Recenzje

Nowa Norymberga. Na razie w teatrze

| 10 minut czytania | 880 odsłon

W rocznicę agresji na Ukrainę dostaliśmy pierwszą wojenną satyrę. Sasza Denisowa dokonuje pokazowej chłosty na sprawcach koszmaru, który rozpętał się za wschodnią granicą. I nie, nie jest zabawnie. Jest celnie, okrutnie, bezlitośnie

„Haga” trafiła w swój czas nie tylko datą premiery, która rozpoczyna kolejny rok wojny. Oto sceniczny proces, w którym przed Trybunałem Europejskim stają Putin, Kadyrow, Szojgu i inni, o których za chwilę, odbywa się w momencie, kiedy w rzeczywistej Hadze powstaje trybunał, który ma osądzić kierownictwo polityczne Rosji za zbrodnię agresji na Ukrainę. W trakcie pisania tej recenzji Międzynarodowy Trybunał Karny wydał nakaz aresztowania Putina, oskarżając go o zbrodnie wojenne, ze szczególnym uwzględnieniem uprowadzenia i wywiezienia ukraińskich dzieci w głąb Rosji. A to dopiero początek – można spodziewać się kolejnych nakazów, obejmujących również rosyjskich propagandzistów, nakręcających wojenną machinę. Na pytanie, kiedy rosyjski przywódca realnie stanie przed trybunałem, nikt dziś nie jest w stanie udzielić jasnej odpowiedzi – Federacja Rosyjska nie uznaje jurysdykcji MTK. Ale media donoszą o panice w Moskwie, co wskazywałoby, że decyzja nie przeszła bez echa. Zanim jednak sprawiedliwości stanie się zadość, musimy zadowolić się teatralnym osądem.

Dokonuje go wraz z zespołem poznańskiego Polskiego Sasza Denisowa, dramaturżka i reżyserka, która rosyjską mentalność miała szansę poznać aż nadto dobrze – jest Ukrainką, ale przed wybuchem wojny teatrem zajmowała się głównie w Rosji. Kiedy nastąpił atak na Ukrainę, niemal natychmiast okazała się tam persona non grata. Jej spektakl tuż po premierze zszedł z afisza, a ona sama musiała w pośpiechu opuścić kraj, w którym przez kilka lat mieszkała i pracowała.

„Haga” jest przykładem odwetu, jaki na zbrodniarzach wojennych mogą wziąć artyści. Jak przebiega ów proces w poznańskim Polskim? Jak w amerykańskim dramacie sądowym, są tu prokuratorka (Katarzyna Pilichowska) i adwokat (James Malcolm), oboje piękni i fachowi, najlepsi z najlepszych, choć coraz bardziej zmęczeni skomplikowanym i dłużącym się postępowaniem. Role sędziów pełni publiczność, ale prawdziwą oskarżycielką i sprawozdawczynią sądową zarazem jest ukraińska dziewczynka (występująca gościnnie na scenie Polskiego Anna Springer), która staje się tu reprezentantką tysięcy dzieci, oderwanych od rodzin, poddanych próbie wykorzenienia, wywiezionych z ojczyzny. Szybko staje się jasne, że cały proces odbywa się tak naprawdę w jej wyobraźni, już po kolejnym ataku bombowym, który zabił jej mamę, kiedy wyszła na podwórze, żeby na prymitywnym palenisku zagotować śnieg na herbatę.

Perspektywa dziecka sprawia, że galeria wojennych zbrodniarzy nie wyrasta powyżej poziomu kreskówkowych potworów, które nie są w stanie nikogo przestraszyć, nawet jeśli zaserwować je w dobranocce tuż przed snem. Powoduje, że w sprawcach widzimy nie uosobienie absolutnego zła, ale ludzi rozpaczliwie przeciętnych, żałosnych i śmiesznych. Trzeba też być małą dziewczynką, żeby na przekór koszmarowi, który rozgrywa się wokół, mieć w sobie niezachwianą pewność, że przyjdzie moment, kiedy winni zostaną przykładnie ukarani – tak jak to się dzieje w finale każdej, nawet najbardziej mrocznej baśni.

Temu, żebyśmy ani przez chwilę nie zapomnieli, gdzie tak naprawdę rozgrywa się proces, sprzyja scenografia Konrada Hetla, dzięki której teatralna „Haga” stała się tak naprawdę szkolną klasą, w której schroniła się bohaterka. Jesteśmy gdzieś w Mariupolu, Buczy lub Kijowie, w szkole na czas oblężenia zamienionej w magazyn broni i apteczek. Klasa pozostaje jednak szkolną salą, co pełni też dodatkową funkcję – oskarżeni, usadzeni w ławkach zostają już na starcie sprowadzeni do roli niesfornych uczniów, drżących na myśl o uwadze wpisanej do dziennika czy kiepskiej ocenie na semestr. Zostają po Gombrowiczowsku upupieni i pozbawieni wpływu na własny los – można sobie z łatwością wyobrazić, że tak właśnie mogłoby wyglądać dożywotnie więzienie dla rosyjskiej wierchuszki, w którym jej przedstawiciele odrabiają w nieskończoność lekcje demokracji i praw człowieka.

Szojgu, Matwijenko, Simonjan, Prigożyn, Patruszew, Surowikin, Surkow, Kowalczuk  – te nazwiska prawdopodobnie znają dobrze ofiary rosyjskiej agresji. Trzeba się jednak liczyć z tym, że nie zna ich każdy polski teatralny widz, więc na dzień dobry czeka nas przydługa prezentacja, towarzysząca pojawianiu się kolejnych postaci. Do pewnego stopnia niezbędna, ale i sugerująca, że i my przyszliśmy tu, żeby odebrać rodzaj lekcji. Zaraz potem jednak akcja nabiera tempa, a konwencje zmieniają się jak w komputerowej grze – od sądowego dramatu przez sądowy romans, satyrę, komedię, kabaret, mroczną baśń z nieuchronnym morałem, balet, aż po surrealną podróż do przeszłości w finale.

Oskarżeni knują, kombinują, próbują zawierać sojusze, które pozostając na poziomie kruchych deklaracji, sypią się, zanim zostaną na dobre uzgodnione. Do znudzenia swoje najbardziej idiotyczne teorie spiskowe powtarza Nikołaj Patruszew (Michał Kaleta), bliski współpracownik Putina i dyrektor Federalnej Służby Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej – o imperialnych zapędach Brytyjczyków i dzikich gęsiach wykorzystywanych jako broń biologiczna, przenoszących przez granicę groźne dla Rosjan zarazki. Władisław Surkow (Paweł Siwiak), dawny ideolog Putina, twórca pojęcia „rosyjski mir” radzi przywódcy, żeby wziął winy na siebie – dzięki temu Rosja pokocha go jeszcze bardziej. Oligarcha Jurij Kowalczuk (Andrzej Szubski), śpiewając Okudżawę żegna się z życiem i z mitem wielkiej Rosji. Walentina Matwijenko (Kornelia Trawkowska), przewodnicząca Rady Federacji Federalnego Zgromadzenia Federacji Rosyjskiej, która podpisała akt agresji na Ukrainę, wciąż ukradkiem popija, zamartwiając się przede wszystkim o własny tyłek. Nie ona jedna – Siergiej Szojgu (Mariusz Adamski), minister obrony Federacji Rosyjskiej, próbuje wykpić się mongolskimi korzeniami; twierdzi, że od początku czuł się przedstawicielem uciskanej przez Rosjan mniejszości. Margarita Simonjan (Monika Roszko), prezenterka rządowej telewizji, jedna z najważniejszych twarzy rządowej propagandy, broni się z kolei, dowodząc, że była przez władze terroryzowana. A tego, o czym myśli Putin, nie wie nikt – w kreacji Barbary Krasińskiej pozostaje przede wszystkim tym, co chcą w nim widzieć i czego wciąż boją się pozostali – uosobieniem Matki Rosji, „wielkiej, strasznej, niedorzecznej i zacofanej”, widmem nawiedzającym w snach swoich podwładnych.

Obok oficjeli, na ławie oskarżonych pojawia się też zwykły żołnierz (Denis Kudijenko) – ten, który nie miał pojęcia, dokąd i po co został wysłany. Który głęboko współczuł najeżdżanym Ukraińcom. Który szanował ich własność. I jeśli zabrał z opuszczonych domów cokolwiek, to tylko produkty pierwszej potrzeby – ot, tyle, byleby tylko przetrwać. I jeszcze adidasy dla żony. I rower dla synka. No, i jakby trafił się komputer, też by go wziął.

Denisowa, z pomocą autora kostiumów Jana Kozikowskiego i choreografa Konstantina Czełkajewa przygotowała dla aktorów proste i czytelne formy, na które składają się też gesty, nerwowe tiki, problemy z wymową, uparte wtrącenia. Tu – poza drobnymi wyjątkami – nie ma przestrzeni i potrzeby pogłębiania rysunku postaci. Jest forma o jasno zarysowanych granicach, którą aktorzy Polskiego wypełniają perfekcyjnym rysunkiem, posługując się grubą, ostrą kreską. Nie ma subtelności – dostajemy galerię typów zbrodniarzy. A niezależnie od kostiumu – czy będzie to garnitur, bonżurka, mundur, skórzana kurtka czy garsonka – poza Kremlowskim panteonem traci  moc bajkowej zbroi. Bo każda z tych postaci nie tyle rozwija się, co zwija, tak jakby na naszych oczach rozsypywała się w pył. Na formie pojawiają się kolejne rysy – aktorzy robią wszystko, żeby pokazać rozpad groźnie na starcie wyglądający zbrodniarzy, pełnych buty i pewności siebie, odsłaniając ich słabość i strach.

Zderzając ze sobą perspektywy – wojskowych dowódców, ideologów państwowości, polityków, przedstawicieli intelektualnych elit, propagandystów i wykonujących ich rozkazy żołnierzy Denisowa przewiduje i celnie wskazuje ryzyko, z jakim będzie musiał się mierzyć haski trybunał – rozmywania, rozpływania się odpowiedzialności. Jest zbrodnia, ale gdzie podziała się wina? Nie chodzi przecież o oczywistość – o to, że żaden z bohaterów nie chce jej wziąć na siebie. Chodzi o to, że na siły działające na palec opierający się na przycisku wystrzeliwującym rakietę w kierunku kamienicy, w której mała ukraińska dziewczynka mieszka z mamą, tatą i dziadkiem, składa się wiele czynników – ktoś wydał rozkaz, ale w ramach jakiego aktu prawnego? Kto go podpisał? Komu podlegał? Kto w tej sprawie skłamał? 

Spektakl Denisowej, mimo czytelnych odwołań do tradycji satyry wojennej, pełni jednak nieco inną funkcję – pozwala nie tyle odreagować wojenny koszmar poprzez śmiech, który, co trzeba przyznać, na widowni rozlega się rzadko, co poprzez rodzaj satysfakcji, jakiej dostarcza widok zbrodniarzy na ławie oskarżonych i obnażenie przeciętności, jaką reprezentują. Wyjęci z murów Kremla, z ekranu rządowej telewizji, z budowanych za miliardy rubli rezydencji, z pokładów luksusowych jachtów wydają się żałosnymi, nic nie znaczącymi figurami, których szarość garniturów zlewa się z pozbawionymi wyrazu twarzami. To obnażenie i osłabienie dokonuje się nie tyle poprzez śmiech – w tekście nie ma wielu kabaretowych tekstów, a jedyną sceną, która budzi falę wesołości u części widzów, jest inscenizacja „Jeziora Łabędziego” z Patruszewem-Kaletą jako solistą – co poprzez wyjęcie bohaterów poza kontekst, w którym są obecni w powszechnej świadomości.

Pod koniec spektaklu następuje zmiana konwencji. Razem z bohaterką odbywamy wyobrażoną podróż do przeszłości. Monika Roszko grająca Simonjan, staje się na chwilę mamą dziewczynki. Spotykamy ją na chwilę przed śmiercią, szykuje właśnie kolację, kiedy do jej mieszkania wchodzą jeden po drugim oprawcy, z Putinem na czele. Zaprasza ich do stołu, przy którym rozpoczyna się surrealna rozmowa o winie bez perspektywy kary. 

Na wpół uspokajająco, na wpół ironicznie, matka powtarza: „rozumiemy”, kwitując wywody dowódców, pytanych o to, dlaczego bomba uderzyła w dom dziewczynki i zabiła jej ojca, dziadka, sąsiadów. Rozumiemy, że atakujecie tylko obiekty wojskowe. Rozumiemy, że cele określa kto inny. Rozumiemy, że rozkazy trzeba wykonywać. Rozumiemy, ale to nie zmywa z was winy. Trybunał zmienia charakter, proces zamienia się w niemożliwą sytuację bezpośredniej konfrontacji sprawców z ofiarami, która odziera zbrodniarzy z resztek buty. W takim zderzeniu wina okazuje się niezmazywalna, jej świadomość o wiele bardziej dojmująca niż w jakimkolwiek realnym sądzie. 

Denisowa, proponując perspektywę dziecka, odbiera zbrodniarzom ich supermoce, których tak naprawdę nigdy nie posiadali. Na tym właśnie polega siła jej spektaklu, który tyle, co z wojennych satyr, czerpie z baśni, w których słaby i bezbronny bohater wyrusza w świat z misją ocalenia choćby niewielkiego jego fragmentu. Dziewczynka pozostając opowiadaczką, jest też taką bohaterką, a jej opowieści nie odejmuje siły to, że cała misja ratowania świata rozgrywa się pewnie na blacie szkolnej ławki, a demony, z którymi musi się zmierzyć, są tak naprawdę pacynkami w dziecięcym teatrze albo ludzikami z przetrzebionego przez rosyjskiego żołdaka zestawu Lego.

Przy tym wszystkim Denisowa powtarza starą prawdę – zło jest banalne, jego demon nie potrzebuje istot wyższego rzędu, żeby je rozprzestrzeniać po świecie. Ukąszenie może dotknąć i prostego człowieka, i intelektualistę hołdującego wzniosłym ideom. Dokonuje się w banalny sposób – przez uwiedzenie władzą, kuszenie pozycją społeczną i bogactwem. Tylko stawki się różnią – jednemu trzeba jachtu, drugiemu wystarczy dziecięcy rowerek pozostawiony w domu, którego właściciele uciekli w popłochu przed bombardowaniem.

Tytuł spektaklu

Haga

Teatr

Teatr Polski w Poznaniu

Reżyser(ka)

Sasza Denisowa

Autor(ka) recenzji

Magda Piekarska

Data premiery

24.02.2023

Autor(ka) muzyki

Jacek Jędrasik / Szymon Orfin

Dramaturg(żka)

Sasza Denisowa

Scenograf(ka)

Konrad Hetel

Czas trwania

135 minut (bez przerwy)

Obsada

Putin / Matka Rasija

Barbara Krasińska

Matwijenko / matka dziecka

Darya Novik

Prokurator

Katarzyna Pilichowska

Simonjan / wdowa 1 / wdowa 2

Monika Roszko

Dziewczynka

Anna Springer

Matwijenko / matka dziecka

Kornelia Trawkowska

Szojgu / żołnierz

Mariusz Adamski

Prigożyn / żołnierz

Piotr B. Dąbrowski

Patruszew / rodzic 2 / żołnierz / łabędź

Michał Kaleta

Surowkin / rodzic 1 / żołnierz

Piotr Kaźmierczak

Adwokat

James Malcolm

Kadyrow / żołnierz

Jakub Papuga

Surkow / żołnierz

Paweł Siwiak

Kowalczuk

Andrzej Szubski

Żołnierz / patolog

Denis Kudijenko

Realizacja

reżyseria, dramaturgia

Sasza Denisowa

scenografia

Konrad Hetel

muzyka

Jacek Jędrasik / Szymon Orfin

kostiumy

Jan Kozikowski

choregrafia

Konstantin Czełkajew

reżyseria światła i wideo

Liubov Gorobiuk

inspicjentka

Magdalena Matusewicz

tłumaczka

Agnieszka Lubomira Piotrowska

Zobacz także

Bądź na bieżąco!
Zapisz się do newslettera

Jeśli chcesz otrzymywać informacje dotyczące najnowszych aktualności i numerów Notatnika Teatralnego, zostaw swój adres.

Twój e-mail został zapisany