Dramaty

JESZCZE NIE TERAZ

| 145 minut czytania | 316 odsłon

Od Autora:

Główną bohaterkę dramatu, Elizę, spotkałem któregoś deszczowego dnia w czerwcu w warszawskiej kamienicy. Od tej pory często się widywaliśmy i prowadziliśmy długie rozmowy. Zwykle o tym, o czym nie wypada. I wiele z tych rozmów znalazło swoje miejsce jako zapis w „Jeszcze nie teraz”. O starości, o wymykaniu się schematom starzenia się, o tym co wolno, a czego lepiej nie robić. Była fascynująca, bo zwykle myślała inaczej, niż większość społeczeństwa.  Sprzeciwiała się gromadzeniu dóbr materialnych, kolejnych mieszkań, samochodów czy wymyślnych kreacji. Była wielką indywidualistką, świadomą przemijania i marności rzeczy, ludzi i ich idei. Ale też miała swoje tajemnice, których strzegła jak mało kto. 

Starość zwykle jest obwarowana wieloma tematami tabu. O pewnych rzeczach nie bardzo wypada mówić, szczególnie o starzeniu się ciała, czy samotności. Eliza twierdziła, że dopiero na starość poczuła się wolna i szczęśliwa. Bo według niej dopiero wtedy, kiedy człowiek staje się niewidzialny, teoretycznie nieatrakcyjny dla innych, zaczyna sprawniej posługiwać się rozumem. Jest już doświadczony w wiele obserwacji i zna wszystkie zachowania ludzkie, jest w stanie przewidzieć prawie wszystko, poza datą swojej śmierci. Dopiero na starość człowiek może coś powiedzieć pełniej o życiu, zupełnie szczerze i nikt go za to nie ukarze, ani nie śmie pouczać. Pewne rzeczy robi się wtedy bezkarnie. Można nawet obrażać, dziwnie się zachowywać, mieć partnerów życiowych o 40 lat młodszych, można nie słyszeć, nie widzieć, a także urażać uczucia religijne. Więcej się rozumie, mniej się wymaga, sporo się akceptuje. Ale jest też rewers starości. Można wówczas przyznać się do błędów, pewnych zaniehań, do czynów wątpliwych moralnie, wreszcie do samotności. 

Młody pisarz Kuba, który ją odwiedza regularnie, zostaje jej powiernikiem. Kiedy Eliza czuje, że Kuba, został przez nią całkowicie oswojony, wówczas wyjawia mu swoją tajemnicę. Od tej pory już na zawsze zostają „partners in crime”. Czy Kuba zaakceptuje inną stronę Elizy? Według Elizy niemal każdy skrywą jakąś swoją tajemnicę, która mu chluby raczej nie przynosi. Ale taka też jest natura człowieka i chyba jedyną rozsądną rzeczą, jaką możemy zrobić, jest się z nią pogodzić, twierdziła. 

Krzysztof Szekalski

JESZCZE NIE TERAZ

Krzysztof Szekalski

OSOBY:
ELIZA
KUBA
ZYGMUNT
LEKARKA
RITA
NINA

SCENA 1.

Wnętrze starej kamienicy. 

KUBA
Pierwszy raz zobaczyłem ją w środku lata, kiedy rozszalała się wielka burza.
Błyskawice rozświetlały zsiniałe niebo, a ziemią wstrząsały potężne uderzenia piorunów.
Było oberwanie chmury, a miało się wrażenie, że całego nieba, że to koniec świata.
Ciemna woda płynęła ulicami, spływała wielkimi strumieniami przez kratki ściekowe, jakby to już był początek spełniającej się apokalipsy.
Biegłem wyludnioną ulicą, spadła na mnie ściana deszczu, nie było na mnie jednej suchej nitki.
Wparowałem ostatkiem sił do klatki schodowej neobarokowej kamienicy, w której od niedawna mieszkałem.
I nagle ją zobaczyłem.
Stała na schodach, dumnie wyprostowana, trzymając się poręczy, jak primabalerina, ściskająca kurczowo drążek w sali baletowej.
Jej arystokratyczną twarz rozświetlał dobroduszny uśmiech. 

ELIZA
Letni deszczyk, co? 

KUBA
Zagadnęła z szelmowskim uśmiechem.
Na zewnątrz wciąż szalała burza z piorunami.
Ciekło ze mnie jak z topielca, który jeszcze niedawno leżał na dnie rzeki.
Uśmiechnęła się uprzejmie jak do kogoś kto nagle ożył, nadal stojąc nieruchomo na stopniu stromych schodów. 

ELIZA
Przy tych upałach…
Ziemia jest pomarszczona i wysuszona jak skóra słonia.
Musi się nawadniać, proszę pana. 

KUBA
Pilnowała się, żeby w żadnym momencie niczego po sobie nie pokazać. Nie zdradzić.
Jakby okazanie nawet najmniejszej słabości równało się z czymś nieodwracalnym w skutkach.
Nie pokazywała też, ile wysiłku kosztowało ją wejście na trzecie piętro do swojego mieszkania.
W neobarokowej dziewiętnastowiecznej kamienicy nie było windy.
Ale ona nie chciała nawet przez sekundę nikomu pozostawić wrażenia, że z czymś sobie nie radzi. Mozolnie pięła się w górę klatki schodowej, jakby chciała obwieścić całemu światu: nic nie jest w stanie mnie złamać, nawet śmierć!
Kiedy tylko znikałem z jej pola widzenia, chwytała poręcz drugą ręką i wspinała się jak po ścianie skalnej. Mozolnie, stopień po stopniu. Pokonanie tych siedemdziesięciu sześciu stopni zajmowało jej sporo czasu. Kiedy nikt nie patrzył, przystawała na półpiętrze, ciężko łapiąc oddech.
A potem dalej, na trzecie piętro.

ELIZA
Głodny kot na mnie czeka. Archimedes. 

KUBA
Archimedes?

ELIZA
Proszę się nie dziwić. To męski kot. I ma starożytną duszę. Kiedy go zobaczyłam, zakrzyknęłam – Eureka!
To było moje epokowe odkrycie. Mój epokowy kot.
To kot sierota, ktoś go wyrzucił z domu. Widocznie ten ktoś nie mógł z nim wytrzymać.
Ze mną też nikt nigdy nie umiał, pasujemy do siebie, pomyślałam.
Jak go wzięłam, wyszczerzył kły i zaczął jęczeć.
To nie była miłość od pierwszego kociego spojrzenia.
Ale kiedy mnie wzrusza wtedy zdrabniam, mówię do niego – Arczi. Mój Arczi.
A jak jestem na niego zła, to jest kotem bez imienia.
Zwracam się do niego per pan. Jakbym go nie znała.
Wtedy jest panem kotem. Pan Kot.
O, już po wszystkim. Przestało. I po burzy. Woda spłynie do kanałów, a z kanałów popłynie do rzeki albo wsiąknie w ziemię. I po co było tyle krzyku? Jaka apokalipsa?!
Letni deszczyk, mówiłam.

KUBA
I nagle promienie słońca bezceremonialnie wdarły się do środka i jak sceniczne reflektory oświetliły jej wolno oddalającą się postać.

SCENA 2.

Parę dni później. Mieszkanie Elizy. 

KUBA
Przepraszam, że przeszkadzam. 

ELIZA
O, to pan. 

KUBA
Drzwi były otwarte i…

ELIZA
I co? Chciał pan sprawdzić, czy jeszcze żyję? 

KUBA
Nie, po prostu…
 Zawsze drzwi sąsiadów są zamknięte. 

ELIZA
A u mnie są inne zasady. Mogą być otwarte albo zamknięte. Pan tu od niedawna?

KUBA
Tak. Jestem Kuba. Niedawno się tu przeprowadziłem. I nikogo tu nie znam. 

ELIZA
No to już pan zna. 

KUBA
Tak. 

ELIZA
To wszystko? 

KUBA
Wszystko. 

ELIZA
W takim razie proszę wejść. 

KUBA
Dziękuję.

Pauza. 

KUBA
Ładnie tu. 

ELIZA
Tak się zawsze mówi, jak się nie wie co powiedzieć. 

KUBA
Nie znam pani. 

ELIZA
A ja pana. 

KUBA
Może źle zacząłem. 

ELIZA
Zaczął pan zgodnie z konwencją. Przeprosił pan, że przeszkadza, przedstawił się pan, nie jest pan zbyt natarczywy. Teraz zgodnie z konwencją powinnam nieznajomemu zaproponować herbatę albo coś mocniejszego.

KUBA
Nie, dziękuję. Nie trzeba. 

ELIZA
Nie, dziękuję, nie trzeba. Tak się mówi, żeby wydać się uprzejmym i dobrze wychowanym. Ale pan chyba jest, prawda? To może pan opowie jakąś ciekawą historię?

KUBA
Chyba nie znam ciekawych historii. 

ELIZA
Nie? 

KUBA
A pani?

ELIZA
Znam i to wiele.

KUBA
To może pani opowie? 

ELIZA
Nie tak szybko, panie Kuba. 

KUBA
A pani?

ELIZA
Co ja? 

KUBA
Jakie ma pani imię? 

ELIZA
Czy to konieczne?

KUBA
Nie. Ale chyba wolałbym wiedzieć. 

ELIZA
Wolałby pan? A dlaczego?

KUBA
Bo pani zna już moje. 

ELIZA
Ale to niekonieczne. 

KUBA
Nie. Ale…

ELIZA
Dobrze panu z oczu patrzy.

KUBA
A pani widzi, jak komuś z oczu patrzy źle? 

ELIZA
Widzę.

KUBA
Dziękuję.

ELIZA
Ale ja nie powiedziałam, że to dobrze. 

KUBA
Nie rozumiem. 

ELIZA
Może być dobry człowiek, ale głupi. Ale pan mi na głupiego nie wygląda. 

KUBA
To lepiej, żeby komuś patrzyło z oczu źle? 

ELIZA
Tego nie powiedziałam. A jeśli można spytać, po co pan właściwie przyszedł do starej kobiety? 

KUBA
Jakiej starej? Pani jest jeszcze młoda. 

ELIZA
Lubię komplementy panie Kuba, ale umiem też patrzeć w metrykę. To po co pan przyszedł? 

KUBA
Zapytać, gdzie pani trzyma pieniądze i biżuterię. 

ELIZA
Mam zacząć się bać? 

KUBA
A wyglądam na takiego, że trzeba? 

ELIZA
Tego nigdy nie wiadomo, panie Kuba. Na zewnątrz może być ładna buźka, ale w środku złe zamiary. 

KUBA
Przyszedłem tylko się zapoznać. 

ELIZA
Przyszedł się tylko zapoznać…

KUBA
To zdradzi pani swoje imię? Skoro już zna pani moje niecne zamiary?

ELIZA
A co się pan tak uparł na to imię? 

KUBA
Ja się przedstawiłem. 

ELIZA
Tylko z imienia. 

KUBA
Tak się mówi. 

ELIZA
No właśnie, tak się mówi. A u mnie tak się nie mówi. U mnie w ogóle mówi się inaczej. 

KUBA
Jak?

ELIZA
Mówię po swojemu. 

KUBA
Dlatego nie może pani mi powiedzieć, jak ma na imię? 

ELIZA
Powiem panu, jak mnie pan jeszcze odwiedzi. 

KUBA
Dlaczego? 

ELIZA
Bo stale przychodzi do mnie tylko moja lekarka. 

KUBA
A rodzina? 

ELIZA
Rodzina nie przychodzi. 

KUBA
Bo mówi pani i traktuje innych po swojemu? 

ELIZA
O, złapał pan! Coś pan już łapie. 

KUBA
Przepraszam, może jestem zbyt ciekawski. 

ELIZA
Zbyt ciekawska to jest moja lekarka, musi sobie zawsze dokładnie mnie obejrzeć. Co do centymetra. Okropność. 

KUBA
A ma pani dzieci? 

ELIZA
Miałam. 

KUBA
Przepraszam, może nie powinienem o to pytać. 

ELIZA
Powinien pan. Miałam córkę. Cudowne dziecko. Miała długie, piękne palce. 

KUBA
Nie żyje? 

ELIZA
Powiem panu wszystko, jak mnie pan jeszcze odwiedzi. 

Kuba wychodzi.

SCENA 3. 

Eliza sama w pokoju. Noc. 

ELIZA
Drogi Zygmuncie, mój marzycielu. Gdybym mogła cię ujrzeć, usłyszeć.
Jesteś bardzo daleko, a prawie nigdy nie byłeś tak blisko.
Potrzebowałabym wielu godzin, żeby wyrazić to wszystko, co chciałabym ci powiedzieć.
To, co dobre, wątpliwe, dalekowzroczne, to co trudno wypowiedzieć.
Ale moje serce na to nie pozwoli.
Teraz jest w nim tylko miłość. Wciąż pompuje ciepłą krew.
Może kiedyś się odważę i wszystko ci opowiem. Albo komu innemu.
Mam nadzieję, że jesteś tam szczęśliwy. Tutaj najwyraźniej nie było ci dobrze.
Kiedy znowu do mnie przyjdziesz? Czy już ci nie wolno?
Daj choć najmniejszy znak, żebym wiedziała.
Jest środek lata, a noce są teraz chłodniejsze, niż nasze najzimniejsze noce.
Z wyrazami miłości. Nie, wyrazy są do miłości niedoskonałe.
Z miłością.

SCENA 4. 

Mieszkanie Elizy. Dzień. 

LEKARKA
Jak pięknie pani wygląda! 

ELIZA
Nie sądzę. 

LEKARKA
Włosy jakby jaśniejsze. Kolory na policzkach. Kwitnie pani! 

ELIZA
Kwitnę? Może jeszcze pachnę jak róże? 

LEKARKA
Wygląda pani o niebo lepiej. 

ELIZA
Mojej przyjaciółce, która już dawno wyciągnęła nogi, lekarz też tak mówił przed śmiercią. 

LEKARKA
Ale ja mówię tylko to, co widzę.

ELIZA
A co pani widzi? 

LEKARKA
Skóra jędrniejsza, usta pełniejsze, włosy rozjaśnione…

ELIZA
Włosy? Wypadają mi jak staremu psu. 

LEKARKA
Wyraźna poprawa.

ELIZA
Czyli jeszcze nie zabierze mnie kostucha? 

LEKARKA
Jeszcze pani będzie tańczyć na swoim weselu. 

ELIZA
Tak, z kulawym psem. 

LEKARKA
Jeszcze się za panią niejeden obejrzy. 

ELIZA
Na pewno mój mąż nieboszczyk, na tamtym świecie. 

LEKARKA
Zobaczy pani, jeszcze mnie pani zaprosi na swoje wesele. 

ELIZA
Starczy już tego lukru. A twój ślub kiedy? 

LEKARKA
Jeszcze się nie spieszę. 

ELIZA
Ja też nie. 

LEKARKA
Jeszcze pani mnie przeżyje. Jak pani śpi?

ELIZA
Zasypiam jak dziecko. Ale budzę się jak stara kobieta. 

LEKARKA
Jeszcze zatańczymy do białego rana. Będziemy szaleć do wschodu słońca, zobaczy pani, zrobi pani furorę, będą się sami do pani garnąć! 

ELIZA
Taa… To chyba będzie bal umarlaków. A ja nie chcę żadnego umarlaka! 

LEKARKA
Na pewno jakiś się znajdzie, bogaty, miły i stateczny.

ELIZA
Nie chcę statecznego, ani zbyt miłego! Miłe komplementy są zawsze na początku. Bogatego też nie, to zwykle zimne szuje. Miałam najlepszego i basta. Tak, jasne, następnym razem widzimy się na parkiecie!

LEKARKA
W szpilkach. I w dekolcie! 

ELIZA
Niedoczekanie! 

LEKARKA
Na pewno jakiś przystojniak już czeka! 

ELIZA
Z bukietem kwiatów i z pierścionkiem! 

LEKARKA
I już cię nie opuszczę aż do śmierci. 

ELIZA
To niedługo. 

LEKARKA
Czarne myśli. 

ELIZA
Już nawet jednego mam na oku. 

LEKARKA
To dlaczego pani od razu nie powiedziała?!

ELIZA
Ale dla ciebie. 

LEKARKA
Ktoś panią odwiedza?

ELIZA
A co chciałaby pani, żebym umarła w samotności? 

LEKARKA
Jeszcze mnie pani przeżyje. 

ELIZA
Ten mężczyzna jest w twoim wieku. 

LEKARKA
Nikogo nie potrzebuję. 

ELIZA
A co masz kogoś na oku? Jak ktoś mówi, że nikogo nie potrzebuje, to kłamie albo jest w kimś nieszczęśliwie zakochany.

LEKARKA
W nikim nie jestem nieszczęśliwie zakochana. Na razie nie potrzebuję. Dobrze mi tak, jak jest.

ELIZA
Dobrze ci? Ty nawet kota nie masz, a ja mam! Z kim będziesz tak rozmawiać, jak mnie już nie będzie? 

LEKARKA
Z innymi pacjentami. Proszę tak nie żartować. Będzie pani codziennie przyjmować swoje leki na serce, to będzie dobrze.

ELIZA
Będzie dobrze, będzie dobrze. Znam ten nudny refren. A co jak będzie źle? Fatalnie? Jak będzie apokalipsa?

LEKARKA
Proszę tylko się wysypiać i odpoczywać. Pani serce tego potrzebuje. 

ELIZA
Już mam dość tego odpoczywania. Ale na parkiet nie pójdę! Ten mężczyzna nazywa się Kuba, nawet dobrze mu z oczu patrzy. Proszę mnie znowu odwiedzić. To powiem więcej. 

LEKARKA
Pani Elizo, ja naprawdę nie chcę poznawać żadnego mężczyzny. 

ELIZA
Pani też dobrze z oczu patrzy. Ja się znam na ludziach. To może się udać. I wtedy może pójdę na twoje wesele, a potem na ten parkiet, ale tylko dlatego, żeby zobaczyć jak on z tobą tańczy. Ale przecież nie zmuszam… Ja tylko sobie niewinnie fantazjuję, a kto mi zabroni? 

LEKARKA
Ja na pewno nie. Proszę fantazjować. To dobrze pani zrobi. 

ELIZA
Chyba, że zacznę fantazjować o czymś krwawym, ale w pani przypadku nie zamierzam. Raz był taki typ, który mi podpadł. Rozpychał się po chamsku w kolejce i zaczął mnie wyzywać. To zaczęłam fantazjować, że wkrótce spadnie ze schodów. I spadł. Ledwo się wylizał. Ale pani jest dla mnie dobra, to będę fantazjować na pozytyw. 

LEKARKA
Na przykład? 

ELIZA
A to się zobaczy. Fantazja musi sama przyjść i wtedy się fantazjuje, bezkarnie i bez końca. Proszę mnie jeszcze odwiedzić.

Eliza przytula Lekarkę. Lekarka wychodzi.

SCENA 5. 

Mieszkanie Elizy. Kuba puka do drzwi. Eliza po chwili otwiera.

ELIZA
O, to znowu pan.

KUBA
Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. 

ELIZA
Nie. Biżuteria jest w sypialni w sekretarzyku. A pieniądze w szafie pod bielizną. 

KUBA
Ja nie po to. 

ELIZA
A po co? 

KUBA
Przepraszam, może ostatnio byłem zbyt ciekawski. 

ELIZA
Ja też jestem ciekawska. Pan też może taki być. Niech pan wejdzie. 

Kuba wchodzi. 

ELIZA
Był ktoś u mnie. Moja lekarka. Powiedziała: jak pani pięknie wygląda!
Odpowiedziałam, że niekoniecznie. Ona dalej swoje; wygląda pani piękniej od czasu mojej ostatniej wizyty! A była niecały miesiąc wcześniej.
Wiem, że kłamie, żeby zrobić mi przyjemność. Zresztą nie tylko ona. Wszyscy. Kłamią myśląc, że lepiej się poczuję. I to działa na jakiś czas. Czuję się, jakby ktoś magicznym zaklęciem odjął mi parę lat. 

KUBA
Ale dobrze pani wygląda.

ELIZA
Myślałam, że jest pan ze mną szczery. 

KUBA
Jestem. Ma pani jakby więcej energii.

ELIZA
Energii… A ja myślałam, że się panu podobam. 

Pauza. 

ELIZA
Nie?

KUBA
Fizycznie czy duchowo?

ELIZA
A to można tak oddzielić jedno od drugiego?

KUBA
Można.

ELIZA
Mnie się zdaje, że nie. 

KUBA
Też tak myślę, ale nie wiedziałem co w tej sytuacji odpowiedzieć. 

ELIZA
Wszyscy lubimy kłamstwa. Choć się zapieramy, że w każdej chwili jesteśmy szczerzy.
Pan też kłamie. Proszę tylko nie mówić, że nie. Ja widzę od razu, po mowie ciała. O, teraz pan nie kłamie. Siedzi pan i się rumieni. Czyli coś pan ukrywa. 

KUBA
Nie rumienię się. 

ELIZA
No zawstydził się pan w każdym razie. 

KUBA
Nie, nieprawda. 

ELIZA
No dobrze, może to ja się troszkę zawstydziałam. 

KUBA
Przepraszam, nie było to moją intencją. 

ELIZA
A co było? 

KUBA
Nic. 

ELIZA
Wszyscy się o mnie martwią, dlatego mówią, że jestem piękna.
A ja nie jestem jeszcze taka stara, żeby mi o tym przypominać.
Jak pan myśli, jestem stara?

KUBA
Nie. 

ELIZA
Mógłby pan skłamać.

KUBA
Nie. Nie myślę, że jest pani stara. 

ELIZA
Czyli pan skłamał. Ludzie kłamią, myśląc że zadowalają innych. A tak naprawdę schlebiają samym sobie. Ta pozorna wielkoduszność stroi się w ładne szatki, ale to nic innego jak litość. 

KUBA
Nie lituję się nad panią. Litość to coś obrzydliwego. 

ELIZA
I tu się z panem zgadzam.
Pauza.

ELIZA
Po co pan przyszedł? 

KUBA
Nie pamięta pani? 

ELIZA
Moja pamięć? Ona też mnie oszukuje. Nie mogę jej już ufać. 

KUBA
Miała pani zdradzić swoje imię. I powiedzieć tyle o sobie, ile chce. 

ELIZA
Tak powiedziałam? 

KUBA
Tak.

ELIZA
Powiedziałam, że powiem o sobie tyle, ile chcę? Coś podobnego!

KUBA
„Jak pan mnie odwiedzi, dowie się pan”. Tak pani powiedziała. 

Pauza. 

ELIZA
Liza. Mówią do mnie Eliza, ale wolę Liza. To „e” wydaje mi się zbyteczne. 

KUBA
Pani Liza. 

ELIZA
Może być bez pani. 

KUBA
Liza. Ok. Żyjesz sama?

ELIZA
Z panem kotem. 

KUBA
Wiem, Archimedes.

ELIZA
Pan kot. Dziś jest panem kotem, bo obraził się. Chyba jest zazdrosny. 

KUBA
O kogo?

ELIZA
O ciebie. 

KUBA
O mnie?

ELIZA
Jak tylko słyszy, że stoisz przed drzwiami, idzie do łazienki i wchodzi pod wannę. 

KUBA
A dlaczego Archimedes? 

ELIZA
A zna pan prawo Archimedesa? 

KUBA
No że ciało zanurzone w cieczy zawsze wypływa na powierzchnię? 

ELIZA
Mniej więcej. Siła wyporu równa jest ciężarowi płynu wypartego przez to ciało. Znalazłam mojego Arcziego, jak się topił w fontannie. Jakieś wstrętne dzieci się nad nim znęcały, przywiązały mu coś do szyi, ale prawo Archimedesa nie pozwoliło mu utonąć. Dzieci przepędziłam, a jego uratowałam. 

KUBA
Dobry z pani człowiek. 

ELIZA
Jeszcze mnie nie znasz. Każdy zrobił w życiu choć jeden dobry uczynek. 

Pauza.

ELIZA
Gdybym wiedziała, że przyjdziesz, uczesałabym się. 

KUBA
Przechodziłem i pomyślałem, że zajrzę.

ELIZA
To twój dobry uczynek, że odwiedzasz stara kobietę? Czy przyszedłeś dowiedzieć się jak mam na imię? 

KUBA
I poznać kota.

ELIZA
Pana kota. On nie chce. 

KUBA
Długo tu mieszkasz?

ELIZA
O, zaczyna się przesłuchanie. 

KUBA
To nie przesłuchanie. 

ELIZA
Wystarczająco długo. 

KUBA
Zawsze z panem kotem?

ELIZA
On tu jest od niedawna. Wcześniej był mój mąż. 

KUBA
I co z nim, jeśli mogę zapytać. 

ELIZA
Możesz. 

Pauza. 

ELIZA
Nie żyje. 

KUBA
Kim był? 

ELIZA
A ty masz kogoś? 

KUBA
Nie mam. 

ELIZA
Dlaczego?

KUBA
Niedawno się rozstałem. 

ELIZA
I co będziemy randkować?

KUBA
Tego nie powiedziałem. 

ELIZA
Bo jestem za stara? 

KUBA
Przepraszam, ale…

ELIZA
Nie musisz się tłumaczyć. 

KUBA
Wiem. 

ELIZA
Co wiesz? 

KUBA
No że… 

ELIZA
Że się rozstałeś i jeszcze nie jesteś gotowy na coś nowego? Wiem przecież, że jestem dla ciebie za stara. Ale spróbować zawsze warto. Ja jestem stara, a ty co robisz?

KUBA
Pisarz. 

ELIZA
Pisarz… 

KUBA
Wydałem jedną książkę. 

ELIZA
O czym?

KUBA
Autobiograficzna. 

ELIZA
Pisarz autobiograficzny… 

KUBA
Każdy pisze pierwszą książkę o sobie. 

ELIZA
A druga będzie o mnie?

KUBA
Nic nie mogę obiecać. 

ELIZA
A dlaczego się rozstałeś? 

KUBA
Po prostu nie wyszło. 

ELIZA
Po prostu nie wyszło… Ale dlaczego?

KUBA
Nie wiem. 

ELIZA
Jak długo byliście razem? 

KUBA
Pięć lat. 

ELIZA
Dziewczyna czy chłopak?

KUBA
Dziewczyna.

ELIZA
I to wszystko, co masz o niej do powiedzenia: nie wyszło, nie wiem? O tym jest ta książka? 

KUBA
Nie. To długa historia. 

ELIZA
Ja mam dłuższą. 

KUBA
Wierzę. 

ELIZA
Ale nie dziś. Nie dziś. 

KUBA
Dlaczego? 

ELIZA
Muszę odpocząć. 

KUBA
Ale opowiesz?

ELIZA
Nie tak od razu.

KUBA
Poczekam. 

ELIZA
Z czekaniem jest ten kłopot, że nigdy nic nie wiadomo. 

KUBA
Ale może się coś przydarzyć. Zawsze coś. 

KUBA wychodzi. Eliza sama. Kot Archimedes wychodzi z ukrycia. 

ELIZA do kota
Już się odbraziłeś, Arczi? Jak myślisz można mu zaufać? I tak wiem, co myślisz, łobuzie.

SCENA 6. 

KUBA sam
Liza pisała listy do swojego Zygmunta. Każdy z nich ostrożnie wkładała do koperty, na której zapisywała jego imię. I chowała je w specjalnej szufladzie, w której trzymała rzeczy po nim. Jego zdjęcia, stary zegarek, okulary, spinki do mankietów, notatnik. Nikt nie mógł tam zaglądać. Nie pokazał mi jego notatek, powiedziała tylko że były tam ważne daty, nazwiska. Zapiski o ważnych wydarzeniach. Nic osobistego. Ale to listy były najważniejsze. Znała je na pamięć. I wymawiała je w nocy, kiedy nikt nie widział. Powiedziała, że czasem ma wrażenie, że mówi do niego, że on wrócił i znów jest przy niej, w ich ciemnym pokoju. 

ELIZA sama
Drogi Zygmuncie!
Śniło mi się, że stałeś jak zawsze przy otwartym oknie. Był środek lata.
Stałeś, jakbyś na kogoś wyczekiwał.
Leżałam na łóżku i obserowałam cię, twoje wielkie masywne plecy zasłaniały wpadające promienie słoneczne. Stałeś w tym oknie, jak generał bez swojej armii, gotów wydawać rozkazy. Nadal mnie pociągałeś. Nagle odwróciłeś się w stronę korytarza, jakby ktoś miał się zjawić.
Powiedziałeś: ktoś idzie. Ale nikt nie nadchodził. Rozczarowany położyłeś się obok mnie. Przywarłam do ciebie. Twoja obecność była zawsze najważniejsza.
Przez pierwsze lata przychodziłeś. Teraz już ci nie wolno? Tam gdzie jesteś, myślisz czasem o mnie? Czy zapomniałeś? Może tam już się nie pamięta.
Zawsze na ciebie czekałam. Zresztą nie tylko na ciebie. Mówiłeś, że ona kiedyś wróci.
Ale nigdy nie wróciła. Nie ma jej tam z tobą? Muszę to wiedzieć.
Od tak dawna nie miałam od niej żadnej wiadomości. Właściwie od zawsze. Może to i lepiej. Ale wolałabym wiedzieć. Co się z nią stało?
Ja już ci to wybaczyłam. Wybaczyłam. Powiedziałeś, żebym wybrała. Ona albo ty.
Wybrałam ciebie. Zdecydowałam się ją urodzić. A ty kazałeś mi się jej pozbyć. Jak chorego psa.
Oddałam ją kobiecie, która nie mogła mieć dzieci. Zabroniłeś mi ją odwiedzać. Nie wiem, co się z nią stało. Wciąż na nią czekam. Może jej już nigdy nie zobaczę.
Nasza Maniusia… Powiedziałeś, że odejdziesz, jak ona zostanie. I oddałam ją. Ale ja ci już wybaczyłam, wróć do mnie… Muszę ci jeszcze tyle powiedzieć.
Twoja Liza. 

SCENA 7.

Eliza sama. Słucha muzyki. Pukanie do drzwi. Eliza niechętnie wstaje. Waha się. W końcu otwiera. 

ELIZA
Dziś mam dzień samotnika. A raczej samotnicy. Dobrze mi robi na głowę. 

KUBA
Mam pójść do siebie? 

ELIZA
Wejdź. Będziemy samotni razem. 

KUBA wchodzi. 

ELIZA
Starość to najlepsza część życia.
Budzisz się rano i myślisz: dostałam znów nowy dzień.
I spędzam ten dzień, robiąc tyle, ile mogę.
A wieczorem jestem bardzo zadowolona i wdzięczna.
Ani sekundy nie użalam się nad swoim życiem.
Nigdy, nie!
Mówisz sobie w duchu: tak oto wygląda starość. Masz do tego prawo.
Wciąż zdumiewa mnie, że mogę tyle znosić.
Każdego dnia. Ale mówię sobie: zawsze może być gorzej.
Najgorsze jest użalanie się nad sobą.
(jakby kogoś parodiowała)
Jaka jestem straszliwie samotna. Jaka przeraźliwie samotna.
Nie znoszę tego u innych. A szczególnie u kobiet.
Przepraszam, pewnie cię zanudzam moimi starczymi opowieściami. 

KUBA
Wcale nie. Wolę wiedzieć, jak to jest. Mnie też już zaczęły wypadać włosy. 

ELIZA
Tobie? W tym wieku? Niemożliwie. Koleżanki pytają mnie już, a kim jest ten przystojny mężczyzna, który do ciebie przychodzi? Przy tej różnicy wieku, czy to możliwe? Wścibskie zazdrośnice. 

KUBA
Wiedzą, że już przeszliśmy na ty?

ELIZA
Nic im nie powiedziałam. Nic! Niech umrą z zazdrości, a niczego się nie dowiedzą. 

KUBA
Może nie powinienem już przychodzić.

ELIZA
A skąd?! Skąd te pomysły? Ludzie zawsze muszą gadać.
Większość ma tak bezbarwne życiorysy, że taka sytuacja to sensacja.
Młody przychodzi do starej, no kto by pomyślał.
W każdym razie jesteśmy obiektem plotek. 

KUBA
Zauważyłem, że wszyscy na mnie patrzą. 

ELIZA
Patrzą i będą patrzeć. W ich głowach dzieją się niestworzone rzeczy.
Nie mogę tylko zrozumieć, dlaczego ludzie od razu posądzają innych o najgorsze instynkty.
Myślą: albo przychodzi, żeby stara przepisała po śmierci na niego mieszkanie i swoją jakże cenną biżuterię, albo po cichu podbiera jej emeryturę. Bo przecież nie dlatego, że mu się podoba. Jak mężczyźnie. 

KUBA
Albo jak przyjacielowi. 

ELIZA
Czyli to będzie przyjaźń? 

KUBA
A nie chciałabyś? 

ELIZA
Może bym chciała. 

KUBA
Może nie trzeba tego ustalać. 

ELIZA
I zostawić rzeczy takimi jakie są. 

KUBA
Nic nie obiecywać. 

ELIZA
I tak samo się rozpadnie albo nie. 

KUBA
Jak każda piękna przyjaźń. 

ELIZA
Nigdy się nie przyjaźniłam z mężczyznami.
Ja chciałam, to oni nie chcieli. Zawsze się we mnie kochali.
Wielu się we mnie kochało. Przez te wszystkie lata nawet nie pamiętam, ilu ich było.
Ale wszystkich odrzucałam.
Pamiętam kolegę z pracy, który się we mnie zakochał do szaleństwa. Biedak.
Był dwadzieścia lat młodszy. Chciał się ze mną ożenić. Składał przysięgi. Nie pozwoliłam. Ale uroczy. Blondyn. Miał takie miękkie dłonie. Później został księdzem.
Ale z tego co wiem, nie wytrwał i zrzucił sutannę.
Ożenił się z inną, jakąś dwudziestoletnią gęsią. Biedak. Wszyscy chcieli się ze mną żenić!
Znalazłam sobie znanego prawnika. Ja chciałam tylko jego ciała, a on chciał do ołtarza.
Nie poszłam. Do urzędu też bym nie poszła. Ale do kościoła tym bardziej.
I nie opuszczę cię aż do śmierci…
Wolne żarty. Z moich obserwacji wynika, że do tego opuszczenia dochodzi dość często. I to sporo przed śmiercią. parodiuje przysięgę małżeńską
Skoro chcecie zawrzeć sakramentalny związek małżeński podajcie sobie prawe dłonie i wobec Boga i Kościoła powtarzajcie za mną słowa przysięgi małżeńskiej.
Dlaczego ludzie się na to godzą? Być może w najważniejszym dniu swojego życia przysięgają z własnej woli wobec Boga i Kościoła? Jakim prawem? No prawem głupoty, bez wątpienia.
Później, jak chcą się rozstać, to ten Bóg i Kościół muszą się na to zgodzić. Czyli biskupi. Żyją w pałacach, zupełnie oderwani od rzeczywistości i oni mają decydować o moim życiu? Przecież w tych pałacach, kamienicach mógliby umieścić wielu bezdomnych, ubogich, wpuściliby tam więcej świeżego powietrza. I to byłaby prawdziwa służba drugiemu człowiekowi. Mogliby pomóc samotnym matkom z dziećmi, którzy uciekli z kraju wojny, dać mieszkanie, tak po chrześcijańsku. Gdzie jest ta chrześcijańska pomoc bliźniemu, o której tyle mówią z ambony, a nic z tym nie robią. Dlaczego święty Franciszek mógł rozdać wszystko, co miał i żyć w ubóstwie, a oni nie mogą? To naśladować świętych czy nie? Tyle o tym mówią, o naśladowaniu świętych. Gdzie są te gesty pomocy drugiemu człowiekowi i miłosierdzia? Gdzie jest to dobro? Gdzie są te dobre uczynki? Czy ci ludzie nie zasługują na pomoc duchownych? To jaki jest sens istnienia Kościoła? Podtrzymywanie wielowiekowej tradycji, utrzymywanie księży z pieniądzy wiernych? Oni nawet nie płacą podatków jak wszyscy! Dlaczego tylu ludzi tak ślepo ufa Kościołowi? Może ostatnio trochę mniej, ale nadal Kościół to państwo w państwie. Dlaczego Kościół chce dyktować kobiecie, co ma robić? Czy ma urodzić czy nie, jak ma wychowywać? Czy Kościół rodzi? Rodzi wiele zła. Każdy człowiek jest religijny. Ale nie w powszechnym rozumieniu tego słowa. To jest tęsknota, za tym co większe od nas, za tym czymś, co nas rozumie. Nawet jeżeli to nie istnieje.

KUBA
A ja wierzę. 

ELIZA
W co? 

KUBA
Wierzę, że dusza jest nieśmiertelna. To nie może się tak po prostu skończyć. Światło gaśnie i po sprawie. To nie ma sensu. 

ELIZA
Naiwniak. Lepiej nie mieć na nic nadziei, to można liczyć na jakieś zaskoczenie. 

KUBA
Zawsze wszystko musisz wiedzieć lepiej? 

ELIZA
A ty skąd wiesz, że masz w sobie tę nieśmiertelną duszę, a nie tylko świadomość? Jakiś ksiądz ci powiedział? 

KUBA
Zabronisz mi wierzyć? 

ELIZA
A wierz sobie, w co chcesz. 

KUBA
Może jestem naiwny, ale wierzę. 

ELIZA
Życie się kończy. I tyle. 

KUBA
Na tym to polega, wierzysz albo nie. 

ELIZA
No to sobie wierz. Proszę bardzo. Życie wieczne… Może niech ktoś najpierw mnie zapyta, czy chcę wiecznie żyć. 

KUBA
A ja bym tak chciał. Wtedy może miałbym czas na wszystko. 

ELIZA
Jasne. Zanudziłbyś się na śmierć. 

KUBA
Czyli na jedno wychodzi. 

Pauza.

ELIZA
A jak miałbyś brać ślub to kościelny czy cywilny? Czy ten i ten? 

KUBA
Chyba żaden. Nie rozumiem, po co potrzebny jest ślub. Chyba wolę bez ślubu. 

ELIZA
Jednak masz trochę oleju w głowie! A ze mną wszyscy chcieli się żenić. Wszyscy! 

KUBA
I wzięłaś cywilny?

ELIZA
On też tak chciał. Nagle się zjawił. Tacy mężczyźni się zjawiają. Od razu wiedziałam, że to ten. Najpierw zaprosił mnie do kina. A ja lubię kino. Mógł zaprosić do teatru, ale ja wolę kino, miał szczęście. Poszliśmy. Film był kiepski. Ale całować to on umiał. Pamiętam cichy dźwięk projektora, smugę światła nad nami. A on szeptał mi do ucha same cudowności.
Później wszędzie mnie zapraszał. Zawsze był szarmancki. Wystawiłam go na próbę.
Nie odzywałam się przez parę tygodni.
Wytrzymał. Wyłgałam się chorobą.
Uwierzył. A może też był dobrym aktorem.
A później poszło jak z płatka. Ale długo nie mieszkaliśmy ze sobą.
Umawialiśmy się na randki. To nas uratowało, zero nudy, rutyny.
Miał doświadczenie. W seksie też.
Wiedział, czym mnie ująć.
A później po dwudziestu latach umarł. Dwadzieścia lat.
Dzień przed śmiercią kupił mi róże. Choć ledwo chodził po zawale.
Ale zszedł po krętych schodach do kwiaciarni i kupił bukiet czerwonych.
Wrócił z nimi, pięknie pachniały… i powiedział: to dla ciebie Liza, za całe życie.
Taki był. W dobrym, starym stylu. Wysyłam do niego listy po śmierci. Trzymam je wszystkie w jego szufladzie, razem z jego rzeczami. Kiedy zmarł, przychodził w nocy. Czasem po prostu stał przy oknie i patrzył. Czasem siadał na łóżku, a mnie się zdawało, że gładzi moje włosy. Czasem nie robił nic. Później przestał przychodzić. Coś się skończyło.
Wysyłam do niego listy. To są takie listy mówione. W nocy mówię do niego.
Wiem, że mnie słyszy. To czasem przynosi ulgę. Nie wiem, czy to była miłość. To wtedy przyszło samo. Nie zadawałam sobie takich pytań. Pomyślałam sobie: no dobrze, skoro już tak musi być…
Ale nikt nie zajął jego miejsca. 

KUBA
Jak miał na imię?

ELIZA
Zygmunt. 

KUBA
Kim był?

ELIZA
Kimś ważnym. 

KUBA
A ty? 

ELIZA
A ja jeszcze tu jestem. 

SCENA 8. 

Mieszkanie Elizy. Noc. 

ELIZA
Zygmunt! Już straciłam nadzieję.
Zygmunt stoi przy oknie, w eleganckim garniturze.

ZYGMUNT
Każdy kto tam jest, już nie chce wracać.

ELIZA
To dlaczego wróciłeś?

ZYGMUNT
Jak to dlaczego? Dla ciebie.

ELIZA
Może to niedorzeczne, ale tęsknię za tobą. 

ZYGMUNT
Nie znam tego uczucia. 

ELIZA
Nie tęsknisz?

ZYGMUNT
Nie można tęsknić za czymś, czego nie ma.

ELIZA
Jesteś we mnie. Nie mogę przestać myśleć o tobie.

ZYGMUNT
Będzie lepiej dla ciebie, jak przestaniesz.

ELIZA
Jak tam jest? Nigdy nie mówiłeś. 

ZYGMUNT
Nie mogę ci powiedzieć. 

ELIZA
Dlaczego?

ZYGMUNT
Sama się dowiesz. 

ELIZA
Ale po co czekać? 

ZYGMUNT
To co mnie się wydaje, dla ciebie może być czymś zupełnie innym. 

ELIZA
A ona z tobą jest?

ZYGMUNT
Kto?

ELIZA
Nasza córeczka. 

Pauza. 

ZYGMUNT
Nie ma. 

ELIZA
A wiesz, gdzie jest? 

ZYGMUNT
To nie ma znaczenia. 

ELIZA
Dla mnie ma. Zresztą, nie powinnam z tobą o niej rozmawiać. 

Pauza.

ZYGMUNT
Chcesz żebym jeszcze przyszedł? 

ELIZA
Tak. Proszę.

ZYGMUNT
Po co?
Eliza wystawia szyję, żeby Zygmunt powąchał jej zapach.

ELIZA
Czujesz? Twoje ulubione.

ZYGMUNT
Nic nie czuję.
Eliza odsłania dekolt przed Zygmuntem.

ELIZA
Dotknij mnie.
Zygmunt przytula Elizę od tyłu, kołyszą się. W tle słychać wolną muzykę.

ZYGMUNT
Nie mogę. 

ELIZA
Czego nie możesz?

ZYGMUNT
Noc się kończy. Muszę wracać.
Zygmunt znika.  

SCENA 9. 

Wycieczka. 

KUBA
Zabrałem ją na wycieczkę. Powiedziałem: znam takie miejsce, pięknie tam, na pewno ci się spodoba. Świeże powietrze dobrze nam zrobi. Zgodziła się. Usiedliśmy przed podróżą. 

ELIZA
Usiądźmy. 

Kuba siada z Elizą na krzesłach. 

ELIZA
Kiedyś tak się robiło. Żeby wszystko się udało. Moja matka też tak robiła. 

KUBA
Siedzieliśmy parę minut w milczeniu. 

ELIZA
No już! Możemy jechać. 

Eliza wstaje. Kuba też. 

KUBA
Pojechaliśmy moim rozklekotanym samochodem, powiedziała że jego stan jest podobny do jej cielesnej maszynerii. Później wspominała szkolne wycieczki. I te późniejsze z Zygmuntem. 

ELIZA
Parę razy zabrał mnie nad morze. Raz przyjechaliśmy w nocy i nadzy wbiegaliśmy w zimne fale. To były najlepsze chwile. Zygmunt popłynął za daleko, omal się nie utopił. Ja pływałam lepiej, uratowałam go. Jak mojego Archimedesa. 

KUBA
Powiedziałem, że nie wejdę do wody. 

ELIZA
Nie bój się. Ciebie na szczęście nie muszę ratować. 

KUBA
Ufff… Jechaliśmy dalej. Mijaliśmy małe wioski, kościoły, cmentarze. I znów mówiła o papieżu. 

ELIZA
Czasy się zmieniają, a oni nadal każą do siebie mówić Ojcze Święty. Czy to nie jest bezczelność? Pewnie ci to pasuje, bo jesteś wierzący. Podobnie jest z Niepokalanym poczęciem, albo Wniebowstapieniem. W dzisiejszych czasach? 

KUBA
Przesadzasz. 

ELIZA
No właśnie! Jak ktoś tak mówi, to ludzie zawsze się krzywią, mówią że ten ktoś przesadza. Albo po co się tym zajmować, skoro tak zostało to wymyślone dwa tysiące lat temu i nikt tego nie zmieni? Kiedyś by za takie zdania uznano mnie za czarownicę, heretyczkę i spalono by na stosie.
Dziś co najwyżej, ktoś może mieć zranione uczucia religijne. Trudno już o prawdziwe bluźnierstwo. Ale w tym kraju zawsze będą się urażać z powodów religijnych. 

KUBA
Ja bym nie pozwoli cię spalić. 

ELIZA
Dzięki. No raczej nie wyglądasz na podpalacza czarownic. 

KUBA
A jak wygląda podpalacz czarownic?

ELIZA pokazuje i robi miny. 

KUBA
To rzeczywiście nie ja. 

ELIZA
Ja jeszcze nie skończyłam! Powiedz mi, jak to możliwe do cholery, że ten cały Duch Święty mógł zrobić dziecko Maryi? Czym on ją że tak powiem natchnął, że stała się brzemienna? A Józef, ten poczciwy cieśla, co on na to wszystko? Dlatego został świętym, że pokornie przyjął wyroki boskie? Przecież ten Józef musiał mieć załamania nerwowe, jak się dowiedział, że nie on jest ojcem, a Duch Święty. 

KUBA
Ale się nie załamał. Raczej się cieszył. 

ELIZA
Wiem, bo wierzył, jak ty. Wyprali mu mózg. Cieszył się, bo Duch Święty zrobił dziecko jego żonie, serio? Nieźle to sobie wszystko wymyślili, co? Nawet ty w to wierzysz! No i te wszystkie zakony zamknięte, jak twierdze przed ludźmi, a tam się dzieją niestworzone rzeczy! Przecież to powszechnie znane fakty! A te zakony żeńskie powołano, żeby służyły mężczyznom, żeby bez słowa sprzeciwu gotowały im obiady i prały ich gacie, a jakże! Jakbyś był księdzem tobie też by usługiwały. 

KUBA
Nie zgodziłbym się na to. Ale to chyba na tym polega, że oni służą Bogu i ludziom? 

ELIZA
A może diabłu? No bo czego się oni obawiali, kiedy wprowadzili celibat? I nie chcą tego zmienić przez stulecia? Dlaczego inni księża mogą mieć żony w innych religiach, a oni nie? Aż tak się boją kobiet? No bo musi być coś na rzeczy! Człowiek jest człowiekiem i natury nie oszukasz! To, że przez wieki spółkowali między sobą i z gosposiami, wpatrzonymi w nich jak zbawców to mnie nie dziwi, ale żeby z dziećmi? Przecież to są ciężkie przestępstwa a oni na ogół są bezkarni! I nadal nie ma w tym kraju dostępu do kościelnych archiwów, nadal czarny gabinet nie godzi się, żeby je odtajnić, nie można oficjalnie w tym cywilizowanym kraju dowiedzieć się, kto z nich krzywdził dzieci. Tylko te biedne ofiary o tym informują, i to tylko ci którzy mają odwagę, a oni nadal nie dają dostępu do swoich archiwów. Jakby byli od nas lepsi… A czemu winne są dzieci? Dzieci, najczystsze istoty…
A może ja już przesadzam. Może powinnam już nic nie mówić. I tak na nic nie mam wpływu.

KUBA
Z dziećmi akurat nie przesadzasz. 

ELIZA
Przepraszam, Kuba. Zabrałeś mnie na wycieczkę, a stara baba tylko trejkocze. Wszyscy milczą, bo im wygodnie w tych ich pluszowych życiorysach, każdy dba tylko o czubek własnego nosa. Tak to widzę. Ale ktoś musi o tym wszystkim mówić, a kto jak nie ja? No kto? 

KUBA
Powiedziała, że jej wolno tak mówić. 

ELIZA
Staruszki już nikt nie uderzy. 

KUBA
Później dla równowagi, jak powiedziała, opowiadała dowcipy. Była u szczytu formy. Śmialiśmy się całą drogę. Nagle zatrzymaliśmy się pod lasem. Weszliśmy na leśną ścieżkę. Najpierw zaprowadziłem ją do starego lasu, który kiedyś pokazał mi mój ojciec. Drzewa były wysokie jak wieżowce, dookoła przerażająca cisza, jak w katedrze. Powiedział, żebym robił, to, co on. Podszedł do jednego z drzew, objął je rękami, przytulił się całym ciałem. Zrobiłem to samo. Czułem się idiotycznie. Milczał. Ja też. Minęło parę minut. Przytuleni do drzew, słyszeliśmy własne oddechy. Ojciec był mi wtedy dziwnie bliski. Nigdy później to się nie zdarzyło. 

Las. 

ELIZA
Już jesteśmy na miejscu? 

KUBA
Jeszcze nie. 

ELIZA
Daleko jeszcze?

KUBA
Już blisko. 

ELIZA
Pięknie tu, ale czy wyjdę stąd żywa? 

KUBA
No nie wiem. 

ELIZA
Jak to nie wiesz? Już latają nad nami żarłoczne ptaki, masz jakiś zbrodniczy plan?

KUBA
Nie. 

ELIZA
Czyli jesteś porywaczem?

KUBA
Wydało się. 

ELIZA
Ratunku… Ratunku!!! Ratunku!!!

KUBA
I tak nikt cię nie usłyszy. 

ELIZA
Gwałciciel! Morderca!!!

Pauza. 

ELIZA
To już? Już jesteśmy na miejscu? 

KUBA
Nie, jeszcze nie. 

ELIZA
Jest tam kto? Jest tam kto?! Echo!!!
Nie robiłam tego od dzieciństwa.
Po co zabrałeś mnie do lasu?!

KUBA
Żeby cię zjeść. 

ELIZA
Tak myślałam, pozbędziesz się biednej staruszki i zgarniesz jej cały majątek! 

KUBA
I nikt nie będzie cię szukał. Bo nie masz nikogo. 

ELIZA
Ty potworze!!!

KUBA
To twój koniec. Możesz się pomodlić. 

ELIZA
Do kogo mam się modlić?! 

KUBA
Mówiłaś, że człowiek w rozpaczliwej sytuacji zwraca się do niewidzialnego Boga.

ELIZA
Ale ja nie!

KUBA
Jesteś nihilistką. Trzeba w coś wierzyć. 

ELIZA
W co?!

KUBA
W życie po śmierci?

ELIZA
Ale po co?! To nic nie zmienia. Ta wiara. 

KUBA
Ale jest lżej. Tak wierzyć. 

ELIZA
Mnie akurat byłoby ciężej. 

KUBA
Dlaczego? 

ELIZA
Lepiej nie mówić. 

KUBA
Czego?

ELIZA
Coś się zdarzyło, dawno temu. 

KUBA
Mnie nie powiesz? 

ELIZA
Już byś mnie nigdzie nie zabrał. 

KUBA
Aż tak źle?

ELIZA
Bardzo. 

KUBA
Już nic ci nie pomoże. 

ELIZA
Starsza pani znika. 

Pauza.

KUBA
Później zaprowadziłem ją do tego miejsca. To było nad jeziorem. Jezioro w środku lasu. W pełnym słońcu leżeliśmy obok siebie. Mijały beztroskie godziny. Prawie nic nie mówiła, tylko się uśmiechała. Wyglądała, jak mała dziewczynka, która ma ochotę na zabawę i żarty. Wyglądała na szczęśliwą. Nikt jej dawno nie zabrał na wycieczkę. Powiedziałem, że mnie też. 

ELIZA
A więc jesteśmy w tej samej sytuacji. 

KUBA
Powiedziałem, że kiedyś to miejsce pokazał mi mój ojciec. A potem zaprowadził mnie do starego lasu. Drzewa tam były wysokie jak wieżowce, dookoła przerażająca cisza, jak w katedrze. Powiedział, żebym robił, to, co on. Podszedł do jednego z drzew, objął je rękami, przytulił się całym ciałem, jak do kobiety. Zrobiłem to samo. Czułem się idiotycznie. Milczał. Ja też. Minęło parę minut. Czekałem, przyssani do drzew, słyszeliśmy własne oddechy. Ojciec był mi wtedy dziwnie bliski. Nigdy później to się nie zdarzyło. 

ELIZA
Umarł?

KUBA
Parę lat temu. 

ELIZA
A matka? 

KUBA
Dwa lata później poszła za nim. 

ELIZA
To może ty teraz jesteś takim moim przyszywanym synem? Nie chcesz być moim chłopakiem, to może cho tyle? Zgadzasz się?

KUBA
Znów się śmialiśmy. Kiedy wracaliśmy, była raczej milcząca. Wzięła mnie za ramię i wtuliła się. Powiedziała tylko jedno zdanie.

ELIZA
To był najpiękniejszy dzień mojego życia. 

SCENA 10.

Mieszkanie Elizy. Noc. 

ELIZA
Znowu nie przyszedłeś. Zygmuncie, ostatnie tygodnie to najszczęśliwszy okres mojego życia.
Starość jest niedoceniana. Ty się jeszcze nie zestarzałeś.
W starości wiele mi wolno. Mogę niedosłyszeć. Niedowidzieć. Mogę powiedzieć za dużo.
Mogę zrobić faux pas i się nie martwić. Mogę źle zareagować. Albo w ogóle.
Mogę nawet kogoś uderzyć w twarz. Zupełnie bez konsekwencji.
Mogę zapomnieć, że czegoś nie wolno. I wziąć coś, co nie jest moje.
Mogę zapomnieć o mojej przeszłości. Zupełnie bezkarnie.
Mogę całować się z młodszym mężczyzną, który mógłby być moim synem.
Ze względu na ciebie nie pocałuję. Ale wiem, że mi wolno.
Mogę nawet oszaleć. Przyjmą to jako coś zupełnie normalnego.
Na starość przecież wszyscy stają się dziećmi. Albo stają się tymi, kim zawsze mieli być.
Ja jestem z tej drugiej kategorii. Taką miałam się stać.
Nie ma już żadnych konsekwencji. Mogę wszystko.
Mogłabym to wykorzystywać, ale tego nie robię.
Pewnie myślisz, że jestem komiczna. Masz rację, samotność jest komiczna.
Przecież to zupełnie niedorzeczne i komiczne żyć tak, jak ja. Sama w dużym mieszkaniu z kotem. Czy to już samo w sobie nie brzmi komicznie?
Kto chciałby być skazanym na śmieszność?
Nie powiedziałam mu o tym co się stało, jeszcze nie teraz. To dobry chłopiec. Lepiej, żeby pewnych rzeczy nie wiedział. Zygmuncie, obiecałeś, że przyjdziesz. Już ci nie wolno?

Zjawia się Zygmunt. 

ELIZA
Wróciłeś!

ZYGMUNT
Jeszcze mi wolno. 

ELIZA
Myślałeś o mnie? 

ZYGMUNT
Tam się tak nie myśli. 

ELIZA
A jak? 

ZYGMUNT
To co było już nie wróci. 

ELIZA
A ja czuję, jakby to było wczoraj. 

ZYGMUNT
Lepiej zapomnieć. Nie mogę odejść, jak mnie ciągle wzywasz. 

ELIZA
Chcesz odejść na zawsze? 

ZYGMUNT
Będzie spokój. I dla ciebie. 

ELIZA
Nie chcę żadnego spokoju. Zostań jeszcze. 

Zygmunt znika. 

SCENA 11.

Mieszkanie Elizy. Dzień. 

KUBA
Czy jest coś czego byś jeszcze chciała? 

ELIZA
Czy jest coś…

KUBA
Może masz jakieś marzenie. 

ELIZA
Chyba już nie mam marzeń. Chcę… żebyś został ze mną do końca. 

KUBA
Chyba, że znajdę sobie dziewczynę. 

ELIZA
Ani mi się waż! 

KUBA
I tak ci nie powiem. 

ELIZA
Będziesz miał podwójne życie? 

KUBA
Niezły ze mnie łobuz, co? 

ELIZA
To ja też kogoś sobie znajdę. 

KUBA
No to będziemy prowadzić oboje podwójne życie. 

ELIZA
A ta twoja dziewczyna? Dlaczego to nie wyszło? Jak miała na imię? 

KUBA
Rozalia. 

ELIZA
Serio? Rzadkie. 

KUBA
Mówiłem na nią Roza. 

ELIZA
Krócej jest lepiej. 

KUBA
Wiem, Liza. 

ELIZA
Kochałeś ją i nagle przestałeś? 

KUBA
Nie. Ona znalazła sobie kogoś innego. 

ELIZA
O, biedaczek. A ty na to pozwoliłeś?

KUBA
Tak wyszło. 

ELIZA
Zdradzony pisarz. To o tym jest ta pierwsza książka? A jak cię zostawię, to następna będzie o mnie?

KUBA
Ty mnie nie zostawisz. 

ELIZA
Skąd ta pewność? 

KUBA
Bo nie jesteśmy razem?

ELIZA
Nie? A ja myślałam, że jesteśmy. No i co nie jesteś zazdrosny? Że jest teraz z kimś innym?

KUBA
Nie. 

ELIZA
Nie musisz kłamać. 

KUBA
No może na początku byłem. 

ELIZA
I co? W myślach życzyłeś jej śmierci albo szybkiego rozstania?

KUBA
Szybkiego rozstania. 

ELIZA
Ale nie wyszło? 

KUBA
Nie. 

ELIZA
I już zraniony pisarz nie chce z nikim być, tylko się przyjaźnić ze starszą panią? 

KUBA
Brawo, psychoanalityczko. 

ELIZA
To było proste. A dlaczego ona jest teraz z nim? 

KUBA
Przestała mnie kochać. 

ELIZA
Ale dlaczego?

KUBA
Nie wiem. 

ELIZA
Biedak. Nie możesz tak żyć. Musisz ją od siebie odciąć, wyrwać ją z siebie z korzeniami, jak stare spruchniałe drzewo. 

KUBA
Dzięki za te mądrości. 

ELIZA
Ja nigdy nikogo nie kochałam, oszczędziłam sobie cierpienia. 

KUBA
Nigdy?

ELIZA
No może raz. Raz jeden. Zygmunt. Mój książę nocy. Zyggi Stardust. Księżycowy kochanek i Mesjasz. On też mnie zostawił, ale już z nikim się nie związał. Chyba że na tamtym świecie są jakieś miłości. Grzeszne anielice albo demoniczne kusicielki. Ale nic mi o tym nie wiadomo. 

Pauza. 

ELIZA
Dlaczego mnie pytasz o ostatnie marzenie? Jakbym zaraz miała zejść. 

KUBA
Myślałem, że ta wycieczka zrobiła ci dobrze. 

ELIZA
Była wspaniała. Niczego mi nie potrzeba. Nie jestem jak inni. Moje pragnienia są proste. 

KUBA
To znaczy? 

ELIZA
Większość ludzi myśli, jak zrobić karierę, jak być sławnym, i przy okazji się wzbogacić.
Jak zarobić na większe mieszkanie, a może i kupić drugie? Jak mieć dobry samochód, a najlepiej dwa, dla porządnej żony i wzorowego męża. Jak coś znaczyć, żeby cię szanowali. Jak być zauważonym w tym anonimowym tłumie i mieć z tego profity. Jak zadbać o przyszłość swoich dzieci. I mieć święty spokój na koniec. A świętego spokoju nie ma nigdy. Ale łatwo się samooszukiwać, bo inni robią tak samo. W rezultacie wszyscy są tacy sami, gnuśni, nudni i najedzeni w swoich czterech ścianach. Nigdy nie chciałam mieć takiego życia. 

KUBA
Co z tym złego, że ludzie tak chcą żyć?

ELIZA
Dlaczego nikt nie zastanawia się nad tym, żeby mieć coś do powiedzenia? Albo jaki jest cel naszego przebywania na tej planecie? Co możemy zrobić? Co możemy wnieść, stworzyć od zera, my jako my? Jakie dobra, co zostawić po sobie? Nie tylko pamięć o sobie, ale coś ważnego dla innych? Kto o tym myśli?

KUBA
Ja myślę. 

ELIZA
Ty jesteś tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę. Zasadniczo można postawić pytanie, po co to wszystko. To wszystko, co przyziemne, jest tak pospolite, niemal zupełnie niedorzeczne. Pozbawione głębszego sensu. Żeby to zrozumieć, trzeba mieć tego ducha. Nie każdy to pojmie, nie ma ducha do tego, przestrzeni.

KUBA
Ale nie każdy może być zdolny do takiego myślenia, Liza. 

ELIZA
Może powinni zacząć. Myśleć. Inaczej będą myśleli za ciebie.  

KUBA
Za mnie?

ELIZA
Mówię o ogóle. Nie o tobie. Ogół, tłum. On się nie zmienia.
Mówi się nam, że trzeba pracować dla ogółu. A może trzeba pracować dla szczegółu?
Można wiele mówić, ale ludzie w ciągu swojego życia pozostają tacy sami.
Tyle mówi się o potrzebie zmian. Tymczasem ludzie od zawsze najbardziej obawiają się zmian.
Żadnych zmian! Ludzie nie chcą żadnych zmian!
Człowiek musiałby chcieć czegoś innego. Innego niż pieniądze, sława i władza.
Wtedy mógłby coś zmienić. W zasadzie wszystko. Ale to niemożliwe. 

KUBA
A może im jest tak dobrze? Po co chcesz, żeby chcieli czegoś innego? 

ELIZA
Może masz rację. Ja nigdy nie czułam się jedną z nich.
Może dlatego zostałam sama na starość. Kiedy inni szli w jedną stronę, ja musiałam iść w przeciwnym kierunku. Byłam żoną, kochanką, byłam matką.
Zaczynałam jako biedna nauczycielka z wyższym wykształceniem.
Znałam trzy języki, ale to nie były czasy dla kobiet.
Byłam krawcową, szyłam ubrania dla kobiet i mężczyzn, żeby przeżyć.
Później zostałam tłumaczką, tłumaczyłam wiersze poetek amerykańskich i angielskich, wielkie powieści ale też i parę kryminałów, poradniki – jak być szczęśliwym w XX w.? Jak żyć zdrowo i nie umrzeć od razu, jak być elegancką i wyszukaną, a jednocześnie z gustem móc wylać na kogoś pomyje, kiedy ktoś nas pospolicie wkurwi? Jak być koneserem sztuki ze średnią krajową?
Byłam też kucharką, gotowałam obiady dla dzieci, a później uczyłam je języka polskiego i historii literatury. Wreszcie byłam sekretarką, a później urzędniczką w ministerstwie. Byłam męską zabawką, męskim podnóżkiem. Ale było też wiele pięknej, naiwnej radości i nieznanego mi wcześniej szaleństwa. Był też czas niepohamowanej rozpaczy. Musiałam zrobić coś strasznego, bo mój kochany mężczyzna tego chciał. Tam go poznałam, w ministerstwie. On był kimś ważnym. Z ambicjami. Miał pozycję. Zygmunt. Później nagle odszedł. Był wielkoludem z niezłymi manierami, który z dnia na dzień zgasł jak ranny ptaszek. 

Pauza. 

Czasem zadaję sobie pytanie, dlaczego ja nadal muszę żyć? A może to jakaś kara? Może to jest z obszaru winy, kary. Czasami przychodzi myśl: otwórz okno, skocz! Po co to wszystko?
Ale potem przychodzi opamiętanie. Nie chciałabym, żeby wokół mojego ciała zebrał się tłum gapiów. Nie chciałabym, żeby ktoś na to patrzył. Żeby mnie wskazywali palcami.
Nie chciałabym nikomu sprawić przykrości. 

KUBA
Powiedziałaś, że byłaś matką. Twoja córka umarła? 

ELIZA
Można tak powiedzieć.

KUBA
Nie rozumiem. 

ELIZA
Umarła. 

SCENA 12.

Kuba pod drzwiami mieszkania Elizy. Puka do drzwi. Nasłuchuje. Wsuwa kartkę pod jej drzwi. 

KUBA
Przez następne dni nie dawała żadnego znaku życia. Myślałem, że coś się stało. Nie wychodziła. Napisałem do niej kartkę i wsunąłem w cienką szczelinę między framugą a drzwiami. Następnego ranka zobaczyłem, że kartki nie ma. Napisałem, czy wszystko w porządku, a jeżeli nie, to czy jej jakoś nie pomóc. Bez odpowiedzi. Trwało to parę tygodni. Któregoś dnia zapukałem znowu i tym razem wpuściła mnie, a później zdarzyło się to wszystko.

SCENA 13. 

Mieszkanie Elizy. Dzień. 

ELIZA
Przepraszam cię, że nie dałam znaku życia. 

KUBA
Myślałem, że coś się stało.

ELIZA
Nie byłam w formie. 

KUBA
Coś się stało?

ELIZA
Nie, nic. Musiałam pobyć trochę sama. Przyzwyczaiłam się, że zawsze jesteś.
Wcześniej moje życie wyglądało zupełnie inaczej. 

KUBA
Napisałem kartkę, nie odpowiedziałaś. 

ELIZA
Nie miałam sił, przepraszam. Dziś też nie powinieneś mnie oglądać. 

KUBA
Chcesz zostać sama? 

ELIZA
Muszę. 

KUBA
Powiesz, o co chodzi? 

ELIZA
Nie mogę.

SCENA 14. 

LEKARKA wchodzi do mieszkania ELIZY. 

LEKARKA
Pani Elizo… Pani Elizo… 

ELIZA nie reaguje. LEKARKA podchodzi do ELIZY.

LEKARKA
Jak się pani czuje? 

ELIZA milczy. 

LEKARKA
Może weźmiemy panią na obserwację do szpitala. 

ELIZA milczy. 

LEKARKA
Odstawiła pani lekarstwa? 

ELIZA milczy. 

LEKARKA
Pani Elizo, proszę coś powiedzieć. 

ELIZA milczy. 

LEKARKA
To w takim razie już więcej nie odwiedzę pani i zalecam obserwację w szpitalu. 

ELIZA
Stamtąd już się nie wychodzi. 

LEKARKA
Szkodliwe mity, pani Elizo. 

ELIZA
Rok temu nie wyszła stamtąd moja przyjaciółka. Zresztą nie ona jedna. Nikt stamtąd w moim wieku nie wychodzi. 

LEKARKA
Ale ona była terminalna. 

ELIZA
Ja też jestem. 

LEKARKA
Niech pani się nie poddaje. Będzie dobrze. 

ELIZA
Będzie dobrze, będzie dobrze… Znam ten refren na pamięć…

LEKARKA
Ale leki pani przyjmuje? 

ELIZA kiwa głową. 

LEKARKA
Ma pani bóle? Nie śpi pani w nocy? 

ELIZA
Jest coraz gorzej. To już pewnie nasze ostatnie spotkanie. 

LEKARKA
Pani wszystkich przeżyje. Pani Elizo, proszę być dobrej myśli. 

ELIZA
Mój Zygmunt też był dobrej myśli. I co? Przekręcił się biedaczek. 

LEKARKA
Ale proszę mi powiedzieć… Co się właściwie stało? Proszę powiedzieć, jak księdzu na spowiedzi. 

ELIZA
Do spowiedzi nie chodzę od lat. Dlaczego ja mam wyznawać swoje grzechy, a ten nieznajomy mężczyzna w sutannie nie? Nie pisałam się na to. 

LEKARKA
Ale my się znamy. 

ELIZA
Nie uznaję żadnych spowiedzi. 

LEKARKA
To zrobimy badania. 

ELIZA
Badania, badania. I tak to nic nie da. Jak mam zejść, to zejdę. 

LEKARKA
Powinna pani odwiedzać pacjentów w szpitalu i mówić im jak się sprawy mają. 

ELIZA
Wreszcie ktoś by im powiedział całą prawdę. Bez ściemniania. 

LEKARKA
Chyba, żeby pacjent dobrze rokował, to wtedy byłaby pani bezużyteczna. 

Pauza. 

ELIZA
Chcę cię o coś zapytać. 

LEKARKA
Tak?

ELIZA
Mam prośbę. Ten chłopiec, który do mnie przychodzi, Kuba. Jak zejdę, proszę się nie krępować. Jest twój. Ja z nim nic. 

LEKARKA
Nic?

ELIZA
Zero. Null. Nihil. I jeszcze jedno, żadnego domu opieki. Wolę już zejść tu w pościeli. I pójść w objęcia Charona prosto z łóżka. Styks to klatka schodowa i do Hadesu, na cmentarz. 

LEKARKA
Proszę napisać testament. Teraz wszyscy to robią. Na wszelki wypadek. 

ELIZA
Śmierć to nie wypadek. A domy opieki to umieralnie numer dwa. Po szpitalach.
Nikomu nie chcę powierzyć mojego życia.
Nie chcę skończyć ani w szpitalnej kostnicy, ani w jakiejś przechowalni przy domu opieki.
Byłaś kiedyś w domu opieki? Te perwersyjne opiekunki z obłędem w oczach.
Szczególnie ich szefowa, stale jej donoszą o każdej rezydentce.
Złośliwe i opresyjne pracownice, żadna nie ma w sobie grama empatii.
Nie bójmy sie o tym mówić na głos! Nawet jak trafi się uczciwa, dobra opiekunka to z czasem i ona nasiąka tą niezdrową atmosferą.
Wkładają po dwie, trzy kobiety do jednego pokoju i czekają. Przykro się na to patrzy.
Udają miłe, a w rzeczywistości pracują tam tylko dlatego, że rodziny staruszek nieźle im płacą. A co same przynoszą? Żadnego pocieszenia.
Byłam raz w takim Domu Opieki. I widziałam wszystko na własne oczy. Wielka willa, wokół zwodniczo szumiące drzewa. Mają działać uspokajająco. Moja biedna koleżanka, starsza ode mnie o ponad dekadę tam była. Rodzina ją oddała rzekomo dlatego, że bali się że może się coś z nią stać.
A tak naprawdę mieli jej serdecznie dość. Córka ją tam zostawiła i odwiedzała co tydzień.
Byłam tam na Boże Narodzenie. I proszę sobie wyobrazić, personel tego domu ubrał tych bogu ducha winnych staruszków w stroje świąteczne. Moja koleżanka miała na głowie opaskę z rogami renifera i dali jej dzwoneczek do ręki, nie wiem po co. Świąteczne dzyń dzyń. Co za idiotyzm!
Innych też ubrali w jakieś świąteczne ornamenty, a to kobiecie na wózku założyli czapkę mikołajową, i brodę do tego, a to innej pani jakieś paltko śnieżynki. Wyglądało to upiornie.
Jakby kręcili ostatnią część Rodziny Addamsów. Jeszcze tylko brakowało tam karła przebranego za elfa. Jak tak ma wyglądać ta pogodna starość, to ja się wypisuję!
Dom Opieki przy ulicy Wspomnień. A obok jakaś ulica Bajkowa.
Uciekłam z tej bajki. Moje miejsce jest tu. I nigdzie się stąd nie ruszę.
Tu jest mój kosmos, mój los, moje przeznaczenie. 

SCENA 15. 

Mieszkanie Elizy. Ktoś puka do drzwi. Eliza nie otwiera. Pukanie do drzwi. Po dłuższej chwili Eliza otwiera. Za drzwiami stoją Rita i jej córka Nina. 

RITA
Pani Eliza?

ELIZA
Tak. 

RITA
Jestem przejazdem. Przepraszam, że panią nachodzę. Ale to jedyna okazja. Mój krewniak wiedział gdzie pani mieszka. Chciałam panią poznać. Jestem Rita. A to moja córka, Nina. 

ELIZA
Jaki krewniak? Nikt nie wie, gdzie mieszkam. 

RITA
Znał pani męża. Chyba pracowali razem. 

ELIZA
Wielu z nim pracowało. Różni byli… Co panią sprowadza? 

RITA
Po prostu przypadkowo przechodziłam obok i przypomniałam sobie pani adres. 

ELIZA
Przypadkowo? Nie wierzę w przypadki. 

RITA
Przypadkowo. 

Eliza jest niezdecydowana. 

ELIZA
Wejdźcie. 

Po chwili wpuszcza Ritę i jej córkę. Siadają. Cisza. 

RITA
Znałam Zygmunta. 

ELIZA
Skąd?

RITA
To było bardzo dawno. 

ELIZA
Jak bardzo dawno? 

RITA
Lata temu. 

ELIZA
Kim pani jest? 

RITA
Daleką krewną. 

ELIZA
Nie rozumiem. Kim pani była dla Zygmunta?

RITA
Krewną. Byłam wtedy małą dziewczynką. Właściwie to niewiele pamiętam. 

ELIZA
Po co pani przyszła? 

RITA
Chciałam panią zobaczyć. 

ELIZA
Po co? Jeszcze nie umieram. A pani nie dostanie moich pieniędzy. Nie znam pani. 

RITA
Nie chcę pani pieniędzy. 

ELIZA
Każdy czegoś chce. 

RITA
Niczego nie chcę. 

Pauza

ELIZA
Przepraszam, zapomniałam jak ma na imię pani córka.

RITA
Nina. 

ELIZA
Ile masz lat?

NINA
Siedem.

Pauza 

ELIZA
I co będziemy tak w ciszy siedzieć? 

RITA
Przepraszam, nie powinnam pani nachodzić. Może już pójdę. 

ELIZA
Niech pani zostanie. Może byłam trochę niemiła. 

Pauza. 

ELIZA
Może herbaty? 

RITA
Nie, dziękuję. 

Pauza.

ELIZA
Gdzie pani mieszka? 

RITA
Nad morzem. 

ELIZA
Dawno nie byłam nad morzem. Kiedyś jeździłam co roku. A czym się pani zajmuje?

RITA
Jestem malarką. Też podróżniczką. Mam swój podkast o podróżach. 

ELIZA
O, to pięknie. A co pani maluje? 

RITA
Kobiety, morze, sny. Też na zamówienie. 

ELIZA
Zawsze chciałam mieć portret. Ale zawsze obawiałam się, jak by mnie malarz zobaczył.
Bałabym się spojrzeć sobie w twarz. 

RITA
Nie ma się czego bać. 

ELIZA
Może mnie pani namaluje. 

RITA milczy. 

ELIZA
Chłodno dziś. Nie czuje pani chłodu?

RITA
Nie. 

Pauza.

ELIZA do Niny
A ty lubisz malować? 

NINA
Nie. 

Pauza. 

NINA
A pani co lubi? 

ELIZA
Archimedesa. To mój kot. Schował się. Chcesz go zobaczyć? 

NINA
Nie. 

ELIZA
Koty są najmądrzejsze i naczulsze. Trzeba im tylko na to pozwolić. 

Pauza.

ELIZA
Ma pani męża? 

RITA
Tak. 

ELIZA
Mąż też artysta?

RITA
Nie, jest przedsiębiorcą. 

ELIZA
To dobrze, bo jak jest dwóch artystów w małżeństwie to się nie wyżyje. 

RITA
Moje obrazy sprzedaję regularnie. 

ELIZA
Nie mówię o pani. 

Pauza. 

RITA
A pani ma dzieci? 

ELIZA milczy. 

RITA
Przepraszam, jeżeli zadałam niekomfortowe pytanie. 

ELIZA
Nie, nie zadała pani. 

RITA
A Zygmunt?

ELIZA
Nie żyje. 

RITA
Przykro mi. 

ELIZA
Ale czasem… czasem do mnie przychodzi. 

RITA
Przychodzi? 

ELIZA
No wie pani, jak w śnie. Przychodzą ludzie. Zmarli też. 

RITA
I o czym wtedy rozmawiacie?

Pauza

RITA
Nie musi pani mówić, jak pani nie chce. 

ELIZA
Ale chcę. 

RITA
To znaczy? 

ELIZA
On tego żałuje czasem. 

RITA
Czego? 

ELIZA
Ja też. Wiele już zapomniałam. Wiele już nie pamiętam. 

RITA
Czego pani nie pamięta?

ELIZA
Jak to dokładnie było. 

RITA
Właśnie tego chcę się dowiedzieć. 

ELIZA
Nie poznałam cię. Zmieniłaś imię. 

RITA
I nazwisko. Dlaczego mnie oddałaś?

ELIZA
Dlaczego?

RITA
Chcę wiedzieć. 

ELIZA
Ja…

RITA
Powiedz dlaczego? 

ELIZA
To Zygmunt. Zagroził, że jak zostaniesz, to on odejdzie. 

RITA
I oddałaś mnie. 

ELIZA
Nie chciałam cię oddać obcej kobiecie. Prosiłam go, błagałam. Ale zagroził, że odejdzie. A ja nie umiałam już żyć bez niego. Tak mi się przynajmniej wydawało. Bo prawda jest taka, że zdradziłam go z innym mężczyzną. Zygmunt nie był twoim ojcem. Ten mężczyzna… To był romans. Krótki, ale owocny, że tak powiem. To Zygmunt nie chciał ciebie. Ja o ciebie walczyłam. To nie moje, powiedział. Nie moje… Ale to była moja wina. To wszystko to moja wina. 

Pauza. 

ELIZA
Przepraszam. 

RITA
Przepraszasz? 

ELIZA
Nie jestem potworem… Marianka. Mania… Proszę… wybacz mi… 

Pauza. 

RITA
Nie jestem twoja. Nie pani. 

ELIZA
Nie mów tak. 

RITA
On też cię zostawił? 

ELIZA
Umarł. To różnica. 

RITA
Ja też wtedy jakby umarłam. 

ELIZA
Chciałam cię odnaleźć. Ale się bałam. Po tylu latach…

RITA
Moja matka to nie pani. Moja matka mnie wychowała. Pani mnie tylko urodziła. 

ELIZA
Urodziłam. 

RITA
I to by było na tyle. To wszystko? 

ELIZA
Mania… Przepraszam. 

NINA
Do widzenia. 

RITA z NINĄ wychodzi. 

SCENA 16. 

Mieszkanie Elizy. Noc. 

ELIZA
Była u mnie. Nasza Marysia.

ZYGMUNT
Tak miała na imię? 

ELIZA
Mania, Mańka, nasza Maniusia, nie pamiętasz?

ZYGMUNT
Mańka. 

ELIZA
Mówiłeś Mańka. 

ZYGMUNT
Mówiłem. 

ELIZA
Przeprosiłam ją. 

ZYGMUNT
I co? 

ELIZA
Chciała wiedzieć, dlaczego ją oddaliśmy. 

ZYGMUNT
Ty oddałaś. 

ELIZA
To był twój warunek. Może mogłam zrobić inaczej. 

ZYGMUNT
Ty nie nadajesz się do dzieci. 

ELIZA
Jak to? Dlaczego tak mówisz? 

ZYGMUNT
Miałaś czas tylko na mężczyzn. 

ELIZA
Bez przesady. Z tobą żyłam tyle lat. Po tobie już nikogo nie miałam. No może jednego, dwóch. Ale co to za mężczyźni. Żaden się nie umywał. 

ZYGMUNT
Tylko mnie kochałaś?

ELIZA
Tylko ciebie.

ZYGMUNT
A ta twoja córka. Dlaczego się mi nie sprzeciwiłaś? 

ELIZA
Nie chciałam być sama. 

ZYGMUNT
Nie chciałaś być sama. 

ELIZA
Sama nie. 

ZYGMUNT
I nie mieliśmy swoich dzieci. Przez ciebie. 

ELIZA
Jak to przeze mnie? Co ty mówisz? Chciałam mieć. To ty nie chciałeś. 

ZYGMUNT
Trzeba było mnie zostawić. Miałabyś córkę. A teraz, co? Nic nie masz. 

ELIZA
Mam ciebie. 

ZYGMUNT
Po drugiej stronie. 

ELIZA
Zawsze coś. 

ZYGMUNT
Już więcej nie przyjdę. 

ELIZA
Jak to? 

ZYGMUNT
Będę czekał. 

ELIZA
Nie odchodź. Przyjdź jeszcze. Zyga…

ZYGMUNT
Nie, już nie chcę. 

ELIZA
Zygmunt, nie zostawiaj mnie znowu. 

ZYGMUNT
Nie zostawiam. Co za bzdury.

ELIZA
Mariankę kazałeś wypędzić. A teraz mnie chcesz zostawić samą. 

ZYGMUNT
Po co tym żyjesz?! Zostaw to już! Raz na zawsze! Zostaw to i nie wracaj! Po co to w sobie gnieciesz?! Powiem ci, co myślę! Jaka matka porzuca swoje dziecko? No jaka? Nie było żadnego naszego dziecka! Rżnęłaś się z jakimś idiotą! Zdradziłaś. Musiałem to dziecko wypędzić! Jak ona miała na imię? Nic nie pamiętam. Nie wiem, jak się nazywam, co to jest? Jestem trupem pod ziemią, jestem trupem, który ciągle wraca. Absurd! Kim ja jestem? Kim ty jesteś? Kim?!

Zygmunt znika. 

SCENA 17. 

ELIZA leży w łóżku. KUBA puka do drzwi. ELIZA nie otwiera. KUBA wali do drzwi. Eliza schodzi z łóżka. Otwiera kluczem drzwi. KUBA wchodzi. ELIZA wraca do łóżka.

KUBA
Martwiłem się o ciebie. 

ELIZA
Już chciałam być sama. Do końca. Nie chciałam cię martwić. 

KUBA
Jeszcze nie teraz. Zawiozę cię do szpitala. 

ELIZA
Nie, chce tutaj zostać. 

KUBA
Przestań. 

ELIZA
Już się wszystko stało, co miało się stać. 

Pauza

ELIZA
Jeszcze bym chciała, żebyś ze mną zatańczył. 

KUBA
Ale ty ledwo żyjesz. 

ELIZA
Ale chcę zatańczyć. Ten ostatni raz. 

ELIZA próbuje wstać z łóżka. Ostatkiem sił jej się udaje. Tańczą ze sobą. Trwa to chwilę. Po czym KUBA niesie ją do łóżka. Przytula ją. 

ELIZA
Pocałuj mnie. 

KUBA całuje ją. 

ELIZA
Jesteś dobrym tancerzem. 

KUBA
Dziękuję. 

ELIZA
Ostatni taniec. Dance macabre. Taniec śmierci. 

KUBA
Jeszcze nie teraz. 

ELIZA
Dziękuję ci za wszystko. Za to, co dla mnie zrobiłeś. 

KUBA
A ja dziękuję tobie. Za wszystko. 

ELIZA
Obiecaj, że zajmiesz się Arczim. On mnie przeżyje. To kot starożytny. One żyją wiecznie. Mają królewskie geny. Obiecujesz?

KUBA
Nie chcę odpowiadać na takie pytania. 

ELIZA
Nikomu innemu bym go nie oddała. Zajmiesz się nim? 

KUBA
Zajmę się. 

ELIZA
Dziękuję. 

Pauza. 

ELIZA
Ktoś przyszedł, jak cię nie było. Miałam ci nie mówić, ale jestem to ci winna. 

KUBA
Kto? 

ELIZA
Moja córeczka. Marianka. Odnalazła mnie. Kiedyś ją porzuciłam. 

KUBA milczy. 

ELIZA
Przeprosiłam ją. Myślisz, że mi wybaczy?  

KUBA milczy. 

ELIZA
Chciałam jej to wyjaśnić. Ale nic nie było do wyjaśniania. Maniusia.

KUBA
Maniusia.

ELIZA
Mańka, Mania. Marianka. Dziękuję ci za wszystko. 

KUBA
Nie musisz dziękować. 

ELIZA
Dobre duszki, tam na górze! Uważajcie, nadchodzę!

KUBA
Mówiłaś, że nie wierzysz w życie po śmierci. 

ELIZA
Nie wierzę. Ale można nie wierzyć, a mimo to mieć niewielką nadzieję, że ono istnieje…

KUBA
Może masz rację. 

ELIZA
Sartre powiedział, że piekło to inni.
Nie, to świadomość jest piekłem. Tego, że prawdopodobnie tam nic nie ma.
Żadnego życia wiecznego. Żadnej kary, ani nagrody. To prawdopodobieństwo, że nie ma nic, czyni życie piekłem. Życie wieczne byłoby niekończącą się udręką. Niczego nie moglibyśmy utracić. Jakie znaczenie miałoby to, że oddałam moją córkę jakiejś kobiecie, która nie mogła mieć dzieci? Mogłabym ją zawsze odnaleźć i ona mogłaby mnie znów poznać. I może z czasem pokochać.

Wchodzi Zygmunt i siada obok Elizy. 

ELIZA
Miłość. To ona jest najważniejsza. Poza tym nie ma nic. Prawda, Zygmunt? Idę do ciebie. Trzeba zasłonić okna. I spuścić zasłony. Już czas. 

SCENA 18. 

Kuba w mieszkaniu Elizy. RITA z NINĄ siedzą przy stole. 

KUBA
Jeszcze nie teraz. Jeszcze nie teraz. Ale odeszła. Często spoglądam na okno, w którym zwykle stała. Jakby w nadziei, że ją jeszcze zobaczę. Zostawiła mi klucze do mieszkania. Wszedłem do środka, przy łóżku leżał list do mnie. W środku był też jej krótki testament. 

KUBA czyta testament
„Drogi Kubo, mój marzycielu. Chcę, żeby moje mieszkanie nie trafiło w niepowołane ręce. Zapisuję je tobie. Wszystkie moje kosztowności zapisuję mojej córce, Ricie. Jej córce, Ninie, zapisuję moje oszczędności. Załączam wszelkie potrzebne dane i upoważniam Cię, żebyś mógł je podjąć. Dziękuję za wszystkie nasze rozmowy. Jestem wdzięczna losowi, że cię poznałam. Jak coś istnieje po drugiej stronie, na pewno dam Ci znać. Twoja Eliza”.

RITA
Dziękuję panu, że załatwił pan wszystkie formalności. 

KUBA
Ona byłaby szczęśliwa, że pani przyjechała. 

RITA
Nasz pierwszy pogrzeb. 

Rita głaszcze nerwowo po głowie Ninę. 

KUBA
To wszystko należy do was. Mieszkanie też. Zrobi pani z nim, co zechce. 

RITA
To pana mieszkanie. 

KUBA
Nie. To była moja przyjaciółka. I niech tak zostanie. Nie chcę nic w zamian. 

RITA
To czego pan oczekuje?

KUBA
Niczego. Wezmę tylko kota. To jej obiecałem. 

RITA
Ja nie mogę przyjąć tego mieszkania. 

KUBA
Niech pani zapisze na córkę. 

Rita jest niezdecydowana. 

RITA
Dobrze, niech tak będzie. 

KUBA
Usiądźmy przed podróżą. 

RITA
Pan też wyjeżdża?

KUBA
Nie. Ale ona tak robiła, jak ktoś wyjeżdżał. Mówiła, że wtedy wszystko się uda. 

RITA siada na krześle.

RITA
Nina, usiądź. 

Nina siada. Wszyscy siedzą w milczeniu. 

KUBA
Pomyślmy o niej. 

Nina patrzy na matkę. Rita głaszcze ją po głowie. Milczenie. Kuba zamyka oczy. 

NINA
Już?

RITA kiwa głową. Wszyscy wstają. KUBA uśmiecha się do Niny. I wychodzi. Rita kładzie się na łóżku swojej matki. Nina siada obok. 

KONIEC