Felietony

Ptaki i psyche

| 6 minut czytania | 383 odsłon

Co dzieje się z ludźmi, którzy służyli państwu totalitarnemu, gdy upada reżim? Tracą wiarę w dogmat, to na pewno. Chowają się po kątach, to z pragmatyki. Udają, że nic się nie stało.

Co dzieje się z ludźmi, którzy służyli państwu totalitarnemu, jak upada reżim? Tracą wiarę w dogmat, to na pewno. Chowają się po kątach, to z pragmatyki. Udają, że nic się nie stało. To przypadek bohatera książki Beaty Dżon-Ozimek i Michała Olszewskiego „Ptaki krzyczą nieustannie. Historia Günthera Niethammera, esesmana i ornitologa z Auschwitz”.  

Autorzy wnikliwie sportretowali swojego bohatera – przeszukali archiwalia, dotarli do prywatnych korespondencji, przyglądnęli się artefaktom, opisali jego życie na tle pierwszej połowy XX wieku. Odkryli nieznane. Przywołam kilka faktów z biografii: Günther Niethammer jest ambitnym ornitologiem. Należy do majętnej rodziny, posiadającej ogromne zakłady papiernicze, które po dojściu Hitlera do władzy odbijają straty po kryzysie z początku lat trzydziestych. Niethammerowie po pierwszej wojnie tracą posiadłości kolonialne w Afryce, ale młody Günther chętnie wyjeżdża na wyprawy naukowe do Namibii. Zebrane tam obserwacje ornitologiczne, opisuje w książce pod znaczącym tytułem „Ptaki niemieckiej Afryki północno-zachodniej”.

W wyborach do Reichstagu w 1932 roku na NSDAP głosuje trzydzieści siedem procent społeczeństwa, czternaście milionów wyborców, w następnym roku wybory zostają powtórzone, Niemcy wstają z kolan, Hitler wprowadza nowy ład, rodzinna firma odrabia straty.

Niethammer obserwuje ptaki, ale też samoloty wojskowe i idzie z duchem czasu. Zniecierpliwiony brakiem powołania do wojska, wstępuje na ochotnika do Waffen-SS, nadstawia lewe ramię do wytatuowania, przysięga Hitlerowi „posłuszeństwo aż do śmierci”. Dostaje upragnione powołanie, choć niezgodne z oczekiwaniami. Zostaje skierowany do Auschwitz, jest strażnikiem, pilnuje bramy głównej. W tym czasie przez tę bramę przechodzi mój Dziadek Takich strażników jak Günther Niethammer jest tysiąc siedmiuset – płynące lata i rotacja dały swoją liczbę. W liście do rodziny ornitolog skarży się na niewygody swojego życia w obozie i pisze: „kiedy sobie pomyślę, z jakimi nadziejami zgłosiłem się jako żołnierz, odczuwam lekki smutek” (s. 190), a w innym miejscu: „to było całkowicie wbrew mojemu pojmowaniu, to było dla mnie całkowitym zaskoczeniem” (s. 276).

Woli obserwować ptaki niż więźniów, więc upolowanymi kaczkami, trafiającymi na stół państwa Hössów, zyskuje sobie prawo do zajęcia się zadaniem specjalnym – obserwacją ornitologiczną wokół Auschwitz. Między Sołą a Wisłą ptactwa wodnego jest dużo, bo tereny są podmokłe i bagienne. I właśnie włączone zostały bezpośrednio do terytorium Trzeciej Rzeszy, potrzebny był rejestr gatunków.

Ówczesna ornitologia polegała na odstrzeleniu ptaka, a potem przeprowadzeniu sekcji zwłok: „Zastrzeliłem [w okolicach Brzeszcz] jednym strzałem starego ptaka i jednego młodego dokładnie w momencie karmienia. Dorosły ptak był samczykiem, miał w sobie zielone gąsienice i owadzią poczwarkę, którą zapewne chciał właśnie przekazać karmionemu podlotowi” (s. 482).  Niethammer opisywał zabijanie ptaków. Nie opisywał zabijania więźniów. Jego oddział w obozie przeprowadził co najmniej jedną egzekucję. W takich zmilitaryzowanych komandach nie zwalnia się nikogo z uczestnictwa. Nikt nie zostaje pozostawiony jako niewinny.

Autorzy książki oglądali kolekcję ptasich eksponatów zwiezionych z okolic Auschwitz.  Günther Niethammer zostawił ją w wiedeńskim muzeum:

  • „Skowronek – 23 czerwca 1941 roku w Pławach koło Auschwitz.
  • Samica sroki – 3 czerwca 1941 roku w Auschwitz.
  • Pliszka żółta – 3 lipca 1941 roku w Birkenau (…). Każdy ptak ma swój numer porządkowy, niektóre okazy zostały dokładnie zważone” (s. 326). Martwe „ptaki krzyczą nieustannie”, tytuł książki nabiera metaforycznego znaczenia.

Sednem historii Niethammera jest to, co dzieje się po wojnie. Najpierw odsiaduje krótki wyrok więzienia w Polsce, a potem wraca do Niemiec i w Bonn zaczyna nowe życie. Niedawny udział w zinstytucjonalizowanym zabijaniu nie dotyka go na tyle, aby zwichnąć mu karierę naukową. 34. urodziny obchodził w Auschwitz, ale już 42. jako kierownik działu ptaków muzeum w Bonn. Jeździ na badania. Organizuje wyprawę do Ameryki Południowej (powojenny kierunek nazistów). Kolejny wyjazd do Afryki saharyjskiej dofinansowuje UNESCO. Niethammer dopina karierę naukową, zostaje profesorem na Uniwersytecie w Bonn. Pisze kolejną książkę ornitologiczną. Zachwyca towarzystwo darem opowieści i pogodnym usposobieniem. Rodzina układa sobie życie, a przy okazji przypomina sobie o meblach w wiedeńskiej willi, w której Niethammerowie mieszkali w czasie wojny. Zajęli dom na skraju parku. Chwilę wcześniej wyrzucono z niej żydowskich właścicieli. W 1957 roku profesor upomina się o „zwrot” mebli z wiedeńskiego domu. Wśród rzeczy jest też lustro o nazwie „psyche” – lustro, które pozwala na przechylenie i przyglądnięcie się całej postaci. I właśnie psyche mnie intryguje.

Niethammer po Auschwitz żyje pełnią życia, rozwija karierę, robi to co lubi. „Długi cień Trzeciej Rzeszy” dawał ochronę nie tylko prawną, ale i psychiczną. Ludzie wokół nie zauważają, aby był stłamszony czy wycofany. Może uwierzył w swoją niewinność, bo czytał listy, które jego żona Ruth, zbierała na potrzeby procesu karnego w Polsce. Nie brakowało znajomych potwierdzających niewinność. Wcale nie schował się w kąt. Być może założył maskę, w każdym razie nie pokazywał grymasu twarzy odciśniętego w obozie.  

Są takie książki, których bohaterowie dręczą nas jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony.  No tak, ale co z tą psyche? Jakie figle pamięci i jaźni chronią człowieka przed jego własną przeszłością, przed nim samym? Ciągle próbuję zrozumieć tajemnice przeszłości, goniąc za historią, nawet jeśli ona ciągle się wymyka, „chasing history, even as is was slipping away” jak mówią Brytyjczycy. Podobnie wymyka się wtedy, gdy przypominam sobie z dzieciństwa pewnego starszego człowieka, który pracował w szopie w getcie warszawskim (do getta chodziło wielu robotników z tak zwanej „aryjskiej strony”), a po wojnie wciąż pozostawał antysemitą.

I co z psyche? Mój Dziadek Teodor Glensk zginął w Auschwitz w tym samym czasie, w którym strażnikiem był Günther Niethammer. A ptasie eksponaty? Realne znaki świata, który istnieje w wyobraźni, ale nie pozwala się zrozumieć.

Urszula Glensk

 

*Wykorzystane w tekście cytaty pochodzą z książki Beaty Dżon-Ozimek i Michała Olszewskiego, Ptaki krzyczą nieustanne. Historia Günthera Niethammera, esesmana i ornitologa w Auschwitz

Urszula Glensk