Recenzje

Znaszli ten queer?

| 10 minut czytania | 463 odsłon
fot. Maurycy Stankiewicz
fot. Maurycy Stankiewicz

Podczas spektakli Markusa Öhrna na widowni jest niespokojnie. Ludzie wiercą się, odwracają wzrok, skręcają się ze śmiechu, niektórzy wychodzą zniesmaczeni bądź oburzeni, wreszcie wielu gorąco je oklaskuje.

Poruszenie jest większe niż zwykle, a nastrój potrafi ulec diametralnej zmianie w mgnieniu oka. Istotną część w tej mieszance emocji stanowi reakcja na przemoc, której okrutne przejawy szwedzki reżyser niespiesznie inscenizuje. Nie daje widzom wiele chwil wytchnienia, w obranym kierunku pozostaje konsekwentny aż do bólu i, co paradoksalne, jest to zarazem główny bezpiecznik dla tej makabry. Bo tak skumulowana, doprowadzona do absurdalnych ekstremów brutalność ociera się momentami o śmieszność. Jednocześnie Öhrn dba, by nikt nie miał wątpliwości, że wszystko, co przedstawia, jest teatralną zabawą, zmyśleniem. Dźwięki łamanych kości są karykaturalnie wyolbrzymione, krew, kiedy już zaczyna się lać, to wiadrami, a wyrywane flaki można mierzyć na metry. Miejscem, w którym od kilku lat można oglądać jego autorski, przerażający i śmieszny zarazem teatr, jest warszawski Nowy.

Współpraca zaczęła się od pokazów gościnnych: w maju 2016 zaprezentowano kilkugodzinną skandynawską trylogię[1], a we wrześniu 2020 „Trzy epizody z życia”. Po drodze Szwed podjął pracę z aktorami Nowego, której początkiem była nieco mniej ekscytująca, za to tajemnicza „Sonata widm” (premiera w styczniu 2017). Inspirowanego dramatem Augusta Strindberga przedstawienia nie ma już w repertuarze, nadal oglądać można za to „Trzy epizody z życia rodziny” (premiera w listopadzie 2021). I chociaż strategie szwedzkiego reżysera zostały już po części rozpoznane, najnowsza „Fobia” wydaje mi się najciekawszym przedstawieniem spośród tych, jakie można było zobaczyć w Nowym. Zawsze staram się przyglądać relacji scena-widownia i w „Fobii” jest ona bodajże najbardziej ożywiona. Bierze się to z ustawienia sytuacji przez Öhrna w taki sposób, co zastosował po raz pierwszy, że także my, widzowie – bez konieczności jakiejkolwiek bezpośredniej interakcji z aktorami – stajemy się nie tylko obserwatorami, ale poniekąd także uczestnikami pewnej gry. Bo choć od samego początku jest zupełnie jasne, że obecność przemocy jest nieunikniona, przedstawienie uruchamia tkwiący gdzieś w nieświadomości mechanizm, który wymaga, że skoro odbywa się sprawdzian i pada pytanie, należy udzielić odpowiedzi – nawet tylko sobie samemu, pod nosem. Tu jest to o tyle bardziej drażliwe, że sprawdza się znajomość historii. Naszej historii. Polskiej. Ojczystej. A z tą wśród postaci na scenie – jak się okazuje – i wśród widzów – jak wiadomo – bywa różnie, do czego przyznać się nie jest łatwo.

[1] „Conte d’Amour” (2010), „We love Africa and Africa loves us” (2012) i „Bis zum Tod” (2014).

Historia wkroczyła do Nowego Teatru wraz z Karolem Radziszewskim, artystą wizualnym, którego wystawa „Potęga sekretów” była solą w oku powołanego bez konkursu dyrektora CSW Zamek Ujazdowski[2]. Jednym z głównych tematów Radziszewskiego są archiwa. Eksploruje istniejące, kreuje własne – jak Queer Archives Institute[3], poszukuje nowych. Do pracy nad „Fobią” artysta podsunął Öhrnowi pomysł fikcyjnego, „pedalskiego gangu” Fag Fighters, którego historia zaczyna się w 2007 roku: „(…) powołałem do życia bohaterów, których Markus reżyseruje. To ekscytujące obserwować, jak on wprowadza tych moich Fag Fightersów w różne sytuacje”[4]. Jak opisała ich swego czasu Magda Szcześniak, od lat uważnie obserwująca działania Radziszewskiego, „Fag Fighters to fikcjonalna pedalska bojówka, której znakiem rozpoznawczym są noszone przez jej członków różowe wełniane kominiarki. Fag fightersi, jak »potwierdzają« sfabrykowane przez Radziszewskiego dowody w postaci graffiti, fotografii i filmów wideo, popełniają akty przemocy, w tym przemocy seksualnej, na członkach heteroseksualnej wspólnoty”[5]. Piętnaście lat temu, kiedy byli wymyślani, mieli być ucieleśnieniem koszmaru faszyzującej prawicy. Tymczasem w „Fobii”, owszem, nadal są koszmarem, lecz już nie jakichś skrajnych nacjonalistów, tylko dobrze sytuowanych, „porządnych obywateli”. Takich, którzy na poziomie deklaracji wyrażają wsparcie dla osób LGBTQ+, ale jeśliby wniknąć głębiej, okazałoby się, że sprowadza się ono do powtarzania haseł i gestów, a ich wiedza w temacie jest jedynie powierzchowna. Öhrn z Radziszewskim właśnie tego rodzaju hipokryzję chcą odsłonić – przedstawiają trzy interwencje Fag fightersów, w trakcie których próbie zostają poddani aspirujący do miana osób sojuszniczych.

[2] Karol Radziszewski, „Potęga sekretów”, CSW Zamek Ujazdowski, Warszawa, 15 listopada 2019–29 marca 2020, kurator: Michał Grzegorzek.
[3] Zob. http://queerarchivesinstitute.org/
[4] „Chcemy precyzyjnie użądlić”, z Karolem Radziszewskim rozmawia Magdalena Dubrowska, „Gazeta Wyborcza” z 3 listopada 2023, dodatek „Co Jest Grane24”, s. 18.
[5] Magda Szczęśniak, „Obrazoburcze spojrzenia i większościowe obrazy mniejszości”, „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa” 2013 nr 3, s. 115, przypis 35.

Odwiedzamy kolejno: salon w mieszkaniu rodziny 2+1, dyrektorski gabinet i pokój hotelowy. Przestrzenie utrzymane są w podobnym wystroju: ściany i podłoga są białe, w centralnym punkcie z tyłu wisi (w każdym przypadku inny) duży obraz, a wyposażenie ograniczono do minimum (stolik z krzesłami i duża kanapa; biurko i barek; łóżko i nocna szafka). Ten minimalistyczny, ale jednak realizm w scenografii zostaje zderzony z bardzo wyraźnie zaznaczaną teatralnością sytuacji. W sali Nowego, co jest rzadkością, zawieszono czerwoną kurtynę, przed którą usytuowano duet współpracujących z teatrem muzyków. Michał Pepol (wiolonczela) i Bartek Wąsik (instrumenty klawiszowe) raz to budują atmosferę grozy (w czym udział ma pojawiający się kilkakrotnie motyw z teleturnieju „Milionerzy”), raz to ją rozbijają, powtarzając skoczną i pogodną „Humoreskę” Antonina Dvořáka. Jednak o tym, że mamy do czynienia z teatrem, najmocniej przypominają powracające w spektaklach Öhrna maski projektu Makode Lindego. To nie wielgachne głowy-bańki z „Sonaty widm”, bardziej przypominają te z „Trzech epizodów z życia rodziny”. Są proste: w kolorze bladoróżowym, z lekką wypukłością w miejscu ust i z białymi, szerokimi obwódkami wokół otworów na oczy. Ich nieruchomy, stale zdziwiony wyraz twarzy połączony z przetworzonymi głosami (podwyższonymi do pisku bądź obniżonymi do głębokiego basu) sprawiają, że głównymi narzędziami pięciorga aktorów (Ewelina Pankowska, Magdalena Popławska, Wojciech Kalarus, Piotr Polak, Jan Sobolewski) pozostają ich ciała od szyi w dół. To ograniczenie nie prowadzi jednak do uciekania się do jakiegoś karykaturalnego przerysowania w ruchu czy geście. Wręcz przeciwnie, można odnieść wrażenie, że reżyser bardzo pilnował aktorów, by w każdej z części – jako para rodziców z córką (Popławska, Kalarus, Pankowska), zarządca kampanii reklamowej firmy odzieżowej (Kalarus) czy… szwedzki reżyser Markus Öhrn (Popławska) – zachowywali się i poruszali możliwie naturalnie. Więcej intensywności, ale również bez przerysowania jest w Fag fightersach (Polak, Sobolewski), którzy, identycznie ubrani (w białe podkoszulki i czarne spodnie, ze wspomnianymi kominiarkami na maskach), nie muszą szarżować, bo własna „sława” ich wyprzedza. Wzbudzanie lęku opierają przede wszystkim na rekwizytach – kijach baseballowych, dildo na wiertarce czy – najbardziej przerażającej – dużej teczce na rysunki.

To właśnie w niej znajduje się clou historycznego quizu, który jest celem ich wizyt. Teczka służy do przenoszenia kilku obrazów z cyklu „Poczet” Radziszewskiego, w którym artysta sportretował dwadzieścia dwie nieheteronormatywne znakomitości z polskiej historii. Skojarzenie ze słynnym dziełem Matejki nasuwa się samo przez się – z tą różnicą, że Radziszewski chciałby bardziej squeerować perspektywę aniżeli „zawładnąć historyczną wyobraźnią całych pokoleń Polaków”, jak powiedziano niegdyś o „Poczcie królów polskich”. W jednej z recenzji wystawy „Potęga sekretów”, na której można było oglądać cykl, zwrócono uwagę, że „»Poczet« Radziszewskiego to wizja historii tak niewiele różniącą się od tej obowiązującej, że trudno nazwać ją rewolucyjną czy utopijną”[6]. Mnie tymczasem wydaje się, że właśnie w tym niewielkim przesunięciu, którego dokonał malarz, tkwi siła tej pracy – pokazuje, jak bardzo szczelny jest ten „obowiązujący” kanon, do którego trafić wielkim z „Pocztu” Radziszewskiego było (albo nadal jest) wyjątkowo trudno.

[6] Jakub Gawkowski, „Stworzyć własną historię”, „Szum” 2020 nr 28, s. 44.

Nic chcąc psuć zabawy (co zrobiono niestety w programie przedstawienia), nie zdradzę, które obrazy z cyklu pojawiają się na scenie. Jedynie krótko o zasadach quizu. Można powiedzieć, że ma dwie części: ogólną i historyczną. Fag fightersi najpierw pytają swoje przyszłe ofiary o sprawy związane z ich otoczeniem („gay-friendly” rodzinie wydaje się, że uratuje ją tęczowa flaga; dyrektor kreatywny nie rozróżnia znaczeń kolorów użytych w swojej „sojuszniczej” kampanii; Öhrn-postać przesadził samą chęcią zrobienia spektaklu o homofobii w Polsce…), na dobitkę dopytują natomiast o historię. I tu do gry wkracza „Poczet”. Jeden z gangu wyjmuje obraz i pokazuje go w taki sposób, że jako pierwsza widzi go publiczność, a dopiero chwilę później postaci.

Właśnie ten reżyserski drobiazg pełni zasadniczą funkcję w związaniu z akcją widzów – można sobie pomyśleć: „wiedzą, że tu jesteśmy…”. Jest to o tyle niepokojące, że w kolejnych krokach patrzymy na kary, które Fag fightersi wymierzają, bo jak się można domyśleć, testy zostają niemal w pełni oblane. Od łamania palców przez gwałt po rozerwanie na strzępy – czego krwiste efekty w białej przestrzeni są aż nadto widoczne… Bojówka działa powoli i ze spokojem. Nie czerpie z tego przyjemności, jak na przykład początkowo bohaterowie kultowych „Urodzonych morderców” Olivera Stone’a. Różnica polega na tym, że Mickey i Mallory działali w gruncie rzeczy bezcelowo, podczas gdy Fag fightersom, jak każdej bojówce, przyświeca – wypaczona, ale jednak – idea. Niosą swój kaganek oświaty. A że w egzekwowaniu wiedzy są bezwzględni? Cóż, lepiej przekonać się o tym poprzez scenę niż na własnej skórze i – jeśli trzeba – skorzystać z szansy na zorganizowanie sobie szybkich korepetycji. Bo kto wie, nie dowierzałbym całkowicie wypisanemu krwią na ścianie pożegnaniu „Bye bye Poland”…

Tytuł spektaklu

Fobia

Autor(ka) tekstu

Markus Öhrn, Karol Radziszewski

Teatr

Nowy Teatr

Reżyser(ka)

Markus Öhrn

Autor(ka) recenzji

Jan Karow

Data premiery

07.11.2023

Autor(ka) muzyki

Michał Pepol, Bartek Wąsik

Scenograf(ka)

Markus Öhrn, Karol Radziszewski

Czas trwania

130 minut z przerwą

Obsada

Magdalena Popławska

Ewelina Pankowska

Piotr Polak

Wojciech Kalarus

Jan Sobolewski

Realizacja

Koncepcja:

Markus Öhrn, Karol Radziszewski

Reżyseria:

Markus Öhrn

Scenariusz:

Markus Öhrn, Karol Radziszewski

Scenografia/Kostiumy:

Markus Öhrn, Karol Radziszewski

Współpraca scenograficzna i kostiumograficzna:

Saskia Hellmann

Obrazy:

Karol Radziszewski

Muzyka:

Michał Pepol, Bartek Wąsik

Maski:

Makode Linde

Charakteryzacja:

Monika Kaleta

Występują:

Wojciech Kalarus, Ewelina Pankowska, Piotr Polak, Magdalena Popławska, Jan Sobolewski

Inspicjent:

Łukasz Jóźków

Asystentki reżysera:

Anna Lewandowska, Angelika Mizińska

Producentki:

Anna Skała, Angelika Mizińska

Projekt plakatu:

Karol Radziszewski

Projekt programu:

Renata Motyka

Tłumaczenie wierszy i piosenek na język angielski:

Marek Kaźmierski

Redakcja tekstu angielskiego:

Dominika Gajewska

Przygotowanie i realizacja napisów:

Zofia Szymanowska

Zobacz także

Bądź na bieżąco!
Zapisz się do newslettera

Jeśli chcesz otrzymywać informacje dotyczące najnowszych aktualności i numerów Notatnika Teatralnego, zostaw swój adres.

Twój e-mail został zapisany