Jak połączyć Henriego Bergsona z polskim Kościołem katolickim? Śmiechem. Jędrzej Piaskowski i Hubert Sulima wprost odwołują się do eseju francuskiego filozofa w scenariuszu „Złego wychowania”.
Według Bergsona śmiech pełni funkcję społecznej reprymendy – wskazuje zachowania odstające od normy i daje przyzwolenie na ich moralną ocenę. Pomysł twórców olsztyńskiego spektaklu, aby medialne skandale z udziałem rozpoznawalnych osób konsekrowanych przełożyć na komizm w wersji „hard”, wydaje się zaskakująco prosty i błyskotliwy. Już sam tytuł jest z przymrużeniem oka: brzmi jak tytuł filmu Almodóvara, choć treściowo nie ma z nim nic wspólnego.
Na Scenie Margines pojawia się sześć historii, zrekonstruowanych z medialnych doniesień, ale nie poddanych żadnym weryfikacjom. Aktorzy – Maciej Cymorek, Marian Czarkowski, Joanna Fertacz, Milena Gauer, Radosław Hebal, Aleksandra Kolan i Wojciech Rydzio – wcielają się w kilka ról, aby odtworzyć losy prawdziwych duchownych i osób świeckich uwikłanych w relacje z Kościołem. Zarysowują z założenia reprezentatywny, a ostatecznie dość wąski przekrój tematów związanych z seksualnością osób duchownych, szczególnie nieheteronormatywnych (aż cztery wątki z sześciu). Pierwsza groteskowa historia wprowadza ton całego spektaklu: para księży w ukryciu zgłasza się do seksuolożki, zmagając się z problemami seksualnymi oraz przeświadczeniem, że ich orientacja jest grzechem. Na scenie pojawiają się tematy: celibat, kryzys wiary czy psychoterapia duchownych – wątek inspirowany książką „Sztuka obsługi penisa 2” (2024) seksuologa Andrzeja Gryżewskiego i dramatopisarza Przemysława Pilarskiego.
Druga rekonstrukcja ukazuje spotkanie towarzyskie trzech księży i ich partnerek, którzy niegospodarnie wykorzystują kościelne fundusze. Poziom tych zakrapianych rozmów zniża się do niewybrednych żartów o samobiczowaniu jako formie pokuty czy donosach na biskupów do Sekielskich. Scena przywołuje badania prof. Józefa Baniaka dotyczące związków wśród księży, za które został usunięty z Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Kolejna historia to sprawa księdza Waldemara Irka, po którego śmierci partnerka ujawnia się w mediach, domagając się uznania przez kurię ojcostwa i praw spadkowych jej syna. Następne jest śledztwo Ewarysta Walkowiaka, który próbował ustalić, czy jego rodzicami byli znana zakonnica z Lasek i niemiecki oficer wywiadu. Próby ekshumacji grobu franciszkanki w celu badań DNA komplikuje znalezienie wymieszanych szczątków wielu osób, a siostry zakonne próbują zatuszować sprawę z nadzieją na potencjalną beatyfikację zmarłej. Ustalenie pokrewieństwa jest niemożliwe, ale cała historia jest co jakiś czas podgrzewana przez media. Przedostatni obraz jest o kardynale Dziwiszu, który nabywa Krakowie luksusowy apartament dla swojego sekretarza Andrei. Wreszcie najmocniejsza scena – stacje krzyżowe jako etapy seksskandalu w Dąbrowie Górniczej, między innymi zażywanie narkotyków, orgia, śmierć, interwencja policji i próby zatuszowania ekscesu.
Twórcy podkreślają dystans do powyższych opowieści (i emocjonalny, i do ich stopnia prawdopodobieństwa), co Marian Czarkowski uzasadnia słowami: tylko on „może nas jeszcze uratować”. Problem w tym, że ów dystans, zamiast budzić krytyczną refleksję, odsunął mnie emocjonalnie od spektaklu. „Złe wychowanie” nie daje narzędzi do obiektywnej oceny polskiego Kościoła katolickiego ani nie proponuje świeżej perspektywy wobec postaw bohaterów. O ile w „Ptakach ciernistych krzewów. Rzecz o miłości w kościele” (2023) z Teatru Polskiego w Bydgoszczy groteska prowadziła widzów do zaangażowania, tutaj stała się przeszkodą – przesłaniała empatię wobec ofiar systemowej przemocy Kościoła. Nawet historia z Dąbrowy Górniczej – grana bez charakterystycznej dla całości groteskowej emfazy – nie przełamała mojego braku zaangażowania.
Zdarzenia, które w oderwaniu od satyry mogłyby stać się poważnym głosem w dyskusji o celibacie, emocjonalnych potrzebach duchownych czy hedonizmie wyższego kleru, w spektaklu zamieniają się w serię formalnie wycyzelowanych, lecz pozbawionych spójności obrazów – od melodramatu, przez medialne show, po mistyczne zakończenie. Całość spina celowo przerysowane aktorstwo (doceniam szybkie zmiany ról i sztucznych peruk dopełniających realistyczne kostiumy Rafała Domagały, co tylko potwierdza, że świetny zespół Jaracza czuje się także dobrze w komediowym repertuarze), przy czym metakomentarze aktorów i zapowiedzi kolejnych historii jedynie rozbijają rytm. Równie niesatysfakcjonujący jest finał, zapowiadany jako „fantazja”: w nowoczesnym domu seniora, przypominającym zarazem szpital psychiatryczny, oddział geriatryczny i przytułek dla osób w kryzysie bezdomności, przebywają duchowni „cierpiący” na pedofilię, demencję czy transpłciowość. To pastiszowy Chrystus – a nie wierni czy wymiar sprawiedliwości – ma ich rozliczyć, ale efekt jest raczej moralizatorski niż poruszający.
W scenografii Anny Marii Karczmarskiej i Mikołaja Małka dominuje żółty. Na ten kolor pomalowane zostały wszystkie meble i rekwizyty wraz z lekką metalową konstrukcją zamiast realistycznych ścian – co przywodzi na myśl zarówno „Dogville” Larsa von Triera, jak i internetowy sklep rzulty.co z memami o „rzułtym papieżu” przedstawiającymi Jana Pawła II z charakterystyczną żółtą twarzą. Ten kolor wpisuje zarówno papieża-Polaka, jak i bohaterów spektaklu w ironiczno-groteskowe ramy dyskusji o „cenzopapie”, ale twórcy nie pogłębiają tego wątku. Według prof. dr hab. Magdaleny Kamińskiej z Uniwersytetu Adama Mickiewicza memy papieskie nie zawsze są wyrazem buntu wobec Kościoła, częściej próbą sprowokowania reakcji – i w tym duchu moim zdaniem twórcy proponują raczej tymczasową „wspólnotę śmiechu” (w mojej ocenie nieskuteczną) niż zmasowany atak.
Obok tematów dotyczących Kościoła znanych z innych spektakli – nietykalność prawna duchownych, przyzwolenie na podwójne życie, nadużycia finansowe – pojawia się ciekawy wątek mediów. Piaskowskiego i Sulimę, chociaż sami do stworzenia scenariusza inspirowali się programami reporterskimi jak „Czarno na białym”, nie interesuje rzetelne dziennikarstwo, lecz tabloidyzacja polskich mediów i ich wpływ na opinię publiczną. Dziennikarze w spektaklu reprezentują serwisy plotkarskie, które koncentrując się na klikalności sensacyjnych tytułów i kreowaniu nowych „bohaterów” (takich jak partnerka księdza Irka), jedynie umacniają negatywny wizerunek obecnego Kościoła. Również obecność postaci-memów – Rutkowski prowadzący śledztwo dla partnerki księdza Irka, Jacek Kurski proszący Dziwisza o unieważnienie małżeństwa – tworzą satyryczny obraz Kościoła.
W minionym sezonie odbyły się aż dwie premiery opisane jako farsy religijne. „Latający Potwór Spaghetti” Mateusza Pakuły stawia pytania o wiarę i obrazę uczuć religijnych. „Złe wychowanie” jest poniekąd kontynuacją wątków z „Ptaków ciernistych krzewów” (na przykład relacje nieheteronormatywne, władza Kościoła oparta na finansach, terapia osób konsekrowanych), z tą różnicą, że w Teatrze im. Stefana Jaracza bohaterowie nie są inspirowani anonimowymi postaciami, ale są rozpoznawalni medialnie. Paradoksalnie to w bydgoskim przedstawieniu fikcyjne postaci miały głęboki rys psychologiczny, a w Olsztynie realni bohaterowie zostali sprowadzeni do karykatur. Groteska, zapewne nieintencjonalnie, pozbawiła ich wrażliwości i napięcia emocjonalnego. Krytyka zarzucała „Ptakom ciernistych krzewów”, że pozostają w bezpiecznej strefie marzenia o reformie Kościoła. Nie widzę też radykalizacji w olsztyńskiej propozycji. Z wymienionych powyżej spektakli krytycznych wobec Kościoła (nie widziałam jeszcze „Faustyny. Falsyfikatu” Mariusza Gołosza w reżyserii Ewy Galicy). Najciekawsze pozostają dla mnie „Ptaki ciernistych krzewów” – mimo ich zachowawczości. Cenię metajęzykowy wymiar bydgoskiego spektaklu, podejmujący temat edukacji seksualnej w Kościele i kształtowania dialogicznego języka o sprawach trudnych między wiernymi a duchownymi.
Tomasz Stawiszyński na okładce książki Gryżewskiego i Pilarskiego zauważa: „Seksualność to sfera, w której spotykają się i przenikają biologia z polityką, filozofia z psychologią, kultura z naturą”. Tego wielowymiarowego spojrzenia w „Złym wychowaniu” zabrakło. Seksualność duchownych pozostaje nietransparentna i społecznie nietykalna – nie mamy poczucia sprawczości wobec tematów celibatu i związków partnerskich w Kościele, nadużyć seksualnych czy duchowości księży. A przecież w 2024 roku Naczelny Sąd Administracyjny potwierdził rejestrację Reformowanego Kościoła Katolickiego, który udziela ślubów parom jednopłciowym – istnieją więc porządki taki jak prawny, którym Kościoły podlegają. Liczyłam, że „Złe wychowanie” zakwestionuje skostniałe argumenty i otworzy nowe perspektywy. Śmiech mógłby stać się skuteczną strategią afektywną w teatrze. Tym razem tak się nie stało, ale trzymam kciuki za kolejne próby duetu Piaskowski–Sulima.
