Felietony

Przyczynek do odpoczynku
Część 1. Złuszczanie myśli

| 4 minuty czytania | 566 odsłon

Czy umiecie wyłączyć się skutecznie i dać ponieść sygnałom, które płyną ze zmęczonego umysłu i ciała? Oddać się bezwolnie temu, co ono w swojej mądrości proponuje?

Czy umiecie odpoczywać?

Ja mam z tym od zawsze problem. Mój dziadek stolarz nie uznawał odpoczynku. Każdą chwilę aż do zmroku należy mieć zajętą pracą inaczej różne głupoty przychodzą do głowy. Myśli, nad którymi się nie panuje wynikają z lenistwa. Dobrze, że niedziela w małej katolickiej społeczności zmuszała go do dnia przerwy, bo to przecież nie wypada odpalać „cyrkulatki” w niedzielę, co ludzie powiedzą. Była więc ta niedziela czasem wymuszonej przerwy. Jak spędzał ją dziadek? Trudno powiedzieć, bo oprócz obejrzanych wspólnie „Złotopolskich” i zjedzonego razem obiadu niewiele widziało się go w domu. Jako eremita z powołania zaszywał się na całe dnie w swoim pokoju nad warsztatem i nie wiem, czy jego własna żona wiedziała, co tam robi. Ja do tej pory nie wiem. Może po cichu, w ukryciu przed całym światem wykonywał jakąś małą robótkę, praceńkę tak tylko, dla higieny umysłu?

Bo z tymi myślami to dziadek miał rację. One przychodzą tylko, gdy ciało jest „niezmęczone” pracą. Gdy je wymęczysz porządnie, wypocisz, naciągniesz mięśnie – myśli odpadają jak złuszczający się naskórek i nie ma po nich śladu. Można zasnąć spokojnie. Bez myśli. 

Fantazjuję i rozmyślam o tym wypoczynku pewnie dlatego, że tym razem go sobie odmówiłam, a raczej poddałam się warunkom zewnętrznym, które kazały zamiast odpoczynku w czasie przerwy od pracy zawodowej rzucić się w niespodziewany remont. 

Kucie, kładzenie kabli, klejenie, szpachlowanie tynkiem, wygładzanie papierem ściernym, oddychanie kurzem, przenoszenie rzeczy i sprzątanie powtarzające się jak upiorny pachnący ajaksem lejtmotyw. 

Och, ile godzin niemyślenia! Nie pamiętam jak żyję takiej przerwy. A co wystarczy? Ciężka fizyczna, upierdliwa, brudna praca, po której ciało jest spocone i ubłocone tynkiem, za to mózg czysty jak tabula rasa. Nigdy, jak teraz, w tym pośpiesznym wysiłku, nie przestało mnie obchodzić dosłownie wszystko. Odpadło ze mnie jak ten dziadkowy naskórek całe zmartwienie światem, teatrem, sobą, życiem, relacjami, ludźmi, ekologią, końcem świata, którego zwiastunem są te majowe temperatury w lutym. 

W nocy, gdy koło dwudziestej trzeciej kończyłam pracę odpalałam papierosa i patrzyłam przed siebie zupełnie tępo. Bez żadnej chęci na film, serial, książkę, teatr i inne formy rozrywki-odpoczynku, charakterystyczne dla… no właśnie ludzi, którzy najogólniej mówiąc – nie pracują ciężko fizycznie. 

Aż głupio mi się przyznać do tej niespodziewanej epifanii – otóż kultura jest nie dla wszystkich. Po prostu, gdy się pracuje całe dnie ponad siły nie starcza ich na uczestnictwo w kulturze, społeczeństwie, polityce, na bycie świadomym obywatelem i obytym człowiekiem. 

Kładąc się spać przed zapadającym w sekundę, jak teatralny blackout snem, zaczęłam się domyślać, jak ten stan może łatwo wejść w tryb „przetrwały”. Jak można się skutecznie oduczyć… myśleć. Jeszcze parę tygodni takiej pracy i nie napisałabym już ani słowa. Nawet te przychodzą mi z trudem, nie tylko dlatego, że stwardniały i starły się opuszki palców, których jedynym zadaniem do tej pory było skakanie po klawiszach, jak motyl po płatkach kwiatów, więc teraz nieprzyzwyczajone zupełnie dostały niezłą szkołę, szkołę życia spracowanych dłoni. 

Ciężko jest wrócić z krainy niemyślenia, tamte myśli złuszczyły się od pracy i odpadły, a nowe muszą mieć czas narosnąć, jak ta nowa skóra na palcach. Mi pewnie niedługo odrosną bujne, może bujniejsze niż przed, tak sobie myślę. No ale ja nie jestem zmuszona do ciężkiej fizycznej pracy, ciągnącej się całymi dniami, a czasem nocami, jak duża część naszego społeczeństwa. Ja mam na to odrastanie czas. Jak pomóc tym, którzy go nie mają?

Cdn.

Małgorzata Maciejewska

Małgorzata Maciejewska