Dramaty

Tęsknica

| 56 minut czytania | 972 odsłon
Daria Sobik

TĘSKNICA

Od Autorki:

Jest taka wieś, która nie istnieje. Domów już nie ma, bo zrównano je z ziemią. Miała powstać tu hałda, ale kopalnia zmieniła zdanie. Są za to mieszkańcy, choć żyją teraz gdzieś indziej. Dziś, po dwudziestu latach od zlikwidowania wsi, w czynie społecznym porządkują tereny byłych posesji, koszą trawy, zasiewają kwiaty łubinu, spotykają się na piknikach i potańcówkach, a każdego roku organizują huczny międzypokoleniowy zjazd, gdzie wybierają Miss i Mistera wioski.

Dramat „Tęsknica” to fantazja zainspirowana rozmowami z byłymi mieszkańcami wsi Wigancice Żytawskie (woj. dolnośląskie, gmina Bogatynia), wysiedlonej w 1999 roku na skutek decyzji miejscowej kopalni. Tekst powstał na bazie lokalnych opowieści, które tworzą uniwersalną historię o chęci powrotu do domu – tematu szczególnie dziś tak aktualnego. Pytania, które w dramacie są szczególnie istotne to: czy wspólnota, która doświadczyła traumy, może być trwała? Jak działa pamięć w procesie odbudowy miejsca? Czy do odbudowy konieczna jest konfrontacja z przeszłością? Czy w ogóle możliwy jest powrót do domu, który został zburzony? 

Daria Sobik

 

 

TĘSKNICA

Osoby:
ŁUCJA
ADAM
MICHAŁ
HAŁDA
ELŻBIETA JAWOROWICZ
GŁOS MAMY

 

1.  GĘSTA CZARNA MAŹ

ŁUCJA
Nie pamiętam, ile miałam lat, kiedy zrozumiałam, że jak położę się w wannie,
to głowa nie wypełni się wodą, która wleci mi przez oczy i uszy.
Nie pamiętam, dlaczego na przerwach dyrektor szkoły
malował wszystkim dziewczynkom nosy na czerwono.
Nie pamiętam, w której książce padło zdanie:
Judym patrząc na ziemię, zniszczoną hałdami miału węglowego, czuł głęboki smutek.
Nie pamiętam, kiedy zaczęłam wierzyć, że na naszą wieś musiała spaść kiedyś klątwa.
A przecież nie jestem w tym wieku, kiedy zapomina się o takich rzeczach.

Pamiętam noc i ulewę.
Na nasz ogródek wlewa się czarna gęsta maź.
Czarna gęsta maź przykrywa grządki z różami i żwirową drogę,
aż dotyka wejścia domu,
jakby chciała wejść i sprawdzić, jak tu nam się żyje.
Pamiętam rok 1999 i decyzję kopalni: wieś ma być zasypana hałdą.
Pamiętam wysiedlanie ludzi, rozbieranie domów i zamknięcie wsi.
Pamiętam nową decyzję kopalni: hałdę można usypać gdzieś indziej.
To mogła być dobra wiadomość, ale nikogo tu już nie było.
Mieszkańców przeniesiono do bloków w miasteczku obok.
Niektórzy z nich nie robili nic innego,
tylko przez wiele miesięcy patrzyli przez okna na zachód,
bo tam była wieś.
To znaczy wcześniej była,
bo po niej został czarny gęsty las.

2. OPROWADZANIE

MICHAŁ
Jestem synem pierwszego urodzonego w tej wsi. Mój tata urodził się 3 października 1946 roku. Ci, którzy przyjechali tu po wojnie, wybierali domy zostawione w pośpiechu przez wysiedlanych Niemców. Ja wychowywałem się w willi, która miała siedemset metrów kwadratowych. Jak byłem mały, zawsze przed snem, kiedy leżałem w łóżku, patrzyłem na ściany i myślałem: jakie jesteście duże. Muszę dotknąć każdego centymetra ściany i podłóg. Dlatego ciągle biegałem po domu, a mama krzyczała, żebym chodził wolniej. I wtedy zwalniałem. Może gdybym zdążył dotknąć wszystkiego, ten dom dalej by tu stał. Adam, pokaż jeszcze raz, gdzie dokładnie stał.

ADAM
Czasem wolałbym nie pamiętać, gdzie co stało. Ile można pokazywać coś, czego już nie ma?

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Dobry wieczór, Elżbieta Jaworowicz, witam państwa z radością w nowym, oby dobrym dla wszystkich, dniu. Kiedy przed miesiącem pokazywałam reportaż o pewnej wsi, która została wysiedlona przez kopalnię, nie przypuszczałam, że tak szybko będę zmuszona, wykonując państwa życzenie wyrażone w listach, wrócić do tej sprawy. Dziś jesteśmy w Wigancicach Żytawskich, wsi położonej na trójstyku trzech państw: Polski, Czech i Niemiec.

MICHAŁ
Mogę zrobić Pani zdjęcie?

ELŻBIETA JAWOROWICZ
W jakim celu?

ADAM
On ciągle je robi. Podobno kiedyś na podstawie tych zdjęć będziemy mogli zrekonstruować wieś.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Panie Adamie, czy mógłby pan stanąć przy ruinach swojego domu? To byłby piękny obrazek.

ADAM
To nie są ruiny mojego domu.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Panie Adamie, nie szkodzi.
Pan Adam, były mieszkaniec Wigancic Żytawskich często wraca na teren swojego dawnego domu. Zabiera często zdjęcia swojej rodziny, kładzie tu na murku i dzwoni do nich mówiąc…

ADAM
Zabrałem was na wycieczkę. Do domu. Wisicie mi za benzynę.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Może pan się przy tym jakoś, nie wiem, wzruszyć?

ADAM
Jestem wzruszony.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
No dobrze. Czy może nas pan oprowadzić po swoim byłym domu?

ADAM
Tu był mój pokój. Tu pokój mojego brata. Kuchnia była od tej strony, zlew pod oknem.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Jak na amerykańskich filmach?

ADAM
W przedpokoju wisiały obrazy galopujących koni, mój ojciec chyba je lubił. Kiedyś zastanawiałem się, gdzie te konie tak biegną, a teraz myślę, że może chciały stąd uciec, zanim to wszystko się zaczęło.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Czy wiadomo, kto to wszystko wyburzał?

ADAM
Czasami wolałbym nie pamiętać. Pamiętam tylko, że to była noc. Widziałem koparki, błoto, światła czołówek. Słyszałem dźwięk łamania gałęzi drzew.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Podobno pisze pan wiersze. Czy mógłby pan jakiś nam tu zarecytować?

ADAM
Nie znam żadnego na pamięć.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Może mógłby pan jakiś napisać teraz?

ADAM
Ja piszę tylko, jak jestem tu sam.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Nie ma sprawy, Panie Adamie, oddalimy się na papierosa.

ADAM
O czym mam napisać?

ELŻBIETA JAWOROWICZ
O tęsknocie, czy nie wszystkie wiersze są o tęsknocie?

MICHAŁ
Mam dobre przeczucie co do tej wizyty. Chciałbym, by Pani Jaworowicz była zadowolona. Chciałbym, by była tak szczęśliwa, żeby zaczęła biegać z radości po lesie, bo tak dobry materiał zrobiła. Chciałbym, by nas polubiła, byłych mieszkańców wsi Wigancice, i żeby zamieszkała tu z nami, oglądała wspólnie z nami „Na dobre i na złe”, a potem żebyśmy robili sobie ranking najprzystojniejszego lekarza w szpitalu w Leśnej Górze. W Warszawie dowiedzieliby się, że pani Jaworowicz nie wraca do pracy i próbowaliby ją ściągnąć, a ona by mówiła:

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Kochani, zostaję tu. Tu jest moje miejsce.

MICHAŁ
A potem byśmy puszczali kolejny odcinek i kolejny i dziwili się wspólnie, czemu Doktor Zofia nie jest właściwie z Brunem, przecież to taki dobry człowiek. I Pani Jaworowicz, jakby już odpoczęła wystarczająco, jakby strzepała z siebie ten warszawski kurz, który osiadł jej na pierwszych zmarszczkach wokół oczu, powiedziałaby:

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Zróbmy to. Odbudujmy to miejsce. Użyję całej swojej mocy, wszystkich zdobytych kontaktów, wszystkich koneksji rodzinnych i tych, których nigdy nie chciałam używać, żebyśmy wspólnie odzyskali to miejsce.

MICHAŁ
I wtedy poprosi mnie, syna pierwszego urodzonego we wsi, bym przyniósł jej wszystkie dyski ze zdjęciami, które mam, sama pojedzie do najbliższego sklepu wielobranżowego i kupi ogromną tablicę korkową i czerwony sznurek. Powiesimy tablicę na ścianie i będziemy rekonstruować Wigancice. Jak już powstanie cała mapa, zrobimy powszechne konsultacje społeczne, aby każdy mógł wyrazić swoje zdanie i aby żaden dom nie stanął w nieswoim miejscu. Po konsultacjach usiądziemy z Elżbietą, wtedy już będziemy na „ty”, i będziemy patrzeć jak wjeżdżają koparki, ścinają drzewa i wyrównują teren, potem przyjadą betoniarki, które osobiście poprowadzą architekci z najlepszych biur z całej Polski i postawią te domy z powrotem. Jak już stanie moja siedmiusetmetrowa willa to wejdę do niej. I tam zacznę biegać. Dotykać wszystkich ścian.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Skończył pan swój wiersz?

ADAM
Tak. Chce Pani przeczytać?

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Poproszę.

ADAM
To jest taka robocza wersja tego, co roboczo czuję.
No i co pani myśli?

MICHAŁ
Daj jej przeczytać.

ADAM
Nie dała mi pani za dużo czasu, więc jest, jaki jest.
Wszystko w porządku?

MICHAŁ
Słyszy nas pani?

ADAM
Nie podoba się jej.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Przepraszam. Nie wiem, co powiedzieć.

ADAM
Aż tak źle?

ELŻBIETA JAWOROWICZ
To najpiękniejszy wiersz, jaki kiedykolwiek przeczytałam.

ADAM
Nie, to raczej nieprawda.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Proszę spojrzeć na moje nogi. Widzi pan, jak się trzęsą?
Nie pamiętam, kiedy poczułam coś tak… dziwnego. Tak innego od wszystkiego, co do tej pory czułam w swoim życiu.

ADAM
Bardzo pani miła. Chyba.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Czuję, że to nie może być jakaś tam sprawa dla reportera, podobna do wszystkich innych spraw, gdzie z empatią przyglądam się ludziom i z zaangażowaniem, ale bez nachalności słucham ich trudnych historii. To jest sprawa totalna.

MICHAŁ
Czyli pomoże nam pani?

ADAM
Pani Jaworowicz ma pewnie co innego do roboty, niż odbudowa naszej wsi.

MICHAŁ
Może pokaże pani moje zdjęcia? Może mogłaby pani je umieścić w programie?

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Możemy od tego zacząć. Czy jest ktoś z kim mogłabym jeszcze porozmawiać?

MICHAŁ
Łucja pani wszystko opowie.

ADAM
Łucja mało pamięta.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
To jakaś starsza mieszkanka wsi?

MICHAŁ
To ta, co przeniosła dom z Wigancic.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Jak to przeniosła?

MICHAŁ
Normalnie. Rozebrała i przeniosła. Do wsi obok.

3. GRANICA

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Jest pani gotowa?
Nie zajmę pani dużo czasu.

ŁUCJA
Już tu kiedyś był ktoś, kto pytał o wieś. Też z Warszawy. Wie pani, to dość atrakcyjny temat.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
W takim razie wie pani, jak opowiadać.

ŁUCJA
Ostatnio wiele rzeczy zapominam i martwię się, że o tym, jak było, też w końcu zapomnę.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Pamięć jest jak mięsień. Niećwiczona zanika.

ŁUCJA
Pani pamięta swój dom?

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Tak, pamiętam. Miałam wspaniałe dzieciństwo i szkoda byłoby, gdybym o nim zapomniała. Za każdym razem staram się jednak przypomnieć inny szczegół. Myślę, że zarówno dla twojej pamięci jak i dla materiału, który robię, byłoby to cenne. Możemy przejść na „ty”? Myślisz, że możesz spróbować dziś opowiedzieć mi o tym wszystkim inaczej niż innym, którzy tu byli?

ŁUCJA
Od czego mam zacząć?

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Historia kobiety najczęściej zapisana jest na jej ciele.

ŁUCJA
Mówiono mi, że materiał ma być o wsi, nie o moim ciele.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Wsi nie ma. Ale jesteś ty. Proszę spróbować. Proszę przyjrzeć się swojemu ciału i pomyśleć, czy jest w którejś jego cząstce jakaś historia.

ŁUCJA
Próbuję.
Patrzę na moje ciało.
Ciało jak ciało.
Czy nie wszystkie kobiety mają podobne ciała?
Mam tu taką bliznę na nodze.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Czy to pamiątka po wysiedleniu?

ŁUCJA
Po pierwszej ucieczce z domu.
Może o tym opowiem?
To się nada?
Miałam czternaście lat i zakochałam się w Peterze,
Czechu w niebieskiej sztruksowej kurtce.
Nasz dom był przy czeskiej granicy,
granicą był strumyk,
w którym pływały pstrągi
i które strażnicy czasem z nudów
nabijali na patyki.
Ta moja blizna trochę wygląda jak ten strumyk.
Może zabrzmię teraz głupio,
ale Peter to była moja jedyna prawdziwa miłość.
Moja mama nie pozwalała mi się z nim spotykać.
Mówiła, że strażnicy nas złapią i wsadzą do więzienia.
Ale my tylko sobie gadaliśmy.
A jak się nie rozumieliśmy,
to gapiąc się na siebie rzucaliśmy kamyki do wody.
Na początku od niechcenia, a potem coraz mocniej.
Jakbyśmy chcieli coś sobie powiedzieć.

MICHAŁ
Doslechl jsem se, že se chystají zbořit vaše domy a zamknout vás.
[Słyszałem, że mają zburzyć wam wszystkie domy i zamknąć wieś.]

ŁUCJA
Chyba wam.

MICHAŁ
Fotr mi řekl, že halda se přesouvá, ale já ti ji nechám.
[Tata mi powiedział, że hałda się przesuwa. Ale ja ją dla ciebie zatrzymam.]

ŁUCJA
Głupi jesteś. Jak chcesz zatrzymać hałdę?

MICHAŁ
Když někoho miluješ hory přenášíš a pokud je jde přenášet, jde je i ponechat.
[Podobno jak się kogoś kocha, to można góry przenosić. A jak da się przenosić, to zatrzymywać pewnie też. ]

ŁUCJA
Zatrzymać się nie dało, ale w końcu udało nam się dotknąć, to znaczy nie rękami, bo strumyk był szeroki, ale tymi kamykami, bo rzuciliśmy w tym samym momencie i one o siebie uderzyły.

MICHAŁ
Lucia, zamordovali jsme pstruha.
[Łucja, chyba zabiliśmy pstrąga.]

ŁUCJA
I ta zbrodnia na rybie jakoś nas chyba połączyła. Wróciłam do domu wierząc, że Peter siłą swojej miłości zatrzyma hałdę i nie będziemy musieli się nigdzie wynosić. Następnego dnia postanowiłam uciec z domu. Chciałam zamieszkać z Peterem i jego rodzicami. Powiedziałam tylko bratu, że będę momentálně nepřítomná, czyli chwilowo nieobecna, spakowałam kilka jabłek na podróż do takiego worka na patyku i wyskoczyłam przez okno. I tam rozcięłam sobie nogę, na gwoździu, który wystawał z ramy.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Blizny na ciele są po to, żeby pamiętać, jak kiedyś biło ci serce.

ADAM
Czemu wyskoczyłaś przez okno, skoro drzwi były otwarte?

ŁUCJA
Przecież wiadomo, że przez okno jest romantyczniej. Romantyczne było też to, jak Peter powiedział:

MICHAŁ
Nemůžeme se vidět, mama s tatou mi to nedovoli.
[Nie możemy się spotykać, rodzice mi nie pozwalają.]

ŁUCJA
Powiedział, że gdyby tylko znieśli granice, to moglibyśmy być razem, na zawsze, no chyba, że któreś z nas by umarło, to wtedy już nie. To też było romantyczne, ale wiele rzeczy w tamtym czasie dla mnie takie było: ostatnie wrzucenie kamyczka do wody, już bez Petera, romantyczny był papieros ojca dopalony po raz ostatni na progu domu, ale najbardziej romantyczne było, kiedy siedziałam w samochodzie i ostatni raz spojrzałam na mój dom, który wkrótce mieli zburzyć.

MICHAŁ
Připadal si jako v klipu Sinéad O’Connor.
[Czułaś się wtedy jak w teledysku Sinéad O’Connor.]

ŁUCJA
Dlaczego nikt pamięta, że w tym teledysku tyle się dzieje? To nie jest tylko tak, że ona tylko płacze do kamery.

MICHAŁ
Nothing compares to you, Łucja. Ale teď musíš jít. Tvůj dům už není.]
[Nothing compares to you, Łucja. Ale musisz już iść. Twojego domu już nie ma.]

ŁUCJA
Zamieszkałam w bloku i nic innego nie robiłam, tylko patrzyłam przez okno. Nie jadłam, nie piłam, nie kąpałam się, omijałam lekcje i kontakty z rówieśnikami. Mama mówiła, że stałam się niewidzialna. Że zniknęłam.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Ale już jesteś.
Jak myślisz, kiedy wróciłaś?

ŁUCJA
Nie wiem, czy wróciłam tak zupełnie. Czasem mi lepiej na tej naszej imprezie. Słyszałaś, że raz do roku przyjeżdżają byli mieszkańcy wsi? Przypomina to huczne wesele, które trwa cały dzień i całą noc. Na tej imprezie jest tak wspaniale, że nikt nie chce wracać do domu. Michał, prawda, że jest wspaniale? Adam? Pamiętasz, że ostatnio w ogóle nie chciałeś wracać?

4. JAK WRACAĆ

ADAM
Jak wracać do domu? Chętnie. I z przekonaniem. Dom ma się tylko raz w życiu.

ŁUCJA
Jak wracać? Ostrożnie. Żeby nie zawieść się oczekiwaniami, że ktoś tam na ciebie czeka.

MICHAŁ
Wracaj szybko, biegiem, bo nigdy tak naprawdę nie wiesz, czy jak wrócisz, to czy dom będzie tam nadal stał.

ADAM
Będzie stał. Ale jak wracasz, nie obracaj się za siebie.

MICHAŁ
Kiedy wracasz do domu, upewnij się, czy masz klucze. Niby są takie usługi, jak ślusarz całodobowy, ale nie chcesz gapić się na swoje drzwi i czuć się jak włamywacz.

ŁUCJA
Wracaj do domu, kiedy masz dom. Jak nie masz domu, to też staraj się do niego wrócić. Tylko tam jesteś sobą. Tylko tam możesz chodzić nago i gadać do siebie głosem, którego nikt poza tobą nie słyszał.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Co jeśli twój dom cię męczy? Co jeśli ostatnio wszystko w nim się psuje?

ADAM
Wtedy musisz wziąć czarną taśmę izolacyjną i to wszystko posklejać.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Co jeśli sklejanie nic nie daje?

ŁUCJA
Wracaj do domu. Może ktoś tam za tobą tęskni.

ADAM
Na pewno ktoś tam na ciebie czeka.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Co jeśli zapomniałeś kodu do bramy?

ŁUCJA
Musisz czekać aż ktoś cię wpuści.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
A co jeśli nikt nie przychodzi?

MICHAŁ
Musisz pójść spać gdzieś indziej.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Czasem gdzieś indziej jest lepiej niż u siebie.

ŁUCJA
Tobie jest lepiej gdzieś indziej?

MICHAŁ
Pamiętasz, kiedy weszłaś pierwszy raz do swojego domu?

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Pamiętam tylko, kiedy ostatni raz z niego wyszłam.

ŁUCJA
Pamiętasz swój dom?

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Pamiętam błękitną tapetę w moim pokoju.

ŁUCJA
Co jeszcze?

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Święcące w ciemności gwiazdki na suficie. Malutki telewizor. Patrzyłam się często w ten telewizor i wyobrażałam sobie, że jestem w nim, a nie w pokoju.

ADAM
Co jeszcze?

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Boisko do kosza. Kozłowałam piłkę, robiłam dwutakt, potem rzut.

ŁUCJA
Co najbardziej lubiłaś w swoim domu?

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Ciszę.

ADAM
To wyobraź sobie, że musisz nam oddać malutki telewizor.

ŁUCJA
Świecące gwiazdki na suficie.

ADAM
Boisko do kosza.

ŁUCJA
I ciszę też.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Tylko nie ciszę.

ŁUCJA
Wyobraź sobie, że musisz stąd wyjść.

ADAM
Nie masz za wiele czasu. Właściwie to musisz się już pakować. Szybciej, pakuj się.

ŁUCJA
Co ze sobą zabierasz?
Co chcesz zostawić?

5. PRAWIE JAK W DOMU

ADAM
To nie jest tak, że jestem bezdomny,
nie śpię w bunkrze ani w metrze.
Jestem za to wdzięczny, naprawdę.
To wszystko nawet jakoś dom przypomina
Są ściany, podłoga, drzwi, kwiatek na parapecie
Wszystko się zgadza.
Tylko czuję, że bardziej w domu jestem,
kiedy leżę na górnej kuszetce w pociągu,
kiedy obracam się do ściany i zamykam oczy.
Chciałbym mieszkać w pociągu, który nigdy się nie zatrzymuje
Boję się tego momentu, kiedy muszę z niego wyjść
I pójść do tego miejsca, które powinno być domem
Ale jakoś mu to nie wychodzi.
Przekręcam klucz, zrzucam plecak,
Pakuje się pod prysznic i nie zamykam drzwi w łazience,
bo ktoś na pewno będzie chciał wtedy sikać, najpewniej babcia.
Wychodzę i potykam się o walizkę matki, której od roku nie rozpakowała
I do której dokłada kolejne rzeczy, żeby być gotową na powrót do domu.
Chcę wrócić do pociągu, położyć się na kuszetce, patrzyć w ścianę
i myśleć sobie, że wracam do swojego domu
W którym mogę wywalić wszystkie niepotrzebne meble.
Mieć psa.
Mieć rzeczy na swoim miejscu
Mieć miejsce na swoje rzeczy
Wbić gwoździe w ściany, przywiesić plakat ulubionego filmu
Kupić łóżko na lata, a nie na chwilę
Zapraszać gości i siedzieć na takich indyjskich poduchach
Cieszyć się, że jesteśmy już w domu
Siedzieć na kiblu i planować podróż na Bali
A potem kłaść się na dywanie i być pewnym, że mogę tu zostać
Bo to ja decyduję, gdzie będzie mój dom
Nie hałda
Nie trzęsienie ziemi
Nie klątwa
Nie wojna
Ja.

6. WIZYTA STEPHENA

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Ktoś patrzy na dom.

ŁUCJA
Zasługuje na patrzenie. Jest piękny.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Nie mogę spać, jak tak patrzy.

ŁUCJA
Próbowałaś przykryć głowę poduszką?

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Mój gen reporterki każe mi patrzeć, jak ktoś patrzy w moją stronę.

ŁUCJA
To też jego dom, niech sobie patrzy.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Jego dom?

ŁUCJA
Przyjeżdża tak od dwudziestu lat i patrzy. Tęskni.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
To duch?

ŁUCJA
Jaki duch, Ela? Duchy nie tęsknią.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
To czego on tu szuka?

ŁUCJA
Jak był dzieckiem, mieszkał w tym domu. A potem go wysiedlili, jak wszystkich Niemców po wojnie. Dotykał już ściany?

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Teraz dotyka. Jednym palcem.

ŁUCJA
Czyli nie jest w dobrym stanie. Kiedyś dotykał całą dłonią.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Coś mówi do siebie.

ŁUCJA
Modli się.
O, skończył.
Stephen!
Jak byłam młodsza, myślałam, że to jakiś cichy wielbiciel stoi pod oknem i mnie wypatruje.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Może przyjeżdża tu dla ciebie, a nie dla domu?
Zapytaj go, czy zna francuski albo włoski. Chętnie bym z nim porozmawiała jutro. Guten tag!

ŁUCJA
Guten Abend Stephen. Wie geht’s? Was meinst Du damit, sie ist eine Betrügerin?
[Dobry wieczór, Stephen. Co słychać? Jak to oszustka?]

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Elżbieta Jaworowicz, bardzo mi miło. Schön!

ŁUCJA
Du sprichst von jemand anderen. Was für Anschuldigungen gegen sie, was meinst Du?[Chyba mówisz o kimś innym. Jakie zarzuty?]

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Powiedz mu, żeby się nie gniewał, że się nie przywitałam od razu. Myślałam, że to ktoś obcy.

ŁUCJA
Sie will uns helfen.
[Ona chce nam pomóc.]

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Myślałam, że to ktoś z Warszawy. Mówiłam im, że jeszcze chwilę tu zostanę, a oni na to, że mam jakiś kryzys i że powinnam zadzwonić do swojej terapeutki.
Co się dzieje? Czemu tak na mnie patrzysz?

ŁUCJA
Dowiedziałam się od Stephana niepokojącej rzeczy. Czy to prawda, że założono przeciwko Tobie stowarzyszenie „Stop Nierzetelni”, które zarzuca Ci liczne manipulacje w programie, który prowadzisz?

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Tak ci powiedział?

ŁUCJA
Podobno żerujesz na emocjach widzów. Wcześniej tak nie uważałam, ale Stephen mieszka daleko, więc patrzy z dystansu na wiele spraw.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Widzowie mi ufają.

ŁUCJA
Stephen ci nie ufa.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
A ty?

ŁUCJA
No teraz już nie wiem sama. Stephen jest mi bliski, przeżył wysiedlenie tak samo jak ja, chyba sama rozumiesz, że przez podobne doświadczenia rozumiemy się bez słów, a on mi w słowach, co prawda niemieckich, ale to też są słowa, powiedział, że zna osobę, której historię nieprawdziwie przedstawiłaś i nie powinnam ci ufać.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Co ja mam teraz zrobić?

ŁUCJA
Nie wiem, Ela. Chyba musiałabyś jakoś udowodnić, że nie opowiesz jakoś niekorzystnie naszej przeszłości. Niektórzy wierzą, że mogą tu wrócić, do swojego domu.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
To nie jest wasz dom.

ŁUCJA
Słucham?

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Ta wieś wcześniej nazywała się Weigsdorf.
Po wojnie Niemcy musieli opuścić swoje domy. Czyli zostali stąd wysiedleni, tak?
To znaczy, że wy zajęliście ich domy, tak? Między innymi dom Stephena.
Może powinnam uzupełnić swój reportaż o tę informację? Tak, by waszą przeszłość przedstawić w sposób całkowicie obiektywny i bez żadnych przekłamań.

ŁUCJA
To nie my ich wysiedliliśmy.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Mieszkaliście tu nieco ponad czterdzieści lat, a rościcie sobie prawo do tej wsi, jakby od zawsze była wasza.

ŁUCJA
Skoro mieszkaliśmy tu krócej niż oni, to nie mamy prawa tęsknić?
Powiedz mi w takim razie, po ilu latach mieszkania w jednym miejscu, można uznać je za dom? Gdzie jest twój dom, Ela? I czemu tak długo tu z nami jesteś? Może nie chcesz po prostu wracać? Chcesz rzucić wszystko i wyjechać na wieś? Nie mów więcej, że to nie nasz dom. Nikt tu się z tobą nie zgodzi. I przestań tak siedzieć, jak siedzisz. Nie możesz inaczej nóg ułożyć?

ELŻBIETA JAWOROWICZ
To jak mam siedzieć?

ŁUCJA
Nie wiem, jakoś tak bardziej po ludzku.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Tak?

ŁUCJA
Tak jest zbyt sztywno. Spróbuj usiąść tak, bym mogła traktować cię jak swoją. Jak taką dziewczynę z sąsiedztwa. No nie, teraz to siedzisz niechlujnie.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Pokaż, jak ty siedzisz.

ŁUCJA
No ja to jakoś tak. Ale jest też noc, więc to troszkę się różni, jak siedzę w dzień.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Podoba mi się. To nie będzie nieprawdziwe, jak będę siedzieć jak ty?

ŁUCJA
Może po prostu unikaj siedzenia, póki tu z nami jesteś.

 

7. SMUTEK HAŁDY

ADAM
Co ty tu robisz? Wypierdalaj.
Nikt cię tu nie chce. Mało szkód narobiłaś?

HAŁDA
Nie prosiłam się na ten świat. Pozwól mi coś powiedzieć.

ADAM
Ciebie tu nie ma. Nie nastąpiłaś, śnisz mi się.

HAŁDA
W śnię ci nie grożę. Nie pamiętasz, jak czułeś się bezpiecznie, kiedy do mnie przychodziłeś? Usiądź na mnie.

ADAM
Nie chcę.

HAŁDA
Chcę cię przeprosić.

ADAM
Wszystkich powinnaś.

HAŁDA
Jestem za stara na wszystkich, przekażesz im. Poza tym nikogo tu nie ma.

ADAM
Bo wszystko zniszczyłaś.

HAŁDA
Po pierwsze: przepraszam. A teraz: nie zniszczyłam. Jestem skutkiem ubocznym tego, że pewnego dnia, ktoś wpadł na pomysł, żeby kopać w ziemi.

ADAM
To są twoje przeprosiny?

HAŁDA
Słyszałam, że niektóre hałdy w ogóle nie przepraszają.

ADAM
Nie wszystkie mają tyle na sumieniu, co ty.

HAŁDA
Dobra, przeze mnie zamknęli wieś. Wielka mi rzecz.
Przecież i tak nikt nie chciał tu zostać.
Ile razy tu przychodziłeś, kiedy było ci smutno?
Ile razy mówiłeś do siebie, jaki to jesteś tu nieszczęśliwy
i jak bardzo chciałbyś żyć w mieście?
Wiesz co, też chciałam żyć gdzieś indziej.
Pod ziemią bym chciała, stamtąd pochodzę.
A przesiedlili mnie na wierzch.
Na ten mały kawałek ziemi.
Słyszałam, jak mówili:
Hej, dajmy jej trochę więcej miejsca.
Przesuńmy ją na Wigancice.
Tam będzie jej lepiej,
tam będzie miała dużo miejsca do bycia sobie hałdą.
Będzie sobie żyć, jak każda inna hałda w swoim przestrzennym rozpasaniu.
A my będziemy patrzeć dumnie, jak nam rośnie.
Pomyślałam sobie:
Nie wiem, jak daleko chcą mnie przesunąć, ale nigdy nie zwiedziałam Polski
Słyszałam, że to taki gościnny kraj
Z Czechami jest śmiesznie, bo ciągle żartują
Ale ja jestem już stara, potrzebuję poważniejszej relacji
Polska brzmi dumnie.
Polska brzmi jak kraj, w którym się nie żartuje.
Ale co najbardziej mnie ucieszyło to to,
że wreszcie ktoś spojrzał na mnie z troską,
a nie jak na jakiś nieużytek
wysypisko zużytych surowców, brudnych odpadów przemysłowych,
które jest tak głupie
albo tak zdesperowane,
że aby zwrócić na siebie uwagę, dokonuje samozapłonu.

ADAM
Jak to samozapłonu?

HAŁDA
Najpierw myślałam, że chcę ze swoich szczelin dać wam trochę ciepła.
Skoro już tu jestem, to na coś się przydam.

ADAM
Użytkiem chciałaś być.

HAŁDA
Chciałam zwrócić na siebie uwagę.
Tliłam się tak przez kilka miesięcy, a jednak nikt nie przychodził.

ADAM
Nie dziw się, to było zaraz po tym, jak pożarłaś Gabrysię.

HAŁDA
Dziewczyna nie umiała pływać. To nie moja wina.

ADAM
Twoja. To przez ciebie zginęła. Gdyby cię tu nie było, w tej wsi nie byłoby takich ofiar. Zapominasz, że przez ciebie wszystkie ryby w strumyku zdechły? Że przez ciebie chorują ludzie i zwierzęta? Jesteś wielką kupą odpadów, która jedyne co potrafi, to stać tu i użalać się nad sobą.
HAŁDA płacze.
Przestań.

HAŁDA
Czy nieużytek może czuć się jeszcze bardziej bezużyteczny?

ADAM
Trochę mi cię szkoda. Tylko trochę.

HAŁDA
Jestem taka smutna.

ADAM
Mogę spróbować powiedzieć ci coś miłego.

HAŁDA
Spróbuj.

ADAM
Może i siejesz tak duże spustoszenie, ale jesteś domem dla chronionych roślin. Takich jak ten storczyk.

HAŁDA
A jednak zrobiło mi się miło. Dziękuję. Mógłbyś powiedzieć coś jeszcze? Chyba przestaję się smucić.

ADAM
Z hałd można robić tłoczeń drogowy. Czyli drogi.

HAŁDA
Tłoczeń drogowy. Jak to pięknie brzmi. Miło by było stać się dla kogoś drogą. Na przykład drogą do domu. Myślisz, że mogłabym?

ADAM
Mogłabyś być drogą do mojego domu.

HAŁDA
A ty dobrze pamiętasz swoją drogę?

ADAM
Ostatnio trochę się gubię.

HAŁDA
Dawno, dawno temu znałeś ją bardzo dobrze. Teraz pamiętasz tylko fragmenty. I to te najprzyjemniejsze.

ADAM
Możesz jakoś tak mniej metaforycznie?

HAŁDA
Chodzi mi to, że sobie tę drogę idealizujesz. Nie pamiętasz już, że ona miała zakręty, czasem dość ostre. Czasem w ogóle była nie do przejścia.

ADAM
Tak działa pamięć.

HAŁDA
Wiem. Ale nie wrócisz do domu, jeśli nie przypomnisz sobie całej drogi.

8. NIECH BĘDZIE MIŁO

ŁUCJA
Pamiętam, że czekałam.
Czekałam.
Czekałam.
Składałam łabędzie i odliczałam dni.
Im dłużej na coś czekam, tym większe przychodzi rozczarowanie.
Przecież miało być tak wspaniale.
Adam, prawda, że miało być wspaniale?
W takich imprezach od zawsze było coś mrocznego.
Adam, chodź zatańczymy.
do Adama
Niech będzie miło.

MICHAŁ
Nie będę zajmował wiele czasu, bo nie po to tu przyszliście, żeby słuchać, jak ktoś gada ze sceny, ale żeby poczuć to, za czym wszyscy tak tęsknimy, czyli za byciem częścią wspólnoty. Spójrzcie wokół siebie. Wszyscy tutaj się znamy. Nawet jeśli nie rozpoznajemy twarzy, to gdzieś z tyłu głowy znamy wszystkie imiona, rozpoznajemy się po kształcie nosa, linii barków, rąk. Jeśli przyszliście tu dziś do nas, znaczy, że jesteście z Wigancic. Może ktoś z was też stracił dom. Może nie dosłownie. Nie będę zajmował wiele czasu. Już za chwilkę ruszą kolejne już w historii tej imprezy Wybory Miss i Mistera Wigancic. Zanim to jednak nastąpi, chciałbym zaprosić na scenę Elżbietę Jaworowicz.

ŁUCJA
Ela, chodź. Zobacz, jak jest miło.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Dobry wieczór. Przepraszam, zwykle nie mam takiej tremy. Nie wiedziałam, że będę musiała coś powiedzieć. Państwo siedzą. Może powinnam też usiąść. Albo nie, lepiej postoję. Jestem zaszczycona, że mogę tu przed wami stać. Proszę nie uznać tego za kokieterię. Kiedy przyjechałam tu po raz pierwszy, nie mogłam uwierzyć, że po tylu latach od likwidacji wsi, wciąż przyjeżdżacie na jej teren i w czynie społecznym kosicie trawy na swoich byłych podwórkach, siejecie kwietne łąki na posesjach nieżyjących sąsiadów, oczyszczacie drogę, a co roku spotykacie się i świętujecie pamięć swojego miejsca. Losy pojedynczych ludzi to jest zwierciadło historii współczesności naszego kraju. Odbija się w tym zwierciadle, poprzez indywidualne kłopoty, losy, cała nasza Polska. Cieszę się, że dziś mogę być częścią tego.

ŁUCJA
Teraz mówisz, że na kandydatów czekają trzy proste zadania.

MICHAŁ
Na wszystkich kandydatów czekają trzy proste zadania. Zadanie pierwsze: zaprezentuj swój ukryty talent. Elżbieto, proszę zacząć.

ELŻBIETA JAWOROWICZ pokazuje swój ukryty talent.

MICHAŁ
Wielkie brawa. Adam, dla Ciebie mam pytanie: jak wyobrażasz sobie Wigancice za pięćdziesiąt lat?

ŁUCJA
I wtedy powiedziałeś, jak będziesz organizował cotygodniowe pikniki.

MICHAŁ
Proszę o brawa dla kandydatki w kategorii Miss Wigancic: Elżbiety Jaworowicz. Dziękuję, proszę o brawa dla kandydata w kategorii Mister Wigancic: Adama. Dziękuję. Wyniki wydają się oczywiste. Gratulacje dla laureatów!

ADAM
Może minuta ciszy dla Basi?

MICHAŁ
Na koniec tradycyjnie uczcijmy minutą ciszy Miss Wigancic roku 1992, moją siostrę Basię.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Co się stało z Basią?

ŁUCJA
Nie drąż, Ela.
Dziś ma być miło.
Michał, teraz zapraszałeś wszystkich do tańca.

MICHAŁ
Zapraszam wszystkich do pierwszego tańca!

ELŻBIETA JAWOROWICZ
To ta, co nie umiała pływać?

MICHAŁ
Tańcz, Ela.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Przecież sobie ufamy. Czy nie?

ŁUCJA
Nie drąż, Ela.

ADAM
To nie jest jakaś tajemnica.
Niech jej opowie.
Gdzie jest twoja siostra, Michał?

MICHAŁ
Tutaj jesteś. I tu też jesteś. I tu jesteś. Widzę cię bardziej niż ten głupi syn lekarza.

ŁUCJA
A ja widziałam dobrze tego syna lekarza.

MICHAŁ
Syn lekarza, a tak strasznie głupi.
Ale kochałaś tę jego głupotę, co, Basia?
Tylko przez nią, przez tę głupotę, syn lekarza nie dostrzegał Basi. A Basia robiła wszystko, żeby być widzialna.

ŁUCJA
I w końcu stałam się widzialna.

MICHAŁ
Basia chodziła z synem lekarza do jednej klasy. Na walentynki wrzuciła do pudełka kartkę. Dla siebie. Z przodu miała napis:

ŁUCJA
You are my Valentine.

MICHAŁ
Nauczycielka rozdaje kartki, a ten głupi syn lekarza gapi się w okno.
Nie widzi, że Basia dostaje od kogoś walentynkę.
Basia w swojej miłości była jednak uparta. Kupiła rower.

ŁUCJA
Żeby móc zapytać syna lekarza o sposoby konserwacji hamulców.

MICHAŁ
Potem kupiła…

ŁUCJA
Tusz do rzęs. I szminkę. I pierwszy stanik, choć jeszcze nic tu nie miałam.

MICHAŁ
I w końcu syn lekarza Basię zobaczył. A jak zobaczył, to się zakochał. Chodzili ze sobą przez całą szkołę, a po szkole chodzili na te same studia, a po studiach wzięli ze sobą ślub i postanowili, że z Wigancic wyjadą. Do Stanów wyjadą. I tam będą żyli długo i szczęśliwie.

ADAM
To nie było tak.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Nie wyjechali?

ADAM
Zacznij jeszcze raz. Basia w swojej miłości była uparta. Kupiła rower.

MICHAŁ
Basia w swojej miłości była uparta. Kupiła rower.

ADAM
Żeby móc zapytać syna lekarza…

ŁUCJA
Żeby móc zapytać syna lekarza o sposoby konserwacji kół.

MICHAŁ
Potem kupiła tusz do rzęs.

ŁUCJA
I szminkę. I pierwszy stanik.

MICHAŁ
I nic. Głupi syn głupiego lekarza, a Basia tak głupio w nim akurat zakochana, co ją też ewidentnie ogłupiało, bo poszła na ten głupi, głupi dach i z niego głupio spadła. Na pręt płotu spadła. I ten pręt przebił głupio zakochane serce Basi.

ŁUCJA
Im dłużej na coś czekasz, tym większe przychodzi rozczarowanie.
A przecież miało być tak wspaniale.
Dlaczego to wyciągnąłeś, Adam?
Co za straszna myśl chodziła ci po głowie?

MICHAŁ
Zapraszam wszystkich do pierwszego tańca!

ŁUCJA
Zaraz powiesz, że chcesz się tu przeprowadzić.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Łucja?

ŁUCJA
Tak?

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Bardzo mi z wami dobrze tutaj. Chciałabym się tu przeprowadzić.

ADAM
Pamiętasz Marka?

ŁUCJA
Nie.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Jakiego Marka?

ADAM
Musisz pamiętać Marka. Siedziałem z nim w jednej ławce.

ŁUCJA
A to nie był Tomek?

ADAM
Nie, Marek. Ten, co w chabrowym garniturku szedł do komunii.
Ten, co przestał rosnąć.

ŁUCJA
Ten, co przestał rosnąć?

ADAM
To ten, co jego ojciec na wykopkach. No wiesz.
A wszystkie dzieci patrzyły.
I potem wizja lokalna.
Próbowali to odtworzyć.
Tata Marka podnosi motyczkę.
Uderza nią, tą ostrą częścią w środek jasnego czoła swojej żony.
Uderza jeszcze raz i jeszcze.
Marek patrzy na twarz matki i nie poznaje w niej matki.
Przestaje rosnąć.
Zabija się.
Chowają go w tym samym chabrowym garniturku.

ŁUCJA
Mieliśmy się bawić, Adam!
Ty masz swoją zabawę, tylko jeszcze nie rozumiem, na czym ona polega.
Ale nazwijmy ją jakoś, dobra?
No to na przykład: „Przeklęta Wieś”. Trafiłam?
Może spróbujemy się dołączyć?
Co ty na to, Michał?
Michał, może zawołasz Gabrysię.
Jutro wyjeżdżamy.
Pożegnałeś się z kolegami i koleżankami?

MICHAŁ
Nie chcę.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Zostaw go, jak nie chce.

ŁUCJA
Wypada się pożegnać.
Czy pożegnałeś się ze wszystkimi, synku?

MICHAŁ
Tak.
Chyba tak.
Jeszcze z Gabrysią, ale z nią się trochę boję.

ŁUCJA
Daj jej coś na pożegnanie.

MICHAŁ
Co mam jej dać?
Kwiatka?
Ulubioną zabawkę?
Lubiła bawić się moim modelem samolotu z serii Super Flying Model,
może mogę dać jej jakąś część, nie wiem, zapasowe śmigiełko.
Wybiegam z domu.

ŁUCJA
Dziecko, nie biegaj, czemu ty tak ciągle biegasz.

MICHAŁ
Na drodze spotykam chłopaków,
Śmieją się ze mnie, bo jak biegnę, to skacze mi brzuch.
Jestem u progu jej domu.
Poprawiam włosy.
Sprawdzam swoje odbicie w okienku w drzwiach.
Czy tak powinien wyglądać ktoś,
kiedy żegna się z kimś na zawsze?
Może powinienem nałożyć żel na włosy.
Chcę jej coś powiedzieć, ale nie znam jeszcze tylu słów.
Jak się pożegnać na zawsze, kiedy ma się tylko dziesięć lat?
Zamykam oczy. Mówię:
Wyjeżdżamy. Będę tęsknić. A to śmigiełko dla ciebie.
Gabrysi nie ma w domu. Jest jej tata.
Dopiero teraz czuję, jak pod moimi pachami rozlewają się
olbrzymie śmierdzące plamy potu.
Wyglądają jak kontynenty, które widziałem w atlasie.
Myślę.
Plusy: nie widziała mnie bez żelu na włosach.
Minusy: na łożu śmierci będę żałował, że się nie pożegnałem.
Łamię się.
Pytam jej ojca: gdzie jest Gabrysia?
Czy on patrzy na mój brzuch, czy tylko mi się wydaje?
Wybiegam.
Wiem dokładnie, gdzie jest.
Słyszę dziewczęce krzyki.
Staję na górze hałdy.
W wielkiej dziurze jest woda.
Woda jest mętna od węgla. Przypomina czarny gęsty budyń.
Chciałem się pożegnać.
Gabrysi nie ma, utonęła.
Z ręki wypada mi do wody białe zapasowe śmigiełko.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Wystarczy!
Ja już mam dość tej waszej formy przeszłej!
Ciągle gadacie o tym, co było.
Szukacie jakiejś logiki w tym, co tu się stało,
jakiejś klątwy, którą możecie dziś zdjąć
tym wywoływaniem duchów,
ale tu nie ma ani logiki ani klątwy.
Ja jestem ze świata faktów,
a wy próbujecie tu dowieść, że istnieją
jakieś nadprzyrodzone siły.
To wszystko mogło się dziać w każdej innej wsi,
nie tylko tej, którą zamknęła kopalnia.

ŁUCJA
Ela, możesz usiąść. Przerosły cię te nasze historie.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Nie chcę siadać. I nic mnie nie przerosło.
Kiedy odbudujecie to miejsce?
Bo ja mam wrażenie, że to jest ostatnia rzecz, o której myślicie.
Bo co, jeśli zamieszkacie tu znowu
i nie będzie tak sielsko, tak miło i tak rodzinnie, jak było kiedyś?
Co jeśli tę waszą wspólnotę łączy tylko trauma, którą tak pielęgnujecie,
i brak, któremu się kłaniacie?

Cisza.

ADAM
A kiedy Elżbieta w patetycznym – nawet jak na siebie – wybuchu,
w którym pierwszy raz w swoim zawodowym i prywatnym życiu
była tak blisko czegoś,
co nazywamy prawdą,
wyszedłem z siebie i stanąłem obok.
I wtedy zacząłem płakać.
Płakałem rzewnymi łzami, na które czekałem
i których się wstydziłem.
Dopiero, gdy wyszedłem z siebie,
Dopiero, gdy swoją osobą przypominałem jeden wielki nieużytek, zacząłem sobie wybaczać.
Zobaczyłem noc i koparkę i błoto i światło czołówki,
Które pokazywało mi, jak burzyć wieś
Pod stopą poczułem pedał gazu,
który mógł mi powiedzieć:
„lepiej, żebyś zrobił to ty, niż ktoś obcy”
Ale pedał gazu nic mi wtedy nie powiedział,
bo pedał gazu nie mówi.
Więc teraz stoję tu obok
I sam sobie wybaczam.
I trochę się dziwię, czemu właśnie teraz.
Może próbowałem już naprawdę wszystkiego,
ale płakać przy innych to jeszcze nigdy nie.

9. LIST PETERA

ŁUCJA
Droga Łucjo,
piszę do ciebie ten list,
ponieważ zrozumiałem,
że byłaś moją jedyną miłością.
Nigdy się do mnie nie odezwałaś.
A ja przecież dla ciebie
zatrzymałem tę hałdę.
Pamiętasz?
Kiedyś mówiłaś, że czujesz,
Że do twojego domu zbliża się
czarna gęsta maź.
Albo to był czarny gęsty budyń?
Czy teraz też czujesz, że ten czarny gęsty budyń ci zagraża?
Bo jeśli tak,
to przenieś się do mnie.
Słyszałem, że waszej wsi zaraz nie będzie,
Że w waszym kraju nie ma już pstrągów ani innych ryb w rzekach
i że w ogóle coraz więcej rzeczy wam odbierają w waszym kraju.
A w naszym dużo dają.
W naszym wszyscy mają poczucie humoru
Czy w waszym też wszyscy mają poczucie humoru?
Ostatnio nauczyłem się składać łabędzie z papieru
Na odwrocie listu narysowałem ci prosty schemat,
jak takiego łabędzia złożyć.
Nothing compares to you, Łucja
Miluji tě
Váš Peter.

I co ja mam teraz zrobić?

GŁOS MAMY
Łucja, nie możesz spotykać się z tym chłopcem.

ŁUCJA
Granicy już nie ma. Strażników też nie.

GŁOS MAMY
Znajdź sobie polskiego chłopca. Z Polski, mówiącego po polsku.

ŁUCJA
Mamo, chcesz, żebym została w domu?
Ale ja nigdzie nie muszę wyjeżdżać, mamo.
Wystarczy, że zrobię kilka kroków i już jestem w innym kraju.
Jeden.
Spakowałam kilogram jabłek, schowałam do worka, nabiłam na patyk. Starczy na całą podróż tam i z powrotem, jeśli będzie z powrotem.
Dwa.
Obracam się, żeby spojrzeć na dom.
Trzy.
Gdzie jest dokładnie ten moment, kiedy nie jestem już w Polsce, a jestem już w Czechach?
Cztery.
Dom jest tam, gdzie rodzina twoja. Jakoś tak mówiłaś. Ale która rodzina? Ta stara, czy ta nowa?
Pięć.
Wyobraź to sobie, mamo.
Wieś Petera to Visnowa.
Wygląda tak samo, jak nasza.
Domy wyglądają zupełnie jak nasze, polskie.
Mieszkam w takim domu.
Mówię w nim po czesku do mojego czeskiego męża, mówię o wywiadówce w czeskiej szkole, gdzie chodzą nasze czeskie dzieci: Kateřina i Pavel.
W szkole nauczyciel nie maluje dziewczynkom nosów na czerwono.
Dzieci nie bawią się na hałdzie.
Bawią się w piaskownicy.
Ja też się świetnie bawię, bo z jakichś powodów język czeski wciąż po latach mnie bawi.
Kiedy mówię do sprzedawczyni w sklepie: poproszę jajka i mąkę – śmieję się.
Kiedy mówię do Pavla, żeby nie dokuczał siostrze – śmieję się.
Kiedy w nocy Peter zaczyna mnie dotykać, kiedy mówi do mnie cichym, ale tak cholernie pewnym siebie głosem – śmieję się.
Widzisz, jestem tu szczęśliwa, mamo.
Tu jest lepsze życie.
Nie miałaś racji.
I tylko czasem, jak patrzę na tę bliznę na nodze, to sobie myślę, tak po polsku już sobie myślę, czyli smutniej, że dawno nie byłam w domu.

GŁOS MAMY
Namawiałam cię na wyjazd, kiedy dostałaś od niego list.

ŁUCJA
Tego już nie pamiętam.

GŁOS MAMY
A ty wtedy powiedziałaś, że idziesz sobie na hałdę. Że stamtąd wszystko lepiej widać.

ŁUCJA
Nigdzie indziej nie mieli takiej hałdy.

 

10. EPILOG albo ODBUDOWA

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Z perspektywy gorącego jacuzzi w centrum odnowy biologicznej można zapomnieć, jak wiele trudu człowiek musiał przejść, by w końcu odpocząć.

ŁUCJA
Ela, ty to się raczej nie przepracowywałaś.

MICHAŁ
Każdy dołożył coś od siebie. Adam, twój projekt był doskonały.
Spójrzcie.

ŁUCJA
Jest piękna.

ADAM
Wygląda zupełnie jak kiedyś.
Naprawdę piękna polska wieś.

MICHAŁ
Mój dom też wygląda tak samo. Jakby zawsze tu stał.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Dotknijcie drogi. To asfalt z dodatkiem gumy pochodzącej ze zużytych opon. Bardzo ekologiczne rozwiązanie.

ADAM
Czujecie ten zapach?

ŁUCJA
Nie.

MICHAŁ
Też nie.

ADAM
Czy to nie cudowne, że nie ma tu żadnego zapachu?

ŁUCJA
Przejdźmy do centrum.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Zaplanowano go w duchu współczesnej urbanistyki i architektury, jak i z odniesieniem do bogatego kontekstu historycznego i kulturowego tego miejsca.

MICHAŁ
Architektura budynków mieszkalnych stanowi współczesną interpretację charakterystycznych dla tego regionu domów przysłupowych.

ŁUCJA
A to wszystko bardzo funkcjonalne i bardzo estetyczne.

ELŻBIETA JAWOROWICZ
Nie ma bardziej funkcjonalnego i bardziej estetycznego miejsca w całym kraju.

ADAM
Gdyby tylko cały kraj był tak funkcjonalny i estetyczny jak nasza wieś.

MICHAŁ
A tu stoi muzeum „odrodzenia” będące alegorią odbudowy wsi, ale przede wszystkim odbudowy naszej wspólnoty.

ADAM
Ale naszej wspólnoty nie trzeba było odbudowywać.

ŁUCJA
Nie trzeba było. Wspólnota ciągle trwała.

 

*Tekst w reżyserii Pameli Leończyk miał premierę 18 marca 2023 w Teatrze Powszechnym im. Zygmunta Hübnera w Warszawie. Spektakl powstał we współpracy z Festiwalem Nowe Epifanie jako efekt Laboratorium Nowych Epifanii.

Jeszcze więcej treści!

NIE PRZEGAP ŻADNEGO NUMERU

Cena: / rok