Recenzje

Poczekalnia dla oszustów

| 9 minut czytania | 244 odsłon

Oglądając „Oszustów” w opolskim Teatrze Kochanowskiego, zastanawiałam się, ile osób na widowni myśli właśnie: „To przecież o mnie”. Michał Buszewicz wraz z Darią Sobik biorą na warsztat syndrom, który skutecznie blokuje inicjatywę i odbiera pewność siebie. Ale nie robią tego, żeby nas pogrążyć, raczej pozwalają nabrać dystansu do tej wstydliwej słabości.

fot. Edgar de Poray
fot. Edgar de Poray

Moglibyśmy powiedzieć, że syndrom oszusta osiągnął swoje apogeum w noc przed uruchomieniem wrocławskiego Mostu Grunwaldzkiego, gdyby faktycznie – jak głosi miejska legenda – jego projektant Richard Plüddemann popełnił samobójstwo, skacząc do rzeki, w przekonaniu, że źle obliczył możliwe obciążenie przeprawy. Cóż, być może Plüddemanna w ostatnich miesiącach życia prześladowały myśli o konstrukcji, ale zmarł w lutym 1910 roku, na skutek powikłań po przebytej chorobie, a most uruchomiono w październiku. Wspominam plotkę o Plüddemannie, bo w spektaklu Buszewicza ma ona swoje odzwierciedlenie – do pewnego stopnia, bez tragicznego finału – w wątku architektki Mirki granej przez Judytę Paradzińską, którą dręczy przekonanie, że nie potrafi obliczyć obciążenia stropów i jest tylko kwestią czasu, kiedy powstałe na podstawie jej projektów budynki zawalą się komuś na głowę. Na szczęście zamiast skoczyć w otchłań odreagowuje swoje lęki w gronie podobnych sobie oszustów.

Mirka jest całkiem serio przekonana, że jej kariera jest oparta na oszustwie, a kompetencje niewiele warte. Zresztą nie mogło być inaczej, skoro motorem jej drogi do zawodu nie była prawdziwa pasja, ale żądza zemsty – kiedy ktoś wyśmiał zbudowaną przez nią na działce altankę, zawzięła się i postanowiła udowodnić sobie i światu, że potrafi projektować. Tyle że choć od tamtego momentu upłynęło mnóstwo czasu, dla niej samej ten dystans nie okazał się wystarczający, żeby we własne umiejętności uwierzyć.

Syndrom oszusta oznacza życie w nieustannym, podskórnym napięciu, w oczekiwaniu na demaskację. Oszust, owszem, ucieszy się z każdego sukcesu, doceni wyrazy uznania, ale żadne z nich nie dadzą mu przekonania, że mu się faktycznie należą za jego talent, umiejętności i wiedzę. Przeciwnie, będzie przekonany, że chwilowe powodzenie dał mu łut szczęścia, przypadek czy cudzy błąd. Jak rozpoznać oszusta? Czasem wystarczy mu pogratulować – osoba pewna siebie zwyczajnie podziękuje, oszust będzie tłumaczył, że ten sukces to nic takiego, że tak jakoś wyszło i generalnie nie ma o czym mówić. Za to kiedy coś mu pójdzie nie tak, kiedy na drodze do realizacji napotka konkretne przeszkody, popadnie w straszliwą frustrację, widząc w przejściowym problemie koronny dowód własnej nieudolności.

W prawdziwym życiu na tę przypadłość pomoże chyba tylko terapia, teatr za to świetnie działa jak lustro, pozwalające nam zidentyfikować własne problemy, ale też nabrać do nich dystansu, o co trudno na co dzień. Michał Buszewicz i Daria Sobik wrzucają swoją sceniczną „grupę terapeutyczną” w konwencję absurdalnej, podszytej smutkiem farsy, osiągając zamierzony efekt – bawimy się jeszcze zanim uświadomimy sobie, że to z samych siebie się śmiejemy. Przy czym ten śmiech nie ma w sobie nic z bezlitosnej szydery, czego nie trzeba uświadamiać tym, którzy już wcześniej mieli do czynienia ze spektaklami Buszewicza. Na przykład z „Za dużo wszystkiego” w TR Warszawa, gdzie brał na warsztat wszelkie możliwe formy współczesnego pracoholizmu, czy ze szczecińskim „Domem niespokojnej starości”, gdzie przed bohaterami stawiał wprawdzie odrobinę powykrzywiane zwierciadła, ale zarazem takie, które skutecznie zmiękczają ich rysy. Daria Sobik wnosi do tej konwencji klimat znany nam wszystkim z czeskich komedii, gdzie bohaterowie bywają śmieszni i nieporadni, ale przez to głęboko ludzcy. Tytułowych oszustów twórcy nie wykpiwają, raczej opatrują ich postaci lekkim nawiasem umowności, a zarazem instalują w rozpędzonym dramaturgicznie mechanizmie takie momenty, w których możemy z nimi złapać prawdziwą łączność i porozumienie. 

Wraz z Mirką, Tymkiem (Konrad Wosik), Rafałem (Andrzej Jakubczyk), Bernadetą (Karolina Kuklińska) i wieloimienną dziewczyną (Monika Stanek) trafiamy w dziwną przestrzeń, ni to poczekalni, ni to użytkowego lokalu czekającego na najemcę i wykończenie. Ktoś jest tu, bo pomylił adresy, kto inny wszedł na chwilę, ot tak, żeby sobie przycupnąć, ktoś myślał, że zaanektował to miejsce dla siebie. Nad krzesłami tyka zegar (tyka w tempie nieco przyspieszonym w stosunku do rzeczywistego, co poza wszystkim jest znakomitym teatralnym zabiegiem, dającym widzowi złudzenie, że czas w rytmie scenicznej farsy wręcz pędzi), a konwencję łamie prowokacyjnie brak drzwi – jest tylko luka w ścianie, prowadząca na zewnątrz, przez którą można wprawdzie do pomieszczenia wejść, ale potem już jakaś tajemnicza siła trzyma nas w środku.

To nie jedyny surrealny element w tej opowieści, której „wykrzywienie” podkreślają jeszcze w scenograficznym projekcie Piotra Michalskiego przechylone krzesła o podciętych nogach – kolejnym jest zawiadująca tym miejscem futrzasta potworzyca o aparycji King Konga (Beata Wnęk-Malec), zresztą też oszustka, obawiająca się odkrycia braków w swoich wcale nie tak przerażających kompetencjach. To ona zamyka przestrzeń poczekalni na siedem dni, dając taki właśnie limit czasu swoim gościom. Kłopot w tym, że oni sami nie wiedzą, od czego ich ten tydzień dzieli – od budzącej strach demaskacji czy od wyzwolenia z lęku. A ponieważ są oszustami, wybierają tę pierwszą opcję. Przez ten czas będą musieli stanąć przed kamerą telewizyjnego show, szczerze wyznać swoje lęki, no i pogodzić się z nimi.

Nie wszystkie karty zostaną odkryte, tajemnicą pozostanie prawdziwe źródło frustracji dosłownie rozrywającej Bernadetę Przecinak, która już na samym początku daje się poznać jako osoba skrajnie wręcz nieprzysiadalna – reaguje złością i agresją na jakiekolwiek próby interakcji ze strony pozostałych postaci. Ale już o tym, jakie lęki noszą w sobie Mirka, czy Rafał, telewizyjny prezenter, dowiemy się stosunkowo szybko. Z kolei Tymek i oszukańcza everywoman Moniki Stanek pokażą, że syndrom oszusta może dotyczyć nie tylko zawodowych kompetencji, ale i relacji międzyludzkich – to także brak wiary, że jesteśmy w stanie zbudować realne i trwałe więzi, podejmować życiowe decyzje i identyfikować się z nimi w pełni.

To wszystko brzmi szalenie poważnie, jak paliwo napędzające raczej dramat psychologiczno-społeczny niż farsę, ale Sobik i Buszewicz realizują skrupulatnie receptę, która wprowadza tu lekkość i powietrze. Pułapka psychologiczna, w jakiej znaleźli się ich bohaterowie, znajduje odzwierciedlenie w pułapce przestrzennej – pomieszczeniu, do którego trafili niby przypadkiem, a z którego nie potrafią wyjść; kolejne „oszukańcze” postawy są reprezentowane przez typy ludzkie narysowane grubą kreską, której kontury jednak stopniowo ulegają rozmyciu; ich lęki i strachy bywają wręcz karykaturalnie wyolbrzymione, przez co łatwe do rozbrojenia; a ich źródło uosabia fantastyczna postać rodem z filmu katastroficznego.

To wszystko jest podane w tempie, które nawet bez tykania zegara wydaje się sprinterskie – jeśli zadać pytanie, czy pod tym względem koncept Buszewicza i Sobik wpisania psychodramy w farsę okazał się udany, to odpowiedź będzie entuzjastycznie twierdząca: i to jak! Przecinają się konwencje, relacje między postaciami przybierają zaskakujące odsłony, bywa komicznie, ale też lirycznie. Na przykład fantastyczna scena negocjowania warunków zbliżenia z „Domu niespokojnej starości” ma tu swoje odbicie w negocjacjach dotyczących pierwszej randki Tymka i dziewczyny o wielu twarzach. 

Do tego wszystkiego kostiumy zaprojektowane przez Lilę Dziedzic znakomicie szkicują postaci – i nie zawsze jest to gruba kreska, czasem wręcz przeciwnie, jak w wypadku Bernadety, która „oszukuje” sukienką ze wzorem kobiecej sylwetki, czy bohaterki granej przez Stanek, gdzie kostium przez swoją wielowarstwową strukturę oddaje kolejne maski, w jakie jest uzbrojone jej prawdziwe „ja”. Za tym wszystkim podąża, albo może wręcz idzie jak w dym obsada, zachowując w tym pędzie balans między szarżą, której najmocniejszą pokusę skrywa w sobie postać Bernadety, a podskórnym smutkiem i przeczuciem przegranej. Mamy tu do czynienia z rozpędzonym i znakomicie nastrojonym zespołem, w którym każdy opiera swoją postać na precyzyjnie, indywidualnie dobranej nucie. Bernadeta Kuklińskiej do końca nie zrzuca maski ponurej zrzędy, co finalnie sprawia, że okazuje się największą przegraną w tej scenicznej rozgrywce, ale jest też rodzajem prowokacyjnego, depczącego reguły trickstera, lawirującego między więźniami poczekalni a jej zapleczem, w którym rezyduje potworzyca; Mirkę Paradzińskiej i Rafała Jakubczyka łączy zbliżony oszukańczy motyw, ale też historia z przeszłości, i abstrahując od własnych wątków tworzą zgrany sceniczny duet; Monika Stanek ze swoją najmniej oczywistą bohaterką, która co i rusz zmienia imiona, tożsamości i kostium tworzy migotliwą kreację i w kilku momentach skutecznie „kradnie” scenę; a Konrad Wosik przekonująco rysuje ciemną stronę oszusta, który chcąc zadowolić wszystkich krzywdzi nie tylko samego siebie.

Przy tym wszystkim, „Oszuści” mają jeszcze jedną, podstawową zaletę – pokazują, jak pojemna może być formuła scenicznej farsy, która nie musi sprowadzać się na poziomie treści do odgrzewania tych samych narracyjnych kotletów, ograniczających się do małżeńskich zdrad, kochanków w szafie i kochanek za drzwiami. Że może w sposób atrakcyjny dla widza, nie pozostawiający luk na ziewanie i popatrywanie ukradkiem na zegarek (ten własny, pokazujący czas płynący w pozateatralnym tempie), w opakowaniu dobrej zabawy przemycić coś więcej, sięgnąć głębiej. I to „więcej” i „głębiej” bynajmniej nie obciąża teatralnego balonika, który przez cały spektakl swobodnie buja nad sceną, ale pozwala nam poczuć wyraźnie, że ma on w sobie coś więcej oprócz powietrza.

Tytuł spektaklu

Oszuści

Teatr

Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu

Reżyser(ka)

Michał Buszewicz

Autor(ka) recenzji

Magda Piekarska

Data premiery

25.10.2025

Dramaturg(żka)

Daria Sobik

Czas trwania

100 minut bez przerwy

Obsada

Andrzej Jakubczyk

Karolina Kuklińska

Judyta Paradzińska

Monika Stanek

Beata Wnęk-Malec

Konrad Wosik

Realizacja

Reżyseria i tekst

Michał Buszewicz

Dramaturgia i tekst

Daria Sobik

Muzyka

Baasch

Scenografia i wideo

Piotr Michalski

Reżyseria światła

Wojciech Gieroń

Reżyseria światła

Oksana Pawełko

Choreografia

Katarzyna Sikora

Kostiumy

Lila Dziedzic

Inspicjentka

Katarzyna Siczewska

Bądź na bieżąco!
Zapisz się do newslettera

Jeśli chcesz otrzymywać informacje dotyczące najnowszych aktualności i numerów Notatnika Teatralnego, zostaw swój adres.

Twój e-mail został zapisany