Felietony

Dzień teatru

| 13 minut czytania | 522 odsłon

„To głupie powiedzenie, że artysta głodny, to artysta płodny, to szkodliwe mity. Wy tworzycie całe światy, nawet jak to fikcje, to ludzie tego potrzebują, czytelnictwo jeszcze nie umarło. Prawie wszystko odchodzi, a kino, książki, no i teatr nie. Jak jest Międzynarodowy Dzień Teatru, to artysta powinien zarabiać międzynarodowo, nie?”

W Międzynarodowy Dzień Teatru spotykam przypadkowo w warszawskim Klubie Spatif znanego aktora. Ów szczęśliwy człowiek, nie tylko dlatego, że go tutaj wszyscy znają, a prawdę powiedziawszy znają go wszędzie, gdziekolwiek się tylko pojawi, macha do mnie przyjaźnie dłonią z sąsiedniego stolika. Daje mi znać na migi, że właśnie kończy zawodowe spotkanie i za chwilę do mnie podejdzie. Odwdzięczam się również przyjaznym uśmiechem i zamawiam kawę bez cukru, bo na pewno on osłodzi mi te chwile samą swoją obecnością. Znany aktor podchodzi do mnie nonszalanckim krokiem i siada obok z wrodzoną elegancją i pyta:

Można?

Kiwam głową. 

Jak ja cię dawno nie widziałem, Krzysiu. Coś ty gałganie porabiał, jak mnie nie było?

A, ostatnio piszę i piszę, i znowu piszę No do teatru głównie, ale i do kina, ale w kinie ten proces pisania trwa dłużej. Zresztą ty wiesz to najlepiej

Dobrze, że piszesz, Krzysiu, dobrze Ale dlaczego w teatrze? No chyba jako trening, taka rozgrzewka Do kina pisz, no i jakiś serial najlepiej do jakiejś platformy, to się teraz otwiera jak wrota niebios, a za tymi wrotami sława, złote monety i prestiż, kolego Szekalski. Ty się głęboko zastanów, dla kogo ty piszesz. Jedno życie masz i nikt nie zwróci ci tych dni młodości, no może już nie młodości, ale jeszcze nie posiwiałeś, a w teatrze można posiwieć, wiem co mówię. To piękne hobby, ale z naciskiem na słowo hobby. Ja też kiedyś grałem w teatrze. Grało się, grało. Duże sceny, światła, publiczność Żarty w kulisach, to były czasy Na obiad jeszcze było, ale na kolację to już nie bardzo, ale kto zabraniał mi marzyć? Albo jeszcze na studiach chodziło się na Lupę, brało się termosik i kanapki, a czasem i wino, i się oglądało te sześć, osiem godzin w Krakowie przy Kameralnej Lunatycy Brocha, Bracia Karamazow Raz nawet biegłem z kolegami z zajęć na Lupę, żeby zdążyć na Kalkwerk Bernharda A teraz?Teatr, teatr

A dziś, nie wiem czy wiesz jest Międzynarodowy Dzień Teatru  – wtrącam nieśmiało. 

I kogo ja spotykam w to święto? Kolegę Szekalskiego, fascynata teatralnego, no proszę. Ale z czasem i filmowego, a później to kto wieświat czeka. 

Zaśmiałem się i napiłem kawy. Znany aktor pochylił się w moim kierunku i powiedział, żeby nikt nie słyszał: 

Słuchaj, głupia sprawa, nie wiem jak to powiedzieć Mam zablokowaną aplikację mojego banku, to znaczy wpisałem złe hasło parę razy i się zablokowało, i teraz nie mogę zapłacić telefonem, a wiesz gotówki nie noszę i pierwszy raz coś takiegoBoże, jaki wstydA wywiadu udzielałem dziennikarce i trzeba było i dobre wino jakieś, i kawę postawić z ciasteczkiem, także trochę tego jest, czy mógłbyś ten jeden raz za mnie zapłacić, ja ci wszystko oddam z procentem, zaproszę cię kochany na obiad, poratujmnie się to nie zdarza, musiałbym do domu po kartę jechać, a kelner już rachunek wystawił i głupio tak, żebym ja nie zapłacił bo tu niestety muszę płacić, może dlatego, że tu tylu znanych przychodziale ty masz coś na koncie? Bo ja wiem, że w tym teatrze to przelewy czasem nie przychodzą i możesz nie mieć, ale jak mnie poratujesz, to ja cię ozłocę, Krzysiu Masz?  – niewielkie krople potu wystąpiły na jego czole. 

Kiwam głową, że mam. Znany aktor oddycha z ulgą. Klepie mnie po ramieniu. Uśmiecha się jeszcze przyjaźniej. 

A widzisz – mówię – Powiedziałeś, że teatr to hobby. A kto ma na kawę, ja czy ty?

Śmiejemy się. 

Dobre, przyłapałeś mnie, kolego Szekalski. No dobrze, to ty pisz do tego teatru, a później wiesz, pisz i tu i tam, a będzie na kawę i nie tylko. Bo ja wiesz, uważam że czasy biednych literatów powinny się już dawno skończyć. To głupie powiedzenie, że artysta głodny, to artysta płodny, to szkodliwe mity. Wy tworzycie całe światy, nawet jak to fikcje, to ludzie tego potrzebują, czytelnictwo jeszcze nie umarło. Prawie wszystko odchodzi, a kino, książki, no i teatr nie. Jak jest Międzynarodowy Dzień Teatru, to artysta powinien zarabiać międzynarodowo, nie?

Święta prawda. A ty kiedy byłeś ostatnio w teatrze? – pytam. 

I tu cię zaskoczę, ostatnio byłem. Ja teraz chodzę na aktorów, nie na reżyserów Jak Gajos grał, chodziłem. Jak on patrzy na widza. Jak on patrzy Teraz nawet ciarki mam. I za to lubię teatr, tego mi jednak kino nie da. Żadne zbliżenie na twarz. W teatrze to jest inna obecność, z bliska widzę aktora. Czuję jego oddech, zawsze siadam w pierwszym rzędzie, widzę jego oczy, każdy najmniejszy grymas, wiem czy kłamie czy nie. I wchodzę w jego świat. I czekam, kiedy znów wróci na scenę. I tego kino mi nie da. Że jestem tam z tym aktorem, obok niego. To jest ta pieprzona magia teatru. 

Pauza. Milczenie. Jakbyśmy myśleli o tej magii.

I nagle wchodzi do Spatifu pewna kobieta. Rozpoznaje znanego aktora i siada przy naszym stoliku. 

Znany aktor niepewnie rozgląda się na boki. Kobieta wyjmuje karty do tarota i kładzie je na stole. 

Powróżyć panu, któremu tak ładnie z oczu patrzy? – zagaduje bezczelnie.

Ja już moją przyszłość znam – odpowiada aktor. 

Myli się, nikt nie zna Powróżę  – odpowiada nieustępliwie kobieta. 

Nie, nie mam pieniędzy przy sobie – mówi aktor szeptem do kobiety. 

Ja nie za pieniądze stawiam tarota. Tylko za ładne oczy – odpowiada kobieta.

A jak za ładne oczy, to bardzo proszę– mówi znany aktor.

Kobieta wprawnymi ruchami rozkłada karty. I długo w nie patrzy. 

I co wyszło? Dobrze czy źle? – dopytuje niecierpliwie aktor.

Ani dobrze, ani źle 

A jak? 

Długie życie, sporo szczęścia, ale i długi widzę Później z długów wyjdzie, kogoś pozna, to będzie nagłe i tam widzę zawód miłosny, a później to już będzie tylko lepiej – powiedziała i spokojnie wstała od stolika, zabrała swoje karty i zniknęła równie nagle, jak się zjawiła. 

Spojrzeliśmy po sobie. Jakbyśmy zobaczyli ducha. 

Znasz ją? – zapytałem.

Nie, pierwszy raz w życiu widzę – odpowiedział aktor. 

Pauza. 

To Krzysiu, zapłacisz? Na obiad zapraszam, za tydzień w tym samym miejscu. Lecę, kochany, bo życie ucieka – dotyka mojego ramienia i wychodzi.

Po chwili podchodzi kelner. Pytam o wysokość rachunku. Kelner w uśmiechu szczerzy swoje perłowe zęby. 

Nic pan nie płaci – mówi. 

Jak to? – pytam zdumiony. 

On, ten aktor zapłacił za wszystko. U nas ma otwarty rachunek, wie pan, dla specjalnych gości. Chyba na panu próbował swoją rolę, że jest spłukany i prosi o pomoc. Zanim pan przyszedł, on uczył się tego tekstu przy stoliku na pamięć. 

A ta kobieta?

A, to pani Lusia. Pozwalamy jej wróżyć, bo nie bierze pieniędzy, wie pan tylko na ładne oczy. 

Wstaję i wybiegam ze Spatifu, zanim i mnie ucieknie życie. 

Krzysztof Szekalski

 

Krzysztof Szekalski