SZTUKA PROTESTU
MICHAŁ BUSZEWICZ
AKTYWIŚCI:
SZYMON
PIOTREK
MAKS
JAGODA
NOWA:
DARIA
KIEROWCY/POLITYCY/DYREKTORZY:
MIREK
STASZEK
TOMEK
RUPERT
GERARD
ELA POLICJANTKA
CIAŁA NIEBIESKIE:
CIAŁO NIEBIESKIE 1
CIAŁO NIEBIESKIE 2
PROLOG W KOSMOSIE
CIAŁO NIEBIESKIE 1:
Zamknij oczy. Zamknij oczy, zamknij oczy, zamknij oczy, zamknij oczy.
CIAŁO NIEBIESKIE 2:
Człowiek chciał na coś popatrzeć a ty mu wszystko zabierasz.
CIAŁO NIEBIESKIE 1:
Ja im nie zabieram, ja im daję perspektywę.
No zamknij oczy – to nie jest jakaś filozofia wielka.
CIAŁO NIEBIESKIE 2:
Już chyba mają zamknięte, co?
CIAŁO NIEBIESKIE 1:
Jesteś małym kłaczkiem. Kłaczkiem. Unosisz się na granicy naszej galaktyki.
CIAŁO NIEBIESKIE 2:
Kłaczkiem?
CIAŁO NIEBIESKIE 1:
Może być pyłkiem jak wolisz. Nie zakłócaj.
CIAŁO NIEBIESKIE 2:
Proszę. Nie zakłócam.
CIAŁO NIEBIESKIE 1:
No i pootwierali oczy przez ciebie. Dziękuję ci bardzo.
Jeszcze raz.
Zamknij oczy. Wyobraź sobie, wyobraź sobie, wyobraź sobie. Że jesteś pyłkiem.
CIAŁO NIEBIESKIE 2:
Mówiłaś, że kłaczkiem.
CIAŁO NIEBIESKIE 1:
Bo mi pomieszałeś. To już niech zostanie, że pyłkiem.
Lekkim pyłkiem o rozmiarach pół na pół milimetra. Wirujesz sobie gdzieś w kosmosie. Nawet nie wiesz, gdzie masz lecieć. Ale ja ci powiem, gdzie masz lecieć. Droga mleczna. Układ słoneczny. Znajdź słońce. Pewnie będzie gdzieś w środku.
CIAŁO NIEBIESKIE 2:
Nie zbliżaj się za bardzo, bo się sfajczysz.
CIAŁO NIEBIESKIE 1:
To akurat ważne żebyś to wiedział. Znajdź trzecią planetę od słońca. Uważaj, bo się kręcą. Celuj w Europę. To takie małe coś na lewo od Azji i w górę od Afryki. A czekaj. Chyba jednak trudniej ci znaleźć Afrykę i Azję. Przypatrz się jeszcze i zobacz, ilu ludzi żyje mniej więcej na ziemi. Możesz policzyć. Czym się zajmują? A co będą robić za sto lat? A co ty będziesz robić za sto lat? Dobra, lecimy dalej, kłaczku. Czy tam pyłku. Teraz ty. Nawigujesz.
CIAŁO NIEBIESKIE 2:
Droga mleczna, układ słoneczny, planeta ziemia. Europa. Polska. Szczecin. Wały Chrobrego. Teatr Współczesny. Duża scena. Twój rząd. Twoje miejsce. Twoje ciało. Twoje ucho.
CIAŁO NIEBIESKIE 1:
Kłaczek, którym jesteś powoli wlatuje przez ucho twojego ciała. Instaluje się między półkulami mózgu. Jednoczy się z twoim umysłem. O, wszystkie kłaczki zleciały się w jedno miejsce. Otwórz oczy.
Kurtyna rozsuwa się, a może światło gaśnie całkowicie.
PROLOG W TEATRZE
PIOTREK:
Wiecie, że
Kiedy się stoi na ulicy i krzyczy
To dużo się można dowiedzieć od innych
JAGODA:
Na przykład z jakimi zwierzętami spała twoja matka
MAKS:
I o ile naprawdę jesteś za równymi prawami dla zwierząt
To nie wiesz, jak wytłumaczyć człowiekowi naprzeciwko
Że to nie na tym polega.
PIOTREK:
Klimatyczni aktywiści
Którzy pomagali nam zgłębić temat
Non stop słyszą
„ROBISZ TO ŹLE”
No serio. Każdy zrobiłby to lepiej
Tylko teraz akurat nie chcą próbować
Albo nie mają czasu
Albo „to jest dla młodych”
Ale za naszych czasów…
SZYMON:
No ja rozumiem protestować
Ale czemu marnują zupę?
Rozumiem protestować, ale co im winni kierowcy
Rozumiem protestować
Ale czemu Mona Lisa?
Co ona im zrobiła?
MAKS:
Się głupio uśmiecha?
JAGODA:
Każdy wie jak się protestuje
Każdy zrobiłby to lepiej…
Ode mnie
Ja nigdy nie byłam aktywistką klimatyczną
MAKS:
Ja też nie
PIOTREK:
Ja byłem.
Na jednym spotkaniu
MAKS:
Ale coś nas z nimi łączy
SZYMON:
Łączy nas to, że spróbujemy się z tym zmierzyć
Bez wszystkich danych
Bez kluczowych umiejętności
JAGODA:
Ale spróbujemy tej trudnej sztuki protestu, na którą wszyscy mają przepis
Ale nikt go nie ujawnia.
A nie, przepraszam – opinia zasłyszana – wiecie, jak oni powinni protestować?
– Zamknąć mordę!
Fajna rada
Może spróbujemy i tak
I zobaczymy czy cokolwiek
Jakkolwiek
Osiągniemy
PIOTREK:
Wiecie, był taki koleś, nie pamiętam, jak się nazywał
I on się zastanawiał
„Czy za broń porwać przeciw morzu zgryzot czy coś”
SZYMON:
Żeby było trochę bardziej ekologicznie
Zapytaliśmy taką firmę
Co dba o wizerunek innych firm
Jak to zrobić, żebyśmy byli bardziej ekologiczni
Bo to już najwyższy czas
Jakoś też brać to pod uwagę
PIOTREK:
W końcu przez te pięćdziesiąt lat wyprodukowaliśmy strasznie dużo śmieci.
SZYMON:
No w każdym razie ta firma powiedziała
MAKS:
Rowery!
Rowery to dobrze wygląda
Rowery
Zawsze jak władza chce pokazać, że coś robi dla środowiska
To trzaska ścieżki rowerowe.
To nikogo nie wkurwia
Prawda?
SZYMON:
No to zrobiliśmy ten system tutaj
I się okazało, że to w sumie nic nie daje
No ale co zrobimy, wyrzucimy?
Zadzwoniliśmy do tej firmy i oni nam mówią:
O kurczę
A to wy chcieliście tak na serio?
Tak na serio a nie że greenwashing?
To nie wiemy.
JAGODA:
Oh wait.
To jest przenoszenie jeziora łyżeczką.
MAKS:
Whatever works
JAGODA:
Whatever works
SZYMON:
No więc te rowery
MAKS:
Rowery!
SZYMON:
Wystarczyły nam tylko do stworzenia tamagotchi świat
To właśnie ono, ładne, nie? To nasz świat.
W wersji mini.
Metafora!
Teatr kocha metafory
JAGODA:
My też kochamy metafory
SZYMON:
Nic nie możemy zrobić, ale pokażemy wam taką historię, że wy wyciągniecie wnioski i zmienicie swoje życie.
Ale też jak nie zmienicie, to możecie powiedzieć, ej, to była tylko metafora.
No więc świat
Musisz go karmić
Musisz się z nim bawić
Bo umrze
I on się żywi siłą naszych mięśni.
W sensie, odkąd tamagotchi świat powstało, cały czas musimy je dokarmiać
Zupełnie inaczej niż normalny świat, im bardziej go ulepszamy, tym gorzej się czuje.
No ale każda metafora ma swoje granice.
MAKS:
Rowery!
SZYMON:
Na początku nie wiedzieliśmy, że to jest takie wymagające.
No ale. Jest.
No i niestety nie możemy kontynuować niczego innego
Kiedy ono niedomaga.
Mamy taką fantazję
Że jesteśmy zależni od jego energii.
Jeśli ono zgaśnie
To my też.
PIOTREK:
No a teraz może trochę o tym wszystkim –
Chcieliśmy zrobić to i to i to i to wszystko z recyklingu
Ale
Okazało się, że materiały które byłyby świetne do powtórnego wykorzystania
Są tak stare, że nie mają atestów bezpieczeństwa, więc nie możemy ich użyć
Musieliśmy je wyrzucić
Na kupę.
Ta rzeźba miała powstać ze śmieci – których nie da się zaimpregnować
Więc musieliśmy kupić materiał
Bardzo nieekologiczny i bardzo drogi.
Beznadziejnie się czuliśmy wydając na niego pieniądze
To i tak byłaby kropla w morzu, ale …
Whatever works
JAGODA:
Chiny za 3…2…1…
GERARD:
A nie wydaje wam się, że może warto byłoby zainteresować się Chinami, które w tym momencie zanieczyszczają…
Kierowcy zajmują miejsca.
JAGODA:
Wisisz mi colę
MAKS:
Pijesz colę?
JAGODA:
Nie.
SZYMON:
W każdym razie te rowery
Zasilają nasz symulację naszego świata
I jeśli jej nie zasilą
To będzie koniec
Spektaklu.
JAGODA:
A świata?
MAKS:
Rowery.
PRZYJAZD DO NOWEGO MIASTA. ULICA
DARIA:
Przyjeżdżam do nowego miasta
To stare wyrzuciłam
Do niczego się już nie nadaje
Zostawiłam tam
Eksmęża tuż przed dwudziestą rocznicą
Parę przyjaciółek, paru nieprzyjaciół
Pracę, którą mogłam wykonywać na kanapie
I grób mojego psa.
Jadę starym Volvo
Przed siebie, tam, gdzie mam nadzieję
Napotkać nowy cel w życiu.
Dobrze, że przeszedł przegląd
Dobrze, że jeszcze jedzie
Dobrze, że mój były zrobił sprzęgło
Trochę rzęzi w wentylacji.
—
Bezpieczeństwo
Znajduję je czasem
Choć nie jestem pewna czy ono istnieje.
Na wszelki wypadek
Bezpieczeństwo opowiadam sobie co noc
Jak bajkę na dobranoc
I modlę się, żeby mój mózg
Nie dopowiadał złych zakończeń.
—
Jadę.
W moim nowym mieście jestem umówiona
Z moim nowym szefem
Jedna rozmowa, właściwie potwierdzę
Że ja go chcę, on mnie chce
Ja mu zrobię kampanię
Ja mu zrobię reklamę
On wyrazi zadowolenie
On mnie opłaci, jemu się opłaci.
Ja się z tego utrzymam
I drugą połowę życia
Spędzę tu.
Jeśli dojadę
Jeśli ten korek się rozproszy
Jeśli nie będziemy tak stali jedna za drugim
Nic nie mogąc zrobić
Jeszcze chwila i
Będziemy podgłaśniać radia
Żeby nikt nie słyszał jak przez zaciśnięte zęby
Mówimy
(Kurwa ty zjebie jebany czemu nie jedziesz
Zajebie cię kurwa zajebie)
A on nie może jechać
Więc nie jedzie
Stoi
Bo przed nim stoi inne auto
A przed nim auto
I jeszcze jedno.
A przed nim…
Jakiś NIE dzieciak NIE w kamizelce NIE
Który właśnie NIE NIE NIE siada na jezdni
Zakłada NIE
To oni
W dawnym mieście ich nie było
Ale mnie ostrzegano
Że gdzieś są
To oni
Kurwa kurwa to oni
Wychodzi chłopak
Przykleja się klejem
Do jezdni
Do koleżanki
Całą dupę sobie zaraz przyklei do ulicy
To przecież odklejanie takiej dupy
To trwa dużo minut których ja nie mam.
No to świetnie
To ja już wolę PKP
Pociąg doznaje opóźnienia, ale to przynajmniej z góry wiadomo, że trzeba doliczyć
Dwie godziny czy ile tam.
I ja teraz nie dojadę do tej pracy
Nie dostanę jej
Nie dam rady
Nie utrzymam się
Do niczego się nie nadaję
Bo mi się położyła pod nogi kłoda w postaci człowieka z dupą przyklejoną do drogi krajowej E28
Mój eks teraz śmieje się na pewno w duchu
Bo coś mu mówi w głowie, że mam przesrane.
Czemu im matka szlabanu nie dała
Czemu oni szlaban dali mi
SZYMON:
Rozwijam transparent. Powoli zajmuję swoje miejsce. Nie spieszę się, nie robię nic nerwowo.
JAGODA: [napis na transparencie] BĘDĘ TU SIEDZIEĆ
PIOTREK:
Biorę klej. Odkręcam klej. Wylewam klej. Przyciskam rękę. Powoli przywiera.
MAKS:
Ja nie będę się przyklejał. Boję się, że będzie mnie bolało.
DARIA:
Nie przejadę
Nie przejadę jestem spóźniona jestem wywalona
Jeszcze mnie nie przyjęli a już nie mam po co tam jechać Kurwa ty zjebie jebany czemu nie jedziesz
Zajebie cię kurwa zajebie.
STASZEK:
Co? Ja?
SZYMON:
Jakiś koleś wysiada z auta. Idzie w naszą stronę. Siedzę na jezdni. Trzymam transparent. Trzymasz drugi koniec?
JAGODA: [napis na transparencie] TRANSPORT ZBIOROWY NIE AUTOSTRADY
PIOTREK:
Trzymam drugi koniec. Ręka mocno trzyma się jezdni.
MAKS:
Jestem dziś pierwszy raz. Siadam na jezdni koło kolegi, który jest już przyklejony.
Patrzę na stojące samochody
Na twarze kierowców
Przez chwilę się zastanawiam co tu robię
Ale potem sobie przypominam co tu robię
I robię to.
DARIA:
Nie należy dymić.
W tej kwestii się chyba zgadzamy.
Wyłączam silnik a oni dymią dalej
Odbierają mi pracę
Na o którą rozmowę jadę
Przepraszam! Po drugiej stronie tej drogi jest moje nowe życie!
W ładnej firmie reklamowej
Która robi reklamy wszystkiego
I ma certyfikat ekologiczności
Przepraszam! Będę pracować w eko firmie!
Co im przeszkadza!?!
Co się robi w takiej sytuacji
Wzywa się policję?
Idzie się ich zdjąć?
Sami się zdejmują?
Trzeba ich przebłagać?
Trzeba mieć jakiś certyfikat?
Udowodnić, że się używa mało plastiku?
Czemu nie jestem karetką?
Przepraszam! Gdzie są rodzice?
KIEROWCA TOMEK:
Klakson. Kurwa. Klakson. Kurwa.
KIEROWCA MIREK:
Kurwa kurwa kurwa kurwa
KIEROWCA GERARD:
Gówniarze zasrane zajebane.
KIEROWCA RUPERT:
Jakby mój syn tak robił to bym mu nogi z dupy powyrywał.
MAKS:
On jeszcze nie wie, że ja potem gram jego syna.
KIEROWCA STASZEK:
Wysiąść z auta czy siedzieć w aucie? Jak wysiądę to pewnie się ruszy, a jak nie wysiądę to pewnie się nigdy nie ruszy.
JAGODA: [napis na transparencie] CHCEMY ŻEBYŚ ZAUWAŻYŁ
GERARD:
Dasz mi przejechać czy nie dasz mi przejechać?
DARIA:
O, dobrze poszedł facet może to załatwi. Dobrze, że jest tu jakiś facet, który to załatwi.
JAGODA: [napis na transparencie] ŻE COŚ JEST NIE TAK
GERARD:
Dobra, powiedziała co wiedziała. Mam dzwonić na policję? Mam dzwonić na policję? Mam dzwonić na policję? Mam dzwonić na policję? Mam dzwonić na policję? Mam dzwonić na policję? Mam dzwonić na policję? Jeszcze chwila i zadzwonię na policję. Tego chcecie? Tego chcecie? Żebym zadzwonił na policję?
DARIA:
Dzwonię na policję.
SZYMON:
Wiem, że jest pan zdenerwowany. Chcę powiedzieć, że to co robimy nie jest wymierzone w pana. Rozumiem, że…
RUPERT:
Jeszcze jedna bezprzemocowa wypowiedź i mu jebnę. Nie ma co czekać na policję, sami ich stąd wywalimy.
SZYMON:
Proszę mnie nie szarpać.
TOMEK: Chodź tu, jak się dobrze pociągnie to puści, tylko we dwóch. Nie ma się co pierdolić.
STASZEK:
Czyli mam wysiąść z auta?
GERARD:
Mam dzwonić na policję? Mam dzwonić na policję?
TOMEK:
Weź tego debila, nawet nie jest przyklejony
MAKS:
Proszę mnie nie ruszać.
RUPERT:
Mam ci jebnąć czy przyjebać? Wiesz, gdzie ja jadę? Wiesz kurwa, gdzie ja jadę?
MAKS:
Nie wiem
RUPERT:
Do pracy jadę!
STASZEK:
To ja zostaję w aucie.
DARIA:
Zaraz wybuchnę
Chcę dojechać na spotkanie
Mam ochotę zrobić komuś krzywdę
Żeby tylko dotrzeć do swojego nowego życia.
MAKS:
Siedzę i nie wiem
PIOTREK:
Siedzę i trzymam transparent.
MAKS:
Ten facet dalej pyta, czy zadzwonić na policję, nie wiem co mu odpowiedzieć.
SZYMON:
Powiedz mu, żeby zadzwonił na policję. Chociaż ta tam z Volvo już dzwoniła.
MAKS:
Syrena? Nie wiem
PIOTREK:
Syrena
SZYMON:
Syrena
JAGODA: [napis na transparencie] SYRENA
POLICJANTKA:
Zawijam zawijam zawijam odklejam pouczam zawijam. Tamci przechodzą opóźniają cofają wygłaszają. Pouczam pouczam. Udrażniam udrażniam. Przesuwam zakazuję wykładam uzasadniam. Oświadczam. Odklejam. Odklejam. Polewam polewam. Odklejam odklejam.
PIOTREK:
Proszę pani kaleczy mi pani skórę!
DARIA:
Już się w sumie rozchodzą a wtedy
Słyszę syrenę
Nie wiem, dlaczego
Wysiadam z samochodu
Chociaż widzę, że za pięć minut już mogłabym jechać
I podchodzę do takiej małej
I patrzę się jej w oczy
I po prostu się drę
I nie wiem nawet co wypowiadam
Chyba nic miłego
Chyba nic mądrego
Ale ta dziewczyna nawet nie wie, że niszczy mi życie
Więc krzyczę i krzyczę
A ona
MIREK:
Co to jest? Rozumiecie to? Czy to wam się w głowie mieści? Baba wysiada z auta, baba idzie do tej dziewczyny, ta dziewczyna pochyla się do jej ucha! Pochyla się do jej ucha imaginujcie sobie! Patrzcie co się dzieje! Co za psychotechnika! Co za manipulacja! Ona ją hipnotyzuje przez ucho? Czy ona używa jakichś fal? Przecież baba była z nami! Ona była z nami! Ona była w samochodzie! Ona jechała samochodem! Baba była z nami! Jechała spalinowym samochodem drogą krajową E28! Może na ważne spotkanie! Kto wie!
A teraz widzicie to? Widzicie to? Siada na jezdni. Dołącza do nich! Baba do nich dołączyła! Teraz przecież zaraz jej dupę przykleją!
BASIA B:
Więcej polewam. Odklejam odklejam. Myślę myślę ale tego nikt nie słyszy nawet ja. Bo teraz odklejam i udrażniam. Przesuwam przepycham przenoszę, przepraszam, przenoszę. Blokada prawie zdjęta. Spisuję. Spisuję spisuję. Pouczenie mandat mandat, nieprzyjęty mandat sprawa do sądu. Zrobione. Odjeżdżam. A nie. Jeszcze nie odjeżdżam. Jeszcze się jakaś pani dołączyła. Panią zdejmuję. Mandat. Przyjęła. Odjeżdżam.
GERARD:
Nie wiem czym się policja zajmuje w tym kraju. Dłużej się nie dało?
MAKS:
Nie wiem. (płacze)
Nie wiem, dlaczego on powiedział, że chce mi zajebać
Nie wiem
Nie mam innego miejsca
W którym mogę powiedzieć głośno, że się boję
A teraz boję się jeszcze bardziej.
Nie mam czasu antenowego
Nikt nie przeczyta mojego tekstu ani
Nie zaprosi mnie do radia
Jestem siadającym
Na ulicy chłopakiem
Myślałem
Że może przez chwilę będzie się wkurzał
Ale może potem zrozumie
O co mi chodzi
On w ogóle się nie bał
Tylko się wkurwiał
Że świat nie kładzie mu dywanu pod nogi
Nie położy
Położy pod nogi fale
Położy pod nogi ogień
Położy pod nogi błoto
Położy pod nogi lawę
Położy pod nogi piasek
Położy pod nogi gruz
Położy pod nogi skały
Położy pod nogi morze
Położy pod nogi innego człowieka
Którego zdepcze
Różnica jest taka
Że teraz widać tylko obrazek na ekranie
Albo tekst
Albo mnie na ulicy
Równolegle TOMEK patrzy na to jak na scenę.
TOMEK:
A nawet
Jak macie rację
To Jezu, jakkolwiek, ale nie tak
Żeby był w tym chociaż
Jakiś talent
A nie
Kurwa dzieci co się kurwa
Drą
Czy tam coś
To jest legalne w ogóle?
Jakby tak wzięła sobie dziewczynka
JAGODA:
Tak?
TOMEK:
I się nie wiem
JAGODA:
Tak?
TOMEK:
Nauczyła śpiewać, tańczyć, coś
JAGODA:
Umiem
TOMEK:
No to nie możesz z talentem jakimś protestować?
JAGODA:
Co? A może chcesz po prostu ze mną porozmawiać?
TOMEK:
Coś zrób mi tu takiego, nie wiem, żeby to było jakieś ładne estetyczne jakieś
JAGODA:
Ale ty chcesz teraz żebym dobrała środki odpowiednie ekspresji mojego wkurwienia do twojego poczucia gustu?
TOMEK:
No przekonaj mnie jakoś
JAGODA:
Ale ja nie przekonuję ja zwracam uwagę
TOMEK:
No teraz to się czuję zniechęcony. Ja mogę sobie sam zwrócić uwagę. Nie ma innych sposobów na protestowanie? Nie ma innych sposobów?
JAGODA:
To jak to mam robić
Żeby cię zachęcić?
TAK?
Robi to
TAK?
Robi to
TAK??
Robi to
TOMEK:
Nie. Ja bym chyba po prostu wolał, żeby cię nie było.
ROWERY 1
STASZEK:
Kurczę, coś jest nie tak.
Przepraszam, musimy przerwać na chwilę
Ja wiedziałem, że tak to będzie.
Jest taka sprawa
Że się nam trochę wyczerpało tamagotchi świat
Działało sobie spokojnie no, ale ewidentnie ma kryzys
RUPERT:
Skąd kryzys?
STASZEK:
No nie wiem, może coś przegapiliśmy.
RUPERT:
No nie no
No nie! Tak nie może być
My się umawialiśmy na to
Że ktoś się tym zajmuje prawda?
TOMEK:
Ale to kto ma to realnie robić?
My?
MIREK:
No nie, nie było takiej umowy
No nie było
RUPERT:
A jaka była umowa?
MIREK:
W ogóle nie było umowy
RUPERT:
To, dlaczego nie było umowy?
No to już.
To ja mam taką propozycję umowy
Że najpierw wy się tym zajmiecie
(wskazuje na aktywistów)
I jak się pojawi jakaś następna okazja
To my coś wymyślimy i się tym zajmiemy
Ok?
PIOTREK:
No nie wiem, czy to jest ok.
RUPERT:
A dlaczego to ma nie być ok?
PIOTREK:
Bo może byłoby znacznie uczciwiej jakbyśmy, nie wiem, wybrali różne osoby? Czemu nagle wy jesteście wy?
GERARD:
Wiesz, to „wy” chyba wynika z tego, że „my” widzimy, że „wy” macie teraz dużo sił, więc po prostu teraz „wy” dajcie z siebie trochę a „my” obiecujemy…
MAKS:
No a jaką mamy gwarancję?
TOMEK:
No jak to jaką. Jakoś już nie ma w ogóle w ludziach zaufania. Jesteśmy tu razem. Tworzymy ten świat wspólnie. Nam też zależy. Bez was nie ma nas. Nigdzie nie uciekamy. Jesteśmy z wami. I mocno wspieramy was naszymi myślami.
STASZEK:
Ja już wspieram. No? Kurczę, znowu piknęło.
MAKS:
To podpiszmy jakąś umowę przynajmniej.
ROBERT:
To Staszek tutaj szybko już przygotuj umowę, a wy już wskakujcie, podpiszemy jak napiszemy.
PIOTREK:
Ej, bo mu się serio coś dzieje.
DARIA:
Dobra, to może wsiadajmy!
MAKS:
Dobra, wsiadajmy. Ale czekam na umowę!
RUPERT:
Tak tak
Aktywiści lądują na rowerach. Politycy wspierają ich intencją.
TOMEK:
No to fajrant.
KARCZOWANIE
DARIA:
Moje nowe miasto obfituje w zieleń
W moim nowym mieście chodzę na spacery.
Za miasto.
Cisza
Spokój
Ale też…
NIE
Ja go znam
NIE
Przecież siadłam obok niego na ulicy
MAKS:
Jutro zaczną tutaj wycinać drzewa
Tą maszyną, do której się przykuję
Dzisiaj na próbę jutro na serio.
Pani siadła kiedyś obok mnie na ulicy.
DARIA:
Nie, chyba się pomyliłeś.
MAKS:
Pani siadła obok mnie na ulicy.
DARIA:
Nie, po co miałabym siadać.
MAX:
Może pani mi powie. Dostała pani pięć stówek mandatu.
DARIA:
No dobrze siadłam. Coś mi odbiło. To było już dawno. Pamiętasz to? Nie możesz tego pamiętać.
MAKS:
Staramy się pamiętać co kogo spotkało. Mogę panią prosić o pomoc?
DARIA:
W sensie?
MAKS:
O pomoc, jakby pani mogła. Ćwiczyłem to już bardzo dużo razy z innymi, potem przyszedłem tutaj.
DARIA:
Po co? Ja wtedy na chwile bez sensu siadłam nie wiem czemu. Nie chciałabym kolejnego mandatu. Chciałam po prostu pospacerować.
MAKS:
No to od jutra będzie pani musiała wybierać inne miejsca.
DARIA:
Myślisz, że jak się przykujesz to nie wytną?
MAKS:
Wytną trochę później
DARIA:
Czyli to nic nie daje.
MAKS:
Będą mieli czas na pomyślenie. Może pomyślą, może nie pomyślą. Pani tak po prostu godzi się na to, że będzie gorzej, tak?
DARIA:
Ja bym to robiła inaczej
Ja bym zrobiła kampanię
Ja bym zrobiła reklamę
Trzeba jakoś przekonać do siebie ludzi
Jakiś pozytywny przekaz, żeby ludzie mieli ochotę na zmiany.
MAKS:
Wie pani co jutro usłyszę?
Może pani chwilę pomyśleć i powiedzieć mi te rzeczy?
Chcę się na to przygotować.
DARIA:
Ale co
MAKS:
No wie pani, że jestem zjebany, że mam krzywy ryj, że takiego ekozjeba powinno się trzymać w klatce, że się rucham z psami, że pierdolę głupoty, bo patrz jaka jest zimna zima a gorące lato to lubimy i fajnie, mogłoby być jeszcze trochę cieplej. Że trudno najwyżej będzie jedną ludzką spierdolinę mniej, że za ich życia przecież jeszcze nie będzie żadnej katastrofy a właściwie może wcale. Chciałbym, żeby mi to pani powiedziała, bo staram się i staram i naprawdę nie mogę się do tego jeszcze przyzwyczaić. Może też pani po prostu otworzyć dowolny artykuł i przeczytać mi komentarze.
DARIA:
Wracam ze spaceru. Fajny spacer. Piękny las. I nie wiem zupełnie. Nie wiem, czy kogoś spotkałam, czy tylko czytałam komentarze w internecie. Nie wiem czy ten chłopak którego widziałam kiedyś na ulicy serio przykuwał się do harwestera czy to po prostu zmyśliłam. A może mój szef powierzył mi jakąś eko kampanię społeczną i ciągle o niej myślę. Nieważne. Ważne, że kiedy idę na spacer tydzień później, lasu już nie ma.
PROTEST PIOTRKA
Las został wykarczowany. Droga została zbudowana.
STASZEK:
Najpierw tutaj pan marszałek – przemówienie
RUPERT:
I wstęga?
STASZEK:
Wstęga na koniec.
RUPERT:
A te zjeby od rezerwatu ptaków brodzących czy jakichś to już możemy mieć wywalone na to?
STASZEK:
Droga już stoi. Czy leży. Czy stoi. Jest. No to już nie mają czego bronić, nie?
Potem pan prezes mówi o tym jak szybko się będzie jechać
MIREK:
A jak szybko?
STASZEK:
Bardzo szybko. I dużo aut. I bez opłat.
RUPERT:
Na razie.
MIREK:
Na razie.
MIREK:
A ja?
STASZEK:
Pana nie mam w briefingu
TOMEK:
A ja?
STASZEK:
Pana to już w ogóle nie mam w briefingu
RUPERT:
To zrobimy to po prostu tak, że ja mówię. Wystarczy.
STASZEK:
A to akurat mam w briefingu. Pana marszałka muszę mieć w briefingu. Bo to pan marszałek zarządza tym terenem.
RUPERT:
No to już.
Drodzy państwo, drodzy mieszkańcy, droga społeczności, droga drogo.
Dziś jest wyjątkowy dzień dla naszej wspólnoty. Otwieramy nową drogę nazwa/odcinek, która nie jest tylko drogą asfaltową nawierzchnią, ale przede wszystkim symbolem rozwoju, bezpieczeństwa drogowego i lepszego połączenia nas z drogim światem oraz miasta i jednego drogiego człowieka z drogim…drugim.
Ta droga ma sens. Ta droga, jak każda droga łączy. To na tej drodze pojawią się koła, które będą z prędkością 140 kilometrów na godzinę wieźć was w objęcia waszych drogich matek, babć i dzieci.
Pamiętam, jak niedawno rozmawialiśmy o drogim naszemu sercu marzeniu – o tej inwestycji – dziś, dzięki determinacji, wspólnej pracy i wsłuchaniu się w głos mieszkańców, ta rozmowa nie jest już rozmową, można powiedzieć słowo stało się ciałem, droga staje się faktem. Wszyscy kochamy inwestycje, bo inwestycje widać. Dlatego otwieramy kolejną drogę, którą można wam pokazać i będzie widać, moi drodzy, że ona jest.
Ale też będziecie mogli ją czuć – to droga, która ułatwi codzienne dojazdy do pracy, drogę do szkoły, a przede wszystkim podniesie poziom bezpieczeństwa wszystkich drogich nam użytkowników ruchu.
Znacie państwo ten dowcip – droga babciu zostałem pilotem! Świetnie wnusiu tylko uważaj na siebie, lataj nisko i powoli. Ha ha ha
Tu też nie trzeba powoli.
Chcę z całego serca podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do realizacji tego projektu: drogim radnym za wsparcie, inżynierom i wykonawcom pracę i wsparcie, a Wam, drodzy mieszkańcy wiem, że budowa sprawiała wam trochę kłopotów, ale teraz wszystko zapomnicie gnając tą piękną drogą nawierzchnią prosto do waszych celów – niech ta droga służy nam wszystkim przez długie lata, łącząc, a nie dzieląc.
Życzę bezpiecznej i przyjemnej drogi!
Można dodać wzmiankę o dofinansowaniu Jeśli projekt był finansowany z UE lub budżetu państwa, warto dodać: Dzięki wsparciu z nazwa Funduszu/Programu.
STASZEK:
Tego już nie.
W tym czasie PIOTREK wchodzi na scenę i przeprowadza swój protest. Najpierw pokazuje transparenty, kiedy są mu odebrane rozbiera się, na ciele ma napisy te same co na transparentach. Konsternacja. Problem z usunięciem protestującego. Policjantka wezwana.
POLICJANTKA:
Gonię gonię gonię gonię. Nie patrzę nie patrzę, nie patrzę. Przechodzi mi przez głowę że nie zachowam godności munduru. Gonię Gonię gonię.
PIOSENKA POLICJANTKI
RUPERT:
Czy może się pani tak z nim nie pierdolić? Pani jest policją!
POLICJANTKA:
Słyszeliście legendę miejską o tej policjantce
Która w trakcie protestów nagle zmienia front
Odkłada pałkę policyjną na bok, bo czuje, że robi coś nie tak?
Słyszeliście legendę miejską o tej policjantce, do której dochodzi, że jest popychadłem
I musi świecić twarzą za czyjeś słowa
Chociaż nie zgadza z nimi się
SIEEEEEE!
TO JA MOGŁABYM BYĆ NIĄ
TO JA MOGŁABYM BYĆ TĄ POLICJANTKĄ
TO MOJE MYŚLI SĄ
MIEJSKĄ LEGENDĄ
TO MOJE PRAGNIENIA SĄ
Od kiedy byłam małą dziewczyną
Marzyłam by dbać o sprawiedliwość
Rozdzielałam kolegów, kiedy skakali sobie
Do gardeł
Byłam zaangażowana, nigdy nie stałam z boku
Czy to źle, że chciałam, żeby było cicho
I żeby był spokój i wszyscy mieli chwilę relaksu
Zamiast naparzać się po pyskach?
Pokój pokój pokój
PANI WYCHOWAWCZYNI
JA ZROBIĘ TAK ŻEBY BYŁO CICHO
PANIE PREZYDENCIE
JA ZROBIĘ TAK ŻEBY BYŁO CICHO
PANIE POŚLE
JA PANU POMOGĘ!
I teraz czuję że jednak
Może to było frajerstwo
Może się chciałam podlizać
A może nie miałam pomysłu na siebie
Teraz dociera do mnie fakt ten
Że już wtedy nikt mnie nie lubił
I żeby to zmienić zostałam policjantką
Psem zostałam psem?
Co też mi przyszło do głowy?
PRZECIEŻ NIKT NIE LUBI POLICJANTÓW
TO PO CO NIĄ ZOSTAŁAM
PO CO NIĄ ZOSTAŁAM
PO CO NIĄ?
Nie
To nie tak
To ja jestem tą legendą miejską
Przejdę na drugą stronę
Oddam mundur przeproszę matkę
Siądę na krawężniku
PRZEPRASZAM MATKO
ODDAJĘ MUNDUR
PORADZISZ SOBIE BEZE MNIE
JESTEŚ TAKA SILNA
A ja po prostu przejdę na drugą stronę
Przejdę na drugą stronę
Opuszczę moich niebieskich kolegów
I tak ich nie szanowałam
PRZEPRASZAM PRZYJACIELE
IDŹCIE RAZEM BEZE MNIE
JA NIE MOGĘ TAK DALEJ
PÓJDĘ TAM GDZIE SĄ ONI
A NIE TU GDZIE MY
I zamknę za sobą na dobre
drzwi komisariatu na Dobrej
Bo będę czuła, że dobra
Jest moja decyzja stanięcia
Po stronie słabszych dzieciaków
Co czuję i wiem, że mają rację.
JUŻ JUTRO
W CZASIE INTERWENCJI
STANĘ PO DRUGIEJ STRONIE
OBIECUJĘ
OBIECUJĘ
OBIECUJEEEEEEE
ROBERT:
Pani to ogarnie, to jest jakaś żenada.
POLICJANTKA:
Ściągam ściągam ściągam. Okładam okładam okładam. Gazuję gazuję, krzyczę krzyczę. Nie słucham nie słucham
SEN STASZKA
Ciemność. Oddech STASZKA
STASZEK:
Miałem sen. Potworny sen. Śniło mi się, że spadałem do wnętrza ziemi. Było miło. Patrzyłem na skały, które rozstępowały się pod moimi stopami. Mijałem kolejne warstwy skorupy ziemskiej. To było trochę jak oglądanie slajdów. Ziemia ziemia skała skała, inna skała, przejście od jednego koloru do drugiego. Czułem się jak wiertło, które robi otwór wydobywczy. Właściwie stawałem się już takim wiertłem. Byłem wiertłem! Zacząłem coraz mocniej trzeć o skały, w końcu to już nie była stała materia, ale płyn. Otaczała mnie gęsta lawa. Jeszcze chwila i dotrę do samego centrum ziemi. Było mi coraz goręcej. Powietrze zasychało mi w płucach. Czy wiertło ma płuca? Nagle okazało się, że nie mogę odróżnić siebie od lawy. Powoli zaczynam się rozpuszczać. Ziemia zaczyna pękać a ja wylewać się na zewnątrz. Gdzie są wszyscy? Budzę się potwornie wrzeszcząc.
Na szczęście to był tylko sen.
ROWERY 2
DARIA:
Przepraszam, ale Tamagotchi świat potrzebuje energii
PIOTREK:
I ja nie chcę nic mówić, ale była umowa
MAKS:
Że teraz…
ROBERT:
Ale co
PIOTREK:
No. Ej.
RUPERT:
A gdzie ta umowa? Staszek, ty przygotowywałeś.
STASZEK:
Ale potem powiedziałeś, że mam sobie ją wsadzić w dupę.
RUPERT:
Człowieku, jakbym dostał to pod nos do podpisania to bym podpisał, no ale teraz to przepraszam, dura lex sed lex retro non agit, nie mogę.
STASZEK:
No to nie mamy umowy.
DARIA:
No to nie ma kręcenia
TOMEK:
Kurczę, nie wiem, mnie się wydaje, że może nie mamy umowy, ale jest jakaś umowa społeczna. To jest nieuczciwe tak się odcinać właśnie wtedy, kiedy przychodzi kryzys. To jest jednak kwestia wspólnej odpowiedzialności za to, mieliśmy dbać o…
STASZEK:
Nikt nas nie ostrzegał, że to będzie tak od razu…
DARIA:
Była umowa ustna. Wy teraz mieliście kręcić. Ja teraz nic nie zrobię już.
JAGODA:
Nie.
MIREK:
Ja nie widziałem żadnej ustnej umowy. Widział ktoś?
GERARD:
Wiecie co teraz będzie? Ono umrze. To będzie wasza wina. Nie chciałbym być w waszej skórze, jeśli coś mu się stanie.
DARIA:
Ale to nie tylko my jesteśmy za to odpowiedzialni.
GERARD:
To prawda, my też jesteśmy odpowiedzialni, ale liczymy na to, że jednak czujecie proporcje. My mamy dużo odpowiedzialnych zadań teraz. Możemy to zrobić oczywiście, tylko jakim kosztem? Ja mam zasoby wystarczające na zajęcie się tym, tylko powiedzcie, proszę, czy to znaczy, że mam zostawić wszystko? A wy nie chcecie, czy nie możecie się tym zająć?
JAGODA:
To nie jest tak, my…
GERARD:
Aha, czyli po prostu nie możecie tego zrobić. Coś byście chcieli, ale nie możecie. Nie możecie wykonać konkretnego działania na rzecz tego biednego tamagotchi świat.
MAKS:
Wy możecie to zrobić dużo łatwiej.
DARIA:
Gdyby oni przecież powiedzieli, że coś jest nie tak, to może byśmy się nad tym zastanowili.
GERARD:
Och, to jest bardzo łatwo krzyczeć o rozwiązaniach jak się nie umie niczego rozwiązać. A jak trzeba coś zrobić to nie ma komu.
Mam pokazać jak to się robi?
Mam pokazać jak to się robi?
Jeszcze chwila i pokażę jak to się robi
Pokazuję jak to się robi.
Ale pamiętajcie, że dzieje się to kosztem moich zajęć.
Wsiada na rower, pedałuje, tamagotchi świat ładuje się
GERARD:
Bardzo proszę. Pokazałem. Ile mi to zajęło?
DARIA:
To chyba nie bardzo ucierpiały twoje ważne zajęcia, nie?
Gerard długo jedzie
GERARD:
Ja po prostu
Chciałbym podkreślić
Że jestem człowiekiem
Który je jedzenie
Używa rzeczy
Ma plany
Chce się rozwijać
Czy to źle?
Czy to że żyłem w kraju, w którym przez jakiś czas nie zanosiło się na to że będziemy mieli dostęp choćby do czekolady
Nie daje mi prawa do odrobiny luksusu teraz?
Czy ja się muszę teraz oglądać
Na kraje które znam tylko z internetu?
Dlaczego w imię czego?
Już się nasłuchałem
Że na chwilę musimy zacisnąć pasa a potem…
A potem, że na chwilę jeszcze a potem
A teraz jestem po 60 i mam ochotę sobie po prostu pojeździć.
Pojeść
Pobyć
Polatać
Mam sobie nie polatać już nigdy?
Czego jeszcze mam sobie spektakularnie odmówić?
W czasie kiedy inni będą w pełni korzystać z życia?
Ja mogę
Ja oczywiście mogę
Czego tam chcecie ode mnie
Czego wy kurwa chcecie?
JAK KRZYCZEĆ W MIEJSCACH PUBLICZNYCH
PIOTREK:
Ale też nie musisz wcale tego tak robić
JAGODA:
Wiem, ale mnie to jakoś wierci.
PIOTREK:
No to jak to robisz?
JAGODA:
Chujowo.
PIOTREK:
A jak chcesz to zrobić
JAGODA:
Otworzę usta i to już jest jakieś bez sensu. Wiem co chcę, ale nie wiem jak.
PIOTREK:
To zacznij od jakiejś jednej samogłoski
JAGODA:
Nie no
PIOTREK:
Co tam masz na początku?
JAGODA:
To jest…
PIOTREK:
No i super. No to masz o. Dajesz o. Daj o.
JAGODA:
Odwal się.
PIOTREK:
Jedno dobre o i się odwalam.
JAGODA:
To jest…To jest… To jest… To jest głupie. Nie umiem.
PIOTREK:
To czekaj, zróbmy to bardziej szczegółowo. Wchodzisz na podest, bierzesz wiadro.
JAGODA:
Nie, ktoś mi musi podać.
PIOTREK:
Dobra, ja ci podam. Podaję i teraz najpierw polewasz, a potem?
JAGODA: (słabo)
A potem krzyczę.
PIOTREK:
A potem krzyczysz: To jest alarm. Ten pomnik symbolizuje walkę. Ja też chcę walczyć. O to, żeby warunki, w których będę żyć były znośne. Żebym nie musiała…
JAGODA:
…Tego robić
PIOTREK:
Wiesz, nie musisz krzyczeć. Możesz stać, możesz trzymać napis. Jest tyle innych opcji. Jeśli w ogóle w to wierzysz.
JAGODA:
Ale ja bym chciała. Wkurwia mnie, że ja nie umiem. To nie jest tak, że ja chcę drzeć papę, bo chcę drzeć papę, ja chcę po prostu, żeby oni mnie posłuchali. Ja nie chcę tylko się wydrzeć, ja chcę być jednym wielkim darciem mordy. Ja nie chcę zrobić rączek w koszyczek i się popisać przed tymi ludźmi, ja chcę, żeby oni wiedzieli, że ja w to na maksa wierzę. Oni nie zobaczą tych wszystkich mandatów które dostane na które mnie nie stać, których nie zapłacę, albo zapłaci je moja stara, ja ich mogę zatrzymać tylko na parę sekund. Ja chcę żeby oni wiedzieli że ja to robię na serio. Mogę im patrzeć w oczy i to mówić, ale wtedy mnie zleją. A ja w tym jestem na tysiąc procent i oni muszą mi w to uwierzyć, a jak będę to robić tak: pipipipipi….
PIOTREK:
No to musisz próbować.
JAGODA:
To jest alarm. Ten pomnik symbolizuje walkę. Ja też chcę walczyć. O to, żeby warunki
PIOTREK
A teraz troszkę wolniej
JAGODA:
To jest alarm. Ten pomnik symbolizuje walkę.
PIOTREK:
Energetycznie było świetnie tylko nic nie zrozumiałem.
JAGODA:
(wiele razy próbuje, potem w końcu rusza na pełnej)
To jest alarm. Ten pomnik symbolizuje walkę. Ja też chcę walczyć. O to żeby warunki w których będę żyć były znośne. Nie wiem jak mam mówić te trudne rzeczy, bo nie chcesz wierzyć, że one są prawdą. A ja muszę zrobić coś, żebyś chociaż wziął je pod uwagę. Żebyś zwrócił na nie uwagę. Możesz mnie nienawidzić, ale nie ignoruj tego co mówię.
SEN STASZKA 2
STASZEK:
Miałem sen. Potworny sen. Śnił mi się pajac. Zwisał sobie spokojnie na sznurku, a potem nagle otworzył oczy. Zaczął machać rękami i nogami, potem wyszczerzył zęby i zaczesał grzywkę. Uśmiechnął się i wtedy zaczęła grać taka potworna melodia, której się nie dało zatrzymać. Pajac zaczął się powiększać, jego uśmiech zaczął się rozszerzać. Teraz przypominał ogromnego piankowego marynarzyka z ghost busters o wyrazie twarzy pomiędzy Pennywise’m a jokerem. Kroczył przez miasto a sznurek zwisający pomiędzy jego nogami dewastował kolejne budynki. Ludzie uciekali, nie wiedzieli, gdzie się schować. Pajac deptał ich, tratował i potrącał. Był już wielkości jednego dużego kraju. Zaczął przepychać ludzi na jedną stronę kuli ziemskiej i rechotać. Część wpadła do morza, a część została roztarta o skały. Pajac rozpychał się coraz bardziej. I teraz POV pajaca. Jest nad Atlantykiem. Właśnie utopił małą wyspę kopnięciem. Zaswędziała go stopa i schyla się, żeby zobaczyć co go uwiera. Nadal POV pajaca. Widzę jego stopę. W morzu odbija się jego twarz. To moja twarz. Jestem pajacem. Budzę się potwornie wrzeszcząc. Na szczęście to był tylko sen.
FILHARMONIA
MIREK:
Maestro, gratulacje z okazji jubileuszu!!!
GERARD:
Tutaj ma maestro kłaczek, nie proszę, ja zdejmę, czy mogę zdjąć? No nie pozwolił.
MIREK:
Czy coś przynieść? Wody?
TOMEK:
Nie, ja się teraz nastrajam.
MIREK:
Nie będziemy zakłócać mistrzowi…Absolutnie nie będziemy, orkiestra stroi instrumenty, my dajemy mistrzowi nastroić się.
TOMEK:
Tak?
MIREK:
Nic nic.
TOMEK:
So freue dich, denn kurz ist alle Freude,
Was dir im Wege blühet, nimm es mit,
Denn warnend hör ich nah schon eine Stimme,
Und fernher kommt des Unheils dumpfer Tritt.
MIREK:
Z czego to?
TOMEK:
To ja się pytam z czego to?
MIREK:
Nie wiem, przepraszam
TOMEK:
A co jest perłą naszego koncertu? Panie dyrektorze?
GERARD:
Uwertura „Egmonta”?
TOMEK:
Tak, to był Goethe. Tak, to był „Egmont”. I pan powinien wiedzieć wcześniej z czego to.
GERARD:
Ma mistrz rację.
Pauza.
TOMEK:
Mam dzisiaj jubileusz. pięćdziesięciolecia pracy artystycznej. I będzie tak. Beethoven Beethoven Beethoven. Bo ja kocham Beethoven. Kiedyś kochałem Schubert, ale teraz kocham Beethoven. Półtoragodzinny koncert. Doczołgałem się do jubileuszu. Pracą własnych uszu. Dobrze, że nie ogłuchłem.
DARIA:
Jakiś czas w nowym mieście
Robię szefowi kampanię,
Robię szefowi reklamę
On mnie opłaca co miesiąc
Dziś odpoczywam
I idę do filharmonii
Mamy taką ładną filharmonię w moim nowym mieście
Dzisiaj jubileuszowy koncert Tomasza Kurca
Świetny dyrygent
Świetna muzyka
Będzie Beethoven
Nie będzie towarzystwa
Lubię chodzić do miejsc w których nikogo nie znam
SZYMON:
Idę dzisiaj do filharmonii. Na półtoragodzinny koncert
TOMEK:
Bardzo się cieszę, bardzo to pasuje do mojego jubileuszu. Cieszę się że…
SZYMON: TOMEK:
Wybrałem Beethoveena …Wybrałem Beethoveena
SZYMON:
Ale będę go słuchał tylko przez czterdzieści minut. Po czterdziestu minutach przerwę…
TOMEK:
Wyprasowałem sobie sam mój ulubiony frak. Mój ulubiony frak, Beethoven i wierna publiczność. Widzowie już się schodzą. Tacy przejęci. Tacy uśmiechnięci. Spędzą dzisiaj doskonały półtoragodzinny wieczór. W harmonii.
TOMEK:
W czterdziestej minucie uwertura Egmonta
SZYMON:
W czterdziestej minucie uwertura Egmonta
SZYMON:
Nikt nie czytał Egmonta. A ja czytałem Egmonta. Egmont ginie na końcu. Coś mnie zawsze ciągnęło do tych bohaterów, którzy giną na końcu. I się okazuje, że mieli rację. Teraz nikt nie opowiada o bohaterach, którzy giną na końcu. Zarzucają nam parcie na szkło i pozowanie na bohaterów. Mam nadzieję, że nie okaże się, że mieliśmy rację dopiero jak już zginiemy na końcu.
SZYMON:
Klaszczemy
TOMEK:
Oklaski
DARIA:
Zaczyna się!
MIREK:
Zaraz się zacznie
GERARD:
No to cicho
STASZEK:
Fajny garnitur
RUPERT:
Drogi, nie ruszaj.
MIREK:
Za to bilety
Dzięki, dyrektorze
STASZEK:
A po ile mieliście?
RUPERT:
W miejscach kultury nie rozmawia się o pieniądzach.
Zaczyna się koncert
TOMEK:
Kontakt z orkiestrą. Kontakt z orkiestrą.
Chwila muzyki
SZYMON:
Przykro mi.
TOMEK:
Kontakt z orkiestrą przerywa mi jakiś chłopak
Wyciąga transparent
Z drugiej strony stoi jakaś dziewczyna
Nie odzywa się
Też trzyma transparent
DARIA:
NIE
TOMEK:
Wyrywam transparent
Nie przestaję dyrygować
Nagle ogarnia mnie jakaś furia
Jeszcze nigdy nie miałem w sobie takiej energii
Beethoven Beethoven Beethoven
Co ty kurrrrwa robisz chamie zbuntowany!
Macham batutą jak szatan. Wrzucam ten cholerny transparent pod nogi altówki.
Nie przerwę koncertu!
DARIA:
NIE
RUPERT:
Co ten gówniarz robi?
GERARD:
W mojej filharmonii?
TOMEK:
W mojej filharmonii!
RUPERT:
Przepraszam ale akurat udział mojego przedsiębiorstwa w finansowaniu tej filharmonii wynosi 51%.
MIREK:
Czy ten gnojek zamknie mordę?
DARIA:
NIE
STASZEK:
Czy mógłbyś zejść ze sceny?
RUPERT:
Złaź ze sceny!
DARIA
Nie. To znowu oni! Nie wytrzymam! Ja wychodzę.
SZYMON:
Przepraszam, że przerywam państwu miły wieczór
Bo każdy ma prawo do miłego wieczoru
Zdecydowałem się przerwać ten jeden
Bo coś nie daje mi spokoju.
Czuję się zagrożony.
TOMEK:
Zamilcz!
On nie przerywa przerywania.
Macham batutą. Nie wiem co zrobić. Mam sam przerwać dyrygowanie?
Mam przerwać przerywanie?
Orkiestra gra
Nie przerywam
Mam jubileusz
Mam kurwa jubileusz zamknij się!
SZYMON:
On dyryguje jak szatan
Cholernie dobry dyrygent
Cholernie zła sytuacja świata
Po prostu chcę to powiedzieć…
TOMEK:
Po prostu chcę żebyś się zamknął!
SZYMON:
Nie zamknę się. Przestań dyrygować!
TOMEK:
Nie przestanę dyrygować!
SZYMON:
Nie przestanę mówić!
TOMEK:
Zostaw ten transparent!
SZYMON:
Nie zostawię transparentu.
TOMEK:
Wzywam policję!
SZYMON:
Czekam na policję!
TOMEK:
Niech ktoś zadzwoni, bo ja dyryguję!
RUPERT:
Weźcie tego gnoja ze sceny, bo przerywa Beethovena!
SZYMON:
Przerywam Beethovena
Zanim co innego przerwie nam koncerty
Te parę minut przerwy zaraz się skończy
A państwo wrócą do słuchania
Chciałbym jednak
Żebyście wrócili do niego
W złym nastroju
TO JEST ALARM
Tak
Chcę wam zepsuć wieczór
Najpierw zepsułem go sobie
I było to równie nieprzyjemne
Teraz psuję go wam
I panu dyrygentowi
TOMEK:
Możesz też się zamknąć
SZYMON:
Niestety nie mogę
Niestety wybrałem zepsucie państwu wieczoru
Może państwa randka będzie nieudana
Ale sprawi, że wasze dziecko będzie miało jeszcze kawałek świata do zwiedzenia
TO JEST ALARM
Może dzisiaj nie rozmarzycie się słuchając orkiestry
A maestro Kurc naprawdę jest wybitny
Ale czy ten moment naprawdę psuje wam wieczór?
Czy to niweczy wszystko na zawsze?
Czy to że mówię do was teraz że
Coraz trudniej pozostawać w komforcie
Boję się
I chciałbym was też przestraszyć
TO JEST ALARM
Co chcecie dzisiaj usłyszeć?
Napięcie narastającej uwertury Egmonta?
Czy napięcie towarzyszące ludziom, do których domów podchodzi wojna?
Wibrujące smyczki?
Czy trzęsącą się ziemię?
Ognisty temperament dyrygenta?
Czy ogień trawiący hektary lasów?
Ciszę po ostatniej nucie,
Czy ciszę w odpowiedzi na prośbę o pomoc?
Czy kiedy skończy się utwór możecie posłuchać ze mną
Przez chwilę
Tego krzyku
Który zagłuszacie Beethovenem?
TO JEST ALARM
RUPERT:
Strasznie to pretensjonalne. Całe szczęście, że na pomoc prawdziwej kulturze przychodzą właściwe służby.
POLICJANTKA:
Ściągam ściągam, biorę transparent, wyrzucam wyrzucam wyrzucam. Ochrona pomaga. Zatrzymuję zatrzymuję zatrzymuję. To chyba będzie recydywa. Ale to ja nie wiem. Tak mi się wydaje. Mandat Mandat Mandat.
DARIA:
Dlaczego wyszłam w połowie koncertu?
Czy tam jeszcze wszystko trwa?
Jeszcze długo będą grać, prawda?
Czy ja nie chciałam tego widzieć?
Czy nie uwierzyłam, że będzie ciąg dalszy?
Przecież oni tam grają jeszcze koncert, prawda?
I nagle
Zupełnie nie wiem skąd zaczynam płakać.
I wiem już, dlaczego siadłam na ulicy miesiąc temu
Tam było bezpieczniej
ROWERY 3
MIREK:
Zanim pójdziemy dalej,
jest jedna techniczna rzecz.
Wiecie. Znowu nam tutaj prosi ono. Skamle płacze. Znaczy… No chyba ma dziś jakiś spadek mocy. Słabsze jest jakieś takie biedne. Takie dni.. Zdarza się.
Możemy oczywiście dać sobie siana
Porzucić go. Pozwolić mu umrzeć. Może potem będzie się dało zresetować. Albo…
Wziąć odpowiedzialność.
GERARD:
Ja już poprzednim razem się wykończyłem robiąc to, serio.
RUPERT:
No sprawa jest prosta. My nie możemy tego robić, bo koszty społeczne są za duże. Niestety. Nasze ważne sprawy pozostawione bez naszego ważnego nadzoru po prostu rozpadają się na kawałki.
MIREK:
No więc my nie możemy tego robić. Widzieliście w jakiej sytuacji postawiła nas ta nieodpowiedzialna grupa gówniarzy. Gdyby nie Gerard, dzięki Gerard, to nie wiadomo jak by się to skończyło.
RUPERT:
No chyba że się państwo zreflektują. Czy nie? Będziecie tylko nawoływać, żeby ktoś to zrobił byle nie wy?
STASZEK:
To jest prosty mechanizm.
Jeśli ktoś chce.
Na chwilę.
RUPERT:
Może ja to powiem wprost. Was tam siedzi z dwieście osób. I naprawdę nikt? Ja może powiem. Los tamagotchi świat zależy od naszych małych codziennych wyborów. Dalej nikt?
MIREK:
Nie trzeba nic wiedzieć.
Nie trzeba być bardzo sprawnym.
Wystarczy siedzieć i kręcić.
A przede wszystkim chcieć.
Nie pytam konkretnej osoby. To nie casting.
GERARD:
Jeśli nikt nie chce, to też jest informacja.
Dla mnie.
Dla nas.
Dla…
świata.
W każdym razie ja kręciłem. Dzięki mnie ono jeszcze żyje. Dzięki Gerard. Ja się z tym czuję dobrze. Ale nie mogę więcej dokładać do interesu.
MIREK:
Spokojnie. To tylko jedno małe tamagotchi. Dacie radę.
STASZEK:
Nie trzeba szybko. Tu nie chodzi o wynik. I tak nie dojedziecie nigdzie.
TOMEK:
No nie mówcie, że nie chcieliście kiedyś stać po tej stronie. A teraz macie okazję nie tylko stać. Możecie też jeździć po naszej stronie.
MIREK:
Widzicie państwo… Cztery. To jest dokładnie tyle, ile osób potrzeba.
Można przestać w każdej chwili. Ale jednak dobrze by było żeby się naładowało do pełna
W końcu to wasza energia zasila nasz mały słodki świat
Dziękujemy
W końcu to dzięki wam
Możemy istnieć
PIOSENKA
There comes a time
When we heed a certain call
When the world must come together as one
There are people dying
Oh, and it’s time to lend a hand to life
The greatest gift of all
We can’t go on
Pretending day by day
That someone, somewhere will soon make a change
We are all a part of God’s great big family
And the truth, you know, love is all we need
We are the world
We are the children
We are the ones who make a brighter day, so let’s start giving
There’s a choice we’re making
We’re saving our own lives
It’s true we’ll make a better day, just you and me
ŻADEN SĄD MNIE NIE UNIEWINNI
POLICJANTKA:
Proszę wstać sąd idzie!
Informuję informuję. Państwo polskie przeciwko aktywistom. Sprawa numer 15695885439.
SĘDZIA:
Słucham słucham słucham, dowody dowody dowody. Nieładnie nieładnie. Za głośno za głośno. Za brudno za brudno.
ADWOKAT:
Ależ panie sędzio, nie tak głośno nie tak brudno.
SĘDZIA:
Się wypowie?
MAKS:
Nie chciałbym, żebyśmy dalej sprawiali…
SĘDZIA:
Tak, wiemy wiemy. Grzywna grzywna. Następny. Aha, zapomniałem, sto złotych.
JAGODA:
Jak mamy sprawić, żeby podjęto jakiekolwiek działania?
SĘDZIA:
Nie wiem nie wiem. Nikt nie oskarżył całej ludzkości, tylko was. Sorry sorry. Następny. Aha, zapomniałem. Grzywna grzywna. Tysiąc złotych.
PROKURATOR:
Panie sędzio, mało!
SĘDZIA:
A nie wiem. Tak mi się powiedziało. Następny!
SZYMON:
Mam wrażenie, że cokolwiek powiem…
SĘDZIA:
Tysiąc dwieście i prace społeczne.
ADWOKAT:
Będziemy się odwoływać
SĘDZIA:
Następny!
PIOTREK:
A tak zupełnie serio. Jakie są realne koszty? Jak pan sędzia chce to porównać?
SĘDZIA:
Ja nie porównuję, ja wyrokuję. Następny.
ADWOKAT:
Już nie ma następnego.
SĘDZIA:
Jest. Ta. (pokazuje Darię)
DARIA:
Wysoki sądzie, ale ja przyjęłam mandat
SĘDZIA:
Ale pani zapomniała zapłacić. Grzywna.
DARIA:
To chyba nie jest w porządku.
JAGODA:
Blokada ulicy, pięćset złotych, blokada budowy tysiąc złotych, akcja w pizza hut – pięćset złotych, kolejna blokada ulicy tysiąc złotych. Przegapione wezwanie do zapłaty, koszty upomnienia sto złotych, odsetki 66 złotych, oblanie pomnika syrenki którego dokonam w niedalekiej przyszłości – prace społeczne, czterdzieści godzin w plecy, koszt czyszczenia – trzysta tysięcy. Moje miesięczne dochody – tysiąc złotych
Pożyczę od rodziców – dwa tysiące złotych.
SĘDZIA:
Grzywny zostaną przeznaczone na cele charytatywne.
Warunki pogodowe są już przejebane. Jagoda wchodzi na podest. Pozostali aktywiści patrzą. Daria dołącza do grupy aktywistów. Jest już całkiem z nimi. Jagoda polewa się zupą pomidorową. Mówi to co krzyczała, nie słyszymy jej, ale wiemy co chciała powiedzieć. Wokół jest już burdel i chaos. Właściwie potworny syf, świat się ledwo trzyma, tamagotchi świat nie żyje, mam nadzieję, że widzowie pedałują jeszcze na rowerach. Po jakimś czasie wszystko cichnie.
RUPERT:
Weź sobie na wynos kanapkę
Weź sobie kanapkę i cię odwiozę
MAKS:
Tato ja chciałem z tobą zjeść po prostu
RUPERT:
Ja nie mam czasu teraz musze jechać załatwić te przetargi co wiesz
MAKS:
Chciałem z tobą zjeść tylko
RUPERT:
Te przetargi co wiesz.
MAKS:
Mówiłeś to już
RUPERT:
Mówiłem weź sobie na wynos. I cię odwiozę
MAKS:
Tato
RUPERT:
Ja mam spotkanie zaraz.
MAKS:
Ja mogę pojechać potem tramwajem, nie musisz mnie odwozić. Nie będziesz objeżdżać a zjemy sobie razem. Co?
RUPERT:
No, no.
MAKS:
Możemy chwilę porozmawiać?
RUPERT:
Tak. Czekaj. Co mówiłeś?
MAKS:
Że mnie nie słuchasz.
RUPERT:
Słucham, tylko… Wybrałeś sobie już?
Co?
Ej
Czy ty słyszysz co mówię? Weź sobie na wynos coś, wybierz sobie coś i musimy jechać, bo pod szkołą u ciebie jest beznadziejny parking, nie wiem kto go projektował, nie mieszczą się samochody. Powinni większy mieć. Czy ty wiesz co mnie jeszcze czeka dzisiaj? Negocjacje! To jest kupa pieniędzy! Życzę ci żebyś kiedyś mógł zobaczyć taką kupę pieniędzy. Przecież ja to dla ciebie robię kurwa mać. Żebyś miał jakieś perspektywy kurwa mać.
Wegańska? Ja pierdole.
EPILOG W KOSMOSIE:
CIAŁO NIEBIESKIE 2:
Twój rząd, twoje miejsce, twoje oczy. Zamknij oczy.
CIAŁO NIEBIESKIE 1:
Przed twoimi oczami pojawia się… zupa pomidorowa.
CIAŁO NIEBIESKIE 2:
Nienajgorsza zresztą.
CIAŁO NIEBIESKIE 1:
Popatrz na nią z trochę większej odległości.
CIAŁO NIEBIESKIE 2:
Stopniowo oddalasz się od plamy, ale plama nie znika. Otwierasz oczy, plama nie znika, zamykasz oczy, plama nie znika. Wolisz już trzymać zamknięte, co?
CIAŁO NIEBIESKIE 1:
Zajmuje coraz większą powierzchnię.
CIAŁO NIEBIESKIE 2:
Minąłeś już księżyc, a nadal jest bardzo wyraźnie widoczna.
CIAŁO NIEBIESKIE 1:
Dryfujesz. Nieznana siła niesie cię przez orbity kolejnych planet. A w miejscu, z którego wyleciałaś znajduje się plama pomidorowej zupy.
CIAŁO NIEBIESKIE 2:
Nienajgorszej zresztą.
CIAŁO NIEBIESKIE 1:
Jaka szkoda.
CIAŁO NIEBIESKIE 2:
Jaka szkoda.
CIAŁO NIEBIESKIE 1:
Tyle zupy się zmarnowało.
CIAŁO NIEBIESKIE 2:
Nienajgorszej zresztą.
CIAŁO NIEBIESKIE 1:
I nawet nie ma jej kto spróbować. OTWÓRZ OCZY
_______________________
Tekst miał prapremierę 28 lutego 2026 w Teatrze Współczesnym w Szczecinie w reżyserii M. Buszewicza
Jeszcze więcej treści!
NIE PRZEGAP ŻADNEGO NUMERU