W interpretacji Cymermana przemoc dyktująca życie bohaterów nie jest mistyczną, pierwotną siłą, która ustanawia porządek świata – przeciwnie, bierze się z konkretnych źródeł.
Lato w Nowym Orleanie jest okrutnie upalne. Dni mijają leniwie, mieszkańcy domu przy ulicy Pola Elizejskie tkwią w stagnacji. Zaduchu nie da się wytrzymać, ciała lepią się od potu. Powietrze wprawia w ruch jedynie energiczne trzaskanie drzwiami. Stanley Kowalski (Jakub Mielewczyk) wychodzi na kręgle z kolegami, na pożegnanie obrzucając mięsem swoją żonę, Stellę (Julia Wojnowska). Nastrój jest jakoś dziwnie sielankowy. Aż prosi się o przerwanie. Wkrótce nadjedzie tramwaj, zwany pożądaniem. Z niego wysiądzie Blanche (Katarzyna Pałka), dystyngowana kobieta, która straciła już niemal wszystko. W ostatniej premierze Teatru Nowego w Słupsku reżyser Tomasz Cymerman sięga po klasyczny tekst Tennessee Williamsa, wydobywając z niego napięcia zatopione w oparach alkoholu.
Akcja rozgrywa się w mieszkaniu Stelli i Stanleya. Mimo że przestrzeń sceny jest obszerna, czuć ciasnotę i uwięzienie. Wielopoziomowa scenografia (Marta Śniosek-Masacz) sygnalizuje rozwarstwienie relacji między bohaterami, grając z estetyką kultury klasy robotniczej świetnie oddaje klimat spektaklu. Pod rampą piętrzy się stos wyświechtanych materacy, na proscenium ustawiono stół do grania w karty. W ostrym, chłodnym świetle szaro-beżowy wystrój wygląda nieco obskurnie. Do tego środowiska trafia Blanche, siostra Stelli. Nalewa sobie drinka z karafki stojącej na barku. Stella wraca do mieszkania. Od wejścia Blanche zarzuca ją tokiem słów, krytykując jej wygląd, warunki w których mieszka i decyzje, które podjęła. Zeruje drinka. Dopiero po tym serdecznie wita się z siostrą. Stella zachowuje spokój, najwyraźniej przywykła do mieszanki miłości i okrutności. Szklanka Blanche znowu się napełnia. Rodzinna plantacja upadła, trzeba było ją sprzedać. Blanche sama zajmowała się dorobkiem, kolejnymi chorobami i zgonami bliskich. To chyba nie będzie problem, jeśli zatrzyma się tu na chwilę, aż wszystko sobie poukłada?
W związku z premierą „Tramwaju…” Teatr Nowy w Słupsku włączył się w kampanię społeczną „Przeżywaj świadomie”. Według statystyk, w Polsce z alkoholizmem bądź niebezpieczeństwami związanymi ze spożywaniem alkoholu zmaga się 4 do 5 milionów osób[1]. W samym środowisku teatralnym zauważa się niepokojące zachowania związane z kulturą wokół alkoholu. Używki wpisują się w szerszy problem przemocy i nadużyć w teatrze[2]. Sam Tennessee Williams zmagał się z poważnym alkoholizmem. Oglądając spektakl łatwo dostrzec jak bardzo temat choroby alkoholowej został tu wyeksponowany. Zdecydowanie wpływa na odbiór i psychologiczny rys postaci. Alkohol przestaje być tylko rekwizytem a staje się narzędziem narracyjnym.
Pierwsze spotkanie Blanche i Stanleya przesycają napięcia. Stanley zakłada, że w oczach Blanche jest chamem i prostakiem, nędznym Polakiem, robotnikiem nie wartym jej siostry, dziedziczki plantacji. Kompleksy na tle pochodzenia i klasy społecznej wrzucają go w spiralę frustracji – chcąc walczyć o swoją godność i sprawczość, staje się dokładnie taki, jakim nie chce być postrzegany. Siedząc w trójkę przy jednym stole bohaterowie wyglądają nienaturalnie. Stanley ubrany jest w starte dżinsy i żonobijkę – biały podkoszulek kojarzony w popkulturze z figurami przemocowych mężczyzn. Sukienki Stelli i Blanche – czerpiące z estetyki kina lat 50. stroje (za świetnie dobrane kostiumy odpowiada Lila Dziedzic) wyglądają jakoś zbyt elegancko, zwiewnie i kobieco w tej dusznej norze. Warstwa połyskującej organzy wzmacnia poczucie sztuczności. Ciasno zaciśnięty gorset Blanche spina w ryzach nie tylko jej ciało, ale wszystko co ma w swoim wnętrzu. Jakby sznurkami chciała związać rozpadające się na kawałki życie, emocje wylewające się z pęknięć fasady kobiety z dobrego domu.
[1] Raport Instytutu Zdrowia Akademii Polonijnej w Częstochowie, 2024, za: Polska Agencja Prasowa.
[2] „Alkohol w polskim teatrze. Raport z badań”, dr Bogna Kietlińska-Radwańska (Uniwersytet Warszawski), dr Monika Kwaśniewska-Mikuła (Uniwersytet Jagielloński), dr Katarzyna Waligóra (Uniwersytet Jagielloński), pub. Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego, 2025.
Wieczorem Stanley gra w karty z kolegami – Mitchem (Wojciech Marcinkowski), Pablem (Krzysztof Kluzik) i Stevem (Igor Chmielnik), partnerem gospodyni Eunice (Anna Grochowska). Z każdą przegraną staje się bardziej agresywny. Kolejne rozdanie, kolejne krzyki, kolejne butelki piwa. Do salonu wpada Blanche, podpierana przez Stellę. Zakończyły właśnie swój spacer od baru do baru, od kieliszka do drinka. Blanche włącza radio, z którego wydobywają się tony rumby. To rozjusza Stanleya jeszcze bardziej. Mielewczyk gra swojego bohatera bardzo przekonująco. Jego chamstwo i arogancja nie są powierzchowne, to na nich Stanley polega, żeby wyprzeć swoje kompleksy. Nie jest po prostu agresywny. Kiedy jest spokojny i czuły jest tak samo przerażający jak wtedy, kiedy wybucha gniewem – werbalnie i fizycznie. Interpretacja Mielewczyka jest jak najbardziej trafna, aktor dobrze wyczuwa i kreuje napięcia, budując realistyczny portret psychologiczny postaci.
Konwersacja Mitcha i Blanche w przedsionku to jedyny moment wytchnienia. Niedługi, bo przerwany rykami Stanley’a, który każe Mitchowi wracać do gry. Mitch jest inny niż pozostali. Chmielnik ogrywa nieśmiałość i słabość swojego bohatera w sposób czarujący. Delikatny i szarmancki, jako jedyny traktuje Blanche jako osobę, a nie jako problem. Coś zaiskrzyło, niezręcznie, ale wyraźnie. Sprzężenie napięcia między rozbawieniem Blanche a gniewem Stanley’a sięga zenitu. Scena pogrąża się w chaosie. Jazgot w przestrzeni dźwiękowej jest nie do zniesienia, muzyka, śmiechy i krzyki mieszają się ze sobą. Nie sądzę, żeby wywołanie przebodźcowania u widzów było zamierzone, kumulacja jest zbyt gwałtowna. Stella próbuje wyprosić towarzystwo z mieszkania. Rozwścieczony Stanley rzuca się na nią. Bije ją brutalnie, nie zważając na jej ciążę. Wrzawa pijackiej burdy cichnie. Pozostaje uczucie otępienia i ogłuszenia.
Eunice i Steve funkcjonują jako metakomentatorzy. Zawsze podsłuchują i podglądają. W kilku momentach schodzą ze sceny i pojawiają się na projekcji. W swoim własnym mieszkaniu – pomieszczeniu z bluescreenem – z bezpiecznego dystansu obserwują starcia między Stanleyem, Stellą i Blanche. Komentują wszystko co dzieje się u sąsiadów, jakby oglądali patostream. W swoim wojeryzmie nie są jednak ani anonimowi ani bierni: Stanley krzyczy na nich każąc im się uciszyć, jest więc świadomy bycia obserwowanym; Eunice i Steve reagują, kiedy sytuacja wymyka się spod kontroli – gdzie jednak stawiają granicę, ile przemocy mogą komfortowo obserwować? Ich rola w spektaklu jest intrygująca. Grają jak postaci w sitcomie, kontrastując z klasycznym, dramatycznym ujęciem pozostałych scen; ich relacja, chociaż nie pozbawiona wad, przeciwstawia się dysfunkcyjnemu związkowi Stelli i Stanleya. Ich działania, ponad samą akcją, sugerują szerszy kontekst społeczny spektaklu.
Blanche w poruszającej interpretacji aktorskiej Pałki nie jest kolejną kliszą femme fatale, a pełną pęknięć postacią. Jest drażliwa, irytująca, oschła i zbyt kokieteryjna. Nieustannie performuje swój status pochodzenia z wyższej klasy. Gesty zdradzają warsztat stojący za utrzymaniem tej persony. Pod wpływem alkoholu chwieje się, ale nie staje się karykaturalna. Emocjonalne i psychiczne rozedrganie Blanche łatwo można ograć neurotycznością w ruchach – spięciem, rozdrażnieniem czy tikami – Pałka kieruje się jednak wrażliwością wobec swojej postaci, gra naturalnie nie imitując przesadnie stanów psychotycznych. Przecież Blanche zasługuje na empatię i miłość, chociaż nie powinniśmy usprawiedliwiać jej błędów.
Stella w zaawansowanej ciąży jest uwięziona między usługiwaniem siostrze a mężowi. Przypadkiem upuszcza łyżeczkę. Olbrzymi brzuch uniemożliwia jej schylenie się. Sekwencję akrobacji, które wykonuje na rampie próbując dosięgnąć łyżki przerywają kolejne żądania: podaj ręcznik, zastanów się nad tym, co Blanche zrobiła z majątkiem. Wojnowska z humorem rozpracowuje ciężar oczekiwań, jakie padają na kobiety w patriarchalnych relacjach. Stelli w jej ujęciu nie można zarzucić bierności – jest ofiarą przemocy domowej. Podejmując decyzję, by, nieważne, co przyniesie przyszłość, zostać przy mężu, nie kieruje się naiwnością i miłością, a świadomością, że nie ma innego wyjścia – i w tym jej postać jest tak tragiczna.
Blanche, sama w mieszkaniu, upija się. Stanley wraca ze szpitala, w którym Stella zostaje na czas porodu. Konfrontuje się z Blanche. Zaciąga ją na „randkę, na którą czekali od samego początku”. Aktorzy wbiegają za kulisy, dalszą akcję obserwujemy na projekcji. Na scenie Anna Grochowska śpiewa pacyfistyczną piosenkę. Jej klarowny głos miesza się z przepełnionymi bólem jękami zza kulis. Pałka trzyma kamerą, kieruje ją na twarz Mielewczyka. Po dopełnieniu akcji aktorzy pomagają sobie wstać, obejmują się i przechodzą przez korytarz za sceną. Po drodze mijają ekipę teatru, która nagradza ich brawami. Czuć opadające napięcie. Zarówno widzowie, jak i aktorzy mają teraz chwilę na odetchnięcie po wyczerpującej psychicznie scenie. Zabieg wyłączenia aktorów ze swoich ról w tym momencie jest niezwykle ciekawy. Nie ma tu miejsca na fetyszyzującą reprodukcję przemocy na ciele kobiety. Uwaga skupia się na brutalności agresora. Odgrywając gwałt za kulisami, a nie na scenie, unika się estetyzacji cierpienia – nie ma scenografii, światła, kostiumów; obserwujemy tylko aktorski warsztat.
W finale Blanche siedzi przed toaletką, odwrócona tyłem do widowni. Jej odbicie w trzech lustrach zdradza emocjonalne rozłamanie. Czeka aż przyjedzie po nią Shep Huntleigh, jej dawny adorator, wysłał przecież telegram z zaproszeniem na rejs po Morzu Karaibskim. Stella z dystansu przytakuje na urojenia siostry. Tym, kto faktycznie ma przyjechać po Blanche jest lekarz z zakładu psychiatrycznego. Stanley, Pablo, Mitch i Steve grają przy stole w karty. Atmosfera jest gęsta. Pozbycie się problemu jest jedynym sposobem na przywrócenie statusu quo – by nie trzeba było podejmować niemożliwych decyzji. Normalności jednak nigdy nie będzie. Są tylko ciągła wątpliwość, skrywany żal, wybuchy gniewu i kolejne drinki rozlewane do szklanek.
W interpretacji Cymermana przemoc dyktująca życie bohaterów nie jest mistyczną, pierwotną siłą, która ustanawia porządek świata – przeciwnie, bierze się z konkretnych źródeł. Stanley i Blanche niemal nieustannie są na rauszu. Alkohol, który przelewa się na drugim planie tysięcy fikcyjnych i realnych historii, zalewa słupską scenę. Cymerman z uważnością wskazuje na skalę problemu, udaje mu się przy tym uniknąć moralizatorskich tonów i formy fetyszyzującej patologie społeczne. Mam jednak wątpliwość, czy to co jest największą siłą spektaklu – aktorstwo (szczególnie wyróżnia się fantastyczna rola Pałki) i estetycznie atrakcyjna warstwa wizualna – nie jest też tym, co zakłóca jego przekaz. Cała siła wiążąca się z ujawnianiem marginalizowanych tematów zamyka się w ciasnej ramie inscenizacji dramatu. Skupiamy się na kolejnych scenach i relacjach między bohaterami ujętych w dość konwencjonalny sposób. Dlatego szczególnie doceniam momenty wybicia się z tej ramy – interakcje Eunice i Steve’a na bluescreenie i odegranie sceny gwałtu za kulisami (zaangażowanie w proces koordynatorki intymności było tutaj bardzo dobrym kierunkiem). Mimo drobnych potknięć (jak odczuwalny czasem brak wyczucia w balansowaniu humoru i drastycznych scen) konwencja proponowana przez reżysera jest spójna i ciekawa. Sam spektakl uważam za bardzo wartościowy.
Przyjrzenie się tekstowi Williamsa kluczem alkoholizmu jest na pewno interesującym tropem. Bez ingerencji w tekst ani bez upraszczających treści, udaje się opowiedzieć o kondycji naszego społeczeństwa. Czy klasyka – chociaż wystawiana we współczesnej optyce to jednak w całkiem klasycznej formie – ma jakąś sprawczość? To chyba szersze pytanie o to, czy możemy w teatrze realnie oddziaływać na rzeczywistość. Chociaż ta estetyczna i świetnie zagrana forma teatralna nie udaje, że jest zaangażowanym projektem aktywistycznym, to włączenie się Teatru Nowego w kampanię społeczną jest ważnym krokiem. „Tramwaj zwany pożądaniem” Cymermana traktuję jako ćwiczenie z uważności i uwrażliwienia na niezwykle ważny problem społeczny.
Julia Musiał
