Recenzje

Zawsze ktoś patrzy

| 11 minut czytania | 234 odsłon
fot. Maurycy Stankiewicz
fot. Maurycy Stankiewicz

Jeśli uwzględnić, że Dziewczyny miały premierę po She was a friend of someone else, to reżyserka w młodym pokoleniu kobiet widzi energię do działania i samostanowienia się. To jest jej sposób na wyjście z twórczego i aktywistycznego impasu – oddanie głosu dziewczynom dopiero wchodzącym w pełnoletniość.

Pamiętacie, jak zaczynał się spektakl „Dziewczynki” w Teatrze Studio? To był mocny obraz, który głęboko zapadł mi w pamięć. Techniczny wnosił po kolei pięć dziewięcioletnich dziewczynek, trzymając je jak kawał drewna, i stawiał rządkiem na scenie. To uprzedmiotowienie bohaterek sugestywnie odzwierciedlało ich status – kogoś, kto jest „tylko” dziewczynką, a więc dzieckiem, nie-chłopcem, niepełnoletnim. Po sześciu latach od premiery w 2017 roku te same twórczynie – reżyserka Gosia Wdowik i autorka scenariusza Weronika Murek – ponownie przygotowały z performerkami, już nastolatkami, spektakl o tym, jak funkcjonuje w Polsce figura (młodej) kobiety. Przedstawienie w komunie//warszawa powstało na podstawie fragmentów nagrania spektaklu „Dziewczynki” i archiwalnych wypowiedzi dziewczynek, zarejestrowanych trzy lata po premierze (już po zdjęciu tytułu z repertuaru) oraz materiałów z prób i improwizacji już dziewczyn. 

Jagoda Szymkiewicz, Milena (Mimi) Klimczak, Pola Pańczyk, Wiktoria Kobiałka i Stefania (Stefa) Sural już jako dziewięciolatki wiedziały, że zawsze jest ktoś, kto na nie patrzy. Kobiety nieustannie narażone są na spojrzenie innego – mężczyzny, nauczyciela, rodzica. Nawet empatyzujące z dziewczynami Wdowik i Murek są po drugiej stronie kamery czy sceny. Dlatego tak ironiczny i tricksterski jest początek spektaklu „Dziewczyny”, kiedy zza zawieszonej w głębi sceny kotary wjeżdża w pustą przestrzeń odwrócona dnem do góry, wyścielona miękkim suknem… trumna. Z przodu ni to pojazdu, ni to siedziska wysuwa się jasna, drobna dłoń i zabiera leżącego na ziemi cukierka. Słychać szelest celofanu. Wjeżdżają kolejne trumny, które z tyłu mają czerwoną kurtynkę, zasłaniającą wnętrza. Dziewczyny wychodzą z trumien – różnica między ich młodszymi wersjami z nagrania, a tym, kogo widzimy teraz, jest piorunująca. I nie chodzi o ich wygląd czy wiek, tylko o świadomość scenicznej obecności. Patrzą wyzywająco na widzów i zastanawiają się: czy ktoś wygląda, jakby miał umrzeć? Albo kto przynajmniej ośmieliłby się wejść do trumny? To nie jest prowokacja z ich strony – kwestie choroby, starzenia się, śmierci pojawią się w spektaklu jeszcze kilkukrotnie. Wiktoria jest chora na serce, ale nie chce, by ktokolwiek przez ten pryzmat ją oceniał, Stefa straciła w udanej próbie samobójczej przyjaciela, Jagodzie zmarł ojciec. To są tematy, z którymi dzielą się z nami w sekrecie w czasie dwójkowych, prowadzonych w różnych konfiguracjach rozmów. Siedzą na trumnach, odwrócone bokiem do publiczności, chociaż nieustannie świadome ich spojrzenia. Rozmawiają jakby prywatnie, jak przyjaciółki, ściszonymi głosami, zmieniając widzów w podsłuchiwaczy. Ta intymność sprawia, że spektakl, mimo że pozbawiony improwizacji, przeciwnie – ściśle idący za scenariuszem Murek, uderza szczerością i autentycznością bohaterek. A one nie wprost przyznają, że mówią kwestie (celowo nie piszę – grają) dziewczyn o imieniu Jagoda, Pola, Stefa, Mimi i Wiktoria tak wiarygodnie, bo są w te role nieustannie wtłaczane od dzieciństwa.

Twórczynie zadają dziewczynom pytania o przyszłość, chociaż najciekawsze są te, które same zadają sobie we własnym gronie. Dziewczyńskie pytanie z wersji spektaklu z 2017 roku: „Zawsze chciałaś być dziewczynką, czy kiedyś chciałaś być chłopcem? (Tak, chciałam)”, zmieniło się po latach w refleksję o tym, czym jest dojrzewanie. Mimi w ogóle nie lubi słowa „dojrzewanie”, bo z jej perspektywy oznacza zapowiedź czy dorastanie do dorosłości, do czegoś, co jeszcze nie jest, a dopiero będzie wartościowe. Porównuje się do pomidora – a zielonym, niedojrzałym pomidorem nikt się nie interesuje: „To tak jakbym teraz była formą przejściową do czegoś. I nie ma sensu być opowiadana/żebym opowiadała o sobie, bo zaraz będę nieaktualna”. Po jej słowach następuje poruszająca pantomimiczna scena zanurzenia w dorosłości. Pola odgrywa matkę czterech nastolatek nieustannie wpatrzonych w ekrany telefonów. Zanim ułoży je do snu, formuje ich dłonie jakby trzymały komórki, od których nie odrywają wzroku. Rano prowadzi dziewczyny, mające zamknięte oczy, do „stołu”, znowu formując z ich dłoni smartfony. Nikt ze sobą nie rozmawia, Pola w pustkę opowiada o poprzednim dniu. Po śniadaniu prowadzi dziewczyny niczym lalki na trumny ustawione na kształt siedzeń w samochodzie. Każdej wręcza prawdziwy już telefon. Światło reflektorów gaśnie, a pięć dziewczyn zapala latarki w telefonach i jedzie w milczeniu samochodem. Ten brak komunikacji i zanurzenie w technologii są dojmujące.

Czym „eksperyment”, jak same nazywają swój spektakl twórczynie, różni się od nagrywanego przez dwanaście lat fabularnego filmu „Boyhood” Richarda Linklatera czy projektu fotografa Noaha Kaliny, który przygotował ośmiominutowy film z 7263 selfie, przedstawiających jego metamorfozę przez 20 lat? Cykl przewidziany na kilka odsłon („Dziewczynki”, „Dziewczyny”, „Kobiety”, a może nawet – już prawdopodobnie bez udziału Wdowik i Murek – „Babcie”) mówi nie tylko o dorastaniu i kolejno wchodzeniu w dorosłość, dojrzałość i starość, ale oddaje kobietom w różnych etapach ich życia głos. Pierwszą scenę spektaklu podsumowuje głos z offu: „Ich historia musi zostać dobrze opowiedziana. Ale dobrze opowiedziana historia to historia opowiedziana do końca”. Na razie „Dziewczynki” i „Dziewczyny” to historie bez zakończenia, tylko z potencjalnie nieskończoną liczbą zakończeń. Zastanawiam się, czy widzki – rówieśnice Jagody, Mimi, Stefy, Poli i Wiktorii – mają poczucie, że są reprezentowane. Bo mnie – trzydziestolatkę, która zdaniem bohaterek zwyczajowo je na urodziny gluten („Bo trzydziestolatki bardzo lubią makaron”) – najbardziej poruszają sceny, w których dziewczyny rozmawiają o swojej przyszłości za piętnaście lat (czyli mojej teraźniejszości). I widzę w nich równocześnie i stereotyp siebie, i prawdę o sobie. I słowami Jagody zaklinam przyszłość: „Wyobrażam sobie siebie za kolejnych dziesięć lat. I myślę – do Katarzyny w przyszłości – błagam, nie crindżuj się mną”.

„Dziewczyny” zarówno na poziomie konstrukcji, wykorzystującej archiwalne materiały, jak i narracji (klasyczna opowieść o dojrzewaniu) powstały jako teatralny requel, czyli na zasadzie powrotu do wątków z poprzedniej części, ale bez linearnej kontynuacji (nie wiemy, co się z dziewczy[n]kami działo przez ostatnie sześć lat). Z kolei poprzednia premiera Wdowik powstała na zasadzie recyklingu. „She was a friend of someone else” bazuje na jej pracy dyplomowej o wypaleniu z DAS Theatre w Amsterdamie oraz na spektaklu „Powiem i zobaczę co się stanie” kolektywu TERAZ POLIŻ. Marta Jalowska, Dorota Glac, Kamila Worobiej, tworzące trzon tej feministycznej grupy, razem z dramaturżką Martyną Wawrzyniak i Wdowik przeprowadziły w 2021 roku research na podstawie ankiet z kobietami, które zarówno miały aborcję, jak i jej nie zrobiły. Głównym motywem „Powiem i zobaczę co się stanie” był coming out trzystu siedemdziesięciu czterech Niemek na łamach „Sterna” w 1971 roku. Jego mottem stały się słowa z okładki magazynu „Wir haben abgetrieben” [Miałyśmy aborcję], na której znajdują się zdjęcia trzydziestu kobiet. Format tego coming outu zainspirował aktywistkę proaborcyjną, pięćdziesięcioletnią Agnieszkę, która chciała stworzyć polską okładkę i ze swoim pomysłem zwróciła się do TERAZ POLIŻ.

W „She was a friend of someone else” w 2023 roku Wdowik ponownie wykorzystuje materiał filmowy z udziałem Agnieszki oraz wyświetla jej konwersację na grupie, która miała stanowić platformę, na której kobiety mogły swobodnie i w poczuciu szacunku porozmawiać o aborcji i swoim coming oucie. Projekt polskiej okładki upadł jednak już na etapie tworzenia „Powiem i zobaczę co się stanie”. Powstała wprawdzie jej projekcja na potrzeby tamtego spektaklu i pojawiły się na niej wizerunki kilkunastu kobiet (głównie literatek, aktorek, badaczek teatru i aktywistek) – ale nie zaistniał potencjał kolektywnego, oddolnego działania, takiego jak podczas Strajków Kobiet, które zmieniłoby ostatecznie prawo. W „She was a friend of someone else” tytułowe koleżanki koleżanek twórczyń także współtworzą zrecyklingowaną okładkę, na której ponownie pojawia się Jaśmina Polak. W przedstawieniu w Nowym Teatrze występuje ona w podwójnej roli – narratorki i jednej z wyoutowanych kobiet. Aktorka, angażując się osobiście w udział w nowej produkcji Wdowik, jeszcze bardziej wzmocniła swój symboliczny gest ze spektaklu TERAZ POLIŻ.

 

Temat aborcji i związane z nim poczucie rozgoryczenia (Agnieszki, Gosi, Jaśminy) spowodowane zaostrzeniem prawa antyaborcyjnego i sytuacją kobiet w Polsce, a także historia samej Agnieszki, jej projektu i jej aborcji, o której opowiedziała córce przy okazji współpracy z TERAZ POLIŻ, są tak mocne, że dominują nad innymi wątkami. Dwa lata temu widziałam „Powiem i zobaczę co się stanie”, może dlatego dużo ciekawsze były dla mnie pozostałe tematy poruszane teraz przez reżyserkę we współpracy dramaturgicznej Marii Rössler. Są to: granica między prywatnym byciem artysty na scenie a reprezentacją (na scenie oprócz Polak jest sama Wdowik), recykling własnego spektaklu (format remiksu teatralnego się tu nie sprawdził, ponieważ materiały z przedstawienia TERAZ POLIŻ zostały wykorzystane jeden do jednego), wreszcie wypalenie zawodowe. Wdowik buduje porównanie między swoim impasem na polu społecznym i artystycznym a wypaleniem aktywistek reprezentowanych przez Agnieszkę i aby zbadać ten związek skutecznie uruchamia – co mnie najbardziej interesuje w tej produkcji – środki teatralne. Na materacu leży bezwładna Wdowik, a spod jej ubrań dymi. Nad reżyserką wisi ekran nachylony pod kątem tak, by widzów świdrowały wyświetlane na nim oczy (w późniejszych scenach pojawi się na nim Agnieszka i jej grupowe konwersacje). W głębi biała, sporych wymiarów ściana. Przez pięć-siedem minut nic się nie dzieje. „Ona leży, a dzięki teatrowi ktoś może dostrzec w tym potencjał” – komentuje z offu Polak. A później informuje, że leżąca bezwładnie kobieta nic nie czuje.

Jak wspominałam, projekt polskiej okładki nie wzbudził potencjału społecznej zmiany, ale widzę go w działaniach obecnej na scenie austriackiej choreografki Oneki von Schrader, która próbuje wyrwać Wdowik z niemocy. Jest symbolem wspólnotowego, siostrzanego działania, nieustającego ruchu i wsparcia. Artystka pełznie pod wielkim kocem, wchodzi na łóżko, aż szczelnie przykryje materiałem leżącą reżyserkę. W późniejszej scenie spróbuje, wspierając Wdowik na własnym ciele niczym dźwigni, przesunąć bezwładne ciało – zmienić jego punkt leżenia. Taka zmiana perspektywy nie przynosi jednak skutku, reżyserka pozostaje bierna, więc choreografka układa ją na półsiedząco przy ścianie, a żeby pozostawić ją w tej względnej pionizacji, przytwierdza ją czarną taśmą do ściany. Ostatecznie jej działania przynoszą jakiś skutek. Wdowik w końcu wstanie, by w poczuciu bezradności uderzyć kilkakrotnie głową w ścianę. Pojawi się na niej podłużna szczelina, rozświetlona jasnym światłem. Ta scena przynosi nadzieję.

Opisałam ostatnie spektakle Gosi Wdowik w odwrotnej kolejności niż ta, w jakiej powstawały. Jeśli uwzględnić, że „Dziewczyny” miały premierę po „She was a friend of someone else”, to reżyserka w młodym pokoleniu kobiet widzi energię do działania i samostanowienia się. To jest jej sposób na wyjście z twórczego i aktywistycznego impasu – oddanie głosu dziewczynom dopiero wchodzącym w pełnoletniość. A to da im jeszcze większą możliwość forsowania obyczajowych i legislacyjnych zmian. Te istotne tematy Wdowik umiejętnie i z wrażliwością otula (jak ją otula na scenie von Schrader) i zestawia z własną teatralną estetyką.

Tytuł spektaklu

»Dziewczyny« | »She was a friend of someone else«

Teatr

„Dziewczyny” - Komuna Warszawa | „She was a friend of someone else” - Nowy Teatr w Warszawie

Reżyser(ka)

Gosia Wdowik

Autor(ka) recenzji

Katarzyna Lemańska

Obsada

obsada spektaklu „Dziewczyny”

Jagoda Szymkiewicz

Milena Klimczak

Pola Pańczyk

Wiktoria Kobiałka

Stefania Sural

_____

_____

obsada spektaklu „She was a friend of someone else”

Oneka von Schrader

Jaśmina Polak

Gosia Wdowik

Realizacja

realizatorki i realizatorzy spektaklu

„Dziewczyny”

reżyseria

Gosia Wdowik

scenariusz (na podstawie materiałów z prób i improwizacji dziewczyn):

Weronika Murek

scenografia i kostiumy:

Dominika Olszowy

montaż materiałów archiwalnych:

Agata Baumgart

realizacja wideo:

Bartek Zawiła

konsultacje wideo:

Wojciech Sobolewski

realizacja światła:

Klaudia Kasperska

muzyka, opracowanie dźwięku:

Sebastian Dembski

_____

_____

realizatorki i realizatorzy spektaklu

„She was a friend of someone else”

pomysł, tekst, reżyseria:

Gosia Wdowik

współpraca dramaturgiczna:

Maria Rössler

technologia i wizuale:

Jimmy Grimma

scenografia:

Dominika Olszowy, Tomasz Mróz

światło:

Aleksandr Prowaliński

współpraca:

Agnieszka, Dominika, Jaśmina, Ania, Urszula, Marta K., Justyna, Natalia, Julia, Martyna, Ola, Małga, Krystyna, Marta, Zosia, Edka, Doris, Yulia, Agata, Kinga, Beata, Iza, Zuza, Ewa, Magda

specjalne podziękowania dla:

Jan Tomza-Osiecki, Marta Jalowska, Dorota Glac, Kamila Worobiej, Martyna Wawrzyniak, Marta Nawrot, Keerthi Basavarajaiah, Justin Schembri

Bądź na bieżąco!
Zapisz się do newslettera

Jeśli chcesz otrzymywać informacje dotyczące najnowszych aktualności i numerów Notatnika Teatralnego, zostaw swój adres.

Twój e-mail został zapisany