Newsy

Nie żyje Jan Frycz

| 2 minuty czytania | 201 odsłon

„Jan Frycz nie wejdzie już na scenę. Wytrwale z jakąś irracjonalną determinacją pracował na ten okrutny, mimo wszystko, niesprawiedliwy wyrok losu. 72 lata dla artysty, cóż to za wiek na śmierć dla kogoś, kto właśnie wszedł w próby »Orestei« w reżyserii Luca Percevala. Pracował z największymi: Lupą, Grabowskim, Jarockim, Jarzyną. Był chyba najmłodszym Królem Learem w historii. Wyszedł z tej pracy poturbowany, niespełniony, ale nigdy nie zrezygnował z próby dotarcia do istoty tej największej szekspirowskiej postaci. Wspólnie z Grabowskim ponieśli piękną artystyczną porażkę. Lubię takie klęski. Są cenniejsze niż łatwe, powierzchowne zwycięstwa. Grabowski odkrywał talent Janka na przemian z Lupą. Frycz był wybitną dialektyczną konsekwencją rywalizacji tych znakomitych artystów. U Grabowskiego w »Schaefferach« budował swoją sceniczną formę otwartą, postaci, roli. Z Lupą w »Braciach Karamazow«, »Lunatykach«, »Wycince« wyprawiał się w rejony nieprzewidywalne, ciemne, namiętne, często obarczone osobistymi urazami, ryzykowne. Spotkaliśmy się w pracy przy »Wycince« Bernharda, reżyserowanej przez Lupę. Zagrał w niej aktora Teatru Narodowego. Aktora wiedeńskiego Burgtheater. Między próbami najczęściej widywałem go, jak stał przed teatrem i śledził lot drona, którym sterował. Pasjonowała go nowa technologia. Dużo i ciekawie o niej opowiadał. Nikt z nas nie przypuszczał, że drony staną się w niedługim czasie podstawowym narzędziem zbrodniczych ataków Rosji na Ukrainę. Frycz ontologicznie był aktorem wielkim. W ostatnich latach chorował. Nagle, w środku upalnego lata, przeszedłeś do historii, choć w niej byłeś od lat. Żegnaj”.

Krzysztof Mieszkowski

______________________

Żegnamy Jana Frycza Ogromny żal. Niezwykle zasmucająca wiadomość. Jeszcze trudno znaleźć słowa. W imieniu całej Redakcji składamy najszczersze kondolencje bliskim. ______________________

Fot. Natalia Kabanow, „Wycinka Holzfällen”, reż. Krystian Lupa, 2014, archiwum Teatru Polskiego we Wrocławiu.