Recenzje

Instrukcje na wypadek łez

| 11 minut czytania | 99 odsłon

W kontekście teatralnym, tak wyrazista, naznaczona indywidualnymi przeżyciami literatura, na pierwszy rzut oka wydaje się materiałem na brawurowy monodram. Tymczasem Mira Mańka, reżyserka i autorka adaptacji w Teatrze im. Juliusza Osterwy, zobaczyła w opowieściach Dłużewskiej podstawę dla skrupulatnie skonstruowanego, kameralnego przedstawienia.

Na początek kilka informacji. Do jakich danych by nie sięgnąć, wszystkie są alarmujące. Zacznijmy od perspektywy globalnej. Autorzy ostatniego raportu Światowej Organizacji Zdrowia dotyczącego zdrowia psychicznego stwierdzają, że depresja jest najczęstszym schorzeniem obserwowanym u osób dorosłych[1]. Stanowi blisko trzydzieści procent tego rodzaju dolegliwości, a prognozy nie napawają optymizmem. Bo badania opisują szczegółowo stan na rok 2019 – czyli jeszcze przed pandemią – ale wstępne szacunki, które również uwzględniono, wskazują, że w czasie szerzenia się COVID-19 odnotowano wzrost występowania depresji aż o dwadzieścia osiem procent (!), podczas gdy do 2030 roku może ona stać się najczęściej występującą chorobą na świecie… Z nieco starszych analiz, opisujących nasz region świata, wyłania się podobny obraz. W krajach Unii Europejskiej w 2018 roku u jednej na jedenaście osób zdiagnozowano problemy ze zdrowiem psychicznym, przy czym w Polsce sama tylko depresja dotykała ponad 1,2 miliona osób[2]. Poznawszy tylko tych kilka statystyk, wystarczy rozejrzeć się na ulicy, w autobusie czy tramwaju i uruchomić wyobraźnię, by uzmysłowić sobie skalę zjawiska. Tak, zdrowie psychiczne to dziś zarazem jedno z najpoważniejszych wyzwań dla systemów opieki zdrowotnej, jak i ważny temat w debacie publicznej, któremu od kilku sezonów przygląda się również teatr. W Warszawie jest musical „Next to normal” Jacka Mikołajczyka i monodram Heleny Urbańskiej „Cukry”, w Szczecinie „Spartakus. Miłość w czasach zarazy” Jakuba Skrzywanka, w Białymstoku „Drama Club” Katarzyny Minkowskiej, w Krakowie „Joga” Anny Smolar.

Większość tych historii przyszła do teatru za pośrednictwem reportaży bądź literatury autobiograficznej – aspekt prawdziwości ma tu istotne znaczenie. Dlatego też działaniami, które chyba najpozytywniej przyczyniły się w ostatnich latach do zwrócenia uwagi na problem depresji, były wyznania rozmaitych znanych osób, które otwarcie opowiedziały o swojej chorobie. W Hollywood jako jedna z pierwszych uczyniła to Ellen DeGeneres, gwiazda amerykańskiej telewizji. W ślad za nią poszły kolejne sławy: książę William, Adele, Jim Carrey, a u nas między innymi Ralph Kaminski, Justyna Kowalczyk czy Danuta Stenka. Wymieniać można by długo. Jak zauważa jednak Emilia Dłużewska, autorka „Jak płakać w miejscach publicznych”: „depresja może dotknąć każdego, ale lepiej by był z klasy średniej. Depresja biednych budzi w nas niepokój, depresja bogatych jest zbyt irytująca. Nie mówiąc już o bezdomnych czy uchodźcach, którzy i bez tego powodują wystarczająco dużo zamieszania”[3].

[1] „World mental health report: Transforming mental health for all”, Geneva 2022 (dostęp: 28.02.2024).
[2] „Health at a Glance: Europe 2020. State of health in the EU cycle”, Paris 2020 (dostęp: 28.02.2024).
[3] Emilia Dłużewska, „Jak płakać w miejscach publicznych”, Kraków 2023, s. 11.

Kąśliwa uwaga? O tak, i to wcale nie jest szczyt możliwości Dłużewskiej, na co dzień dziennikarki „Gazety Wyborczej”. Jej debiutancka książka aż skrzy się czarnym humorem. W niemal każdym spośród ponad siedemdziesięciu króciutkich, liczących od niespełna jednej do paru stron rozdziałów na czytelnika czekają oryginalne obserwacje czy sugestie, które mogą wywołać wybuchy śmiechu. Bo autorka, chociaż głównie opisuje własne doświadczenia („Zaczęłam szukać terapeuty w taki sam sposób, w jaki osoba z mojego pokolenia szuka pracy, mieszkania i informacji, gdzie kupić w niedzielę świeżą trawę cytrynową: napisałam posta na Facebooku”[4]), przetyka je również drobnymi dygresjami związanymi z historią psychiatrii (Dłużewską mało kto irytuje tak, jak Sigmund Freud) czy pseudominiporadnikami (na przykład „jak wstać z łóżka w dziesięciu krokach”, „czego nie mówią wam o depresji” albo „czy zakochasz się w terapeucie?”). Wszędobylski dowcip i dystans nie oznaczają jednak, że waga tematu zostaje unieważniona. Ukrywanie się w pracy, zmienianie strategii w kontaktach z terapeutami czy nieprzyznawanie się do ostatniej chwili przed rodziną to jedno, ale jak zabawnie by o tym nie opowiadać, obezwładniająca niemoc, która nie pozwala zmusić się do wstania z łóżka, koniec końców nadal pozostaje niemocą. W kontekście teatralnym, tak wyrazista, naznaczona indywidualnymi przeżyciami literatura, na pierwszy rzut oka wydaje się materiałem na brawurowy monodram. Tymczasem Mira Mańka, reżyserka i autorka adaptacji w Teatrze im. Juliusza Osterwy, zobaczyła w opowieściach Dłużewskiej podstawę dla skrupulatnie skonstruowanego, kameralnego przedstawienia.

Zasadnicza koncepcja zrodziła się być może po przeczytaniu tego pytania: „Kiedy zaczęłam myśleć o swoim mózgu jako o osobnym bycie?”[5]. Na małej, mieszczącej się na piętrze lubelskiego teatru scenie zainscenizowano bowiem wnętrze głowy Emilii Dłużewskiej. Jest to jasne od samego początku, bo widzów informuje o tym z nagrania głos Miry Mańki, która rozpoczyna spektakl i którą słychać będzie jeszcze wielokrotnie – reżyserka-narratorka podaje numer każdej kolejnej sceny, a odliczanie zatrzymuje się na liczbie trzydzieści dwa. Jeśli dołoży się do tego fakt, że całość trwa siedemdziesiąt pięć minut, może się wydawać, że przebieg takiego przedstawienia musi być niezwykle wartki – wychodzi niewiele ponad dwie minuty na pojedynczą scenę. Wrażenie jest jednak zgoła odmienne, co wynika, jak sądzę, z tak konsekwentnego trzymania się w konstrukcyjnym rygorze. Żadna scena nie jest pominięta, żadna kolejność nie zostaje przestawiona, nie następuje żadne odstępstwo od reguły. Jako że zdecydowana większość elementów została poukładana za widzów, percepcja może skupić się na śledzeniu steatralizowanych myśli autorki „Jak płakać w miejscach publicznych”.

[4] Emilia Dłużewska, „Jak płakać w miejscach publicznych”, Kraków 2023, s. 96.
[5] Tamże, s. 154.

Tylną ścianę oraz podłogę wyścieła futrzany, zapewne przyjemny w dotyku, różowawy dywan, zaś pośrodku ustawiono wannę. Z niej wychylają się Depresyjna (Beata Passini) i Maniakalna (Kamila Janik), dwie odsłony stanów psychicznych Dłużewskiej. Ubrane są identycznie – na nogach mają sportowe buty, a na obcisłe, ciemnoróżowe kombinezony mają założone przypominające zwoje mózgowe, sięgające przed kolana sukienki. W pewnym momencie będą miały na sobie również białe futerka à la lama, lecz przez większość czasu działają bez ograniczających ruchy dodatków. Zaprojektowane przez Katarzynę Sobolewską scenografia i kostiumy tworzą przytulną, zdominowaną przez róż i wrażenie miękkości przestrzeń, której oddziaływanie jest wzmocnione przez naprawdę niewielki rozmiar sali – aktorki i ich świat są bardzo blisko, niemal na wyciągnięcie ręki.

Jaką parą postaci są Maniakalna i Depresyjna? Chociaż określenia te opisują skrajności, w rolach Beaty Passini i Kamili Janik zdecydowanie więcej jest podobieństw. To raczej podzielony na dwa głos tej samej osoby, aniżeli dwa różne stany świadomości. Jako że scenariusz przedstawienia zbudowany jest z poustawianych na nowo, niepoddanych większym zmianom fragmentów książki, nie ma w nim dialogów, a pytania w większości są retoryczne. To autobiograficzna proza z pierwszoosobową narratorką, ale też warto zauważyć, że jako czytelnicy nie towarzyszymy Dłużewskiej w chorobie. To nie jest pisany w jej trakcie dziennik, bo, jak zauważyła w „Dwutygodniku” Olga Wróbel, „jest to opowieść prowadzona z dystansu: po diagnozie i terapii, po przemyśleniu swojej sytuacji i oswojeniu się z lekarstwami. Mroki choroby i niepewność co do możliwości normalnego funkcjonowania są przepracowanym wspomnieniem, dzięki czemu opowieść autorki wskakuje na poziom uniwersalny”[6]. Właśnie podobny rodzaj dystansu dominuje w grze Passini i Janik. Aktorki nie wcielają się w Dłużewską, tylko pokazują nam kolejne wyimki z jej historii. Żadna z aktorek nie zbliża się nawet do płaczu czy innych mocnych emocji. Niektóre scenki przypominają stand-up, jest miejsce dla piosenki i dłuższego monologu, przeważa jednak prowadzony wprost do widzów dwugłos aktorek, chwilami mający w sobie coś ze znanego z podróży samolotowych instruktażu na wypadek zagrożenia. Tak precyzyjnie wytyczony kierunek, w którym wspólnie podążają Passini i Janik, sprawia, że narracja jest spójna, ale znajduje to też odbicie w dramaturgicznej jednostajności. Nie ma konfliktu, nie ma ostrzejszej różnicy zdań, która nieco zaburzyłaby układność spektaklu. W sukurs przychodzi jednak muzyka Magdaleny Dubrowskiej, której westernowe pastisze à la Ennio Morricone okazują się składnikiem wprowadzającym odrobinę ożywczego zamieszania.

[6] Olga Wróbel, „A może to nie my?”, „Dwutygodnik” 2023 nr 02 (dostęp: 28.02.2024).

Rezygnacja z pokusy wcielenia się w kogoś chorującego na depresję ma swoje racjonalne, wywiedzione zresztą wprost z ostatnich stron książki Dłużewskiej uzasadnienie. Zdominowana przez róż scena niknie w półmroku, aktorki przewracają na bok wannę i razem kładą się w jej wnętrzu, wtulając się w siebie nawzajem. Przez parę ostatnich minut słuchamy z głośników spokojnego, głębokiego głosu reżyserki: „Nie wierzcie w nic, co mówię. Próba wytłumaczenia komuś swoich stanów psychicznych jest z góry skazana na porażkę. W dodatku cholernie frustrująca…”[7]. Nie oznacza to bynajmniej kapitulacji. Wejście na taki metanarracyjny poziom przypomina, że za słowami Dłużewskiej skrywa się jej autentyczna, trudna historia, do której dostępu nie mamy. I mimo że to Mira Mańka przedstawia się jako autorka-narratorka, to jest dokładnie w takiej samej pozycji jak każdy z widzów. W lubelskim „Jak płakać w miejscach publicznych” więcej niż przeżywania i emocji jest rozumowania i dystansu, ale takie schłodzenie literackiej brawury Dłużewskiej pozwala położyć większy nacisk na temat, który w Osterwie podjęto nie tylko przedstawieniem, ale też niewielką wystawą w foyer „Jak płakać?”. Kuratorki Paulina Mazurek i Agata Sztorc-Gromaszek z kilku fotografii i rekwizytów stworzyły przestrzeń, w której można między innymi przejrzeć książkę Dłużewskiej, zobaczyć, ile przy ocieraniu łez zużywa się chusteczek albo rozszerzyć listę synonimów dla czasownika „płakać”. Spektakl, wystawa i rozdawane w teatrze chusteczki składają się w subtelną zachętę do spojrzenia na płacz jako na coś pozytywnego. Coś, czego wcale nie trzeba ukrywać w tytułowych miejscach publicznych.

[7] Emilia Dłużewska, dz. cyt., s. 195.

Tytuł spektaklu

jak płakać w miejscach publicznych

Autor(ka) tekstu

Emilia Dłużewska

Teatr

Teatr im. Juliusza Osterwy

Reżyser(ka)

Mira Mańka

Autor(ka) recenzji

Jan Karow

Data premiery

15.02.2024

Autor(ka) muzyki

Magdalena Dubrowska

Scenograf(ka)

Katarzyna Sobolewska

Obsada

Kamila Janik

Beata Passini

Realizacja

Autorka

Emilia Dłużewska

Reżyseria i adaptacja

Mira Mańka

Scenografia i kostiumy

Katarzyna Sobolewska

Muzyka

Magdalena Dubrowska

Reżyseria światła

Piotr Bartoszewicz

Inspicjentka

Klaudia Wierzchoń

Zdjęcia

Aleksander Wolak

Zobacz także

Bądź na bieżąco!
Zapisz się do newslettera

Jeśli chcesz otrzymywać informacje dotyczące najnowszych aktualności i numerów Notatnika Teatralnego, zostaw swój adres.

Twój e-mail został zapisany