponosi się za to moralnej odpowiedzialności. Tego się trzymam jak mrówka mrowiska, chociaż czasem ta prosta zasada trochę się komplikuje. A niedawno skomplikowała się jeszcze bardziej z powodu historii rodzinnej posła Dominika Tarczyńskiego, który górnolotnie deklaruje: „Wybrałem tak jak mój dziadek Honor i Godność Polaka”. Chwalił się, chwalił i chwalił dziadkiem żołnierzem wyklętym, aż tu w końcu Magda Mieśnik uzyskała w IPN (co skądinąd zawsze wymaga nie lada wysiłku) zakurzoną teczkę bohaterskiego przodka posła Tarczyńskiego. Kilka cytatów o działalności Józefa Albińskiego: „W okresie okupacji współpracował z Niemcami, należał do organizacji, która współpracowała i pomagała hitlerowcom w ustalaniu, wyszukiwaniu Żydów ukrywających się przed ich zagładą i egzekucją. M.in. widziano go często z policją niemiecką na terenie Bełżyc. Takich jak Albiński w okresie okupacji w Bełżycach było więcej”. (Przytaczam za zdjęciami dokumentów dołączonymi do artykułu Mieśnik).

Inny fragment: „Ob. Niezbecki Józem [Józef] zam. Zosin mówił parę lat po wyzwoleniu, że zaraz po wyzwoleniu jechali dorożką Żydzi z Bełżyc. Koło cmentarza w Zosinie zostali napadnięci przez osobnika z bronią i zastrzeleni. Jedna z Żydówek uciekła i opowiadała Niezbeckiemu, że strzelał rudy z Bełżec co rzuciło podejrzenie na Albińskiego. Przypuszcza się, że Żydzi wieźli dużo pieniędzy, być może złoto powyciągane ze swych kamienic. Drugi przypadek po wyzwoleniu to wymordowanie 2 lub 3 Żydów w mieszkaniu, które obecnie zajmuje Albiński lub w sąsiedzkim z jego mieszkaniem. Jeden z Żydów uciekł na balkon i wołał pomocy. Istnieją podejrzenia i tak się mówi w Bełżycach, że robił to Albiński”.

W aktach jest jeszcze kilka charakterystycznych zdań: „Albiński swego bogactwa dorobił się na Żydach (…) w czasie okupacji i po wyzwoleniu”, „pomagał hitlerowcom w ustalaniu, wyszukiwaniu ukrywających się Żydów przed ich zagładą i egzekucją”, „pieniądze zdobyte po zabiciu Żydów”, „brał udział z ramienia tej organizacji [SN] w atakowaniu Żydów”.  

Nic dodać, nic ująć, portret typowego szmalcownika. Albiński mógłby być ikoną polskiego ludowego antysemityzmu, który w chwili katastrofy nabierał zbrodniczej mocy i pozostawał całkowicie bezkarny (nie licząc szeptów okolicy, która zawsze wiedziała).

Albiński był zwykłym (!) szewcem, równolatkiem niepodległej Polski (urodził się w 1918 roku). Ukończył tylko pięć klas szkoły powszechnej. W czasie wojny stał się postrachem miasteczka, gdy zbierał kontrybucję dla partyzantów w imię Narodowych Sił Zbrojnych. Po wojnie człowiek majętny, posiadacz dwóch domów w Bełżycach i jednego w nieodległym Lublinie (niebywałe, zważywszy na ówczesne niedostatki). I jeszcze jeden rys, gdy już po wojnie, trzykrotnie powodował wypadki samochodowe, przekupywał ofiary, aby nie zgłaszały tego na milicję. Esbecy przyklejają mu też łatkę „wielkiego klerykała” – ta fraza-liczman pojawia się w wielu dokumentach z lat stalinowskich i gomułkowskich. Albiński nie trafił do sądu tylko dlatego, że w roku 1969, czyli w czasie gdy był obserwowany przez Służbę Bezpieczeństwa, władze były zajęte wyrzucaniem z Polski ostatnich ocalałych Żydów, a nie ściganiem ich zabójców. Poza tym wszczynanie procesów sądowych zaburzałoby linię propagandową PRL-u o niezłomnym bohaterstwie społeczeństwa w czasie wojny (ta polityka co pewien czas wraca). Służby interesowały się głównie pełnymi sakiewkami Albińskiego.

Oczywiście narodowi patrioci chętnie zaprzeczają takim rewelacjom z dokumentów esbecji, jednak w przypadku Albińskiego o żadnych fałszywkach nie ma mowy, bo persona przeciętna, pół-piśmienna, więc niewarta specjalnych starań. No chyba, że esbecy wiedzieli, że dziesięć lat później Albińskiemu urodzi się wnuk, który pół wieku później zostanie posłem i europosłem.      

Tym wnukiem jest Dominik Tarczyński, aktualnie parlamentarzysta PiS, choć w swojej karierze miał wiele partyjnych epizodów, na przykład tworzenie Solidarnej Polski (pardon, Suwerennej Polski). Tarczyński skończył prawo na KUL-u, założył stowarzyszenie „Wspólnota Katolików Charyzmatycy”, którego celem była ewangelizacja w mediach (przez „filmy i reportaże”). Dzisiejszy poseł niegdyś pracował jako asystent brytyjskiego egzorcysty, ks. Jeremiego Daviesa, założyciela Międzynarodowego Stowarzyszenia Egzorcystów.

Wnuk Dominik szczyci się dziadkiem Józefem. Opowiada jakim dzielnym żołnierzem wyklętym był jego przodek, chodził w koszulce z jego podobizną (podobno, bo tego nie widziałam). Generalnie poseł lubi ekstrawaganckie stroje. Niegdyś pokazywał w mediach społecznościowych, jak przymierza czerwony płaszcz z kołnierzem z jenota. Podpowiadam, że strój ten bardziej by się nadawał do dzielnicy czerwonych latarni, niż do Parlamentu Europejskiego. W tureckiej publicznej telewizji TRT dyskutował z Shai Franklinem, byłym szefem Światowego Kongresu Żydów (to widziałam). Tarczyński tłumaczył, dlaczego rząd PiS chce wprowadzić nowelizację ustawy o IPN, której był twarzą. Zakładała ona karanie badaczy za „naruszenie dobrego imienia Rzeczypospolitej”. Z emfazą mówił w rozmowie z Franklinem, że jego dziadek walczył z Niemcami. Sofokles by tego nie wymyślił.

Cztery miesiące po tym wywiadzie Magda Mieśnik opisała w Wirtualnej Polsce zawartość IPN-owskiej teczki Albińskiego, zrelacjonowała, co wiedzieli sąsiedzi o dziadku, którym chwalił się polityk. Gdyby ustawa promowana przez Tarczyńskiego weszła w życie, Mieśnik miałaby poważne problemy z prokuraturą Ziobry.

Na tym nie kończy się hucpa Tarczyńskiego. Potrafił w pociągu napastliwie atakować przypadkowo spotkanego Adama Michnika „za brata”. Było to w roku 2020, już po upublicznieniu biografii Albińskiego. Co więcej, poseł chwalił się tym zdarzeniem z pociągu na Twitterze. Bezwstyd.

Nic jednak nie przebije rozmowy w tureckiej telewizji – syn ofiary i syn kata. Panie Tarczyński, może by pan jednak wybrał się do tego egzorcysty w Londynie, którego był pan pomocnikiem?        

Urszula Glensk 

Urszula Glensk