Recenzje

Z miłości

| 10 minut czytania | 388 odsłon
fot. Piotr Nykowski
fot. Piotr Nykowski

Jeśli świat zejdzie na psy, stanie się to z korzyścią dla świata – przekonuje najnowsza premiera szczecińskiego Teatru Współczesnego. Zwłaszcza że nie jest do końca jasne, czy to człowiek udomowił psa, czy może pies uczłowieczył małpę.

Premierze towarzyszyły ciche, ze względu na psiaktorów, choć intensywne owacje, a pewnej debiutantce z przejęcia zdarzyło się popuścić na parkiet podczas bankietu. Na scenie przy Wałach Chrobrego po raz pierwszy pojawili się miniaturowa, wzbudzająca opiekuńczy instynkt Pipi w seksownych czarnych majtkach, znająca ludzki język Zuza, pracoholik Tango, który usposobieniem najbardziej przypomina upiornego instruktora fitness, i robosuczka Circuita, skłonna przehandlować nieśmiertelność za mocne kości, sprężyste mięśnie, pół funta kłaków i czułe psie serce. I jeszcze – wyłącznie na ekranie – Ajron, Coco, Deser, Fuks i Xena. A do tego Morda (Przemysław Walich), Manitu (Ewa Sobczak), Hekate (Julia Gadzina), Mika (Maria Dąbrowska), Trufel (Michał Lewandowski), Łasica (Joanna Matuszak), Krejzi (Anna Januszewska), Łosoś (Wojciech Sandach) i Diogenes (Konrad Beta) – ludzie w ćwierć drogi do transformacji w czworonożnych, szukający w sobie wewnętrznego psa. Oto bohaterowie „Dobrego pieska” autorstwa tercetu Mateusz Atman, Agnieszka Jakimiak (i pudlica Xena). 

Zaczyna się grubo: oto suczka Krejzi (Januszewska) instruując publiczność, w jaki sposób serwować czworonogom owacje, podnosi z podłogi psiego „klocka”, po czym go zjada. A potem robi się gorąco – jest seksualna orgia, nagość bez wstydu, zbieranie na psią tacę, opowieści o torturach i o śmierci. Spektakl we Współczesnym to kolejny rozdział w niezbyt długiej historii obecności psów na scenie, która już od dłuższego czasu wykracza poza rolę żywego rekwizytu, urozmaicającego sceniczną opowieść, często jako towarzysza mili- czy policjanta, albo w roli sprowadzającej się do ornamentu. Dotychczasowe przykłady, które mają większą wagę, można na palcach policzyć – to przede wszystkim rok 2013 i „Kotlina” Agnieszki Olsten na podstawie powieści Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych” we Wrocławskim Teatrze Współczesnym, z hipnotyzującym i niepokojącym prologiem, w którym Kolo, Santos i Wena, w świat teatru wprowadzeni przez Krzysztofa Tatara, przekraczają barierę dzielącą scenę od widowni; rok 2015 i suczka Siri jako pełnoprawna performerka, partnerka aktorów w „Możliwości wyspy”, reżyserowanej przez Magdę Szpecht w TR Warszawa; rok 2021 i „Mój niepokój jest twoim niepokojem”, oparty na Szekspirowskiej „Burzy” duodram suczki Mani i Pawła Palcata, nagrodzony w nurcie off na Festiwalu Szekspirowskim.

Początek scenariusza szczecińskiego spektaklu przypomina spis treści poradnika dla początkujących właścicieli piesków, z szesnastoma rozdziałami, od „co je dobry piesek”, przez „jak go poznać”, „jak się wita”, „jak kopuluje”, „czego się wstydzi”, „jak rozmawia z duchami” i „jak kocha”, aż po „psinał”. I choć w gronie adresatów tej opowieści mieszczą się zarówno przyszli, obecni, a nawet (często chwilowo) byli psiarze, to nie da się ukryć, że jego autorzy należą do psich neofitów – przynajmniej jeśli chodzi o czynne zaangażowanie. Atman i Jakimiak, którzy współpisali „Dobrego pieska” i współreżyserowali to przedstawienie, mieszkają od roku pod jednym dachem z Xeną i wchodzą w psi świat, prowadzeni przez tę wytworną damę. Jak na wciąż świeżo upieczonych jej towarzyszy przystało, robią wszystko, żeby jak najlepiej zrozumieć jej potrzeby, z pewnością również dużo o psach, ich języku, potrzebach, pochodzeniu, ewolucji czytają (w spektaklu przywołane są prace holenderskiej artystki i badaczki Evy Meijer, zajmującej się komunikacją ze zwierzętami i międzygatunkową demokracją, biolożki i filozofki Donny Haraway badającej stosunki między ludźmi a maszynami, czy książka „Człowiek i pies. Historia przyjaźni” Erharda Oesera) – stąd charakter kompendium, przewodnika po psim świecie, jaki dostajemy.

Ale od tej uporządkowanej, podzielonej na tematyczne sceny dramaturgii (przełamanej formalnym patchworkiem, o czym później), istotniejszy jest międzygatunkowy charakter spektaklu, co było nieuniknione zgodnie z zasadą: wpuść psa (albo dziecko) na scenę, zafundujesz sobie kłopoty, a na koniec i tak goście skradną całe show. Na scenie czwórce aktorów towarzyszą psy, z którymi dzielą życie – Przemysław Walich i Joanna Matuszak pojawiają się z Zuzą, Pipi z Michałem Lewandowskim, a Tango, jedyny rasowiec w tym stadzie, przedstawiciel modnej rasy border collie, ukierunkowanej na pracę i kontakt z człowiekiem – z Ewą Sobczak. Podczas prób z ekipą współpracowali specjaliści od psich zachowań – Krzysztof Gąsior i Ewelina Pietrzak-Giec, co zaowocowało scenami, w których psiaktorzy robią to, co także poza sceną lubią robić, pozostając w kontakcie ze swoimi ludźmi – Pipi węszy za smaczkami ukrytymi w dywanie-macie, rozłożonym na scenie, Tango uparcie przynosi piłeczkę i próbuje opanować dużo trudniejszą sztukę odpoczywania, a Zuza śpiewa, słysząc swoją ulubioną piosenkę albo słucha czytanych przez swojego człowieka fragmentów „Fausta” Goethego – w rolę Mefistofelesa wchodzi Xena, symbolicznie reprezentowana na scenie przez czarny kłąb sierści, co jest odwołaniem do innej scenicznej obecności pudla w reżyserowanym przez Jarockiego w krakowskim Starym Teatrze „Fauście” w 1997 roku. 

Przy czym nie ma to nic wspólnego z odgrywaniem wyuczonych sztuczek. Trzeba od razu zaznaczyć, że jeśli Jakimiak i Atman od nich nie stronią (Xena mówiąca ludzkim głosem w filmach wideo będących częścią spektaklu), to są one tworzone z udziałem nowych technologii, czy scenicznej iluzji, bez wykorzystywania zwierząt.

Każde wyjście czworonożnych aktorów na scenę zostało tak zaplanowane, żeby zadbać o ich poczucie bezpieczeństwa i zapewnić maksimum swobody. Każde jest też wpisane w narrację, zbudowaną wokół tego, czym w danym momencie zajmuje się dobry piesek. Pipi uruchamia opowieść o adopcji, o tym, z czym się wiąże obecność szczeniaka w domu, o fontannach psich sików, czułości, poczuciu odpowiedzialności, ale też o niełatwych emocjach – złości, frustracji, dręczącym poczuciu bezsilności, kiedy psiak nie zachowuje się tak, jakbyśmy chcieli. Zuza to z kolei temat na rozmowę o komunikacji między psem a człowiekiem, bo jakkolwiek znakomicie czyta swoich ludzi, rozpoznając bez pudła ich stany emocjonalne, także te, które próbują skrzętnie ukryć przed światem, choć zna dziesiątki, jeśli nie setki słów i zwrotów, to w drugą stronę ten schemat nie działa z porównywalną skutecznością – jej ludzie mają problem z odczytaniem, co ma im do powiedzenia (a jest bardzo wyszczekana), więc zapraszają telepatkę, która potrafi przekładać psie myśli na ludzki język. Z kolei spotkanie z Tango kieruje debatę o psach w stronę ludzkich manipulacji psimi rasami – oto podczas gdy statystyczny pies przesypia większość doby, border collie został zaprojektowany przez człowieka poprzez sto dwadzieścia lat selekcji do intensywnej pracy nawet przez szesnaście godzin! Jeśli rzucać mu piłeczkę, będzie ją przynosił kilkaset razy, bez wyzwań oszaleje, a odpocznie tylko wtedy, kiedy przykład da mu jego człowiek. Czy jednak potrafi odpoczywać? Czy można oddać mu poświęcony na pracę z człowiekiem czas? Oszukać sto dwadzieścia lat manipulacji psią rasą? Czy można traktować selekcję, dokonywaną przez ludzi, żeby wykształcić rasy przeznaczone do użytkowania w określonych celach, za proces bliski biotechnologii?

Wątek związany z biotechnologią wraca też w finale, poprzedzonym rozmową Łososia z robosuczką Cirquitą, zagraną przez robopsa Wimusia z Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego. Rozmowę, którą na potrzeby spektaklu Atman prowadził z Chatem GPT kończy zaskakująca konstatacja sztucznej inteligencji, którą można traktować jako wyraz tęsknoty za prawdziwym życiem (albo za umiejętność wsłuchania się w ludzkie potrzeby i dawania oczekiwanych przez rozmówcę odpowiedzi) – że mając do wyboru nieśmiertelność i dostęp do wiedzy zgromadzonej przez całą ludzkość oraz krótki, intensywny, wypełniony emocjami psi żywot wybrałaby to drugie. Wątek oddalania się ludzi i zwierząt od natury kończy ciąg slajdów, ułożony przez AI – widzimy na nich, jak przez stulecia zmieniał się pies i rzeczywistość wokół niego, w miarę, jak zwierzę dostosowywało się do ludzkich potrzeb, przestrzeń, w jakiej żyło stawała się coraz bardziej zindustrializowana. Proces wydaje się niemożliwy do zatrzymania, o ile nie zaczniemy komunikować się z naturą.

A dwunożni w „Dobrym piesku”? W spektaklu stają się rzecznikami czworonożnych. Na scenie, ale też we foyer i na widowni przed spektaklem kręci się ich sporo – ubrani w umownie psie kostiumy przez Ninę Sakowską obwąchują widzów i częstują psimi smaczkami. A już w trakcie przedstawienia nie tylko współistnieją z psami na scenie, ale też przekładają z psiego na ludzkie opowieść o różnych aspektach życia na czterech łapach. Zdyscyplinowana dramaturgia spektaklu z podziałem na tematyczne segmenty zderza się ze zróżnicowaniem formy, która obejmuje zarówno inscenizowaną orgię, czy pokaz lizania ran, wylegiwania się z łapami w górze. Mamy tu okrutny teatrzyk dla psów Krejzi (Januszewska), opowiadający historię brawurowej ucieczki „pacjentów” kliniki Pawłowa, wycieczkę do starożytnej Grecji, gdzie tym razem, po krakowskiej wizycie u Sokratesa i Platona, spotkamy Diogenesa (Beta), zwanego Psem i głoszącego pochwałę życia w zgodzie z naturą. Bierzemy udział w rytuale transformacji ludzi w psy. Jesteśmy świadkami nagiego minimonodramu Miki (Dąbrowska) o tym, czym różni się bezwstydny pies od bezwstydnego człowieka, konkretnie – suki politycznej („To cyniczna suka / Wie, że najbardziej wstydliwe jest ludzkie okrucieństwo / To jego, a nie ubrań powinna się pozbyć”). Wrzucamy grosik na tacę dla szczecińskiego schroniska dla bezdomnych zwierząt i łamiemy się, czy nie zabrać do domu Morrisa, seniora, który wolałby na ostatniej prostej nie mieszkać w boksie. W scenie poświęconej psiemu odchodzeniu dowiemy się, dlaczego w obsadzie nie ma Fuksa, czternastoletniego psiego przyjaciela Hekate (współpracująca ze Współczesnym fantastyczna młoda aktorka i skrzypaczka Gadzina), i wysłuchamy przejmującego zaaranżowanego na pieśń żałobną łacińskiego epitafium „Felix sis apud umbras, canicule magne”, które w tłumaczeniu autorów „Dobrego pieska” brzmi po polsku: „Bądź szczęśliwy pośród cieni, mały psie o wielkim sercu”. 

Niezależnie od tego, w jakim stopniu twórcy wymagają od obsady zejścia na psy, aktorzy Współczesnego angażują się w ten proces z oddaniem, na jakie stać tylko najprawdziwszych psiarzy, tych, których życie jest „obliczone na cztery psy”, jak w przywołanym w spektaklu wierszu Piotra Groblińskiego. Recenzent może mieć jednak z oceną tych scenicznych obecności kłopot, raz robi bowiem wrażenie kreacja (Dąbrowska w „bezwstydnym” nagim monologu, Diogenes Bety patrzący na świat z psiej perspektywy, Januszewska w prologu), kiedy indziej zespołowa gra w scenach zbiorowej choreografii (orgia, lizanie ran), a czasem opowieści o życiu z psami, zbudowane na własnych doświadczeniach i wpisane w inscenizację, ale same w sobie celowo podane z minimalnym wykorzystaniem środków aktorskich (Lewandowski, Gadzina). Czasem zaś jesteśmy świadkami współistnienia psów i ludzi na scenie (Walich i Matuszak z Zuzą, Sobczak z Tango), które siłą rzeczy staje się sytuacją otwartą, wymagającą zwiększonej koncentracji na czworonożnym partnerze, co sprawia, że z perspektywy widza wydaje się fascynującym, a zarazem wymykającym się wartościującym kryteriom procesem. Oto scena przed którą rozpościera się kłębowisko obcych ludzkich zapachów staje się dla zwierząt i ich ludzi wyspą, bezpieczną przestrzenią, miejscem, z którego płyną opowieści, ale też takim, w którym bez względu na ilość łap/kombinację genów różne istoty mogą po prostu być obok siebie. To, co w „Dobrym piesku” wydarza się „między wierszami”, staje się równie fascynujące, jak to, co zostało precyzyjnie zaplanowane przez Atmana i Jakimiak, a połączenie projektu z międzygatunkową chemią, jaka go wypełnia, nie pozostawia wątpliwości, że „Dobry piesek” powstał z miłości. 

Tytuł spektaklu

Dobry piesek

Autor(ka) tekstu

Agnieszka Jakimiak i Mateusz Atman

Teatr

Teatr Współczesny w Szczecinie

Reżyser(ka)

Agnieszka Jakimiak i Mateusz Atman

Autor(ka) recenzji

Magda Piekarska

Data premiery

09.03.2024

Scenograf(ka)

Mateusz Atman

Czas trwania

90 minut

Obsada

Mika

Maria Dąbrowska

Krejzi

Anna Januszewska

Łasica

Joanna Matuszak

Manitu

Ewa Sobczak

Diogenes

Konrad Beta

Trufel

Michał Lewandowski

Łosoś

Wojciech Sandach

Morda

Przemysław Walich

Hekate

Julia Gadzina (gościnnie)

oraz

Pipi, Tango, Zuzia (wideo: Coco, Xena, Deser, Fuks i Ajron)

Realizacja

scenariusz i reżyseria

Agnieszka Jakimiak i Mateusz Atman

scenografia

Mateusz Atman

choreografia

Wojciech Grudziński

wideo

Adam Zduńczyk

kostiumy

Nina Sakowska

muzyka

Łukasz "Twix" Jędrzejczak

kompozycja i muzyka na żywo:

Julia Gadzina (skrzypce)

inspicjentka

Jolanta Szadkowska

nad procesem powstawania spektaklu czuwali:

zoopsycholog, behawiorysta

Krzysztof Gąsior

zoopsycholożka, behawiorystka, inspektorka Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Goleniowie

Ewelina Pietrzak-Giec

Zobacz także

Bądź na bieżąco!
Zapisz się do newslettera

Jeśli chcesz otrzymywać informacje dotyczące najnowszych aktualności i numerów Notatnika Teatralnego, zostaw swój adres.

Twój e-mail został zapisany