Recenzje

Nasi czy wasi?

| 13 minut czytania | 392 odsłon

TR Warszawa stawia na pierwszym miejscu idee równości i tolerancji dla wszystkich poszukujących własnej tożsamości, walkę o prawa kobiet i artystyczno-pacyfistyczny sprzeciw wobec jakimkolwiek przejawów przemocy. 

Czerwone, przyćmione światło, transowa muzyka, aktorzy przemykający w głębi sceny w niesamowitych maskach. Z cienia wyłania się Tatyana z czerwoną namitką na głowie i odprawia nad blaszaną misą z parującą wodą rytuał przypominający obmywanie rąk. Babcia Luba, uważana za szeptuchę, ze świecą w dłoni szepcze po ukraińsku uroki chroniące przed nienawistnymi spojrzeniami obcych. Na Huculszczyźnie takie duchowe uzdrowicielki nazywają molfarkami. Babcia Luba otacza opieką nastoletnią Lenę – narratorkę przedstawienia Mój sztandar zasikał kotek. Kroniki z Donbasu.

Spektakl w reżyserii aktorki TR Warszawa, Aleksandry Popławskiej, powstał na podstawie inspirowanej osobistymi doświadczeniami trylogii Leny Laguszonkowej: Pipidówa (2018), Matka Gorkiego (druk. 2021) i ukończony już w schronie dramat Mój sztandar zasikał kotek (druk. 2022). Wielopokoleniowa historia rodziny Leny i jej sąsiadów opowiedziana jest z perspektywy kobiet z okupowanej przez separatystów Stanicy Ługańskiej w Donbasie. To tytułowa pipidówa i rodzinna miejscowość autorki, która następnie aż do wybuchu wojny mieszkała w Kijowie.

Lena, grana gościnnie przez Anitę Szepelską (rola dublowana z Izabellą Dudziak), to outsiderka, buntowniczka, która próbuje zdusić w sobie małomiasteczkowość i poszukuje – także w nieheteronormatywności – nowego modelu na życie. „Chcę zdawać do Moskwy” – powtarza, ale ostatecznie na studiach wyląduje w znienawidzonym Ługańsku. Lena broni się przed odpowiedzią na pytanie, czy miejsce urodzenia ją definiuje. Mimo że wyjeżdża wreszcie z pipidówy, przechodzi upragnioną inicjację seksualną, ostatecznie jest w związku z Yulią (gościnnie Daria Polunina), to nie udaje jej się uciec ani przed mentalnością ludzi, którzy ją wychowali, ani przed ogarniętym wojną domem. Chce przepracować dzieciństwo i zrobić film o swojej rodzinie, ale kiedy po latach wraca do Stanicy, nie ma w niej nikogo poza matką. W fantasmagorycznym finale spektaklu Lena w obecności rodziny i Yulii, przy tradycyjnym ukraińskim stole, odbiera za ten film nagrodę. I rozglądając się wokół, kwituje: „Jesteśmy na dywanie w Cannes i jednocześnie w rodzinnym domu w Ługańsku. Bo w Ługańsku jest tak pięknie jak w Cannes”.

Pod koniec maja 2022 roku po premierze bydgosko-toruńskiego spektaklu Życie na wypadek wojny Lena Laguszonkowa powiedziała, że literatura i dramaturgia ukraińska po drugiej wojnie światowej nie wypracowała języka mówiącego o wojnie. Twórczynie w tamtym projekcie pytały: „Ale czy da się wypowiedzieć/opowiedzieć traumę? Jak mówić o wojnie, która wciąż trwa?”. Taką rolę przejął ich zdaniem język mediów społecznościowych, a platformą komunikacji stały się aplikacje Telegram czy Signal. Laguszonkowa napisała wówczas scenariusz teatralny na podstawie autentycznych historii Ukrainek, opublikowanych w Internecie. Ukończone kilka miesięcy wcześniej Kroniki z Donbasu stanowią z jednej strony próbę uchwycenia oszczędnej, często skrótowej formy z sieci społecznościowych, z drugiej są oryginalnym wykorzystaniem potocznego języka do opisania doświadczeń wojennych.

Kroniki z Donbasu napisane są bowiem boleśnie dosłownym i wulgarnie potocznym – często młodzieżowym – językiem ukraińskiej prowincji, uchwyconej od czasów Związku Radzieckiego (Matka Gorkiego) po Majdan (Mój sztandar zasikał kotek). Autorka z pomocą pełnego czarnego humoru i celnie charakteryzującego status społeczny bohaterów języka przedstawia historię wchodzącej w dorosłość dziewczyny, wychowanej w domu, w którym za sytuację mieszkańców Donbasu winni są wszyscy inni – Europa Zachodnia i Ameryka, junta i Żydzi. Lena musi skonfrontować się ze stereotypami i skrajnymi postawami, dzielącymi jej społeczność, ale także ze swoim własnym marzeniem o wielkiej Rosji i Moskwie. Ślepe zapatrzenie w Putina, skrajna bieda, bezrefleksyjne poddanie się władzy sterowanych przez Rosjan separatystów, przekierowanie agresji na Ukrainę jako wroga, ale także poczucie bezsilności sprawia, że we wschodniej Ukrainie nie może się wykrystalizować masa krytyczna. Narratorka Kronik z Donbasu przygląda się mechanizmom historii z osobistej, wąskiej perspektywy – wyborów swoich bliskich i sąsiadów: komu sprzedać kawałek słoniny i kogo poczęstować wódką, kto jest nieprzyjacielem, kto poparł pomarańczową rewolucję, kto był na Majdanie. Między politycznymi wyborami rozdarta jest Nadia (Julia Wyszyńska), matka stojących po dwóch stronach konfliktu Andrija i Sanii, spotykająca się z rosyjskim majorem milicji Kolą (Mirosław Zbrojewicz). Postaci grane przez Wyszyńską i Zbrojewicza są siebie warte – zawzięte, surowe wobec rodziny, bezwzględne w ocenach, jednocześnie tak rozpaczliwie szukają przebłysku odwzajemnionego uczucia. 

Aktorzy TR Warszawa z naturalnością odnaleźli się w psychologizującej estetyce Popławskiej. Pomimo miejscami gramatycznie chropowatego języka Laguszonkowej (co oddaje błędny szyk składniowy w tytule) reżyserce udało się zbudować pełnowymiarowe postaci, wymagające od jej koleżanek i kolegów z zespołu aktorskiego tradycyjnego warsztatu. Anita Szepelska mówi krótkimi zdaniami, zwracając się przeważnie wprost do publiczności. Niekiedy niemal wykrzykuje poszczególne kwestie – jakby musiała przekrzyczeć się ze swoją historią. Jest intensywnie obecna na scenie przez większość dwugodzinnego spektaklu (gra w pierwszej i ostatniej z trzech części). Jej ekspresywna mowa ciała, wyrażająca bunt, jest skontrastowana ze sposobem artykulacji, skupieniem nad tym, co i jak mówi. Warto też zwrócić uwagę na opanowaną, chłodną grę Agnieszki Żulewskiej jako matki Leny czy scenę z pełną nerwowego niepokoju Justyną Wasilewską jako chorą na HIV narkomanką, utrzymującą się z prostytucji. 

Pierwsze słowa spektaklu, dopisane Laguszonkowej przez reżyserkę, brzmią: „Cześć, to ja, a to jest moja kotka Mruczka, której udało się stać kotem, ostatecznie jest postacią niebinarną”. I chociaż bohaterka Kronik z Donbasu kwestionuje binarne konstrukty społeczne i wierzy w zapewnienia Yuli, że w Ukrainie „niedługo będzie jak w Europie. Lesbijki będą się żenić”, to widzę w tych otwierających spektakl słowach mocną deklarację ideową instytucji. TR Warszawa stawia na pierwszym miejscu idee równości i tolerancji dla wszystkich poszukujących własnej tożsamości, walkę o prawa kobiet i artystyczno-pacyfistyczny sprzeciw wobec jakichkolwiek przejawów przemocy. I zaprasza do współtworzenia osoby uchodźcze. To wsparcie – nie tylko na poziomie ekonomicznym – jest bardzo istotne w obliczu chociażby doniesień z Rosji, gdzie rozważany jest powrót w przypadku LGBTQ do terapii konwersyjnych, uznawanych przez ONZ za formę tortur. 

Popławska włączyła do współpracy ukraińskich artystów zarówno jako osoby aktorskie, jak i odpowiadające za poszczególne elementy spektaklu. Ta decyzja mocno osadziła przedstawienie w obrzędowej kulturze naszych wschodnich sąsiadów. Poczucie niesamowitości i odrealnienia buduje kamienna rzeźba Volodymyra Ivanyka zawieszona niczym totem nad sceną. W scenografii Tomasza Mreńca znajduje się kilka przestrzeni: w głębi stoi podwórkowy trzepak, szare ściany przypominają schron przeciwlotniczy, z przodu sceny znajduje się materac, służący za łóżko i katafalk oraz drewniany stół, przy którym bohaterowie siadają do oglądania telewizji. Przytłumione światła Karoliny Gębskiej odsłaniają na ścianach malunki i ukraińskie napisy wykonane przez Volodymyra Melymukę. Artysta i architekt zasłynął z protestów przed rosyjską ambasadą w Warszawie, na które za każdym razem przynosi nowy obraz – najbardziej znany przedstawia Putina z napisem „Murderer started a war in Ukraine”. Jego malunki na scenie TR Warszawa nawiązują do memów wojennych i walki wizerunkowej przeciw Putinowi prowadzonej w Internecie.

Projektantka i stylistka Alona Zozulia do stworzenia kostiumów użyła strojów i dodatków przywiezionych z ojczyzny, w tym osobistych, między innymi chustę babci. Niezwykłe są jej długie koronkowe suknie, wielkie nakrycia głowy przypominające maski przeciwgazowe czy dziergane kominiarki oraz apotraiczne maski inspirowane ukraińskim folklorem, zwłaszcza świętem małanka, czyli ukraińskim sylwestrem. Mieszkańcy samodzielnie przygotowują wtedy barwne, wymyślne kostiumy, zapowiadające rychłe przyjście wiosny. Zozulia odnosi się zwłaszcza do tegorocznej małanki, podczas której Ukraińcy nawiązywali do wojny, tworząc na przykład obrazy przyozdobionych kwiatami trupów w okopach. Drugim źródłem inspiracji jest dla artystki film Barwy granatu Siergieja Paradżanowa z 1968 roku. Wszystkie kreacje kostiumografka „zszyła” czarnymi, czerwonymi czy białymi trytytkami, które zaczęła wykorzystywać w swoich projektach od wybuchu wojny. Sterczące, sztywne kawałki plastikowych opasek nadają strojom upiornego, futurystycznego charakteru.

Reżyserka zapowiada swój spektakl, powołując się na credo kultury rave, czyli PLUR od słów „Peace, Love, Unity, Respect”. Takim psychodelicznym beatem rozpoczyna się spektakl, ale najbardziej przejmujące są momenty, kiedy w nowoczesnej, elektronicznej warstwie dźwiękowej, za którą odpowiadali Tomasz Mreńca i Daniel Spaleniak, pojawiają się ukraińskie pieśni ludowe. O humanitarnej zapaści separatystycznego Doniecka przypomina przejmująca pieśń Cicho nad rzeczką”, którą a capella wykonują Justyna Wasilewska, Mateusz Górski i Magdalena Kuta. I oczywiście Kroniki z Donbasu dotyczą wojny i traumy, ale dla mnie najmocniej wybrzmiały doświadczenia samych Ukrainek, których życie nadal jest mocno uwarunkowane społecznymi konwenansami narzuconymi przez ojców, braci, synów, kochanków. 

Po premierze spektaklu usłyszałam pytanie: jak zareagują na niego Ukraińcy? Zadałam je mojej ukraińskiej znajomej, która od dwudziestu lat mieszka w Polsce. Odparła, że ma siły zapakować paczki do transportu humanitarnego, ale ochotę i energię, aby obejrzeć spektakl czy film o wojnie będzie miała dopiero po wygranej Ukrainy. Sama Laguszonkowa uważa: „Teatr ukraiński jest niestety bardzo konserwatywny. Nawet rok po 24 lutego widz nie jest gotowy na moje teksty”. W moim odczuciu przedstawienie w reżyserii Aleksandry Popławskiej, mimo że w procesie z wielkim zaangażowaniem uczestniczyli ukraińscy artyści, powstało z myślą przede wszystkim o polskich odbiorcach. Mój sztandar zasikał kotek. Kroniki z Donbasu przez łączenie perspektywy psychotraumatologicznej oraz antydyskryminacyjnej pozwala bowiem polskiemu widzowi zmapować – nie zrozumieć – motywacje mieszkańców Donbasu rozdartych między Rosją a Ukrainą. Spektakl pokazuje mocno zakorzenione w tym rejonie mechanizmy zachodnioeuropejskich uprzedzeń i propagandy. A to wszystko jest mocno usankcjonowanie na umniejszaniu roli kobiet, wtłaczaniu je w patriarchalny model rodziny i łamaniu ich praw.

 

Tytuł spektaklu

Mój sztandar zasikał kotek. Kroniki z Donbasu

Autor(ka) tekstu

Lena Laguszonkowa

Teatr

TR Warszawa

Reżyser(ka)

Aleksandra Popławska

Autor(ka) recenzji

Katarzyna Lemańska

Data premiery

28.04.2023

Autor(ka) muzyki

Tomasz Mreńca, Daniel Spaleniak

Scenograf(ka)

Tomasz Mreńca

Czas trwania

120 minut (bez przerwy)

Obsada

Jan Dravnel

Izabella Dudziak / Anita Szepelska

Mateusz Górski

Magdalena Kuta

Lech Łotocki

Maria Maj

Sebastian Pawlak

Daria Polunina

Justyna Wasilewska

Julia Wyszyńska

Mirosław Zbrojewicz

Agnieszka Żulewska

Realizacja

reżyseria

Aleksandra Popławska

tekst

Lena Laguszonkowa

przekład

Agnieszka Lubomira Piotrowska („Pipidówa”) Agnieszka Sowińska („Matka Gorkiego”, „Mój sztandar zasikał kotek”)

scenografia

Tomasz Mreńca

reżyseria świateł

Karolina Gębska

muzyka

Tomasz Mreńca, Daniel Spaleniak

konsultacje muzyczne

Mariana Sadovska

kostiumy

Alona Zozulia

projekcje wideo

Maria Matylda Wojciechowska

choreografia

Łukasz Wójcicki

współtwórcy scenografii

Volodymyr Melymuka, Michał Orzechowski (malunki i rysunki), Volodymyr Ivanyk (rzeźba)

asystent reżyserki

Piotr Piotrowicz

inspicjentka

Katarzyna Gawryś

kierowniczka produkcji

Aleksandra Szklarczyk

asystentka scenografa

Monika Zielińska

fotografia wykorzystana w spektaklu

Siarhiej Leskiec

Zobacz także

Bądź na bieżąco!
Zapisz się do newslettera

Jeśli chcesz otrzymywać informacje dotyczące najnowszych aktualności i numerów Notatnika Teatralnego, zostaw swój adres.

Twój e-mail został zapisany