Felietony

Teatr JOMO

| 6 minut czytania | 260 odsłon

Przedstawienie nie zawiera żadnych wielkich tematów, nie opowiada żadnych traum, nie krzyczy, nie rozdrapuje ran, nie zmaga się z trudną i niepokojącą historią. Mówi o parzeniu herbaty, o leżeniu na kanapie, o milczeniu, które nie zawiera w sobie żadnego mroku, nic. Jest po prostu zwykłym, odartym z wielkich narracji milczeniem.

Po strachu, że nas omija, że nie wiemy, o jakim serialu jest mowa, że nie widzieliśmy TEGO spektaklu, nie doświadczyliśmy, nie przeżyliśmy tego, i tego, i tego, nie uczestniczyliśmy, nie załapaliśmy się, przespaliśmy, przegapiliśmy szansę na to, żeby w tym być, i w tamtym, dużo, mocno, intensywnie, nadchodzi radość z tego, że nas ominęło, że udało nam się nie zobaczyć tego serialu, ani TEGO spektaklu, nie doświadczyć, nie przeżyć tego, i, co za ulga, tego, nie uczestniczyć, o jaka radość, nie załapać się, uff, a za to, ha ha ha, przespać, wyspać się, wspaniale, o jak wspaniale przegapić szansę!

Jak mógłby wyglądać teatr JOMO? Teatr „Joy of Missing Out”. Teatr radości z przegapiania, radości z tego, że coś nas omija.

Na widowni zamiast foteli – infrastruktura snu. Materace, pufy, leżaki, a nawet łóżka z czystą pościelą. Żadnych oślepiających reflektorów. Ciepły półmrok.

Przedstawienie nie zawiera żadnych wielkich tematów, nie opowiada żadnych traum, nie krzyczy, nie rozdrapuje ran, nie zmaga się z trudną i niepokojącą historią. Mówi o parzeniu herbaty, o leżeniu na kanapie, o milczeniu, które nie zawiera w sobie żadnego mroku, nic. Jest po prostu zwykłym, odartym z wielkich narracji milczeniem.

Akcja nie dąży do niczego. Dialogi są rzadkie i nieznaczące.

—Chcesz tę łyżeczkę?
—Jaką łyżeczkę?
—Nieważne.

Dzięki temu nikt nie przegapi niczego znaczącego, nic, czego przegapienia mógłby niechcący żałować.

Cisza staje się pełnoprawną bohaterką.

Aktorzy nie grają. Nie wczuwają się w nic, nie próbują uwieść widowni, nie szarżują. Po prostu są. Na przykład siedzą w fotelach, piją wodę i patrzą przed siebie czterdzieści pięć minut. W każdej chwili mają prawo do rezygnacji. Mogą zejść ze sceny, ale też mogą się na niej położyć, przykryć kocem (który powinien być łatwo dostępny) i pójść spać. Teatr JOMO nie boi się nudy. Celebruje ją, jako niezawłaszczoną przez gospodarkę rynkową przestrzeń wolności. Jeżeli teatr JOMO miałby mieć manifest (którego oczywiście nigdy nie będzie miał, bo szkoda energii), najważniejszymi jego  słowami byłaby nuda i spanie. Właśnie nie poetycko brzmiący sen, ale zwykłe spanie. Zwykłe, ordynarnie wspaniałe przesypianie rzeczy.

W pewnym momencie, nie wiadomo dlaczego, jak gdyby przez sen, ktoś recytuje od niechcenia:

„Korycyjskiego starca widziałem, któremu zaledwie
parę się morgów gruntu dostało, niezdatnych pod orkę,
ani na błonia dla bydła, ni sad dla Bakcha owoców.
On jednakże w pustkowiu ciernistym sadząc jarzyny,
wiotkie maki, werbeny i białe lilie wokoło
z królów bogactwy się równał, bezpiecznie i późno wieczorem
do dom wracając, na stół niekupione stawiał przysmaki”.
I powoli, ciesząc się tym gestem, podnosi szklankę i patrzy w nią i poprzez nią.

Najważniejszą zasadą teatru JOMO jest: nie musisz oglądać.

W teatrze JOMO, jeżeli widz zasypia, to nie jest porażka, ale największy sukces. Zasypianie widzów w trakcie spektaklu jest dla twórców teatru JOMO najwyższym wyrazem uznania, dowodem na to, że teatr dał swoim widzom tak upragnione poczucie bezpieczeństwa.

Spektakl teatru JOMO jest totalnie nieatrakcyjny wizualnie. Nie da się z niego zrobić fajnego zdjęcia. Nie ma opcji na przyciągającą uwagę relację w mediach społecznościowych. Tej radości, której się doświadcza, będąc w teatrze JOMO, nie da się wynieść na zewnątrz.

Spektakl trwa, aż się skończy. Kto chce, wychodzi w trakcie. Nikogo nie budzimy. Można się wyspać do oporu.

Oklaski w teatrze JOMO są zabronione. W ramach aprobaty i okazywania swojego zadowolenia można mruczeć. Zamiast standing ovation artystów nagradza zbiorowe zaleganie.

Niczego dziś nie przeżyłem – to największy komplement, jaki twórcy teatru JOMO mogą usłyszeć od widza.

Najlepsza recenzja: „Nie byłem. Nie polecam”.

Edukatorzy teatralni teatru JOMO prowadzą warsztaty dla młodzieży: jak niczego nie wyrażać, nie posiadać sprecyzowanej opinii, nie zajmować stanowiska.

W programie do spektaklu teatru JOMO, w którym nie ma żadnych istotnych informacji, mogłaby znaleźć się następująca przedmowa:

Pomyślcie tylko Państwo, że ten spektakl mógł dotyczyć: kryzysu demokracji, sztucznej inteligencji, katastrofy klimatycznej, przemian geopolitycznych, kryzysu męskości, problemów późnego kapitalizmu, pamięci zbiorowej, spraw tożsamościowych, końca świata. Mógł zawierać projekcje, alarmujące dane statystyczne, traumatyczne świadectwa, obrazy przemocy, dekonstruować dominujące narracje, kwestionować zastane hierarchie oraz Zadawać Pytania.

Czujecie tę radość?

Artur Pałyga

W tekście cytat z „Georgik” Wergiliusza w przekładzie Zofii Abramowiczówny

Artur Pałyga