Felietony

Small talk

| 7 minut czytania | 291 odsłon

Jak tam w teatrze? Bo ty w teatrze jeszcze robisz? Filmowo wiem, ostatnio też, ale głównie w teatrze, słyszałem, jak tam te wasze sztuki dramatopisarze, idzie to jakoś?

Nowy rok wszedł na miękko jak small talk z przypadkowo spotkanym na ulicy dawno niewidzianym znajomym, ale czasem nawet taki niby uprzejmo-grzecznościowy small talk może się nagle przeobrazić w całą wielką epopeję. Idąc przez centrum miasta, chcąc nie chcąc, można natknąć się na człowieka z branży teatralno-filmowej. Ten teatralno-filmowy człowiek zwykle wraca wtedy z próby w teatrze, ale i bywa że ze zdjęć jakiegoś streamingowego serialu. Na mój widok lico mu nieznacznie promienieje jak lutowe słońce i w te uprzejme słowa zagaja do mnie: 

Jak tam w teatrze? Bo ty w teatrze jeszcze robisz? Filmowo wiem, ostatnio też, ale głównie w teatrze, słyszałem, jak tam te wasze sztuki dramatopisarze, idzie to jakoś? — uśmiecha się bezczelnie jak słodki biały miś z Krupówek. 

Idzie, idzie. Premiera za premierą. A ty skąd wracasz? 

A, wiesz, serial robię. Generalnie wolę fabułę, bo to wiesz, nie idzie od razu do streamingu, ja jestem raczej klasyczny w odbiorze, ze starej szkoły, wolę najpierw pójść do kina, zanim to wyląduje na Netflixie, wiesz światło gaśnie na widowni jak w teatrze, lekki dreszczyk niewiedzy, jakie to będzie po montażu, które sceny reżyser wyrzucił, a może został cały, nietknięty władczą ręką reżyserską, materiał. Ja jestem tego entuzjastą. Ale serial w streamingu daje fejm i propsy, i hajsy dobre. A ty nad czym teraz pracujesz, panie dramaturg? — to mówiąc wyjął z kieszeni e-papierosa i się delikatnie zaciągnął. 

Piszę adaptację ważnego dzieła literatury światowej, też tam moje słowa lokuję, żeby wiesz też był jakiś twórczy fun, a nie tylko suchy dramaturgiczny montaż. Ale też piszę pierwszą książkę, to będzie moja osobista historia. 

O, pisz, pisz! Ty jesteś dobry w dialogach. Na osobiste jest teraz zapotrzebowanie. Trochę ubarwisz i będzie bestseller! To jak już wydasz, to ja poproszę o egzemplarz z dedykacją – w tym momencie zbliżył się do nas znienacka na odległość oddechu inny aktor, mniej znany, a właściwie tylko stricte teatralny. — O, Jacek, to ci dopiero! Krzysiek, to mój kolega z roku ze studiów, w jednej grupie mieliśmy zajęcia. Jacek, pamiętasz zajęcia ze scen współczesnych z Fryczem? To były lata, sam Jan Frycz. Ostatnio grałem z nim w filmie i mu mówię — panie Janku, pan mnie uczył aktorstwa. Pan mnie uczył różnych rzeczy, co robić na planie, kiedy się ma długą przerwę między ujęciami, i ja to stosuję, dziękuję panie Janku. On patrzy na mnie długo, po czym się odzywa: Janek, mów, Janek. I takie historie, drodzy teatralni moi optymiści. A ty, Jacuś co robisz? 

Jacek chwilę drapie się nerwowo po brodzie, po czym niepewnie wydaje z siebie głos:

A, wiesz co, próbujemy w teatrze Szekspira, miesiąc do premiery, poza tym ostatnio grałem epizod w fabule, no w sumie spoko jest

Epizod w fabule Dobrze zagrać epizod to jest sztuka, mistrz epizodystów Maklakiewicz, Pawlik, Władek Kowalski, Iza Dąbrowska, Krzysiu Kiersznowski — odrzekł mlaskając z uznaniem znany aktor filmowy. Zamyślił się chwilę i rzucił z pasją — Mam dla was propozycję nie do odrzucenia. Bo ja nie wierzę w przypadki, a ciebie Jacuś prawie od studiów nie widziałem, to nie może być po nic. Jakiś bóg filmowców nas tu dzisiaj obsadził w tej scenie na placu i nie można tego potencjału zmarnować. Krzysiek, napiszesz mi rolę w fabule, a ty Jacuś zagrasz mojego przyjaciela, będziesz miał ważną drugoplanową. Ty, Krzysiek, skończysz tę adaptację teatralną, a później napiszesz scenariusz filmowy z prawdziwego zdarzenia. Chcę zagrać rolę, w której nie widzą mnie reżyserzy, bo jak tu raz dobrze coś zagrasz, to już potem grasz to samo przez lata. Patrz taki Więckiewicz, Szyc, Pazura, Woronowicz, nie mówiąc o Adamczyku. Ciągle kurwa to samo. Mnie też zaszufladkowali. Komedie romantyczne, filmy świąteczne, seriale o typowej polskiej plastikowej rodzince. A ja chcę takiego, wiesz, kogoś z ludu, prawdziwego człowieka, który zmaga się z przeciwnościami, ze swoim tragicznym losem. Takiego rozdartego, niespełnionego Polaka, który przechodzi przemianę, taki niby, wiesz, mode eastern european poker face, jak wiesz, Clint Eastwood w „Gran Torino”, ale w środku wrażliwy, jak taki Paul Giamatti w „Przesileniu zimowym”. Żeby to było o czymś, a nie jakieś kino sformatowane pod oczekiwania widza. Właśnie trzeba wbrew oczekiwaniom. I żeby tę sztukę filmową z wyższej półki uprawiać! Ja teraz zarobię na serialu streamingowym, później komercyjny film i na końcu zrobię reklamę. Przytulę za te trzy cuda ponad pół bańki netto. Dam ci Krzysiek tyle, żebyś był zadowolony, parę razy więcej niż ci w teatrze ci skąpi dyrektorzy dają i ty mi napiszesz taką rolę, a Jacek zagra mojego przyjaciela. Wiesz, takie kino społeczne z ambicjami, to nie musi jechać do Cannes, ale żeby chociaż do Gdyni pojechało i może do Karlovych Var, a później może lecieć na streamingach. Żeby pokazać tym wszystkim najedzonym filmowcom, że mnie się jeszcze chce, jak na studiach na pierwszym roku. Kiedy oglądaliśmy z Jacusiem w DKF – ach filmy Pasoliniego, Mike’a Leigh, Wendersa i Kieślowskiego. Że we mnie ten ogień jeszcze nie wygasł, płonie ten płomień, jeszcze się kurwa żarzy. 

Milczenie.

Tymczasem, panowie. Odezwę się. To będzie film, to będzie dzieło! — zakrzyknął na odchodnym z entuzjazmem znany aktor i oddalił się jak w skowronkach.

Pauza. Po chwili odezwał się aktor Jacek:

Długo się znacie?

No, czasem wpadamy na siebie na premierach filmowych albo na placu Zbawiciela — zaśmiałem się. 

Mnie już raz proponował główną rolę, w filmie który wyprodukuje. A tobie tak pierwszy raz? 

Pierwszy. 

Na pewno nie ostatni — powiedział aktor Jacek. 

Uścisnęliśmy sobie dłonie w porozumieniu jak spiskowcy i oddaliliśmy się z pola widzenia.

Krzysztof Szekalski

Krzysztof Szekalski