Recenzje

Rzułty śmiech

| 7 minut czytania | 345 odsłon

Jak połączyć Henriego Bergsona z polskim Kościołem katolickim? Śmiechem. Jędrzej Piaskowski i Hubert Sulima wprost odwołują się do eseju francuskiego filozofa w scenariuszu „Złego wychowania”.

fot. Karolina Jóźwiak
fot. Karolina Jóźwiak

Według Bergsona śmiech pełni funkcję społecznej reprymendy – wskazuje zachowania odstające od normy i daje przyzwolenie na ich moralną ocenę. Pomysł twórców olsztyńskiego spektaklu, aby medialne skandale z udziałem rozpoznawalnych osób konsekrowanych przełożyć na komizm w wersji „hard”, wydaje się zaskakująco prosty i błyskotliwy. Już sam tytuł jest z przymrużeniem oka: brzmi jak tytuł filmu Almodóvara, choć treściowo nie ma z nim nic wspólnego.

Na Scenie Margines pojawia się sześć historii, zrekonstruowanych z medialnych doniesień, ale nie poddanych żadnym weryfikacjom. Aktorzy – Maciej Cymorek, Marian Czarkowski, Joanna Fertacz, Milena Gauer, Radosław Hebal, Aleksandra Kolan i Wojciech Rydzio – wcielają się w kilka ról, aby odtworzyć losy prawdziwych duchownych i osób świeckich uwikłanych w relacje z Kościołem. Zarysowują z założenia reprezentatywny, a ostatecznie dość wąski przekrój tematów związanych z seksualnością osób duchownych, szczególnie nieheteronormatywnych (aż cztery wątki z sześciu). Pierwsza groteskowa historia wprowadza ton całego spektaklu: para księży w ukryciu zgłasza się do seksuolożki, zmagając się z problemami seksualnymi oraz przeświadczeniem, że ich orientacja jest grzechem. Na scenie pojawiają się tematy: celibat, kryzys wiary czy psychoterapia duchownych – wątek inspirowany książką „Sztuka obsługi penisa 2” (2024) seksuologa Andrzeja Gryżewskiego i dramatopisarza Przemysława Pilarskiego.

Druga rekonstrukcja ukazuje spotkanie towarzyskie trzech księży i ich partnerek, którzy niegospodarnie wykorzystują kościelne fundusze. Poziom tych zakrapianych rozmów zniża się do niewybrednych żartów o samobiczowaniu jako formie pokuty czy donosach na biskupów do Sekielskich. Scena przywołuje badania prof. Józefa Baniaka dotyczące związków wśród księży, za które został usunięty z Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Kolejna historia to sprawa księdza Waldemara Irka, po którego śmierci partnerka ujawnia się w mediach, domagając się uznania przez kurię ojcostwa i praw spadkowych jej syna. Następne jest śledztwo Ewarysta Walkowiaka, który próbował ustalić, czy jego rodzicami byli znana zakonnica z Lasek i niemiecki oficer wywiadu. Próby ekshumacji grobu franciszkanki w celu badań DNA komplikuje znalezienie wymieszanych szczątków wielu osób, a siostry zakonne próbują zatuszować sprawę z nadzieją na potencjalną beatyfikację zmarłej. Ustalenie pokrewieństwa jest niemożliwe, ale cała historia jest co jakiś czas podgrzewana przez media. Przedostatni obraz jest o kardynale Dziwiszu, który nabywa Krakowie luksusowy apartament dla swojego sekretarza Andrei. Wreszcie najmocniejsza scena – stacje krzyżowe jako etapy seksskandalu w Dąbrowie Górniczej, między innymi zażywanie narkotyków, orgia, śmierć, interwencja policji i próby zatuszowania ekscesu.

Twórcy podkreślają dystans do powyższych opowieści (i emocjonalny, i do ich stopnia prawdopodobieństwa), co Marian Czarkowski uzasadnia słowami: tylko on „może nas jeszcze uratować”. Problem w tym, że ów dystans, zamiast budzić krytyczną refleksję, odsunął mnie emocjonalnie od spektaklu. „Złe wychowanie” nie daje narzędzi do obiektywnej oceny polskiego Kościoła katolickiego ani nie proponuje świeżej perspektywy wobec postaw bohaterów. O ile w „Ptakach ciernistych krzewów. Rzecz o miłości w kościele” (2023) z Teatru Polskiego w Bydgoszczy groteska prowadziła widzów do zaangażowania, tutaj stała się przeszkodą – przesłaniała empatię wobec ofiar systemowej przemocy Kościoła. Nawet historia z Dąbrowy Górniczej – grana bez charakterystycznej dla całości groteskowej emfazy – nie przełamała mojego braku zaangażowania.

Zdarzenia, które w oderwaniu od satyry mogłyby stać się poważnym głosem w dyskusji o celibacie, emocjonalnych potrzebach duchownych czy hedonizmie wyższego kleru, w spektaklu zamieniają się w serię formalnie wycyzelowanych, lecz pozbawionych spójności obrazów – od melodramatu, przez medialne show, po mistyczne zakończenie. Całość spina celowo przerysowane aktorstwo (doceniam szybkie zmiany ról i sztucznych peruk dopełniających realistyczne kostiumy Rafała Domagały, co tylko potwierdza, że świetny zespół Jaracza czuje się także dobrze w komediowym repertuarze), przy czym metakomentarze aktorów i zapowiedzi kolejnych historii jedynie rozbijają rytm. Równie niesatysfakcjonujący jest finał, zapowiadany jako „fantazja”: w nowoczesnym domu seniora, przypominającym zarazem szpital psychiatryczny, oddział geriatryczny i przytułek dla osób w kryzysie bezdomności, przebywają duchowni „cierpiący” na pedofilię, demencję czy transpłciowość. To pastiszowy Chrystus – a nie wierni czy wymiar sprawiedliwości – ma ich rozliczyć, ale efekt jest raczej moralizatorski niż poruszający.

W scenografii Anny Marii Karczmarskiej i Mikołaja Małka dominuje żółty. Na ten kolor pomalowane zostały wszystkie meble i rekwizyty wraz z lekką metalową konstrukcją zamiast realistycznych ścian – co przywodzi na myśl zarówno „Dogville” Larsa von Triera, jak i internetowy sklep rzulty.co z memami o „rzułtym papieżu” przedstawiającymi Jana Pawła II z charakterystyczną żółtą twarzą. Ten kolor wpisuje zarówno papieża-Polaka, jak i bohaterów spektaklu w ironiczno-groteskowe ramy dyskusji o „cenzopapie”, ale twórcy nie pogłębiają tego wątku. Według prof. dr hab. Magdaleny Kamińskiej z Uniwersytetu Adama Mickiewicza memy papieskie nie zawsze są wyrazem buntu wobec Kościoła, częściej próbą sprowokowania reakcji – i w tym duchu moim zdaniem twórcy proponują raczej tymczasową „wspólnotę śmiechu” (w mojej ocenie nieskuteczną) niż zmasowany atak.

Obok tematów dotyczących Kościoła znanych z innych spektakli – nietykalność prawna duchownych, przyzwolenie na podwójne życie, nadużycia finansowe – pojawia się ciekawy wątek mediów. Piaskowskiego i Sulimę, chociaż sami do stworzenia scenariusza inspirowali się programami reporterskimi jak „Czarno na białym”, nie interesuje rzetelne dziennikarstwo, lecz tabloidyzacja polskich mediów i ich wpływ na opinię publiczną. Dziennikarze w spektaklu reprezentują serwisy plotkarskie, które koncentrując się na klikalności sensacyjnych tytułów i kreowaniu nowych „bohaterów” (takich jak partnerka księdza Irka), jedynie umacniają negatywny wizerunek obecnego Kościoła. Również obecność postaci-memów – Rutkowski prowadzący śledztwo dla partnerki księdza Irka, Jacek Kurski proszący Dziwisza o unieważnienie małżeństwa – tworzą satyryczny obraz Kościoła.

W minionym sezonie odbyły się aż dwie premiery opisane jako farsy religijne. „Latający Potwór Spaghetti” Mateusza Pakuły stawia pytania o wiarę i obrazę uczuć religijnych. „Złe wychowanie” jest poniekąd kontynuacją wątków z „Ptaków ciernistych krzewów” (na przykład relacje nieheteronormatywne, władza Kościoła oparta na finansach, terapia osób konsekrowanych), z tą różnicą, że w Teatrze im. Stefana Jaracza bohaterowie nie są inspirowani anonimowymi postaciami, ale są rozpoznawalni medialnie. Paradoksalnie to w bydgoskim przedstawieniu fikcyjne postaci miały głęboki rys psychologiczny, a w Olsztynie realni bohaterowie zostali sprowadzeni do karykatur. Groteska, zapewne nieintencjonalnie, pozbawiła ich wrażliwości i napięcia emocjonalnego. Krytyka zarzucała „Ptakom ciernistych krzewów”, że pozostają w bezpiecznej strefie marzenia o reformie Kościoła. Nie widzę też radykalizacji w olsztyńskiej propozycji. Z wymienionych powyżej spektakli krytycznych wobec Kościoła (nie widziałam jeszcze „Faustyny. Falsyfikatu” Mariusza Gołosza w reżyserii Ewy Galicy). Najciekawsze pozostają dla mnie „Ptaki ciernistych krzewów” – mimo ich zachowawczości. Cenię metajęzykowy wymiar bydgoskiego spektaklu, podejmujący temat edukacji seksualnej w Kościele i kształtowania dialogicznego języka o sprawach trudnych między wiernymi a duchownymi.

Tomasz Stawiszyński na okładce książki Gryżewskiego i Pilarskiego zauważa: „Seksualność to sfera, w której spotykają się i przenikają biologia z polityką, filozofia z psychologią, kultura z naturą”. Tego wielowymiarowego spojrzenia w „Złym wychowaniu” zabrakło. Seksualność duchownych pozostaje nietransparentna i społecznie nietykalna – nie mamy poczucia sprawczości wobec tematów celibatu i związków partnerskich w Kościele, nadużyć seksualnych czy duchowości księży. A przecież w 2024 roku Naczelny Sąd Administracyjny potwierdził rejestrację Reformowanego Kościoła Katolickiego, który udziela ślubów parom jednopłciowym – istnieją więc porządki taki jak prawny, którym Kościoły podlegają. Liczyłam, że „Złe wychowanie” zakwestionuje skostniałe argumenty i otworzy nowe perspektywy. Śmiech mógłby stać się skuteczną strategią afektywną w teatrze. Tym razem tak się nie stało, ale trzymam kciuki za kolejne próby duetu Piaskowski–Sulima.

Tytuł spektaklu

Złe wychowanie

Teatr

Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie

Reżyser(ka)

Jędrzej Piaskowski

Autor(ka) recenzji

Katarzyna Lemańska

Data premiery

23.02.2025

Dramaturg(żka)

Hubert Sulima

Czas trwania

185 (jedna przerwa)

Obsada

Maciej Cymorek

Marian Czarkowski

Joanna Fertacz

Milena Gauer

Radosław Hebal

Aleksandra Kolan

Maciej Pesta (gościnnie) / Wojciech Rydzio

Realizacja

tekst i dramaturgia

Hubert Sulima

reżyseria

Jędrzej Piaskowski

koncepcja

Jędrzej Piaskowski i Hubert Sulima

scenografia

Anna Maria Karczmarska, Mikołaj Małek

reżyseria świateł

Szymon Kluz

kostiumy

Rafał Domagała

muzyka

Jacek Sotomski

asystent scenografów

Kacper Łyszczarz

asystentka reżysera

Agata Żuczkowska

inspicjentka/suflerka

Agata Żuczkowska

Zobacz także

Bądź na bieżąco!
Zapisz się do newslettera

Jeśli chcesz otrzymywać informacje dotyczące najnowszych aktualności i numerów Notatnika Teatralnego, zostaw swój adres.

Twój e-mail został zapisany