Recenzje

Reanimacja

| 23 minut czytania | 1335 odsłon

„Mój rok relaksu i odpoczynku” wcale nie leczy Polaków z mizoginii, homofobii i ksenofobii, lecz w finale spektaklu, reanimuje, i to dosłownie, dość tradycyjnie kategorie.

Terapia dla wszystkich

Monika Strzępka wygrała konkurs na dyrektorkę Teatru Dramatycznego m.st. Warszawy koncepcją programową, w której zaznaczyła, że hasłem jej pięcioletniej kadencji będzie „Terapia dla wszystkich”. Objęła stanowisko we wrześniu 2022 roku i zapowiedziała, że sezon 2022/2023, który z kolei nazwała „Reanimacja”, zainauguruje wyreżyserowana przez Katarzynę Minkowską adaptacja amerykańskiej powieści „Mój rok relaksu i odpoczynku” Ottessy Moshfegh z 2018 roku, spolszczonej przez Łukasza Buchalskiego i opublikowanej rok później nakładem Wydawnictwa Pauza.

Nim jednak doszło do zaplanowanej na 8 grudnia 2022 roku prapremiery, wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł, mocą rozstrzygnięcia zarządczego z 24 listopada, zawiesił Strzępkę w pełnieniu obowiązków powierzonych jej przez stołeczny Ratusz. Polityk argumentował, że jej koncepcja programowa nie spełnia oczekiwań organizatora konkursu, który wymagał od nowej dyrekcji kontynuacji tradycji tej sceny, czyli propozycji repertuarowych skierowanych przede wszystkim do tak zwanego widza środka i stałej publiczności. Tymczasem Strzępka w „Terapii dla wszystkich” zapowiedziała całkowite zerwanie z dotychczasowa kulturą teatralną tej sceny, a także feminizację teatru oraz przekształcenie go medium widoczności oraz szczególne miejsce „dla mniejszości, dla tożsamości nienormatywnych, dla queeru”[1]. Marszałek nie musiał łamać głowy nad wymyślaniem pretekstu do odwołania nowej dyrektorki – argumentacji, której użył, dostarczyli mu jej oponenci, na przykład osoby popierające kontrkandydatów na to stanowisko. Ciekawe, czy uciekłby się do tej bezprecedensowej interwencji, gdyby nowa dyrektorka nie ustawiła we foyer teatru słynnej już rzeźby „złotej waginy” vel „wilgotnej pani”?

Aktualnie reżyserka pełni funkcję konsultantki artystycznej w Teatrze Dramatycznym, a sprawa jej zawieszenia skierowana została do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Tymczasem na deskach Teatru Dramatycznego można wreszcie zobaczyć pierwsze efekty jej kilkumiesięcznego dyrektorstwa. Co ciekawe, „Rok relaksu i odpoczynku” wcale nie leczy Polaków z mizoginii, homofobii i ksenofobii, lecz w finale trzyipółgodzinnego spektaklu (jedna przerwa), reanimuje, i to dosłownie, dość tradycyjnie kategorie.

[1] Zob. więcej, Jacek Cieślak, „Wojewoda z PiS dokonał »analizy twórczości Moniki Strzępki«. Wniosek: Zwolnienie w Teatrze Dramatycznym”, https://www.rp.pl/teatr/art37483771-wojewoda-z-pis-dokonal-analizy-tworczosci-moniki-strzepki-wniosek-zwolnienie-w-teatrze-dramatycznym [dostęp 21.12.2022].

Sen w wielkim mieście

Narratorką powieści Ottessy Moshfegh jest bezimienna dwudziestosiedmiolatka z Nowego Jorku (Izabella Dudziak – gościnnie, etat w TR Warszawa), która w czerwcu 2000 roku, a więc w kilka lat po przedwczesnej śmierci obojga rodziców, zaczyna „walić piguły” nasenne, by osiągnąć stan hibernacji. Wierzy, że jeśli prześpi wystarczająco dużo czasu, „odrodzi się”. „Zostanę zupełnie nową osobą – powiada – wszystkie moje komórki ulegną wymianie tyle razy, że te stare staną się odległymi, niewyraźnymi wspomnieniami. Moja przeszłość będzie snem jeno, a ja zacznę od nowa, bez żalu, wzmocniona błogością i spokojem nagromadzonymi w ciągu mojego roku relaksu i odpoczynku”[2].

Bohaterka leczy się z depresji oraz rzekomej bezsenności u doktor Tuttle (Anna Kłos) – ekscentrycznej psychiatry pochłoniętej samorozwojem, zupełnie przy tym niepanującej nad procesami terapeutycznymi wdrażanymi u swoich pacjentów. Lekarka poddaje Narratorkę niefrasobliwym eksperymentom farmakologicznym i z identyczną nonszalancją zarzuca ją rozmaitymi, nierzadko sprzecznymi, „wynikami najświeższych badań”, teoriami naukowymi i pseudonaukowymi, newage’owym banałem oraz mądrością ludową. Twierdzi między innymi, że „największym zagrożeniem dla mózgu są kuchenki mikrofalowe”[3]. Bystra pacjentka zręcznie manipuluje doktor Tuttle, by otrzymywać od niej coraz silniejsze leki psychotropowe. To dzięki nim ma bowiem zamiar zupełnie odciąć się od własnej nadwrażliwości i samoświadomości.

Szkopuł w tym, że po niektórych specyfikach lunatykuje. Nieświadoma – czatuje z nieznajomymi, kupuje niepotrzebne jej rzeczy, konsumuje śmieciowe jedzenie, a nawet imprezuje w klubach. Przebudziwszy się, niczego nie pamięta, ale ekscesy te doprowadzają ją do przekonania, że takim trybem nigdy nie osiągnie całkowitej „odnowy”. A jest jej ona konieczna – już nie tylko do wymiany wszystkich komórek, ale także i po to, by zdecydować, czy warto w ogóle kontynuować życie. Po kilku miesiącach niebezpiecznych eksperymentów z psychotropami dziewczyna wreszcie odkrywa, w jaki sposób mogłaby się na kilkanaście tygodni całkowicie zanurzyć w nieświadomości. Jej plan wymaga jednak sojusznika. Decyduje się na alians z artystą sztuk wizualnych i performerem – niejakim Ping Xim (Konrad Szymański), który w zamian za trzymanie jej w zamknięciu i dostarczanie pożywienia, ma prawo rejestrować i artystyczne przetworzyć jej śnienie.

[2] Ottessa Moshfegh, „Mój rok relaksu i odpoczynku”, przeł. Łukasz Buchalski, Warszawa 2019, s. 54.
[3] Tamże, s. 23.

Marnotrawiony kapitał

Dlaczego Narratorka za wszelką cenę pragnie odciąć się od własnych doświadczeń oraz emocji? Ano dlatego, że nie potrafi w inny sposób uporać się z żałobą po wycofanym z życia rodzinnego, a za to pochłoniętym karierą naukową ojcu (Mariusz Drężek), który odszedł niespodziewanie po krótkiej chorobie nowotworowej, oraz wściekłością na matkę (Katarzyna Herman) – histeryczną, niepracującą alkoholiczkę, uciekającą przed życiem i światem w rozmaite fobie i uprzedzenia, która w kilka tygodni po śmierci ojca zażyła garść tabletek i popiła je alkoholem. Po latach autoanalizy bezimienna bohaterka wierzy już tylko w odnowę biologiczno-neurologiczną, która odbyłaby się bez udziału jej świadomości, a zatem we śnie.

Może sobie na nią pozwolić, bowiem utrzymuje swój apartament w Upper East Side z pieniędzy pozyskiwanych za wynajem pięknego domu (oddziedziczonego, naturalnie, po rodzicach) i pobiera zasiłek dla bezrobotnych. Co więcej, musi sobie na nią przyzwolić, bo w międzyczasie zawiodły ją inne sposoby. A uciekała przed wykańczającą ją realnością w racjonalizowanie własnych lęków, w rozmaite rytuały i terapie (od zabiegów kosmetycznych, po kolonoterapię), w nierokująca miłość do narcystycznego i egoistycznego Trevora (Marcin Wojciechowski) oraz w imprezowanie z rozchwianą emocjonalnie Revą (Monika Frajczyk – gościnne, aktorka TR Warszawa).

Na dodatek, zgodnie z paradygmatem klasy społecznej, z której pochodzi („rozpieszczona biała Amerykanka z anglosaskimi korzeniami”[4]), ukończyła historię sztuki na Uniwersytecie Columbia, po czym zatrudniała się jako asystentka w galerii Ducat w Chelsea. „Nie planowałam zostać kuratorką, nie obmyślałam wspinaczki po szczeblach kariery – starałam się tylko jakoś zabić czas. Myślałam, że jeśli porobię normalne rzeczy – na przykład pochodzę do pracy – to opanuję tę cześć siebie, która wszystkiego nienawidzi. Gdybym była mężczyzną, mogłabym zająć się przestępczością”[5]– wyznaje.

Owszem, gdyby była chłopcem, mogłaby rodzicielską nieczułością usprawiedliwiać agresję wobec siebie i świata. I najpewniej znalazłby się jakiś twórca, który przekłułby jej nieszczęsne dzieciństwo w kino moralnego niepokoju czy sztukę krytyczną. Była jednak młodą kobietą, w dodatku niezależną ekonomiczne i obdarzoną aparycją „modelki na urlopie”, mogła więc co najwyżej liczyć na pobłażliwość ze strony Revy oraz Trevora i zainteresowanie Ping Xiego – performera-fetyszysty poznanego w galerii Ducat, którego prace obliczone były na wysokie zyski i skandal.

[4] Ottessa Moshfegh, „Mój rok relaksu i odpoczynku”, przeł. Łukasz Buchalski, Warszawa 2019, s. 39.
[5] Tamże.

Sztuka bezkrytyczna

Autorami znakomitej, a przy tym wiernej adaptacji „Roku relaksu i odpoczynku” są Minkowska oraz stale współpracujący z nią dramaturg – Tomasz Walesiak. Adaptatorzy rozbili pierwszoosobową narrację w dramat rozgrywający się między szeregiem postaci za pomocą klasycznego chwytu „inscenizacja w inscenizacji”. W ekspozycji widz podgląda zatem Ping Xiego w jego pracy nad instalacją multimedialną, zatytułowaną „Mój rok relaksu i odpoczynku”. Częścią procesu twórczego jest rekonstruowanie w przestrzeni galeryjnej mieszkania bezimiennej bohaterki i nagrywanie video-artu z jej udziałem (multimedia Agaty Rucińskiej). Zabieg ten usprawiedliwia wypowiadane ze sceny monologi Narratorki, a także unaocznia jej bliski związek ze światem sztuki. W ten sposób nieobarczony szczególnym znaczeniem w powieści epizod jej pracy w galerii Ducat na deskach Teatru Dramatycznego urasta do doświadczenia wypaczającego jej osobowość.

Minkowska rozpoczęła swoją inscenizację sekwencją scen z udziałem Natashy (Agata Różycka) – pewnej siebie galerzystki, sprzedającej „punk na bogato”, czyli sztukę szokującą, bezwstydną i intelektualną. Menadżerka sądzi, że „rynek” odszedł już od emocji. „Teraz wszystkich interesują proces, idea i marką. Męskość jest na topie”[6] – stwierdza. Kampowy fetyszyzm Ping Xiego uważa za „dobrą inwestycję” i czyni z performera „znak rozpoznawczy” swojej galerii. Dodatkowo ceni sobie „zblazowanych sługusów” i właśnie w takiej funkcji zatrudnia bohaterkę powieści. Zadaniem Narratorki jest przyciągnięcie potencjalnych klientów. Dziewczynie odpowiada rola „stylowej dekoracji” i „modowej przynęty”, bo nie przeszkadza jej zanadto w oddawaniu się autodestrukcyjnym nawykom.

W pierwszych scenach po podłodze galerii pełza ciemny, kosmaty stwór (Krystyna Lama Szydłowska – także choreografia), stanowiący osobliwą maskotkę pracowników galerii i jedocześnie materializację ich lęków, niespełnień, rozpaczy. Kudłata personifikacja depresji raz po raz zamanifestuje swoją obecność na scenie. Czasem będzie cieniem Narratorki, a innym razem jej przewodniczką po krainie nieświadomości. Przysiądzie także za stołem gromadzącym żałobników po śmierci jej matki. Jednak przez wzgląd, że wypełzła właśnie z galerii, staje się silnym znakiem dysfunkcyjności instytucji współtworzących obieg artystyczno-kulturalny. A poza tym wzmacnia sugestię, że fatalna kondycja bohaterki Moshfegh w dużej mierze wynika z jej pracy na rzecz galerii Ducat. I choć wymowa sztuki, ani tym bardziej jej pierwowzór, nie potwierdzają takiej hipotezy, focus Minkowskiej na galerię nastawioną na zysk (utowarowienie sztuki) oraz wyzysk (niskie płace i mobbing), pozwala zlinkować jej spektakl – całkowicie wyzuty z potencjału feministycznego, progresywnego lub queerowego, a przy tym kipiący „klasizmem, seksizmem, heteronormą”[7] – z koncepcją programową nowej dyrektorki.

W dużej mierze to właśnie dzięki temu chwytowi w programie towarzyszącym przedstawieniu, wydrukowanym zaś w formie ulotki farmaceutycznej i zapakowanym w pudełka do łudzenia przypominające opakowania z lekami, mógł znaleźć się esej „Marnuję swój luksus. Bezproduktywność w sercu kapitalizmu” Joanny Bednarek, który zasadniczo rekapituluje najważniejsze tezy na temat najnowszych (sic!) wynaturzeń kapitalizmu oraz ich skutków. Autorka cytuje między innym fragment „Prywatyzacji stresu” Marka Fishera: „Prywatyzacja stresu to doskonały system przechwytywania, elegancki w swojej brutalnej skuteczności. Kapitał sprawia, że pracownik choruje, a następnie międzynarodowe firmy farmaceutyczne sprzedają mu leki, które mają go wyleczyć. Społeczne i polityczne przyczyny cierpienia zgrabnie się pomija, a jednocześnie niezadowolenie podlega indywidualizacji i uwewnętrznieniu”[8].

[6] Ottessa Moshfegh, „Mój rok relaksu i odpoczynku”, przeł. Łukasz Buchalski, Warszawa 2019, s. 41.
[7] Zob. „Program spektaklu »Mój rok relaksu i odpoczynku« wg książki Ottessy Moshfegh w przekładzie Łukasza Buchalskiego”, Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy, premiera: 8 grudnia 2022.
[8]
Tamże. Zob. więcej, Mark Fisher, „Prywatyzacja stresu”, „Praktyka Teoretyczna” 2022, nr 3.

Jałowość antropocenu

Bezimienna bohaterka nie tylko nie kwestionuje nowojorskiego kapitalizmu, ale nawet próbuje z nim romansować, podejmując pracę niekonieczną – zapewniającą jej odskocznię (rozrywkę) oraz widzialność (bywalność), a także zalecając się do Trevora – starszego od niej o kilkanaście lat bankiera pracującego w Word Trade Center. W ujęciu zjawiskowej Izabelli Dudziak – aktorki świetnie wyzyskującej w pracy scenicznej swą naturalną urodę i wiotką sylwetkę, stanowi przede wszystkim wymowną personifikację ludzkiej jałowości.

W odróżnieniu do roślin, człowiek niczego nie produkuje, za to musi sporo konsumować, i to nie tylko pokarm. W przeciwieństwie do grzybów nie jest reducentem resztek organicznych i nieorganicznych, zaś od pozostałych zwierząt różni się tym, że trawi ogromne zasoby (także własne) na walkę ze swoją naturą. Dudziak doskonale egzemplifikuje jałowiznę przejrzałego antropocenu. Jej bohaterka ma świetne geny („Angielskie, francuskie, szwedzkie i niemieckie”[9]), lecz mimo to jest chuda, blada i sucha (sama skóra i kości, bez mięśni). W dodatku, jedną stałą aktywnością, jaką podejmuje jest marnotrawienie kapitału (również kulturowego) – własnego oraz odziedziczonego. Nie interesuje się sztuką wysoką, choć studiowała ją tyle czasu. Lubi za to rozrywkę – najbardziej filmy z Whoopi Goldberg, która jest jej idolką. Dzięki dziewczęcej (a nawet nieco dziecięcej) urodzie Dudziak – jej wielkich oczach i grzywce, niesympatyczna i nader krytyczna wobec otoczenia bohaterka powieści na deskach Teatru Dramatycznego staje się przede wszystkim wiecznym dzieckiem. Postacią nawet nie tyle niedorosłą, co chorującą na niedojrzałość.

Reva także uosabia całą gamę schorzeń charakterystycznych dla późnego antropcenu. Ciężko pracuje, by żyć na odpowiednim poziomie, lecz jednocześnie sporą część zarobionych pieniędzy marnuje na jedzenie, które pochłania tylko po to, by następnie je zwymiotować. I o ile jej bulimia rzeczywiście stanowi metaforę reżimu kapitalistycznego, którego jednym z filarów jest przymus nadmiarowej konsumpcji, o tyle prototypem jej uprzywilejowanej ekonomicznie przyjaciółki pozostają prastare gesty odmowy uczestnictwa w spektaklu życia społecznego vel codziennego, a więc figury ascetyzmu, a nawet swoiście pojętego mistycyzmu. Z tym że Narratorce nie chodzi o zespolenie się z Bogiem czy Absolutem, lecz o rozpłynięcie się w domenie nieświadomości – we śnie lub w transie.

[9] Ottessa Moshfegh, dz. cyt., s. 113.

Pozorne sojusze

Spośród postaci drugoplanowych (aptekarka, sprzedawca w sklepie całodobowym, radiowiec, krewni Revy itp.), odgrywanych przez Martynę Kowalik, Małgorzatę Niemirską, Lidię Pronobis, Marcina Stępniaka i Marcina Sztabińskiego, wyróżnia się bezdomna (Małgorzata Różniatowska). Postać kreowana przez Dudziak miewa z nią przelotne interakcje – nawet serdeczne, co sugeruje jej wyczulenie na los osób trwale wykluczonych, lecz zaprzecza tym samym powieściowemu pierwowzorowi, który nie zawiera podobnych sojuszy i nawet bliskich Revy traktuje dość obcesowo, analizując ich przy tym klasowo. Jednakże Minkowska zinterpretowała „Mój rok relaksu i odpoczynku” jako dramat społeczno-obyczajowy, a w takiej optyce słabo opłacana i uprzedmiotawiana pracownica sektora kulturalnego musi ewokować skojarzenia z wrażliwością prekarną.

Powieść Moshfegh ukazuje stopniowe wyobcowywanie się bohaterki, gdy tymczasem inscenizacja teatralna prezentuje ją w bezustannych interakcjach i konfrontacjach z otoczeniem. Nie może być zresztą inaczej, skoro granica między jej apartamentem a miejscem publicznym (galerią) zatarła się już w pierwszej sekwencji scen z jej udziałem. Z kolei nawiązująca do laboratoryjnej estetyki scenografia Katarzyny Minkowskiej i Łukasza Mleczaka, z jednej strony podkreśla eksperymentalny wymiar wszystkich dziejących się na scenie procesów (prekursorstwo i symulacja to ulubione żywioły lekarki oraz Ping Xiego, a testowanie granic stanowi podstawowy modus operandi Narratorki), z drugiej, umożliwia ekspozycję w samym sercu sceny równoramiennego, zielonego krzyża – symbolu apteki, czyli mekki współczesnych eksploratorów. Po bokach sceny znajdują się natomiast gabinet cudacznej psychiatry, sklep całodobowy oraz studio radiowe, a w głębi – dom Revy. Bohaterkę, zwykle zalegającą na centralnie ustawionej kanapie, bezustannie otacza oddane własnym sprawom mrowie ludzkie – w dodatku nawiedzają ją nieżyjący od dawna rodzice. W pewnym momencie matka mota jej koczka na głowie.

Co ciekawe, nawet w najgorszej chwili, kiedy bezimienna dziewczyna przeżywa kompletną zapaść psychiczną, zrealizowaną scenicznie jako kilkunastominutowy rejw (muzyka Wojciecha Frycza), wszystkie postaci dramatu asystują (p)oddającej się choreografii transu oraz obłędu ćpunce. Szczególną rolę w tym pseudo-obrzędzie pełni alegoria sił popędowych – mocy na co dzień nieuświadamianych sobie przez ludzi, a przecież warunkujących życie na ziemi. Ucieleśnia ją zjawiskowa tancerka, performerka i terapeutka ruchowa – Krystyna Lama Szydłowska.

Przyjaciółki na zawsze

Wychowująca się w pięknym domu jedynaczka cierpi, i to od najwcześniejszego dzieciństwa, na niedobór miłości oraz opieki rodzicielskiej. „Zawsze kochałam sen. Była to jedyna rzecz, jaką lubiłyśmy z matką robić razem, kiedy byłam mała. Ona nie należała do tych, co siedzą i patrzą, jak ich dziecko rysuje, albo czytają mu książki, albo grają w karty, albo chadzają do parku, albo pieką ciasteczka. Najlepiej dogadywałyśmy się wtedy, gdy obie spałyśmy”[10] – wspomina.

Od trzeciej klasy matka pozwoliła Narratorce spać obok siebie – w małżeńskim łóżku (ojciec sypiał już wówczas na kanapie w bawialni). Obie tak dalece lubiły wspólne spanie, że wielokrotnie zignorował budzik. Czasem wstawały dopiero po południu. Wówczas Narratorka nie szła do szkoły, a resztę dnia spędzała na jedzeniu płatków, czytaniu lub oglądaniu telewizji. Dokładnie ten sam modus operandi zaczęła kultywować po samobójstwie matki. Z ich wspólnej komunii w błogiej nieświadomości uczyniła absolut – byłyby to bowiem najszczęśliwsze chwile w jej życiu. Pewnie dlatego nie mogła przebaczyć matce, że w liście pożegnalnym, wśród ważnych dla siebie osób, umieściła ją pod numerem szóstym.

Z kolei piękna i ciepłolubna Reva wychowała się w tradycyjnej rodzinie oraz w dość pospolitym, drobnomieszczańskim domu. W duchu marzyła o mężu, dzieciach i domu, lecz jednocześnie za ideał kobiecości uważa swoją przyjaciółkę – chłodną, zdystansowaną intelektualistę o nieoczywistej urodzie. U schyłku drugiego tysiąclecia nowojorski show biznes zdominowały szczupłe, androgeniczne kobiety. To one robiły prawdziwe kariery – jakże inne od „sukcesów” gotowych na wszystko biuralistek.

Reva jest postacią stricte tragiczną – najżywiej reagującą na zmieniającą się obyczajowość oraz najszczerzej zainteresowana redefinicją stosunków damsko-męskich. Jednak w interpretacji Frajczyk stanowi przede wszystkim naiwną dziewczynę bez klasy i smaku – marzącą o idealnym domu, lecz jednocześnie trawiącą czas na romans z przełożonym. Targana sprzecznymi pragnieniami, traci kontrolę nad własnym życiem i ciałem – zachodzi w niechcianą ciążę, ubiera się coraz dziwaczniej (kostiumy Joli Łobacz i Łukasza Mleczaka). Nawet jej awans na stanowisko wymagające przenosin do oddziału z siedzibą w prestiżowym World Trade Centrem stanowi intrygę uknutą przez szefa, który, zerwawszy z nią romans, i to tuż po śmierci jej matki, pragnie pozbyć się kłopotliwej pracownicy z własnego biura.

Naćpana psychotropami Narratorka przybywa ostatniego dnia 2000 roku na pogrzeb matki Revy i w domu rodzinnym przyjaciółki oddaje się wspomnieniom na temat śmierci własnych rodziców. Brawurowa kreacja Herman – aktorki wcielającej się we wściekłą na świat przebrzmiałą piękność, oraz inteligentnie grana przez Drężka bezmoc wobec kobiecej furii, unaoczniają różnicę między niepowetowaną stratą i niezgodą nań, która jednakowoż nie musi przemienić się w autoagresję, a żalem, równie nieutulonym, którego nie sposób przeboleć inaczej niż tylko poprzez amputację ośrodków czucia oraz pamięci.

Obie bohaterki pochowały najbliższych, lecz tylko jedna z nich nie musiała przy tej okazji grzebać samej siebie. Frajczyk w scenach z domu pogrzebowego bywa karykaturalna, lecz jednocześnie pełna niespożytej woli przetrwania, co tylko potęguje efekt finału. Ostatecznie bowiem to Reva – ciało obce na Manhattanie, ginie w zburzonych wieżach World Trade Centre, co tylko ironicznie zaświadcza, że zasadniczym popędem, nad którym od lat nie miała kontroli było pragnienie całkowitego stopienia się z wielkim miastem.

[10] Ottessa Moshfegh, dz. cyt., s. 49.

Śmierć w wielkim mieście

„Mój rok relaksu i odpoczynku” to opowieść o przebudzeniu, jakiego doświadczyło społeczeństwo amerykańskie wskutek zamachów terrorystycznych z 11 września 2001 roku. Liberalno-demokratyczny Zachód obudził się wówczas ze snu o końcu historii. Symbolem tego szoku jest Narratorka, która, strawiwszy ogrom czasu w domenie nieświadomości, odkrywa sens w najprostszych, ale arcyświadomych gestach, i niezwykłą moc oraz piękno wynikające z instynktownych (zgodnych z naturą) decyzji. Podobnego wrażenia zaznali Europejczycy niespełna rok tomu – w dzień inwazji Rosji na Ukrainkę.

Ta premiera to antidotum na coraz (auto)agresywniejszy antropocentryzm – reżim bezprzykładnie wyabstrahowujący człowieka z jego własnej natury. Lecz jak każda terapia wstrząsowa, także i ono stanowi środek o krótkotrwałym działaniu. Podobnym wydarzeniem była pandemia COVID–19. Szereg mechanizmów trwale wpisanych w późnokapitalistyczną codzienność zaciął się wówczas na chwilę, co pozwoliło nam dokonać ich przewartościowania.

Istota ludzka nawet „pożytki” z kataklizmów trwoni w błyskawicznym tempie i szybko wraca do walki z własną naturą – bez tego bowiem nie wzniosłaby i nie podtrzymała cywilizacji. Ale autoagresja determinuje także nasze sny o potędze, czyniącą z nas łatwy łup koncernów (choćby farmaceutycznych), polityków, guru religijnych, mass mediów, przemysłu rozrywkowego czy kultury (ze sztuką wysoką włącznie). A jednak od czasu do czasu budzimy się – choćby na krótką chwilę. I właśnie to doświadczenie stanowi rzeczywistą strawę spektaklu inaugurującego sezon „Reanimacja” w Teatrze Dramatycznym w Warszawie.

Czy jest to teatr środka, który odpowiada na oczekiwania stałej publiczność sceny przy placu Defilad? Bezsprzecznie.

Tytuł spektaklu

Mój rok relaksu i odpoczynku

Autor(ka) tekstu

Ottessa Moshfegh

Teatr

Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy

Reżyser(ka)

Katarzyna Minkowska

Autor(ka) recenzji

Karolina Felberg

Data premiery

08.12.2022

Autor(ka) muzyki

Wojciech Frycz

Dramaturg(żka)

Tomasz Walesiak

Scenograf(ka)

Łukasz Mleczak, Katarzyna Minkowska

Czas trwania

210 minut (1 przerwa)

Obsada

Narratorka

Izabella Dudziak (gościnnie)

Reva

Monika Frajczyk (gościnnie)

Trevor

Marcin Wojciechowski

Dr Tuttle

Anna Kłos

Matka

Katarzyna Herman

Ojciec

Mariusz Drężek

Ping Xi

Konrad Szymański

Natasha

Agata Różycka

Martyna Kowalik

Małgorzata Niemirska

Lidia Pronobis

Małgorzata Rożniatowska

Marcin Stępniak

Marcin Sztabiński

Krystyna Lama Szydłowska (gościnnie)

Realizacja

reżyseria

Katarzyna Minkowska

adaptacja

Tomasz Walesiak, Katarzyna Minkowska

dramaturgia

Tomasz Walesiak

scenografia

Łukasz Mleczak, Katarzyna Minkowska

kostiumy

Jola Łabacz, Łukasz Mleczak

choreografia

Krystyna Lama Szydłowska

muzyka

Wojciech Frycz

multimedia

Agata Rucińska

operator i realizacja kamery live

Janusz Szymański

światło

Paulina Góral, Monika Stolarska

asystentka reżyserki

Milena Trzcińska

koordynatorka scen intymnych

Krystyna Lama Szydłowska

inspicjent

Tomasz Karolak

suflerka

Emilia Bilińska

Zobacz także

Bądź na bieżąco!
Zapisz się do newslettera

Jeśli chcesz otrzymywać informacje dotyczące najnowszych aktualności i numerów Notatnika Teatralnego, zostaw swój adres.

Twój e-mail został zapisany